mamy, które przechodziły poród rodzinny..

05.03.07, 13:42
Mam takie małe pytanko. Otóż zastanawiamy się z mężem nad porodem rodzinnym,
generalnie nie mamy większych "przeciw". Mam jednak świadomość, że osoba,
która jest z nami, ma w pewien sposób nam pomóc (chyba za dużo naczytałam się
na ten temat big_grin). Z mężem nie chodzimy do szkoły rodzenia, jego nie ma, wraca
dwa razy w miesiącu na weekend. Czy sama jego obecność jużmi pomoże, czy
lekarze na sali porodowej wymagają czegoś więcej od przyszłego taty? Trochę
się boję, że jego niewiedza na ten temat nie pomoze mi lub wręcz jego
przestraszy.
Chyba sama nie wiem o co mi chodzi, może mamy, które przez to przechodziły
wiedzą więcej na ten temat. Czy wszystko zalezy od faceta, od jego podejscia,
byc moze ogromna troska i chęc pomocy zastąpi teorię przedatwianą w szkołach
rodzenia?? Jesli mozecie, podpowiedzcie jak to u Was wyglądało?
Pozdrawiam
    • agnieszkamodras Re: mamy, które przechodziły poród rodzinny.. 05.03.07, 13:48
      Ponieważ nie podobały nam się zajęcia, nie ukończylismy szkoły rodzenia. Mimo
      tego, że nasza (nie)wiedza teoretyczna miała się nijak do całej akcji, to i tak
      nie wyobrażam sobie żebym poradziła sobie sama. Ale to zależy po pierwsze od
      faceta, (jak jest większym histerykiem niż Ty to niech lepiej idzie do
      kwiaciarni wink) a po drugie od Waszych relacji. Pozdrawiam i życzę powodzenia!
    • mamulinka2 Re: mamy, które przechodziły poród rodzinny.. 05.03.07, 13:49
      nie chodzilismy z mężem do szkoły rodzenia; nie wyobrazałam sobie jak mogłabym w
      takiej chwili zostać sama; mąż był przy mnie, nie masował, nie oddychaliśmy
      razem....itp. "złote mysli ze szkoły rodzenia", wystarczyło mi że był, mógł
      porozmawiać z położną, lekarzem; szpital nie wymagał od nas zaświadczenia z
      ukończenia szkoły rodzenia
    • pacia811 Re: mamy, które przechodziły poród rodzinny.. 05.03.07, 13:50
      hejsmile
      mnie mój mąż baaaardzo pomógłsmile bez niego byłoby mi ciężko, przez większą część
      porodu wymiotowałam, więc on podawał mi pojemniki, wycierał mi twarz, biegał po
      lekarzy czy położne, pomagał w zmianie pozycji na wygodniejszą, ale przede
      wszystkim dawał mi ogrmone poczucie bezpieczeńswta!!!

      mówisz że: >jego niewiedza na ten temat nie pomoze mi lub wręcz jego
      przestraszy< - póki co wiecie tyle samo na ten tematsmile i to nie jest złośliwe!!
      wszystko wyjdzie w czasie porodusmile

    • hexella Re: mamy, które przechodziły poród rodzinny.. 05.03.07, 13:50
      Na sali porodowej wymagałam od męża tylko obecności. Lubię kiedy jest przy mnie
      w każdej ważnej dla mnie chwili.
      Nie martw się, położna i lekarze nie będą wymagali od Twojego męża szczególnej
      wiedzy i umiejętnościwink Jego obecność ma pomóc Tobie a nie im.
