nasi zabawni mężowie :)

25.04.03, 13:54
Zainspirowana wątkiem "zabawne powiedzonka naszych dzieci" proponuję, byśmy
podzieliły się zabawnymi sytuacjami z udziałem naszych mężów smile jak wiadomo,
mężczyźni są jak dzieci smile

Z czasów studenckich. Mój mąż poszedł na zakupy, po czym stanął w drzwiach
kuchni, zaczął pałaszować dopiero co kupiony serek topiony i mówi: "wiesz co,
to śmieszne, tu jest napisane, że ten serek jest z łososiem, a smakuje, jakby
był z truskawkami!" Zaintrygowana badam serek i co się okazuje? Serek był
przeterminowany o 3 (!) miesiące i tylko mojemu mężowi jego niezachęcający
smak i zapach mógł skojarzyć się z truskawkami smile

Od kilku miesięcy rozmawiam z moim mężem na temat posłania od września naszej
córeczki do przedszkola. Zastanawiam się przy nim głośno, jak będziemy ją
odprowadzać (lada moment będziemy mieć drugiego dzieciaczka), czy malutka nie
będzie chorowała itd. Rozmawiałam też kiedyś na ten temat z koleżanką męża z
pracy. I oto mój mąż wraca z pracy i mówi mi: "Wiesz, Kinga (czyli ta
koleżanka) powiedziała mi dzisiaj, że chcesz posłać Jagódkę od września do
przedszkola, czemu ja nic o tym nie wiem?" Nie wiem, czemu on nic o tym nie
wie smile

Czy Wasi mężowie też jak mają kupić drożdże to kupują żelatynę?

Czy myślicie, że mężczyźni doceniają Wasze starania, by ładnie wyglądać? Może
niektórzy... Ja ostatnio w piękny wiosenny dzień postanowiłam założył zieloną
wiosenną sukienką, same rozumiecie, zaawansowana ciąża, chciało by się ładnie
wyglądać. Mąż nie skomentował mojego wyczynu, więc wieczorem zrobiłam mu
test smile Kładziemy się spać, i pytam go: "Zgaduj, w co byłam dzisiaj ubrana a)
w szarą spódnicę b) w zieloną sukienkę c)w czarne spodnie" Widzę zakłopotaną
minę mojego męża, niepewnie mówi "W czarne spodnie?" Triumfująco pokazuję mu
moją sukienkę, a w odpowiedzi słyszę: "No widzisz, zawsze Ci mówiłem, że nie
dla mnie się ubierasz" smile A dodam, że nie mam wątpliwości, że jestem
najważniejszą kobietą w jego życiu smile

    • kropka Re: nasi zabawni mężowie :) 25.04.03, 14:21
      Ten weekend spędziłam w Warszawie. Najukochańszy Mężczyzna przekonał mnie,
      żebym nie przyjeżdżała samochodem, bo odbierze mnie z dworca, a w niedzielę
      razem wrócimy jego autem.
      - szkoda twojego wysiłku, mówił troskliwe. W pociągu odpoczniesz, a z powrotem
      ja poprowadzę. 2 pełne dni bez samochodu. Wyobrażasz sobie?
      Wyobraziłam sobie. Pojechałam pociągiem.
      Dawno nie spędziłam tak miłych i spokojnych dni. Pełny relaks.
      Nadszedł czas powrotu.
      Mężczyzna Życia zabrał bagaże i poszedł na parking. Zamknęłam drzwi, pożegnałam
      się z sąsiadką i zeszłam na dół. Spojrzałam w stronę samochodu...
      Samochodu nie było. Najdroższego z Najukochańszych także.
      Zamarłam!
      Ukradli! Porwali! Policja! Telefon!
      Spokojnie, zacznij myśleć - powiedziałam głośno.
      Telefon. On ma telefon.
      Zadzwonię, może odbierze, może nie zabrali, może coś powie...może przytomny...
      Zadzwoniłam. Odebrał.
      - Tak kochanie? ... O qrwa, już wracam!
      Rozumiem, że można zapomnieć kluczy, gazety, psów na spacer z psami, laptopa,
      dokumentów, terminów, marynarki, komórki - normalka.
      ALE WŁASNEJ BABY???!!!!!!!!!!!!!!
      • mysiam Re: nasi zabawni mężowie :) 25.04.03, 14:41
        POPŁAKAŁAM SIĘ ZE ŚMIECHU....

        Oni sa tacy niepozbierani....
        Mój co prawda jak dotąd o mnie pamięta...ale ....
        Do całkiem niedawna mój mąż opowiadał o swoim kumplu z pracy same anegdoty
        dotyczące jego rozstrzepania.Aż tu nagle pewnego lipcowego ranka mój mąż
        wychodzi do pracy zabierając teczkę.Ja w 3 miesiącu ciąży ,odprawiająca modły
        do muszli (mdłości)ze swieżo umytymi włosami ,odbieram telefontongue_outysiu !biegnij
        szybko na dół zapomniałem zabrać torby...
        Mój mąż pojechał do pracy ,zostawiając całą aktówkę (z czarnej super skórki-
        kupionątydzień wcześniej)na parkingu.Oczywiście już jej tam nie było..
        pozdrawiam,Mysiam
        • aniask_mama Re: nasi zabawni mężowie :) 25.04.03, 15:25
          Mój mały syuś jest alergikiem, przede wszystkim uczulony na kakao ( w każdej
          postaci: czekolada, kakao w proszku itp), ale uwielbia mleko sojowe - takie w
          kartonach, gotowe. Ostatnio mój mąż zakupił to mleko w sporej ilości, połowa o
          smaku waniowym, a połowa z kakaem...?????
          - Dlaczego kupiłeś kakaowe? Przeciez Misiu ma uczulenie...
          - Tak? No, bo ja myślałem, że skoro wszystko robi się z soi (schabowe, mleko,
          parówki) to kakao też!
          • zosimama Re: nasi zabawni mężowie :) 27.04.03, 00:26
            No proszę! Właśnie mój mąż po usłyszeniu tej opowieści powiedział: "No to
            akurat jest bardzo logiczne!"
        • agasz3 Re: nasi zabawni mężowie :) 28.04.03, 15:46
          Mój kochany małżonek także robi takie numery i ciesze się, że nie jestem sama w
          takich doświadczeniach.
          Najczęściej to Paweł odwozi Olę do przedszkola-zabiera ja z domu, idą razem do
          garażu i wio do przedszkola a później on jedzie do pracy. Tego dnia Ola
          wyjątkowo długo sie guzdrała, było juz bardzo późno. Paweł pobiegł więc sam do
          garazu(jakies 3 min. biegiem od domu a z Olą na pewno 10), ja miałam ją ubrac i
          czekac przed blokiem No to czekamy, 5, 10, 15 min. Byłam pewna , że cos się
          stało, może stłuczka, może ukradli samochód z garażu...
          No i wreszcie jest. Z pośpiechu i totalnego zakręcenia , wsiadł w samochód i
          pojechał sam do przedszkola, wysiadł otworzył tylnie drzwi i dopiero wtedy
          przypomniał sobie, że czekam z dzieckiem przed blokiem...
      • hanutek Re: nasi zabawni mężowie :) 27.04.03, 12:15
        Kropka nikt tak dawno mnie nie rozbawił jak"twój mąż".To było dobre
    • katarzynad29 Re: nasi zabawni mężowie :) 25.04.03, 16:11
      A mój mąż od zawsze słynie z tego, że jest bardzo punktualny. Normalnie można
      regulować zegarki, nigdy nie spóźni się ani o minutę, wręcz zawsze jest pół
      minuty za wcześnie. Takim był również jako narzeczony, zawsze punktualny na
      randki, potem na proszone obiadki. Jakie więc było moje zdumienie i
      przerażenie, gdy w dniu naszych zaręczyn nie pojawiał się 5 minut po umówionej
      17, potem 10. wreszcie 15... Kiedy wpadł z rodzicami pół godziny po czasie,
      zastał mnie obgryzającą pazury z nerwów, a moich rodziców z lekka
      zażenowanych. Okazało się, że bardziej niż punktualny jest jednak zapominalski
      i jadąc do narzeczonej na zaręczyny zapomniał pierscionka i musiał sie wracać
      prawie spod moich drzwi. Kasia
      • pesteczka5 Re: nasi zabawni mężowie :) 25.04.03, 18:24
        Mój ukochany cudownie myli idiomy... Oto próbki:
        -Jestem spocony jak mysz kościelna!
        -A co to za zupa? (zagląda do garnka z moją zupą)- Chyba mama maczała tu swoje
        trzy grosze?
        Zatrzymuje lubianą teściową, która się śpieszy: - A cóż tak mama siedzi jak na
        drożdżach?
        N a razie tyle. Pa
        • grazbed Re: nasi zabawni mężowie :) 05.05.03, 11:03
          pesteczka5 napisała:

