Gdy mamy sie lubia a dzieci srednio

16.02.07, 05:03
Mam bardzo dobra kolezanke, przyjaciolke wlasciwie, z ktora lubie wspolnie
spedzac czas, nasi mezowie te sie lubia, ale problem polega na tym ze nasi
starsi synkowie (dzieci mamy prawie w identycznym wieku, po dwoch chlopakow)
ciagle sie zgrzytaja. Niby mowia ze sie lubia, chca sie odwiedzic, ale w
trakcie zabawy ZAWSZE dochodzi do ostrych klotni. Jest to jedyny kolega
mojego syna z ktorym tak sprawy wygladaja, z kazdym innym bawia sie bez
problemow. A tu kazdorazowo pyskowki, wyzwiska, zabieranie sobie zabawek.
Moj syn jest zbyt wrazliwy, nie zawsze potrafi sie odgryzc i jak tamtem mu
cos powie to od razu przychodzi z placzem. A tamtem potrafi byc strasznie
zlosliwy, no i oboje sa humorzasci.

Normalne problemy rowiesnikow powiecie - ale dlaczego musi sie do cholewki
tak klocic akurat z tym a nie innym kolega? Psuje mi to humor przy
spotkaniach z rodzina przyjaciolki i czasem z niechecia o nich mysle mimo ze
tak ja pisze, uwazam ja za przyjaciolke! Teraz po raz pierwszy planujemy
wspolny wypad pod namiot (mieszkam za granica, u mnie luty jest cieply) i juz
sie stresuje ma mysl o tym ze beda caly na siebie skarzyli i ryczeli itd.

Co byscie na moim miejscu zrobily? Chodzi o dzieci 6-cio letnie.
    • superslaw Re lollypop 16.02.07, 07:25
      Trudna sprawa ale powiem ci , że to niestety częste zjawisko wśród rówieśników
      , mam córke 7,5 letnią i jest z nią dokładnie tak samo, jak się bawią ładnie to
      się bawią jak się kłócą to się kłóca..i generalnie jest tak, że jedna się kłóci
      druga nie chce ustąpić i tak to jest..myśle że to norma wśrod rówieśnikow,
      dzieci maja rożne charaktery temperamenty i bywa że się kłócą nie mają jeszcze
      zahamowań co wypada a co nie jak dorośli, z czasem jednak nauczą się bo życie
      zmusza nas do tego.Na twoim miejscu nie przejmowałabym się zbytnio..a może do
      póki nie zrobi sie gorąco nie ingerujcie w konflikty?Niech chłopcy postarają się
      sami je rozwiązać?Powodzenia
    • wiolontela Re: Gdy mamy sie lubia a dzieci srednio 16.02.07, 08:56
      Kto sie czubi ten się lubi wink

      Po pierwsze - nie ingerować. Wrecz powiedziałabym do pewnego stopnia
      bagatelizować spory. Płaczącemu synowi pwiedzieć, ze najlepiej byłoby, gdyby sam
      rozwiązał problem z kolegą. I kropka.

      Nie iwem czy sie nie mylę ale stawiałabym na rywalizację. Podobnie jak w
      przypadku rodzeństwa, gdzie częściej niż miedzy kolegami dochodzi do sporów.
      • yenna_m Re: Gdy mamy sie lubia a dzieci srednio 16.02.07, 22:32
        tez bym stawiala na rywalizacje

        olać i zostawic sprawy (dokladnie jak wiolontella pisze) dzieciom delektrując
        sie przyjemnoscią spedzania czasu z przyjaciolką.
        6-latek to duze dziecko. Chlopaki nie naucza sie konstruktywnie rozwiazywac
        problemow, jesli im na to nie pozwolicie. I sprobujcie przestac robic takie
        halo z ich nieporozumien - dzieci nie sa glupie i wyczuwaja takie klimaty. A
        rywalizacja wlasnie moze odbywac sie rowniez na poziomie "kto zrobi najwieksze
        wrazenie na rodzicach w zwiazku z udowadnianiem swojej racji czy swojego
        wiekszego pokrzywdzenia" wink