      • kas2 Re: mamy, które przechodziły poród rodzinny.. 05.03.07, 13:54
        mój poprostu był i to wystarczyło a to że żarł placek ze śliwakmi to juz inna
        sprawa
      • kropencjaa Re: mamy, które przechodziły poród rodzinny.. 05.03.07, 13:59
        dziekuję za odzew, chyba chciałam coś takiego usłyszeć smile, po prostu za duzo
        się naczytałam o tym, czego to mąż przy porodzie nie powinien wiedzieć, stąd te
        obawy. A tak poza tym, to też nie wyobrażam sobie by go tam nie było. Pierwsze
        usg bez niego było po prostu smutne, teraz umawiam się tak, by był (i przy tym
        tylko prywatnie uncertain, bo weekend), ale chcemy być w tych najwazniejszych
        momentach razem i razem obserwować zmainy, które zachodzą smile niestety i tak
        bardzo wiele go omija przez tę nieobecność
        Dzięki jeszcze raz
        • agnieszkamodras Re: mamy, które przechodziły poród rodzinny.. 05.03.07, 14:03
          Polecam dla dodania otuchy sobie i mężowi:
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=585&w=51401962
    • haga78 Re: mamy, które przechodziły poród rodzinny.. 05.03.07, 13:54
      Mi moj maz byl potrzebny dla samego faktu bycia i jeszcze po to by mu palce
      wykrecac w trakcie skurczy. Chcialam zeby wiedzial jak mnie boli.big_grin
    • bri Re: mamy, które przechodziły poród rodzinny.. 05.03.07, 13:56
      Męża ode mnie odseparowali na jakieś 15 min. przed samym porodem (był okropnie
      przeziebiony). Przedtem jego obecność bardzo mi pomagała - musiał tylko przy
      mnie być i trzymać mnie za rękę.
    • net79 Re: mamy, które przechodziły poród rodzinny.. 05.03.07, 13:58
      Mój niemąz był dwa razy i nie wyobrażam sobie,żeby nie był 3-ci raz.
      Mogę powiedzieć, że przy drugim porodzie był tylko 5 min. , ale chyba uratował
      naszemu dziecku życie... Nawt nie chcieliśmy zwrotu 200 zł, bo mnie zabrali na
      cesarkę i on w zasadzie mógł wracać do domu, ale myślę,że życie dziecka jest
      warte każdych pieniędzy.
      gg 7164042
      • mara222 Re: mamy, które przechodziły poród rodzinny.. 05.03.07, 14:03
        my też nie chodziliśmy do szkoły rodzenia, a rodziliśmy razem i najważniejsze
        dla mnie było to, że mój chłop był w tym czasie ze mną. Wspomina to zresztą do
        dziś i, jak twierdzi, jest ogromnie szczęśliwy, że mógł być przy narodzinach
        swojej córki smile
      • joaska777 Re: mamy, które przechodziły poród rodzinny.. 05.03.07, 14:05
        a ja mojego wygoniłam. przyszedł, chciał być ze mną ale ja tego absolutnie nie
        chciałam, choć całą ciążę marudziłam, żeby był. i jestem z tego zadowolona.
        wiedizałam że jest na korytarzu i to mi w zupełności wystarczyło.
    • iwoniaw Re: mamy, które przechodziły poród rodzinny.. 05.03.07, 14:05
      Nie chodziliśmy do szkoły rodzenia, w czasie porodu mąż po prostu był przy mnie.
      Znieczulić mnie to nie znieczuliło wink rzecz jasna, ale miło było móc pogadać z
      bliską osobą w przerwach między skurczami i mieć świadomość, że jakby co, to
      jest on obok i trzyma rękę na pulsie. No i klamoty miał kto pozbierać i
      przenieść z sali porodowej na oddział noworodkowy wink.
      Generalnie chwalę sobie i kolejne porody planuję też w towarzystwie M.
    • agastrusia Re: mamy, które przechodziły poród rodzinny.. 05.03.07, 14:07
      Mój mąż również nie chodził do szkoły rodzenia - ja tak, ale jego obecność oszem
      pomagała i to bardzo wink
      • agatelek2 Re: mamy, które przechodziły poród rodzinny.. 05.03.07, 14:12
        Ja też rodziłam z mężem-dwa razy.Poród rodzinny był bezpłatny(Warszawa-szpital
        Wolski)Nie chodziliśmy do szkoły rodzenia,nie wymagano od nas żadnych
        papierków.Obecność męża bardzo dużo mi pomogła.I on też był szczęśliwy-nie było
        tak drastycznie jak to sobie wyobrażał,jest bardziej związany z maluchami dzięki
        temu.