          > Mój ukochany cudownie myli idiomy... Oto próbki:
          > -Jestem spocony jak mysz kościelna!
          > -A co to za zupa? (zagląda do garnka z moją zupą)- Chyba mama maczała tu
          swoje
          > trzy grosze?
          > Zatrzymuje lubianą teściową, która się śpieszy: - A cóż tak mama siedzi jak
          na
          > drożdżach?
          > N a razie tyle. Pa

          Mój też ma takie skłonności ale najbardziej utkwiło mi w pamięci: Trzeba
          ciągnąć tę żabę!!!

          Pozdr.
          Grażka
      • gruszka_edziecko Re: nasi zabawni mężowie :) 27.04.03, 21:15
        Kiedy miała się pojawić Masia, postanowiliśmy wreszcie sformalizować nasze
        relacje wink Wydawało się, ze wszystko pójdzie jak z płatka...
        Kilka dni przed ślubem mój mężczyzna zaczął się zastanawiać, jaka jest
        właściwie poprawna pisownia nazwiska naszego świadka (nota bene jego
        długoletniego przyjaciela!). I beztrosko uznał, że najwyżej "zamalują
        korektorem i poprawią". W końcu uległ moim namowom i zadzwonił do kumpla
        zapytać, jak on się właściwie nazywa. I na 2 dni przed uroczystością musiał
        blagać panią w USC, żeby przepisano już gotowy akt ślubu.
        Wydawało się, ze teraz już będzie normalnie. A juści...
        Nadszedł dzień ślubu. Ja pojechałam o świcie do moich rodziców przygotować
        poczęstunek dla rodziny. On miał po mnie przyjechać z kumplem, który nas miał
        zawieźć do USC. Oczywiście mieli przyjechać odpowiednio wcześniej... Minęła
        umówiona godzina i nic. Zaczęłam podejrzewać, że oblubieniec po prostu zaspał.
        Ale u nas w domu nikt nie odbierał telefonu, jego komórki też. Czas sobie
        płynął... Moi rodzice i babcia wyruszyli na nasz ślub, a ja wciąż siedziałam u
        nich w domu! Wreszcie na kwadrans przed ślubem wpada z rozwianym włosem i
        krzyczy, że "taksówka czeka na dole!" Kierowca wił się ze śmiechu, kiedy się
        zorientował, że właśnie się spóźniamy na własny ślub. Na szczęście zlitował się
        nad udręką spłoszonego sytuacją oblubieńca i złamał wszelkie możliwe przepisy
        drogowe. Dotarliśmy na 4 minuty przed wyznaczoną godziną... Po drodze
        usiłowałam się dowiedzieć, co stało się z kolegą i jego wozem. Mąż wyszeptał
        tylko, że zaginął...
        Zaginiony kolega zjawił się mniej więcej w połowie ceremonii. Po jej
        zakończeniu udało mi się wreszcie poznać przebieg wydarzeń.
        Otóż kolega podjechał po męża zgodnie z planem, ten zgodnie z planem się
        zjawił. Ale kiedy ruszyli, pan młody przypomniał sobie, że zamówił dla mnie
        kwiaty. A działo się to w okolicach warszawskiego Dworca Centralnego, gdzie nie
        wolno parkować, do tego jest skomplikowany system przejść podziemnych.
        Mąż wyskoczył z auta z okrzykiem, że zaraz wraca i zanurzył się w czeluściach
        podziemia. Jednak kiedy wrócił, samochodu kolegi nie było. Zamiast stanąć i na
        niego poczekać, mój mężczyzna zaczał się miotać po całej okolicy (w tym
        większość czasu biegał z jednego końca przejścia podziemnego na drugi).
        Tymczasem kolega również szalał. Jeździł w kółko i co chwilę stawał, by
        rozejrzeć się za zgubą. Piechotą gonić go nie mógł, bo 1.nie miał gdzie
        zaparkować, a 2. niedawny wypadek utrudnial mu poważnie chodzenie. Kolega
        usiłował się też dodzwonić na mężowską komórkę, której nikt nie odbierał (bo
        leżała sobie spokojnie u nas w domu). Wreszcie spojrzał na zegarek i uświadomił
        sobie, że ceremonia powinna się właśnie zacząć. Odłożył telefon na dach
        samochodu (potem się dziwił, że go tam nie ma!) i pognał pod USC...
        -
    • dziubelek2 Re: nasi zabawni mężowie :) 25.04.03, 21:31