        Mialam podobny problem. Ale my z przyjaciolką olalysmy dzieci - w tej chwili
        chlopaki naprawde bardzo sie lubia. Oczywiscie zdarzaja im sie gorsze chwile i
        zdarza im sie poklocic czy jeden stuknie za cos drugiego wink
        Ale w koncu ja stara z mezem sie czasami kloce wink
        To w sumie czemu dziecku odmowic luksusu ścięcia się z przyjacielem? wink

        Wiec z przyjaciolka udajemy, ze nie slyszymy, jak sie chlopaki kloca i
        zasmiewamy sie z ich reakcji do lez smile
    • metrluba Re: Gdy mamy sie lubia a dzieci srednio 16.02.07, 09:54
      Na twoim miejscu spotykałabym się tylko z przyjaciółką i bez dzieci. Odpowiedz
      sobie na pytanie - czy gdyby twoje dziecko szczerze i serdecznie przyjaźniło
      się z jakimś innym, z którego rodzicami notorycznie byś się kłóciła co by cię
      doprowadzało do płaczu, organizowałabyś wspólne rodzinne wyjazdy? Dzieci też są
      ludźmi i warto zadbać o to zeby ich wrażliwa psychika nie była niszczona przez
      toksycznych kolegów, a zapewniam cię że takie urazy z dzieciństwa mogą trwać
      długo.
    • jowita771 Re: Gdy mamy sie lubia a dzieci srednio 16.02.07, 12:04
      jako dziecko podobnie reagowałam na siostrę cioteczną, z wzajemnością. kilka
      kłótni "na smierć i życie" dziennie. czasami rodzice nas straszyli, że zabronią
      nam się razem bawić. ale tak naprawdę to się lubiłysmy. teraz jest moją
      najlepszą przyjaciółką.
      ktoś dobrze doradził, ingerujcie w kłótnie jak najmniej. oczywiście uważajcie,
      żeby się nie pozabijalismile
    • lollypop Kolejna porazka 17.02.07, 11:25
      Wlasnie wrocilismy z grilla u tejze kolezanki i bylo tak zle ze wyszlismy nagle
      z powodu dzieci. Caly wieczor syn przychodzil do mnie z placzem ze tamten albo
      mu cos zabral albo mu zabronil sie bawic w danym miejscu, itd. Raz widzialam
      ze stoi sam smutny pod drzewem podczas gdy tamtem z daleka macha na niego
      kijem. A potem akurat weszlam do pokoju w ktorym sie bawili i zobaczylam ze
      syn kolezanki specjalnie wylewa swoj napoj na stol i zaczyna plakac w glos i
      wolac ze to moj syn go uderzyl i mu wylal! Probowalam interweniowac i
      mowie "sluchaj, dlaczego klamiesz? ja widzialam ze sam wylales.": a on na
      to "bo ja Maxa nie lubie i nie chce zeby do mnie przychodzil". Zamurowalo
      mnie, wiem ze mowil to szesciolatek ale odpowiedzialam "dobrze, to juz nie
      bedzie do Ciebie przychodzil" i wyszlismy stamtad.

      Kolezanka ciagle bierze swojego na rozmowy, kaze mu przepraszac Maxa, ale to
      skutkuje na pol godziny a potem znowu cos. Ona mi mowi ze trzeba im pozwolic
      sie wyklocic ale moj syn ewidentnie sobie nie radzi z sytuacja wiec dlaczego
      mam go narazac na taki stres?

      Jutro sa urodziny tamtego, Max od dawna jest zaproszony na przyjecie. Chyba go
      posle z mezem (ja po dzisiejszym wieczorze nie mam sily na to) z instrukcja ze
      daja prezent, siedza godzinke i wracaja. A potem niestety ale chyba faktycznie
      w miare mozliwosci bedziemy sie starali z nimi widywac bez dzieci. Z namiotow
      zrezygnuje. Chlopcy chodza razem na lekcje pianina raz w tygodniu i poprosze
      nauczycielke by ich odseparowala bo nie moge Maxa przeniesc na inny dzien, nie
      pasuje mi ze wzgledu na prace. Mysle ze skoro szesciolatek (niespelna, tamten
      jest starszy o poltora miesiaca) nie radzi sobie z takimi potyczkami i
      ewidentnie jest wrazliwszy od tamtego na to co sie miedzy nimi dzieje to mam
      obowiazek zredukowac mu jakos ten stres.
Pełna wersja