    • kropencjaa Re: mamy, które przechodziły poród rodzinny.. 05.03.07, 14:34
      dziękuję za ten link smile, poza nim dam poczytać mężowi te wszystkie wypowiedzi,
      jak wróci big_grin, moze też go podbudują, bo mimo, ze chce, na pewno jakieś obawy w
      nim drzemią, tym bardziej,że jak dotąd tylko jeden tatus z naszego towarzystwa
      był przy narodzinach swojego dziecka wink
      Pozdrawiam i dziękuję
    • chupachups1 Re: mamy, które przechodziły poród rodzinny.. 05.03.07, 14:43
      My chodziliśmy do szkoły rodzenia i wierz mi, żadnej niezbędnej do
      uczestniczenia w porodzie wiedzy nam tam nie przekazano. A obecność męża bardzo
      mi pomogła. Szczególnie w pierwszym okresie porodu, bo rodziłam 13 godzin i
      gdyby nie mąż pewnie padłabym z nudów.
    • denea Re: mamy, które przechodziły poród rodzinny.. 05.03.07, 17:21
      Mój był, nie od początku bo musiał się zwolnić z pracy, ale i tak był przez
      dobrych kilka godzin. Chciałam żeby był głównie ze względu na to, że rodząca
      jak jest sama jest właściwie bezbronna. Myślę że jak partner "patrzy na ręce"
      to personel jednak inaczej podchodzi. A okazało się że mąż niesamowicie mi
      pomógł i to technicznie - mianowicie przypominał o oddychaniu, bo sama nie
      mogłabym się skupić. W przerwach między skurczami taktownie się przymykał żebym
      mogła podrzemać. I wydaje mi się że włąśnie dzięki oddychaniu i pomocy męża
      poród poszedł szybko i sprawnie i jest miłym wspomnieniem smile
      Do szkoły rodzenia chodziłam przeważnie sama bo wymagano jej do porodu
      rodzinnego.
    • anik801 Re: mamy, które przechodziły poród rodzinny.. 05.03.07, 17:50
      Mąż stał przy mnie podczas wyjścia dziecka.Wcześniej zanim zaczęły się poważne
      skurcze rozmawialiśmy,był ze mną gdy brałam prysznic,gdy chodziłam po korytarzu.
      Sama jego obecność bardzo mi pomogła.Nie wyobrażam sobie rodzić bez kogoś
      bliskiego.
    • e_r_i_n Re: mamy, które przechodziły poród rodzinny.. 05.03.07, 18:10
      Nie chodzilismy do szkoły rodzenia.
      Dla mnie sam fakt, że mój mąż był przy mnie, dużo znaczył. To on był łącznikiem
      miedzy mna a personelem, cierpliwie polewał mnie prysznicem przez 2 godziny,
      dawał poczucie bezpieczeństwa. Ojciec dziecka merytorycznej wiedzy nie musi mieć smile.