      był na zakupach ze swoim bratankiem, tzn. chłopak jeżdził wózkiem a mój
      ukochany wrzucał produkty do środka. nie zauważył, że pakuje już nie do
      swojego. dopiero głos klienta "panie, a kto za to wszystko zapłaci?", ściągnął
      go na ziemię.
      no i szczyt roztargnienia - byłam w ciąży i miałam straszną ochotę na kalafior.
      moje szczęście pojechało po tenże i cóż mi przywiozło - dwa selery!
      a może to jeszcze nie jest szczyt, przypomniało mi się jak przed świętami
      pojechał z dziećmi i moim tatą do teściowej po ziemniaki. chwilkę tam
      posiedzieli, po czym jeden wziął dzieci do auta, drugi śmieci od teściowej żeby
      je wyrzucić do kontenera i zadowoleni z siebie wrócili do domu - oczywiście bez
      ziemniaków.
    • g_kasia Re: nasi zabawni mężowie :) 25.04.03, 22:19
      No to i ja coś napiszę.
      Przed ciążą miałam problemy z jajnikami i często uskarżałam się na ich ból.
      Pewnego dnia, mój Mężczyzna trzyma się za podbrzusze i mówi: Ale mnie bolą
      jajniki.
      Na co ja odpowiadam :Kochanie przecież ty nie masz jajników.
      On ( z oburzeniem): Jak to nie mam ?!
      Ja: Faceci swoje mają na zewnątrz wink, a baby wewnątrz.
      Nie uwierzył, musiałam pokazać atlas anatomiczny. I co on robił na lekcjach
      biologii, kiedy omawiano układy rozrodcze?

      Inne. W czasie ciąży miałam problemy i często byłam w szpitalu. Minął termin
      porodu a ja czułam się swietnie, im dłużej tym lepiej. Pewnego dnia o szóstej
      rano budzę męża i mówię: Musimy jechać do szpitala
      On: Kochanie daj mi pospać, pojedziemy później. Która godzina?
      Ja: Szósta piętnaście.
      On: No widzisz, pojedziemy później, połóż się i śpij.
      Ja: Ale ja zaczynam rodzić, odchodzą mi wody...
      On: Śpij, może ci przejdzie
      No i przeszło, po niecałych dwóch godzinach urodziłam córeczkę.

      O mężu tyle, ale przypomniało mi się coś jeszcze. Kiedyś ciocia poprosiła
      swojego syna,a mojego braciszka (facet prawie 30letni), żeby kupił jej
      kilogram buraków czerwonych na barszcz. Wrócił z kilogramem, ale czarnej
      rzepy smile
      Pozdrawiam wszystkie zony swoich roztrzepanych mężów smile
      • beata985 Re: nasi zabawni mężowie :) 29.04.03, 22:16
        Wiecie co kobietki dawno siętak nie uśmiałam.naprawdę.S U P E R.
      • bebejot Re: nasi zabawni mężowie :) 08.05.03, 22:18
        Też będzie ciążowo i anatomicznie
        Mój ślubny był zaskoczony, że to właśnie macica potrafi powiększyć sie do
        monstrualnych rozmiarów. Wyobrażał to sobie mniej więcej tak, że dzidziuś pływa
        sobie w niejakim pęcherzu płodowym, a macica sobie po prostu jest.
    • ewurek Re: nasi zabawni mężowie :) 26.04.03, 10:22
      Ja rowniez cos opowiem o moim mezusiu. Pewnej nocy nasza mala dzidzia obudzila
      sie i miala problem z ponownym zasnieciem. Kolysalam Ja, ale to nic nie
      pomagalo. Obudzilam wiec moja druga polowke i poprosilam, zeby zrobil malutkiej
      herbatke.Poszedl...cisza, ciemno.Udalam sie wiec na poszukiwania. Jakiez bylo
      moje zdziwienie, gdy znalazlam Go smacznie spiacego w pokoju, pietro
      wyzej.Myslal, ze obudzilam Go,bo chrapal i sobie poszedl spac dalej...
      Ewa.
      • ekachna Re: nasi zabawni mężowie :) 26.04.03, 20:29
        Wychodząc z domu poprosiłam męża o ugotowanie kaszy jęczmiennej w woreczku.
        Wracam a z garnka bucha i bulgocze, ogień największy, wody nie ma a torebka już
        przywiera do dna. Pytam: kochanie ale czemu nie zmniejszyłeś ognia, przeciez
        się przypala! A on na to: bo na opakowaniu napisali by gotować na wolnym ogniu
        a przecież wolny to taki nieskrępowany....
        • aniaioliwka Re: nasi zabawni mężowie :) 27.04.03, 18:33
          ekachna uśmiałam się dołez!!!!!!!!!!!!!!!1
          • ewciawoj Re: nasi zabawni mężowie :) 28.04.03, 10:04
            Oj! Szkoda ze ja mam taka krotka pamiec i nie pamietam takich sytuacji.
            Bo widze, ze takie drobiazgi jak pojscie z lista zakupow do sklepu i nie
            zalatwienie wszystkiego (pod warunkiem oczywiscie, ze nie zapomnial listy) sa
            na porzadku dziennym.
            Jak rowniez fakt, ze zapomnial miejsce spotkania ze swoja wtedy jeszcze
            narzeczona (niestety nie mielismy jeszcze komorek).

            Ale jak tylko cos nowego wymysli to sie dopisze.

