Ocencie prosze moja sytuacje (dlugie)

05.03.07, 14:46
Jestesmy w dosc dobrej sytuacji materialnej, mamy wprawdzie ogromna pozyczke
na dom i duze splaty ale ze splatami nie mamy problemu i zyjemy dostatnio.
Ja pracuje od rana do wieczora, wiele wyjazdow sluzbowych, czesto co tydzien
2 dni spedzam poza domem, w samolocie, hotelu. Gdy jestem w rodzinnym
miescie to caly czas poza praca poswiecam dzieciom i domowi. Maz prowadzi
wlasna firme, glownie z biura ktore miesci sie w domu, ma wiecej czasu ode
mnie. Podzial obowiazkow domowych z pozoru jest rowny, maz czesciej ode mnie
odwozi dzieci do szkoly, chodzi na poczte, zakupami zajmujemy sie oboje, tak
jak i gotowaniem, do sprzatania jest gosposia raz w tygodniu. Ale jakos na
mnie spada cala ta robota ktorej z pozoru nie ma - robienie sniadan do
szkoly, odrabianie w dziecmi lekcji, prasowanie i ukladanie ubran, obrzadek
psw, kladzenie dzieci spac, itd. Najczesciej gdy jestesmy oboe w domu
wieczorem to on od 20.30 lezy przed telewizorem albo siedzi przy kompie a ja
krzatam sie do polnocy albo i pozniej. Nie mam chwilki dla siebie, jestem
taka zmeczona ze powlocze nogami jakbym miala dwa razy wiecej lat niz mam.
Maz twierdzi ze bardzo mnie kocha, ze jestem dla niego wszystkim. Jest dumny
z moich osiagniec zawodowych i lubi sie mna chwalic. A z drugiej strony jest
czlowiekiem o stale zmiennych nastrojach, potrafi wydzierac sie na mnie
rzucajac miesem tak ze uszy puchna, przewaznie o jakies glupoty, np. kupilam
benzyne na drozszej stacji, nie zaplacilam rachunku na czas i doszly odsetki,
dziecko podrapalo dyskietke, itd. Rzeczy ktore tak naprawde sa malo
istotne. Do synow tez czasami sie tak odezwie ze dzieci pochlipuja po
katach.

Wiele razy probowalam odejsc bo czesto jest mi z nim naprawde zle. Odnosze
wrazenie ze mam dla niego wylacznie wartosc gesi znoszacej zlote jaja. Ot,
ladna kobieta z dobrym fachem w reku, jest sie czego trzymac. Z pozoru
wygladamy tak ladnie, ladny dom, ladne dzieci, samochody, nawet psy ladne. A
atmosfere w domu czasami mozna nozem kroic. Nie zawsze, jest tez wiele,
wiele milych i fajnych chwil ale te zle czesto wisza chmura nad naszym
domem.

To tlo ktore Wam opisalam abyscie odpowiednio odebraly to co teraz napisze:
otoz zakochalam sie z wzajemnoscia w mezczyznie z ktorym pracuje. Uprzedze
Wasze glosy piszace ze pewnie dlatego tak przesiaduje w pracy - to nie jest
tak. Pracujemy w innych miastach, dziela nas setki kilometrow, widujemy sie
moze raz w miesiacu. Od poczatku (rok) walczylam z narastajacym uczuciem,
teraz juz nie moge. Potrzebuje jego spojrzenia, jego dotyku, glosu, upajam
sie tym. Nasz zwiazek jest doskonale bezsensowny. On ma trojke dzieci, ja
dwoje. Jego malzenstwa nie da sie juz chyba uratowac, bylo w rozpadku juz
dlugo przede mna, co zreszta wiem od osob trzecich bo on rzadko o tym mowi.
Ale ja ciagle mam nadzieje na poprawe moich relacji z mezem, nie wyobrazam
sobie rozwodu, glownie ze wzgledu na dzieci, ale rowniez nie chce pogodzic
sie z tym ze bylo ono pomylka, nie moze tak byc. Nie potrafilabym zabrac mu
dzieci do innego miasta, to by go zabilo. A jednak niweczy on wszystkie moje
starania i postanowienia, wystarczy ze wydzre sie na mnie i juz kule sie w
sobie i tesknie za spokojnymi oczami kochanka. Probowalam zerwac z kochankiem
i wtedy on pierwszy raz wyznal mi milosc, powiedzial ze zmierza do rozwodu,
chce malzenstwa ze mna. Ja nie jestem w stanie az tyle mu dac. Wiec kocham
ich obu a nie naleze w calosci do zadnego. Skomplikowalam sobie zycie.