    • malamadre Re: mamy, które przechodziły poród rodzinny.. 05.03.07, 19:32
      Nie chodziliśmy do szkoły rodzenia, położna wszystko nam objaśniała "po drodze"
      i poradziliśmy sobie bardzo dobrze smile
      Mąż był ze mną cały czas, chodził po korytarzu, mierzył czas między skurczami,
      poił wodą, trzymał za rękę i podtrzymywał na duchu na milion sposobów. Po
      wieeelu godzinach porodu byłam tak zmęczona, że nie mogłam skupić się na tym, co
      mówiła położna, więc w kulminacyjnym momencie powtarzał mi wszystko i pomagał
      oddychać smile
      No i te dwie godziny po porodzie, jeszcze na sali porodowej, w kąciku, z synkiem
      - po tylu męczących godzinach nareszcie spokojnie, w trójkę. Polecam smile
      • walczakowa3 Re: mamy, które przechodziły poród rodzinny.. 05.03.07, 20:43
        My chodzilismy do szkoły rodzenia-bardzo sie przydała ale wydaje mi sie że twój
        mąz poradzi sobie nawet bez specjalnych nauka. Najwazniejsza będzie jego
        obecnośc!!Mój mąż był ze mną od pierwszego skurczu do końca czyli 19 godzinsmile
        Masował plecy, podawał wode,był ze mna pod pryszncem i gadał do mnie jak najęty
        żebym choć na chwile zapomniała o bólu. Chwała mu za to!!!Z tego bólu
        krzyknełam do niegO:"Zamknij sie już". A on nie przejął sie wcale i dalej
        gadał...smilePoród rodzinny TO PIEKNA SPRAWA!!!!!!
    • fajka7 Re: mamy, które przechodziły poród rodzinny.. 05.03.07, 21:05
      Potwierdzam powyzsze. Ma byc i bedzie dobrze smile
    • mama_frania Re: mamy, które przechodziły poród rodzinny.. 05.03.07, 21:09
      Obecność bliskiej osoby pomaga bardzo. Ja rodzilam bardzo długo- ponad 20
      godzin. Skurcze wywoływane oksytocyną więc cholernie bolesne a do tego opornie
      postepowało rozwarcie. Gdyby nie obecnośc męża chyba bym zwariowała z bólu i
      samotności. Mąż nic specjalnego nie robił, po prostu był obok. Na początku
      jeszcze sobie gadaliśmy, ale potem juz nie miałam siły się odzywać...
      Jesli chodzi o sam finał porodu to ja niewiele pamiętam z racji zmęczenia. Wiem,
      ze mąż trzymał mnie za rękę, ale w tamt5ej chwili ledwie to zauważałam- chciałam
      jak najszybciej urodzić i móc przytulić swojego skarba i odpocząć.
      Musicie byc oboje pewni, że tego chcecie. kobieta rodząca może zachowywać się
      dziwnie (moja znajoma sklęła męża i połamała mu palce tak mocno ściskała go za
      rękę). Mój mąz powiedział, że kiedy stałam się taka milcząca nie bardzo
      wiedział, czy jest mi nadal potrzebny. najlepiej porozmawiajcie ze sobą szczerze
      i wyjaśnijcie sobie swoje oczekiwania i wątpliwości. Pozdrawiam
      • aguskin Re: mamy, które przechodziły poród rodzinny.. 05.03.07, 21:26
        mój przy pierwszym porodzie nie chciał być, namawiałam, czytałam mu, ale pod
        koniec odpuściłam, kiedy nagle w nocy, bo odeszły mi wody trafiliśmy na
        porodówke, tak go wszystko zaskoczyło, że nie był juz w stanie mnie zostawić,
        nie byliśmy w szkole rodzenia, bo i po co? nie da się nauczyć rodzić, bo to nie
        pieczenie ciasta,
        przy drugim porodzie już chciał być, choć nie mógł przez cały czas dotarł pod
        koniec, i do dziś troche mi przykro, że nie był cały czas, ale była ze mna
        siostra, także drugi to był mega rodzinny poród,
    • fergie1975 jezeli jest Ci naprawde bliski to bardzo pomoże .. 06.03.07, 00:07
      juz sama jego obecnosc.

      wystarczy jak Twoj maz przeczyta co to jest porod i jak przebiega chocby w
      czasopismie dla przyszlych mam.
      Szkola rodzenia cos tam daje , nam glownie wiadomosci na temat opieki nad
      noworodkiem, czym smarowac dupki, jak przewijac, kapac, co w razie jakis chorob
      itd.
      Natomiast jesli chodzi o porod to przygotowanie teoretyczne hihi podczas porodu
      poszlo w niepamiec. Jakie oddechy?, jakie masaze?