            P.S. Numer z kakao kapitalny. Ze nie wspomne o roztargnieniu slubnego Kropki.
          • silije.amj Re: nasi zabawni mężowie :) 30.04.03, 09:28
            Ekachna dostałam histerii ze śmiechu!
        • mbagnesk Re: nasi zabawni mężowie :) 29.04.03, 20:19
          Cześć.
          Ekachna, już od dłuższego czasu popłakuję nad tymi postami ze śmiechu, ale
          Twój post to już apogeum smile))))
          A mój mężuś nic mi nie wyciął ciekawego, ale za to ja, gdy karmiłam moją
          pierworodną piersią, noc w noc wyjmowałam ją z łóżeczka, brałam do łoża
          małżeńskiego, karmiłam, kładłam małą do łóżeczka, przysypiałam na chwilę po
          czym budziłam męża i kazałam mu przenieść córeczkę do łóżeczka.
          Pozdrawiam.
          Agnieszka (jaga)
        • chochlik4 Re: nasi zabawni mężowie :) 12.05.03, 13:39
          Ale piękne! Muszę się powstrzymywać od śmiechu, bo moja córcia śpi.
        • weronikarb Re: nasi zabawni mężowie :) 14.05.03, 08:58
          ja opowiem o szwagrze. Jestem w 4 miesiącu ciąży i już po mnie widać, przytyłam
          około 5 kilo. Gdy tłumaczyłam szwagrowi że można przytyć do 12 - 15 kilo to on
          na to: "ale przecież dziecko po urodzeniu waży 2 kilo to po co aż tyle tyć, to
          jest niemożliwe, moja żona przytyje tyle ile będzoe ważyć małe" i nie
          przetłumaczyłam mu jeszcze
      • sanna75 Re: nasi zabawni mężowie :) 30.04.03, 13:17
        Dziewczyny narobiłyście mi smaku. Właśnie spałaszowałam kawałek chleba z
        miodem. To było jeszcze za czasów narzyczeńskich, czasy jeszcze studenckie,
        kiedy często umawialiśmy się ze znajomymi na Brydża. Jedziemy do nas do domu,
        przed nami jadą nasi znajomi. Rozmawiam z moim przyszłym mężem, że może
        pogralibyśmy tym razem przy kawie a nie jak zwykle przy piwku czy winku. Mąż
        potulnie się zgadza i ustalamy, że trzeba kupić mleko do kawy. W między czasie
        dojeżdżamy do sklepu, znajomi się zatrzymują, mąż idzie na zakupy. Po chwili
        wraca, kładzie mi pod nogi cztery piwa i tłumaczy że: znajoma kupiła sobie
        wino, znajomy piwo a on nie wiedział co zrobić więc pomyślał,że wrazie czego
        jak będę miała ochotę na wino to podłącze się do koleżanki a jak na piwo to
        profilaktycznie kupił dla siebie i dla mnie. Pomyslałam, właściwie logiczne i
        mówię:
        - wszystko sie zgadza tylko gdzie mleko
        on: - zapomniałem kupić
        ja: - to wróć się i kup
        on na to z zafrasowana miną: - kochanie, ale ja już nie mam pieniędzysad
    • mika_forum zamaskowany zloczynca 28.04.03, 18:57
      Moj maz ... robi sobie maseczke pieknosci codziennie na noc (ma 38 lat).
      mika
      • kropka Re: zamaskowany zloczynca 28.04.03, 21:10
        czego się czepiasz? Chce Ci się podobać! smile
      • mamapoli Re: zamaskowany zloczynca 29.04.03, 07:32
        A mój mąż używa codziennie kremu pod oczy (rano i wieczorem). I gdy krem się
        skończy to mi się obrywa jeśli zapomnę kupić.
        Mąż ma 34 lata.
        • mysiam Re: zamaskowany zloczynca 29.04.03, 07:47
          Tak chyba objawia się kryzys "wieku średniego"-śmiejemy się z koleżankami z
          naszych mężów.
          Mój też (33 lata) piękni się przed lustrem codziennie dobrych kilkanaście
          albo i jeśli ma czas kilkadzieiąt minut.Kosmetyków ,szczególnie tych do
          stylizacji włosów ma całą półę.Ostatnio wybiela sobie zęby paskami blend-a
          med...A kupowanie(ostatnio nagminne) np. sweterka(czyli
          przymierzanie ,przeglądanie się )trwa nawet i godzinę ,czym wzbudza moją
          wściekłość ,bo czekamy z Miśkiem(2,5m-ca).Ekspedientki też mają niezły
          ubaw.dodam tylko ,że gdy się poznaliśmy jakieś 11 lat temu ciężko go było
          namówić na jakieś kosmetyk oprócz dezodorantu a o ciuchach i ich kupowaniu
          mogłam zapomnieć Mając jedne dziny ,sweter i kilka koszulek ,twierdził ,że to i
          tak za dużo,pozdrawiam,żona pana w średnim wieku..he!!!
          • silije.amj Re: zamaskowany zloczynca 30.04.03, 09:36
            A mój mąż (dopiero 25 lat) myśli że kremy są jadowite!
          • aagacia Re: zamaskowany zloczynca 30.04.03, 13:47
            hehehe dziewczyny niezle te gagismile
            teraz moj grzes:
            wczoraj wieczorem nastawilam video w naszej sypialni zeby nagrac sobie fajny
            film.oczywiscie jak film sie skonczyl video zaczelo przewijac kasete i nas tym
            pobudzilo, na co moj grzes(chyba nadal spiac) mowi do mnie bardzo
            powaznie: "czy zostalo wydane zezwolenie na przewijanie kasety?"
            hihii oczywiscie rano nic nie pamietalsmile
    • sikorki_2 Re: nasi zabawni mężowie :) - Wojtek z Wrocławia 29.04.03, 07:51
      Wiedziałam, że wątek się rozwinie, bo jest świetny. O to więc moje trzy grosze:

      Będąc w ciąży poprosiłam męża o kupienie soku ananasowego, taka nagła
      zachciewajka. Mąż przychodzi mina nie taka, podaje mi sok i mówi ,,kochanie
      kupiłem, ale był tylko ... ananasowy!”

      Romantyczny wieczór - wypad tylko we dwoje, od n-czasu, kino, spacer po
      wrocławskim rynku. Jednym słowem miło i sympatycznie. I mój fajny mąż po
      sensie postanowił kupić mi kwiatka. I zrobił to w iście szarmanckim stylu -
      ,,kochanie zobacz jaka babuleńka, choć kupimy kwiatka, będzie się cieszyć".

      Opisując mojego męża i mężczyzn w ogóle koleżance, która uwielbia kaczkę babuni
      (pewien rodzaj wędliny), powiedziałam, że mój mężczyzna przyniósłby jej ze
      sklepu kaczora dziadka. I jestem tego pewna na 100%.

      A w sobotę (fakt autentyczny!) mąż wyniósł choinkę, z balkonu wprawdzie, ale
      swoje odczekała! A ja mówiłam, że nie pomogę i pomogłam.