    • demarta Re: Ocencie prosze moja sytuacje (dlugie) 05.03.07, 14:58
      ano skomplikowałaś. może pomógłby długi wyjazd, np miesięczny. jak najdalej od
      domu: może na fiordy? i zero kontaktów z jednym i z drugim. telefony tylko do
      dzieci..... może dałoby to jakiś miarodajny dystans do życia i ich dwóch i
      jakieś wyjscie z sytuacji?
    • agnieszkamodras Re: Ocencie prosze moja sytuacje (dlugie) 05.03.07, 14:59
      Nie będe Cie oceniać, bo nie mam takiego prawa. Życie jest skomplikowane i nic
      nie dzieje się bez przyczyny. Pozdrawiam i życzę takiego rozwiązania tej
      sytuacji, które będzie złe dla najmnijeszej liczby osób (bo jak się to nie
      skończy to ktoś ucierpi).
    • kleo1 Re: Ocencie prosze moja sytuacje (dlugie) 05.03.07, 15:09
      Wiesz co.. nieczemu co napisałaś się nie dziwie, ani też Twoim uczuciom... Ja
      mieszkam z moim facetem prawie 2 lata a już mam takie awantury o jakich
      piszesz. Jak się mój wkurzy to potrafi coś zniszczyć i ja mam ogromne
      wątpliwości. Wczoraj też mi zrobił awanturę ale już nawet nie chciało mi się z
      nim gadać. Doskonale zatem Cię rozumiem. Domyślam się też, że gdyby ktoś
      wiedział jak będzie i powiedził Ci, że ten drugi jest idealny i z nim już
      zawsze będziesz szczęsliwa to tak naprawdę byś się nie wahała... współczuję Ci
      bardzo sad(((
    • volta2 Re: Ocencie prosze moja sytuacje (dlugie) 05.03.07, 15:16
      Wyidealizowałaś sobie tego drugiego faceta i wydaje ci się, że on taki
      romantyczny. Niech się najpierw z żoną rozwiedzie i potem na serio zawracajcie
      sobie w głowach. A ty też swojemu facetowi powiedz o rozwodzie, może to go
      otrzeźwi?
      Czy ten twój zawsze był taki?
      jaką masz gwarancję, że ten drugi taki nie jest?
      przez ułamek dnia/tygodnia będąc zakochanym trudno jest porzucać mięskiem
      ja też kiedyś tego nie robiłam, ale w obliczu problemów, nerwów czasem mi się
      zdarzy.
    • konikigraszka Re: Ocencie prosze moja sytuacje (dlugie) 05.03.07, 15:37
      Wcale nie idealizuje kochanka. Wolalabym zeby zostal ze swoja zona bo poki tak
      jest to nasze sytuacje sa rowne. Boje sie momentu w ktorym postawi mnie przed
      decyzja ktorej nie moge podjac na jego korzysc. W obecnej sytuacji
      przynajmniej piecioro dzieci ma poczucie bezpieczenstwa i komplet rodzicow.
      • malila Re: Ocencie prosze moja sytuacje (dlugie) 05.03.07, 16:16
        Bez względu na to, czy (nie) idealizujesz kochanka i czy (nie) doceniasz męża,
        warto zacząć od rozwiązania sprawy z meżem. Będziesz wtedy przynajmniej
        wiedziała, że próbowałaś, że dałaś sobie i jemu szansę. Będziesz wiedzieć, czy
        jest to zwykła proza życia, czy może Twój mąż rzeczywiście nie szanuje tego,
        kogo ma. Potem dopiero należy rozważać, czy warto starać się walczyć o
        dotychczasowy związek, czy wejść w nowy.
      • anetuchap Re: Ocencie prosze moja sytuacje (dlugie) 05.03.07, 16:16
        Po tym co przeczytałam,uważam,że Wasze małżeństwo potrzebuje pomocy.
        Uważam,że przydałaby się Wam yerapia małżeńska. I nie licz na to,że mąż zmieni
        się sam z siebie i pewnego pięknego dnia zacznie Ci więcej pomagać i bardziej
        szanować.
        Jesteś mądrą kobietą i abstrahując od osoby kochanka,zastanów się czy chcesz
        spędzić resztę życia z mężem,z którym nie jest Ci najlepiej. I pomyśl o
        sobie,czy TY chcesz,aby Twoje małżeństwo przetrwało,a nie,że jest to dla dobra
        dzieci.
        Trwanie w małżeństwie dla "dobra dzieci" to rezygnacja z odpowiedzialności za
        swoje życie. I naprawdę uwierz mi,trwanie w małżeństwie tylko ze względu na
        dzieci,bardziej tym dzieciom szkodzi niż pomaga.