      Uwazam ze jest potrzebna bliska osoba, jak mialam bole to "zamknelam" sie w
      sobie i nic mnie obchodzilo, jedynie maz umial do mnie przemowic a raczej do
      mojego rozsadku, czy kazac wziasc sie w garsc. Nie wiem, nie rodzilam sama, na
      pewno mozna, przeciez kiedys tylko tak mozna bylo, ale ja na pewno bym nie
      chciala byc wtedy sama.

      Po drugie moj maz nie darowalby sobie gdyby nie byl pierwsza osoba ktora
      zobaczy naszego synka i doslownie byl pierwsza osobą smile, o czym z duma opowiada
      teraz kazemu co to on tam nie robil, ale mnie sie przyznal ze w jednym momencie
      to prawie by fiknal...

      "Sluszyl" tez do latania po polozna, lekarza, poprawiania poduszek,
      przewracania z boku na bok, podtrzymywaniu pod prysznicem i na kibelku,
      schodzeniu i wchodzeniu na lozko, pilnowaniu dokumentow, torebki i torby, i
      patrzeniu lekarzom na rece i takie tam, a po porodzie pilnowaniu dziecka hehe
      zeby czasem nie pomylili z innym ..

      mojemu mezowi kazali brac czynny udzial, a on myslal ze bedzie sobie stal i
      film krecil smile.
      • fergie1975 Re: jezeli jest Ci naprawde bliski to bardzo pomo 06.03.07, 00:13
        zapomnialam dodac ze szkola nie jest konieczna wystarczy sluchac co kaze robic
        polozna smile
    • aluc Re: mamy, które przechodziły poród rodzinny.. 06.03.07, 00:10
      w zasadzie wymagają, żeby dziecka nie upuścił, jak już je w łapy dostanie wink
      teoria IMHO jest potrzebna, żeby wiedzieć, co się z kobitą dzieje, ale na to
      trzeba nałożyć osobniczą skłonność do wpadania w panikę

      oprócz tego mężczyzna służy przy porodzie do podawania różnych rzeczy

      aha - jestem entuzjastką rodzenia z ojcem swojego dziecka, ale on wyjątkowo do
      tego się nadaje
    • twoja_matka Re: mamy, które przechodziły poród rodzinny.. 06.03.07, 09:30
      Mój też był i strasznie się z tego do tej pory cieszy( nie mówiąc już o
      chwaleniu się porzed bladymi ze strachu kolegamismile). Powiedział mi, że gdyby
      tego nie widział na własne oczy, to nigdy by nie uwierzył, że dzieci nie biorą
      się z kapusty...a! i wcale nie przeraziła go cała ta "krwawa otoczka" porodu...
      A zresztą uważam, że facet POWINIEN zobaczyć jak wygląda poród, a co! big_grin
      • ewaka5 Re: mamy, które przechodziły poród rodzinny.. 06.03.07, 10:32
        My też rodziliśmy RAZEM. Nie wyobrażałam sobie porodu bez meża, choć on
        początkowo miał obawy (choć o tym nie mówił). Myślę, że dla kobiety poród z
        kimś bliskim jest bardzo pomocny. Nie musi to być osoba wykwalifikowana, czy po
        szkole rodzenia, ma po prostu być...To naprawdę wiele znaczy. Kobieta nie jest
        sama, bo przecież położna w I fazie porodu wchodzi i wychodzi do sali porodowej.
        Powodzenia.
    • mathiola Re: mamy, które przechodziły poród rodzinny.. 06.03.07, 10:17
      nie wyobrażam sobie, że mogłabym zostać sama na sali porodowej, a mąż miałby mi
      pomachac na do widzenia i iść na wódkę, gdy ja w tym czasie rodzę jego dziecko.