      Tyle teraz, jak życie coś dopiszę to się pochwalę. Ewa
    • grajka11 Re: nasi zabawni mężowie :) 29.04.03, 10:29
      Czy może być zabawny brat, wkońcu to też facet?
      W pewien bardzo zimowy, mroźny i śnieżny wieczór moja bratowa oznajmiła, że
      czas jechać do porodu. Brat spodziwając sie, że ten dzień nadejdzie w pełnej
      gotowości "trzymał" fiacika 126p. Aby nie zawiódł w tak ważnej chwili wyjął
      akumulator do ciepłego i cały czas ładował. Więc nastąpił ten dzień -
      reklamówka w rękę, żona pod rękę i chop do samochodu. Po kilku próbach i
      nerwach kapnął się o co chodzi- włożył akumulator i już już mieli jechać, ale
      auto zakopało się w śniegu i co mój brat zrobił - poprosił: Ula może
      popchniesz troszeczkę to z górki będze łatwiej i co kobieta z bólami, bez wód
      poodowych xrobiła pięknie wypchnęła męża w maluszku i pojechała urodzić
      śliczną Karolinkę. To się nazywa matka Polka. Podobało się. Bo dziś się z tego
      śmiejemy a wtedy to było, że ho ho.
      Pozdrwaiam Graga.
    • macha7 Re: nasi zabawni mężowie :) 29.04.03, 14:36
      Czy męża brat też się liczy. Jeżeli tak to mój szwagier:
      1. zapomniał temat swojej pracy magisterskiej
      2.podczas rozmowy z potencjalnym pracodawcą zapomniał jak nazywała się firma,
      którą wcześniej prowadził.
      • silije.amj Re: nasi zabawni mężowie :) 30.04.03, 09:45
        Nasza Juleczka była wtedy maleńka, a jej specjalnością były wielogodzinne nocne
        maratony pożywiania się w naszym łożu z mojej piersi. Mąż niewyspany,
        pracujący, ja całkiem odwykłam od snu. Środek nocy, cicho, ciemno, oczywiścię
        karmię, małżon pochrapuje, w pewnej chwili podnosi się nieco, łapie budzik
        stojący na stoliczku, przykłada do ucha i gada do budzika "Tak, wszystko będzie
        załatwione", po czym odkłada budzikową "komórkę" i śpi dalej. Ale miałam ubaw.
        • coco7 Re: nasi zabawni mężowie :) 30.04.03, 10:18
          a propos choinki, nasza odleżała na balkonie jakieś cztery miesiące po
          świętach, aż w końcu doprosiłam się o wyniesienie jej. Mąż wpadł na genialny
          pomysł, że wyrzuci ją przez balkon i tak się stało. Zszedł na dół, aby ją
          wynieś do kontenera, ale nie ma go i nie ma. Patrzę przez okno, a on nie może
          jej znaleść, była tak łysa, same gołe kikuty, że poprostu nie mógł jej dostrzec.
          W końcu wszedł do domu wziął lornetkę i ją wypatrzył.
          • habina Re: nasi zabawni mężowie :) 30.04.03, 12:47
            Ha, ha ha ha!!!!!!! Mój w tamtym roku
            zrobił to samo!!!! No, tylko, że ją
            znalazł mimo, że również była bez igieł.
            Oczywiście do mnie należało potem sprzątanie
            i odkurzanie balkonu z igiełek...
            SUPER TEMAT - GRATULACJE DLA AUTORKI POSTU
            Pozdrawiam
    • wilga_kasia Re: nasi zabawni mężowie :) 30.04.03, 11:21
      Moja mama, mająca słabość do mojego męża (który ma słabość do staroci), kupiła
      nam w prezencie piekny stary kredens na Kole. Mąż załadował go do skody i
      przewieźliśmy go do Gdańska, gdzie trzeba było wnieść go na drugie piętro.
      Pomagam mężowi dzielnie, mimo że nienawidzę nosić ciężarów i mam słabe ręce. I
      oto pojawia się wybawienie: sympatyczny sąsiad i pyta, czy może pomóc. Na co
      mój mąż odpowiada" "Nie, dziękujemy bardzo, żona sobie świetnie radzi!"

      Mamy deski na podłodze, a ponieważ dziecko bawi się nieustannie w pociąg i
      przesuwa krzesła, strasznie się porysowały. Mój mąż nie przepada, delikatnie
      mówiąc, za remonatmi, naprawami itd. Snuję plany: za 2-3 lata zrobimy mały
      remont, dzieci przestaną siusiać gdzie popadnie i wtedy wycyklinujemy podłogę i
      kupimy dywan. Odpowiedź mojego męża na moje plany: "Dywan będzie można położyć
      bez cyklinowania"
      • ximim Re: nasi zabawni mężowie :) 30.04.03, 11:55
        no to i ja się osmiele dorzucic kamyczek do meskiego ogrodka.
        Niedziela, wybieramy sie do kosciola. Ja cos tam sobie szykuje do ubrania na
        moj 4-miesieczny brzuszek. Jako, ze apetyt w ciazy mi sluzyl poprosilam go aby
        przygotowal mi na sniadanie dwie kanapki jedna z serem i pomidorem a druga z
        miodem.
        Maz z ochota zabral sie do pracy, ktora przerwal moj okrzyk zgrozy w momencie
        gdy plasterek pomidora ladowal na kanapce z wedzonym zoltym serem obsmarowanym
        miodem. Na moje pytanie dlaczego robi mi taka "zatrutke" moj luby odpowiedzial -
        no przeciez jestes w ciazy wiec myslalem, ze masz ochote na taki zestaw.

        Ale zeby sprawiedliwosci stalo sie zadosc obsmaruje i siebie.
        Dwa miesiace po przyjsciu na swiat naszego synka moj maz obudzil mnie w nocy
        pytaniem dlaczego go klepie po posladkach i szepczę csiiiiii. Zanoszac sie
        smiechem opowiedzialam mu,ze snilo mi sie, ze nasz synek plakal i probowalam go
        uspokoic jedynym skutecznym sposobem. A synek w tym czasie spal slodko w pokoju
        obok
        • wilga_kasia Re: nasi zabawni mężowie :) 30.04.03, 12:15
          Mi przydarzyło się coś podobnego - gdy byłam w ciąży, mąż zrobił mi kanapkę -
          miała być z masłem i z miodem. Jem - czuję coś dziwnego, ale ponieważ zmysł
          smaku sprawiałmi psikusy, nic nie powiedziałam. Patrzę potem w kuchni ... a
          mój mąż zamiast masłem smarował mi chleb ... bryndzą, a na to miód!
          • agulekk Re: nasi zabawni mężowie :) 30.04.03, 13:09
            Moj mąż kiedyś świetnie umówił się ze swoim bratem i jego rodziną. DOkładnie
            ustalili kiedy - o 17-tej, ale nie dogadali się gdzie.
            Więc my pędzimy na drugi koniec miasta do nich, dzwonimy domofonem, ale nikt
            nie otwiera. Za kilka chwil (ja już mocno zniecierpliwiona) dzwoni komórka. To
            brat, pyta: "gdzie jesteście, bo stoimy pod drzwiami i nikt nie otwiera?"
            W końcu do spotkania doszło w połowie drogi - na Rynku.
            pozdrawiam
            Agnieszka
    • beatach1 Re: nasi zabawni mężowie :) 30.04.03, 13:56
      Swietny watek. Ze smiechu sie poplakalam....