        Wiadomo,że najlepsza jest pełna,ale i SZCZĘŚLIWA rodzina,ale życie to nie bajka,
        niestety. Dzieci mogą być szczęśliwe nawet wtedy,gdy rodzice nie są już razem.

        Radziłabym Tobie przemysleć swoje małżeństwo,nie biorąc pod uwagę osoby
        trzeciej. Nie jestem pewna czy tak można,ale spróbuj.
        I pamiętaj,to jest Twoje życie i tylko od Ciebie zależy,czy będziesz szczęśliwa.
        Czy,gdy dzieci "pójdą na swoje" będziesz pewna,że podjęłaś słuszną decyzję,
        zostając z mężem. Trzymam kciuki,aby wszystko się poukładało!!!!
    • chupachups1 Re: Ocencie prosze moja sytuacje (dlugie) 05.03.07, 15:46
      No cóż, skomplikowałaś sobie życie, nie da się ukryć. Ale wiesz, taka miłośc,
      do kochanka, jest łatwa, nie ma prozy życia, nie ma kłótni o podział
      obowiązków, o pieniądze, nie ma kredytów, teściowych itp. Miłość do męża jest
      trudniejsza, bo zawsze się znajdzie jakiś punkt zapalny. A po drugie jak
      wracasz z pracy zmęczona, zestresowana, to wiele nie potrzeba, żeby się
      pokłócić, a najbliższych najłatwiej się wyładować.
      Rozumiem, że tak naprawdę, każda kobieta czasami chce poczuć sie kobietą, tylko
      i wyłącznie, nie żona , matką tylko kobietą. Że chce przejrzeć się w oczach
      zafascynowanego nią mężczyzny.
      Ale ja nie postawiłabym wszystkiego na jesdna kartę, za dużo masz do
      stracenia...
      Musisz sobie wszystko przemysleć, a decyzja nie będzie łatwa. Życzę Ci, zeby
      była najlepsza.
      • soemi Re: Ocencie prosze moja sytuacje (dlugie) 05.03.07, 15:59
        Mam podobny problem, tylko że bez tego trzeciego. Odnoszę to samo wrażenie co
        Ty; ładna atrakcyjna żona, która bardzo dobrze wychowuje dziecko, do tego
        pracuje i jest obrotna w wielu kwestiach. A w domu koszmar, ja nie pozostaje
        bez winy. Jestem zadziorna i złośliwa że hej, ale są momenty w któych już
        poprostu nie da sie popuszczać. Mamy jedno dziecko. Doskonale Cię rozmumiem,
        uważam, że jak facet potrafi zostawić żonę z dziećmi dla innej to z ta inną
        może postąpić tak samo. Ty z tego co czytałam nie zamierzasz się rozchodzić z
        mężem. Ja mam dosyć samotności obok męża, ale nie mam sumienia ani odwagi wdać
        się w romans. A często o tym myślę, potrzebuje bliskości i stąd moje myśli.
        • kajos5 Re: Ocencie prosze moja sytuacje (dlugie) 05.03.07, 18:36
          jakbym czytała o sobie - a dziecko mamy jedno bo męzowi się odwidziało drugiesad awantury o drobiazgi to norma. Zero uczucia, czułości... Ja też nie mam nikogo na boku - bo po pierwsze nie mam odwagi a po drugie chyba nie zanalazłby się taki co mnie zechce - delikatnie mówiąc nie należę do grupy atrakcyjnych kobiet. Nie mam odwagi wystąpić o rozwód...
          • czarna.porzeczka Do Kajos5!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! !!!!!!!!!!!!!! 06.03.07, 15:23
            kajos5, jak mozesz tak o sobie pisac. Co Ty opowiadasz?
            Napewno masz zalety i nie wierze ze jestes totalna siostra dzwonnika z Notre
            Dame.
            Nie wolno tak o sobie mowic.
            Niskie poczucie wlasnej wartosci nie jest rownoznaczne ze skromnoscia.
            Docedn siebie i polub.
            Napewno jestes fajna, a to ze trafilas na faceta ktory tego nie docenia nie
            moze byc jedynym wymiernikiem.
            Trzymaj sie.
    • fajka7 Re: Ocencie prosze moja sytuacje (dlugie) 05.03.07, 17:14
      Kochanek daje Ci to czego nie daje Ci maz. Teoretycznie, gdyby to uzupelnic
      powinno być ok. Terapia malzenska bylaby nie od rzeczy. Zalatwilibyscie problem
      szybciej i skuteczniej niż na wlasna reke – to się rzadko udaje, bo trzeba
      wiedziec w czym rzecz i można kupe bledow popelnic i jeszcze bardziej schrzanic
      sprawe. Ale obie strony musza się zgodzic, no i chcieć, wciąż się kochac.
