erudy
21.02.07, 21:57
Historia jest długa…ale prawdziwa…
Zaczęliśmy przed ślubem – pierwsze zbliżenia ale bez pełnego stosunku z powodu
obawy przed ciążą. Mimo tego zawsze zabezpieczaliśmy się prezerwatywą. Mąż był
często napalony, lubiał pofantazjować głośno o seksie – ja nie byłam
doświadczona w tym temacie, owszem, miałam fantazje, ale nie wypowiadałam ich
głośno, liczyłam, że po ślubie zajmę się ich realizacją (jak już będziemy
mogli bez obawy o wpadkę).
Już wtedy zdarzało mi się usłyszeć od mojego partnera, że jestem zamknięta w
sobie, ale ja mu mówiłam, że to tylko pozory, bo w głębi duszy czułam ogromny
potencjał
Po ślubie okazało się, że mamy problem – nie mogliśmy odbyć stosunku bez
prezerwatywy. Na początku było ok. – robiliśmy to w gumkach. Potem mąż chciał
naturalnie, ale nie wychodziło, a raczej nie wchodziło… Raz, drugi, trzeci,
sytuacja robiła się coraz bardziej napięta – mnie bolało, męża też, seks był
męczący i nie miał nic wspólnego z przyjemnością.
Miesiące upływały, a mąż zaczął mi wypominać, że to przeze mnie nam nie
wychodzi (bo za sucho, bo jestem za ciasna, bo zaciskam na złość, itp.). W
prezerwatywach raczej nie było problemu. W ciągu tych kilku miesięcy mąż łapał
stany zapalne i miał problemy z odciąganiem napletka – nie pozwalał mi się
dotknąć, bo mu to sprawiało ból.
Męczyliśmy się tak dwa lata, ale mąż nie chciał isc do lekarza (powiedział mi,
że był u specjalisty jak miał kilkanaście lat, a lekarz stwierdził, że jest
wszystko ok.).
Zapragnęliśmy dziecka i był problem – nacinaliśmy gumki… Mijały miesiące, ale
nie zachodziłam w ciążę. Było coraz gorzej… Rodzina o niczym nie wiedziała i
doradzała mi wizytę u ginekologa. Poszłam, wszystko ok.
I przypadkiem usłyszałam od znajomej, że jakiś chłopczyk miał operację
nacięcia napletka. Powiedziałam o tym mężowi i pojechaliśmy do tego lekarza.
Lekarz obejrzał męża i zdziwił się, że do tej pory nie zrobił z tym porządku.
No i była operacja. Po operacji mieliśmy 3 m-ce abstynencji, później powoli
zaczynaliśmy współżycie. Zaczęło się robić normalnie i wtedy zaszłam w ciążę.
W ciąży nie miałam dużej ochoty na seks, jeszcze gorzej było po porodzie. Mąż
szybko zapomniał o swoich wcześniejszych problemach i był chętny do zbliżeń.
Powinno być dobrze, ale nie było i nie jest. Po kilku latach małżeństwa mąż
już się nie stara – w dzień często się kłócimy, a on potem chce się kochać.
Jeszcze kiedyś lubiłam się tak godzić, ale teraz to już nie jest zabawne, tym
bardziej jak się usłyszy, że się nie jest „dobrym w łóżku”… W dzień klepie
mnie po tyłku (mimo iż wie ze tego nie lubię), wulgarnie się wyraża o seksie,
swoją ochotę wyraża słowami „musisz mi się dzisiaj wypiąć”. Mnie to od razu
wkurza (jestem typ wrażliwej romantyczki) i takie teksty działają na mnie
odwrotnie, ale to znowu mój problem…
Ostatnimi miesiącami na porządku dziennym słyszę tekst, że muszę wypełniać
swój „obowiązek małżeński”, bo on po to się żenił, żeby mieć wtedy kiedy ma na
to ochotę…
Więc teraz mamy drugie dziecko (5 m-cy). Dzieci strasznie kocham i cieszę się
ze są, ale na razie chciałabym poprzestać na tej dwójce. Karmię piersią, od
porodu nie miałam miesiączki, więc stosunek bez zabezpieczenia w tej sytuacji
byłby jak rosyjska ruletka. Jak się zabezpieczyć? Prezerwatywa? tabletki nie
bo karmię… Od porodu mieliśmy zbliżenie (nie stosunek) tylko kilka razy, mąż
mówił, że poczeka, że może to być w takiej formie, a dzisiaj usłyszałam, że
udawał, że mu było dobrze, że on chce już normalnie! Nie dociera do niego, że
nie chcę zajść w 3 ciążę, że jego mama daje mi do zrozumienia, że powinnam
sobie regulować liczbę ciąż… Mąż mnie oskarża, że jestem chora i powinnam się
leczyć, że nie mam pociągu seksualnego, przy tym „zachęca” mnie do zbliżeń
swoimi wulgarnymi odzywkami, grozi, że mnie kiedyś zgwałci…
Ja już dłużej tak nie mogę, boję się, że jeszcze trochę to będę na niego
patrzeć ze wstrętem…
Na koniec dodam, że mam ochotę na seks (dzisiaj kupiłam sobie seksowną
bieliznę), planowałam romantyczny wieczór, ale jak ma być dobrze, kiedy się
słyszy ciągle narzekanie… Jestem już tym zmęczona… Czy to się kiedyś zmieni?
Czy w końcu będzie normalnie?