      A teraz o moim Mezulku:
      Michael postanowil zrobic dla bezpieczenstwa naszego Maximiliana, barierke na
      taras. Wszystko juz kupone procz gwozdzi. No to jedziemy do "Castoramy". Chcial
      kupic 4-ki , ale w sklepie wydaly mu sie za krotkie . Wjec oglada 5-tki i mowi:
      " Wiesz biore te 5-tki bo cena za kilogram jest ta sama...."
      (tylko nie pomyslal, ze na kilogram wejdzie ich mnie smile))), wjec od sztuki
      drozsze)

      Innym razem Michael chcial opowiedziec mi dowcip (o sloniach) uslyszany
      wczesniej w pracy. (Dodam, ze Michael ma problemy z odmiana Polskich wyrazow).
      No wjec zaczyna.....i.....w pewnym momencie sie zacina i pyta:
      "Ejjj, a jak po polsku nazywa sie zona slonia? Slonina???


      Pozdrawiam serdecznie
      BeataCh
      • kasia_marysia Re: nasi zabawni mężowie :) 30.04.03, 14:43
        To i ja coś dodam

        Mój ślubny siedział w Kanadzie przez 10 lat. Po polsku mówi biegle , ale...
        Kiedyś w Kanadzie przytrafiła się jemu kumplowi taka historia , że jechał
        dżipem i walnął w 500 kg łosia. Biedne zwierzą wyzionęło ducha. Kumplowi mojego
        męża nic się nie stało , a łosia policja pozwoliła mu jako mięso zabrać. No i
        żarł tego łosia 3 razy dziennie świątek , piątek czy niedziela i każdego tym
        łosiem częstował.
        Mój zabawny mąż opowiedził tę właśnie historię facetowi , z kórym wracał
        taksówką do domu z jakiegoś biznesowego party. Nawalony współpasażer nagle
        oprzytomniał i powiedził , że on w to nigdy , ale to nigdy nie uwierzy. Mój
        ślubny zaczął go przekonywać , że owszem tak właśnie było. Po jakimś czasie
        zażartej dyskusji okazało się , że mój wspaniały mąź pomylił łosia z łososiem...

        Pozdr Kaśka
    • kicia_edziecko Re: nasi zabawni mężowie :) 30.04.03, 15:29
      Kiedyś usmażyłam spory i gruby plaster łososia i poprosiłam żeby mój niemąż
      karmił nim synka. Poprosiłam żeby dawał mięsko ze środka, bez obsmażonej części
      i tłumaczę, że jest za mały na smażone itd. Po chwili jak spojrzałam na nich
      zobaczyłam na widelcu obsmażoną część. Spojrzałam na talerz a tam na samym
      środku plastra dziura, z której karmił synka. Zapytany odpowiedział: przecież
      mówiłaś żebym dawał ze środka. No i dawał ze środka.
      Pozdrawiam
      • umargos Re: nasi zabawni mężowie :) mistrz dyplomacji 30.04.03, 17:24
        Heeej! Mój małżonek też ma na koncie parę popisów. Jakiś tydzień po powrocie do
        domu...w środku nocy...maleństwo je..a on przez sen pyta; "Kochanie czy mogę Ci
        jakoś pomóc?" No więc poprosiłam o przyniesienie szklanki wody z kuchni. Wstał
        z zamkniętymi oczami wyszedł z sypialni wszedł do łazienki, wyszedł z łazienki
        zapalił światło i jeszcze raz wszedł...wyszedł zgasił światło...poszedł do
        dużego pokoju...zrobił rundkę po całym...wrócił..i nadal z zamkniętymi oczami
        mówi "przepraszam skarbie...co miałem przynieść??".
        Ale miało być o dyplomacji. Jakiś niewielki czas temu przeprowadzał poważną
        rozmowę z dyrektorem swojej firmy...czyli pewnego szacownego instytutu na
        UW..gdzie pracuje jako admin, poza tym grafik i zajmuje się ogólnie mówiąc
        komputerami. Otóż pan dyrektor, w ramach oszczędności wymyślił, że jeżeli ktoś
        z pracowników chce w pracowni coś wydrukować to ma przynieść własny papier albo
        folie. Na to mój mąż mówi: "Panie Dyrektorze, ale to jest bardzo drogi sprzęt.
        Kto będzie płacił za naprawę drukarki za 20 tys. jeżeli przyjdzie taki idiota
        jak kilka lat temu i przyniesie folię, która zostanie na wałku?. Całą drukarkę
        trzeba było rozbierać?". Na co Pan Dyrektor..."ale na pudełku było napisane że
        nadaje się do drukarek laserowych"
        Pozdrawiam
        Ula
        • monique76 Re: nasi zabawni mężowie :) mistrz dyplomacji 05.05.03, 10:47
          He, he.. takim mistrzem dyplomacji to i ja się okazałamsmile Rozmawiałam z panią
          dyrektor o ustawieniu szaf na hali, na której pracowałam, rzuciłam tekst, ze
          pomysł z postawieniem tych szaf na srodku był głupi, ze takie ustawienie wcale
          nie zwiększyło miejsca na hali, że ktoś kto to wymyślił to pewnie nie musi
          siedzieć na tej hali i tu pracować (bo pewnie siedzi w przytulnym pokoju)
          itp... A pani dyrektor na to: taaak? jak proponowałam takie ustawienie to
          myślałam, że będzie dobrze.... Wtedy pierwszy raz sobie pomyślałam, ze chyba
          powinnam trzymać jęzor za zębamismile
      • kasia_marysia Re: nasi zabawni mężowie :) 30.04.03, 19:03
        Przypomniało mi się jeszcze coś . Kiedy mój kanadyjczyk się oświadczał
        obwieścił rodzicom na uroczystym obiadku ,że wręcza mi pierścionek z...
        CYKORIĄ smile)). Panowie siedzący przy stole zachodzili w głowę z czego panie się
        śmiejąsmile))