      Ewentualnym rozwodem kochanka chyba nie ma się co az tak przejmowac. Jeśli
      rozpada mu się malzenstwo i postanowi je zakonczyc, to robi to przede wszystkim
      dla siebie. Nie może Ciebie obarczac odpowiedzialnoscia za takie decyzje. „dla
      Ciebie się rozwiodlem’ dowodziloby niedojrzalosci kolegi i wg mnie
      zdyskwalifikowalo na przyszlosc crying
      • wenus2006 Re: Ocencie prosze moja sytuacje (dlugie) 05.03.07, 18:44
        wiesz kiedyś powiedziałabym Ci nie buduj swojego szczęścia na cudzym
        nieszczęściu,dziś myslę sobie walcz o swoje szczęście,jakąkolwiek drogę musisz
        przejść do tego szczęścia.Jeśli stwierdzisz,że nie wytrzymasz dłużej z
        mężem,jeśli nie przezwyciężycia tego chaosu i nic się nie zmieni,on się nie
        zmieni,zrobisz wszystko aby to ratować bez efektu - zacznij wszystko od
        nowa.Zdrowy dom to szansa zdrowych psychicznie dzieci,zdrowy dom to Twoje szczęście.
        Kochanek nie koniecznie musi być bydlakiem,który zostawia żonę i Ciebie też
        zostawi.Osobiście przez lata natknęłam się na wiele przypadków par,które z drugą
        osobą dopiero zbudowały dorodny związek.
        To cholernie trudna decyzja,ciężka do podjęcia,okropna w realizacji,ale jak już
        nic nie wskrzesi uczuć i relacji to prawo do szczęscia ma każdy z nas...
    • czarna.porzeczka Re: Ocencie prosze moja sytuacje (dlugie) 06.03.07, 15:17
      Bardzo Ci wspolczuje.
      Ale... zobacz jak wiele zmieniloby gdyby Twoj Kochanek w zdecydowany sposob sie
      zachowal. Z tego co piszesz wynika, ze to blizej niesprecyzowana przyszlosc.
      Z reguly tak jest ze jak facet kjest zdecydowany, kobiecie jest latwiej
      zawalczyc o swoje szczescie.
      Ile chceszna niego czekac?
      ja wlasnie przez 3 lata obserwowalam moja przyjaciolke, ktora borykala sie z
      takimi obietnicami. I co? I nic, bo facet mamil ja rozwodem, ale nic z tego nie
      wynikalo. Dzis jest nadal ze swoja zona, a ona ... ma kaca giganta i 3 lata do
      tylu.
      Zycze Ci poprawy Twojej sytuacji, ale mysle ze dopiero jak wezmiesz sie w garsc
      i hukniesz na Malzonka, moze cos sie zmieni, bo obecnie Kochanek snuje wizje, a
      Malzonek wrzeszczy, Ty zas cierpisz. To Twoje zycie, nie trac czasu na TRWANIE.
      Zyj!
      Pozdrawiam
      Porzeczka
    • konikigraszka Re: Ocencie prosze moja sytuacje (dlugie) 06.03.07, 23:57
      Dzieki dziewczyny za slowa otuchy. To wlasnie o swoje malzenstwo chce walczyc,
      nie o kochanka. Zebym nie wiem jak byla w nim zakochana to nie osiedle dzieci
      700km od ich ojca i calej reszty rodziny. Obecny uklad faktycznie jest
      poniekad uzupelniajacy, wiem jednak ze przyjdzie taka chwila gdy kochanek powie
      mi ze juz mu to nie wystarcza i wtedy wszystko sie skonczy. Wiec moze lepiej
      przeciac to juz? Tylko ze nie potrafie sobie odmowic tych chwil, tej
      bliskosci, nie potrafie sobie odmowic bycia z nim bo zawsze sie jakos tak
      sklada ze gdy juz podejmuje taka decyzje to akurat w domu jest awantura i wtedy
      nie wiem w imie czego mam sobie odmawiac tej odrobiny szczescia. Terapia
      odpada, w moim gronie panuje przekonanie ze to ostatni gwozdz do trumny,
      przyspiesza rozwod i tyle. Zreszta moj maz do naszych problemow przyjmuje
      postawe strusia i nie chce za nic przyznac ze w ogole jest jakis problem, wiec
      sie nie zgodzi.
Pełna wersja