      Byliśmy razem, było to dla nas tak naturalne, że się nad tym nawet nie
      zastanawialiśmy. Mąż nie musiał robic niczego specjalnego, miał po prostu być,
      czasem potrzymać, pomasować, pogadać, uspokoić. Zarzekał się, że żadnej
      pępowiny ciął nie będzie, ale lekarz go tak zaskoczył, że przeciął, zanim się
      zdążył zorientować o co chodzi smile
      To jest decyzja dwojga ludzi. Jeśli czujecie, że powinniście być tam razem, nie
      zastanawiajcie się. Jeśli jednak macie jakiekolwiek obawy, też nie ma co na
      siłę rodzić we dwoje dlatego tylko, że tak wszyscy robią. Bo jednak w
      rzeczywistości wygląda to trochę gorzej, niż na filmach pokazują smile
    • agkr Re: mamy, które przechodziły poród rodzinny.. 06.03.07, 10:34
      Witajcie ja z meżem rodzilam 2 razy i nie chodziliśmy do szkoły rodzenia. WAŻNE
      ZE JEST KTOŚ BLISKI OBOK takiemoim zdaniem ma zadanie ojciec dziecka przy
      porodzie.Strach przed sama porodówką i tym ''co bedą tam ze mną robic''jest tak
      ogromny że sama myśl że ktoś bliski jest obok jest kojąca. Mój mąż to dopiero
      po porodzie się dowiedział jaki był mi pomocny mimo tego że tylko stał i
      trzymał moją ręke. Przyszły Tato pamietaj że rodząca kobieta może na ciebie
      krzyczec klnąć burczeć smileitp.Ne myśl wtedy po co ja tu jestem? Czasami
      wystarczy że stoisz obok i to wszystko a to tak jakbys zrobił najwięcej ze
      wszystkich Pozdrawiam Was oboje i życze wspaniałych wspomnień
    • kropencjaa Re: mamy, które przechodziły poród rodzinny.. 06.03.07, 10:46
      mnie te wszystkie wypowiedzi zmobilizowały, do tego stopnia, że chyba już bym
      chciała wylądować na porodówce (z mężem ma się rozumieć big_grinbig_grinbig_grin )Serio, ale
      czytając niektóre posty naprawdę można się wzruszyć, przy niektórych pośmiać.
      To musi być niesamowite doświadczenie.
      Pozdrawiam i wielkie dzięki smile
    • gblu Re: mamy, które przechodziły poród rodzinny.. 06.03.07, 13:31
      Nasz poród też był rodzinny. Mąż nie chodził ze mną do szkoły rodzenia bo nie
      miał na to czasu, a poza tym przecież on UMIE ODDYCHAĆ! Chodziłam więc sama,
      uczyłam się oddechów, ćwiczeń i opieki nad naszym przyszłym potomkiem. Dość
      optymistycznie podchodziłam do porodu, ale sama nie mogłam się zdecydować czy
      chcę żeby on był ze mną czy nie. Mąż zdecydował sam, że chce być. Nie
      sprzeciwiałam się, poprosiłam tylko o to żeby stał przy mojej głowie w czasie
      samego rodzenia a nie patrzył między nogi.
      Bardzo mi pomogła jego obecność, pomagał mi iść pod prysznic, uspokajał, po
      prostu był ze mną, a na koniec wziął na ręce i położył na łóżko bo nie miałam
      siły sama tam wejść (chyba rodziłabym na podłodze). Oczywiście trzymałam go za
      rękę jak bolało, a że bolało strasznie to trzymałam baaaardzo mocno, (ślady
      zeszły mu po tygodniu). Oddychać nie umiał jednak razem ze mną (robiła to
      położna). Kiedy Kingula sie rodziła stał obok lekarzy (bo tak go uziemiłam moim
      uściskiem że sie biedak nie mógł ruszyć) i widział nasze dziecię pierwszy niż
      jasmile. Bardzo mi pomógł samą obecnością i towarzystwem i następne dzieci też
      będziemy rodzić razem.
Pełna wersja