        Pozdrowienia Kaśka , pierścionek z cyrkorią ma się dobrze na moim paluchusmile))
        • aagacia Re: nasi zabawni mężowie :) 30.04.03, 20:30
          umargos smilehihihi umarlam ze smiechusmile
    • jamajkal numer mojego lubego 01.05.03, 20:01
      w dniu naszego slubu Maly Zonek z rana zawiozl alkohol do lokalu - do
      wyznaczonego kantorka i otrzymal kluczyk do niego. Potem zawiozl mnie do
      fryzjera, kosmetyczki, pojechal po bukiet.... itd.. po ceremonii jedziemy do
      lokalu, obiadek.. Goscie zaczynaj cos szemrac o alkoholu.... moj Luby pąsowy
      (!!).. Przypomnial sobie, ze kluczyk ma w dźinsach - w moim domu (ok 30 min w
      jedną stronę). Prosto po naszym tańcu pojechał do domu. Ja (brutalnie)
      roznosiłam plotę, że wesele bezalkoholowe, czym załamałam większość młodzieży
      ("mogliście powiedzieć.......")a orkiestrę kończącą pierwszego seta piosnką "a
      teraz idziemy na jednego..." poprawiałam - idziemy piwo pić ( to akurat było -
      i wszyscy się tam prędziutko rzucili..)
      Jednak po powrocie męża z kluczykiem wszyscy odetchnęli z ulgą.
      • agasz3 Re: nasi zabawni-w pociągu 01.05.03, 22:44
        Jechaliśmy z Wiednia do Pragi-podróż nie była do końca zaplanowana, wiele
        rzeczy zmieniało się w ostatniej chwili i na dworzec też wpadliśmy w ostatniej
        chwili( to okoliczności łagodzące), wsiedliśmy do pociągu-tylko, że był
        zupełnie pusty i ja zaczęłam panikować czy to na pewno nasz pociąg, czy to nie
        jakis skład, który zaraz odjedzie na bocznice itd. Na co mój drogi, wówczas
        narzeczony : spokojnie zaraz sprawdze , tu patrzy na bilet czyta i mówi:
        kochanie to napewno nasz pociąg przecież tu (na bilecie)jest napisane Wien-
        Praha! Myślałam, że pęknę ze smiechu w tym pustym pociągu, który na sczęście
        zawiózł nas do Pragi.
    • malotki Re: nasi zabawni mężowie :) 01.05.03, 23:05
      Gdy jedenaście lat temu urodziło nam się pierwsze dziecko (a mamy ich troje),
      nie było jeszcze odwiedzin na odziale położniczm w szpitalu w którym rodziłam.
      Mój mąż bardzo chciał zobaczyć, swojego syna więc przemyciłam mu zdjęcie synka
      zrobione przez szpitalnego fotografa z czego bardzo się ucieszył. Odbierając
      nas ze szpitala parę dni póżniej zobaczywszy synka stwierdził tylko tyle: na
      zdjęciu był większy. I bardzo uwaznie mu się przyglądał jakim cudem dziecko
      mogło zmaleć w ciągu paru dni.
      Teraz mając trzecie dziecko dalej nie pamięta, że kaftanik ubiera się na body,
      a nie odwrotnie.
      Pozdrawiam Aga
    • pesteczka5 Re: nasi zabawni mężowie :)O mężach na edziecku 04.05.03, 03:31
      Tak sobie myślę, czemu o mężach na edziecku, i pukam się w czoło - JAK TO
      CZEMU...
    • drobny.kurczak Re: nasi zabawni mężowie :) 04.05.03, 13:07
      Swietny watek. Usmialam sie. Moj ksiaze malzonek tez jest przezabawny, ale
      wiele sytuacji uchodzi mojej pamieci (czasem nawet uwadze).
      Dwa lata temu wyladowalam w szpitalu - wyciecie wyrostka, niby drobiazg, ale po
      zabiegu trzeba byc na diecie. Nastepnego dnia po operacji, kiedy juz snulam sie
      po szpitalnych korytarzach, ale wciaz jeszcze musialam przytrzymywac sie
      stojaka z kroplowka, przyszedl moj najmilszy i przyniosl mi...ogorki malosolne
      (wiedizal, ze je uwielbiam!!!!). Ja na to: Alez, kochanie, musze byc na
      dziecie! A on: Wiem, dlatego obralem ci te ogorki ze skory!
      A gdzies w lutym tego roku na moje stwierdzenie, ze ladna pogoda (swiecilo
      slonce) i chyba juz jest w miare cieplo (w kazdym razie nie bylo tego dnia
      siarczystego mrozu), zapytal: To juz mozna chodzic w sandalkach???
      Kochany jest!!!!
    • karina17 krótka pamięć 05.05.03, 09:14
      Diewczyny nasi mężowie są naprawdę wspaniale zabawni smile)!! Jak czytałam Wasze
      posty to uśmiałam się do łez !!!

      Mój też ma parę wyczynów na koncie, niestety pamięć mnie zawodzi sad
      Ale ostatnio było coś:
      już od paru miesięcy wybieramy się 11.maja na komunie (2) do chrześniaków.
      Wszystko ok, mówi się o tym od tygodni ale mój mąż zapomiał że to już za
      tydzień i gdy go uświadomiłam powiedział "a ja myślałem że idziemy 18".

      albo:
      od 2 tyg. trąbię wszem i wobec (żeby nie było "ja nic nie wiedziałem") że 01
      maja jedziemy do znajomych do Goczałkowic. Przychodzę w środe do domu a
      koleżanka która opiekowała się naszą dzidzią
      "G. powiedział, że PODOBNO gdzieś jedziecie tylko on nie wie gdzie bo mu nic
      nie mówiłaś.."

      Karina mama Pauli
    • dwasinska Re: nasi zabawni mężowie :) 05.05.03, 10:59
      Mój mąż na każdą moja prośbę odpowiada pytaniem uzupełniającym, z cyklu:
      kochanie, podaj mi talerz => a gdzie jest talerz? Kiedys poprosiłam o wyjęcie
      chleba z zamrażarki (mrozimy na zapas); ponieważ długo by sie rozmrażał a do
      micro był za duży, poradziłam męzowi, żeby położył chleb na kaloryfer. Co
      usłyszałam: a gdzie jest kaloryfer?....

      Dorota
      PS. był to skrót myślowy, jak się później dowiedziałam, od informacji, ze
      przeciez kaloryfer w kuchni jest zabudowany, więc gdzie mam położyć ten chleb...
    • kini_franio Re: nasi zabawni mężowie :) 06.05.03, 11:57
      Mało nie popłakałam sie ze śmiechu. Nasi mezowie są genialni!! i do tego
      bardzo kochani, mój strasznie przekreca wszelkie przysłowwia, porzekadła itp.
      nie jest poporostu ich w stanie zapamietac poprawnie w całości, moim ulubionym
      jest"darowanemu koniowi nie zaglada sie w .... oczy"Do tego meżunio jest
      roztrzepany i zapominalski, ostatnio wyszedł wyrzucić śmieci i wrócił bez
      kosza.......,pomijam historie z kluczami, czapkami, zakupami...
      Kini
    • a_gawronska Re: nasi zabawni mężowie :) 06.05.03, 12:15
      Takich śmiesznych sytucji jest wiele, ale pamięc jest ulotna...
      Pamiętam, jak kilka lat temu z powodu dolegliwości kobiecych bardzo źle się
      czułam. Wysłałam mojego męża (wtedy jeszcze chłopaka) po tabletki przeciwbólowe
      do pobliskiej apteki- 2 min drogi. Czekam 10 min, 15 min, pół godziny...zwijam
      się z bólu. Myślę, że taka duża kolejka. Po 40 min. mój kochany ze szczęściem
      wypisanym na twarzy wraca, podaje mi tabletki (dobrze, że nie zapomniał) i
      mówi: wiesz...rewelacyjną wagę mają w aptece, stajesz na niej, wrzucasz
      pieniążek i pokazuje ci ile ważysz i ile masz wzrostu..straszna kolejka była do
      niej, ale w końcu się zważyłem!! .......
    • rugatek Re: nasi zabawni mężowie :) 06.05.03, 19:35
      Mój mąż chodzi ze mną do szkoły rodzenia i ma do tego bardzo emocjonalny
      stosunek. Niedawno polożna tlumaczyla jak ważne jest nastawienie do porodu i że
      nie nalezy mówić bóle, tylko skurcze.
      Ostanio obudziło mnie w nocy dziwne pojękiwanie, spojrzałam a moje kochanie
      wiło się na łóżku i trzymając za szczęke oświadczyło, że ma skurcze zęba
      No cóż przejął się
    • nariolla Re: nasi zabawni mężowie :) 06.05.03, 23:30
      Witam!
      Mój mężuś-który jest domową złotą rączką,w kuchni ma dwie lewe rączki,jednak
      ostatniej niedzieli ja pracowałam i chcąc nie chcąc musiał przygotować
      obiad.Niespodziewanie otrzmuję rozpaczliwy telefon-Kochanie,gdzie jest mlotek?
      Pytam-jaki młotek ,i co on robi na ten obiad.Odpowiedz-No,młotek do
      kotletów!
      Było tego wiele więcej,ale moja skleroza skasowała
      wszystko.Pozdrawiam!
      • maugosia1 Re: nasi zabawni mężowie :) 07.05.03, 00:20
        Moj ukochany wraca z pracy - przed domem spotyka sasiadke zza plotu, ktora
        pyta: 'I jak Ci sie podoba kolor?' Zagadniety mysli, mysli - wreszcie spojrzal
        na samochod i chce cos powiedziec. 'Ale kolor domu!' - dodaje sasiadka. Wiec
        patrzy na nasz dom, mowi hmmm, chce zyskac wyraznie na czasie. Na co
        sasiadka: 'Alez naszego domu!' (zmiana byla radyklana)

        Ale to nic w porowanianiu z tym, jak kiedys, gdy nasza coreczka byla malenka,
        czekalam na meza przed kolejka WKD - zawsze jezdzil w ostatnim wagonie, wiec
        ustawilam wozek z maluchem, wtedy juz siedzacym, dokladnie na przeciwko drzwi
        kolejki, sama schowalam sie za drzewem. Maz wyszedl, idealnie natrafil na
        wozek, popatrzyl (Sarunia uroczo sie usmiechala do Tatusia), ominal niewielkim
        lukiem i poszedl dalej. NIE ZAUWAZYL JEJ!!!
    • beti_k Re: nasi zabawni mężowie :) 07.05.03, 19:27
      Niedługo po ślubie...
      Tego dnia mój mężuś wracał z pracy wcześniej ode mnie. Na obiad miał być
      gulasz. Tknięta złym przeczuciem zadzwoniłam do niego z pracy, żeby nie robił
      obiadu że jak wrócę to szybko coś przygotuję a gulasz będzie na jutro. Mój mąż
      chcąc przypodobać się nowo nabytej żonie stwierdził iż potrafi stanąć na
      wysokości zadania i jak wrócę to zjem pyszny obiadek....Wchodząc do klatki
      schodowej bloku w którym mieszkaliśmy poczułam okropny smród spalenizny.
      Targnięta najgorszym przeczuciem biegiem wpadam do mieszkania z którego
      buchają tabuny dymu a mój mąż... spokojnie siedzi przed komputerem i niczego
      nie zauważył ani mie POCZUŁ!!!!! Wstawił to mięso i w momencie kiedy usiadł
      przed komputerem zapomniał o bożym świecie. Szczęście że sąsiedzi nie wezwali
      straży pożarnej, a spalenizną to śmierdziało w domu jeszcze przez tydzień.
      • kristi.p Re: nasi zabawni mężowie :) 07.05.03, 23:16
        Kilka miesięcy temu mąż miał kupić synowi akumulatorki i ładowarkę do
        samochodu zdalnie sterowanego. Przychodzi i mówi: wiesz, jaka ładowarka jest
        droga, a musiałem kupić dwie. No to ja pytam: dlaczego dwie?
        - Bo jedna jest na cztery akumulatorki, a do auta wchodzi sześć.
        - Ale przecież można naładować najpierw cztery, a następnie dwa.
        - Faktycznie. To dlatego sprzedawczynie tak się na mnie dziwnie patrzyły?

        Nic dodać, nic ująć.
        Są zabawni i za to ich kochamy.
        pozdrawiam
        Kristi
      • drobny.kurczak Re: nasi zabawni mężowie :) 08.05.03, 09:29
        Moj w ten sposob spalil kilka czajnikow, co wreszcie zmusilo nas do kupienia
        elektrycznego. O garnkach nie wspomne... Zawsze sie tak zapomina przy
        komputerze. A kiedy zostaje w domu z przykazaniem, ze ma zrobic obiad, a ja
        wracam i... obiadu nie ma, niezmiennie odpowiada: No wlasnie mialem robic, w
        tej chwili, ale juz przyszlas.
    • szymanka Re: nasi zabawni mężowie :) 08.05.03, 09:52
      Miałam zajęcia na uczelni, mój mąż został w domu z synkiem. Planowany obiad:
      zupa ogórkowa. Przygotowałam wcześniej wywar, ugotowałam makaron, mąż miał
      tylko zetrzeć ogórki, ugotować i ewentualnie przyparwić vegetą i śmietaną do
      smaku. Dokładną instrukcję zostawiłam zapisaną na kartce. W porze obiadu,
      dzwonię do domu i pytam jak sobie radzą (wiem że mały niejadek często grymasi)
      - Świetnie, wszystko w porządku. Mały ładnie zjadł, zupa mu bardzo smakowała.
      Wracam do domu, mój mąż dumny jak paw, stawia przede mną talerz.
      Na talerzu jakaś białawo-zielona breja. Nic nie mówię, próbuję i natychmiast
      lecę do toalety wypluć zawartość którą wziełam do ust.
      - Nie smakuje ci?
      Staram się odpowiadzieć coś dyplomatycznie, ale ciekawość bierze górę. Co on z
      tą zupą zrobił????
      Dowiedziałam się że: do wywaru wrzucił ogórki i już ugotowany makaron, wlał
      cały 500 ml pojemnik śmietany i wsypał całą paczkę vegety. Pogotował z godzinę
      i już smile
      Naprawdę, do dziś zastanawiam się jak oni to zjedlismile Mąż, to mąż ale syn???
Inne wątki na temat:
Pełna wersja