Zero złośliwości

06.05.03, 11:57
Podtytuł "zero złośliwości dla męża".
Chodzi mi o to, że nie mam zamiaru wyżywać się na mężu i
bez żadnych złośliwości (jeśli to zauważycie, to zwróćcie mi uwagę)
chcę napisać tak:
1.jeśli jestem w domu i zajmuję się dziećmi, to nie znaczy, że nic nie robię.
Prawda?
2.jeśli robię to, co od razu widać (np. czysty zlew, bez brudnych naczyń;
brak brudnego prania na pralce, czyli, że już wyprane, a tym bardziej brak w
środku pralki, czyli, że już powieszone, albo brak na sznurze, czyli, że już
poskładane do szafy), to znaczy, że "coś" robię.
Prawda?
3.jeśli robię to, czego od razu nie widać gołym okiem (przebrana pościel, oj
dużo łóżek; starte kurze, nie, nie, nie za często, prawie nigdy, ale to
przykład; umyta lodówka, szafki kuchenne, dużo by wyliczać), to nie znaczy,
że nic nie robię.
Prawda?

O co mi chodzi? Oto właśnie, że :
"Co kobieta robi jeśli się mówi, że zajmuje się dzieckiem (dziećmi) i jest w
domu?"
Dlaczego piszę tu o mężu?
Dlatego, że to głównie mężczyźni (mężowie albo obcy panowie; ale też
bezdzietne kobiety; albo starsze panie, które zapomniały jak może
kiedyś "narobiły" się przy dziecku)
tak twierdzą.
Zero złośliwości w moim domu polega aktualnie na tym, że nie robię tego, co
widać...
Czy wiecie o co mi chodzi?
Poradźcie coś, proszę. Może źle rozumuję, ale naprawdę jest dużo pracy przy
tak wielu osobach, a ja już opadam z sił.

Napiszę jeszcze...
jeśli odpiszecie.
Lusia.



    • ma.pi Re: Zero złośliwości 06.05.03, 14:25
      Po prostu nie rob tego np. przez trzy dni o czym piszesz w punkci 2 i 3. Umyj
      tylko talerz dla siebie i dziecka. Do jedzenia zrob tak samo. A na pytania meza
      odpowiadaj "przeciez ja nic w domu nie robie".
    • andzina Re: Zero złośliwości 06.05.03, 14:34
      Mam propozycję!
      Zrob (wspolnie z mezem) cennik tych wszystkich czynnosci! Zapytaj go za ile
      umylby lodowke albo kibelek? Zrob spis wszystkich czynnosci, wycen je (dlaczego
      z nim? - zeby nie powiedzial ze to ceny z kosmosu, albo sciagnij taki cennik od
      firmy sprzatajacej). I kazdego dnia pokaz mu za ile wykonalas dzis prace! Okaze
      sie, ze gdyby faktycznie ktos ci za to placil zarobilabys kupe kasy! Moze jak
      nie trafiaja do nich narzekania na bole w krzyzu, popekane od chemi dlonie czy
      nadwyrezone stawy od dzwigania siat to trafi do nich kasa. Oni zarabaija od
      godziny, wykonanej pracy, sa na prowizji lub stalej pensji a kobitki to co? Ja
      pracuje ale kiedy siedzialam z malym w domu byly podobne historie a ja nie
      smialam sie odezwac bo to on utrzymywal dom ktory ja sprzatalam. Ale od kiedy
      poszlam do pracy postanowilam - koniec! zarabiamy oboje (ja czasem wiecej niz
      on!) i oboje bedziemy dbac o dom, dziecko itd. Nie musialam na szczescie
      uciekac sie do drastycznych srodkow takich jak lista kto co i kiedy. Ale
      sasiedzi i tak robia oczy jak on myje okna a ja samochod. Choc przyznaje - sa
      czynnosci do ktorych przyslowiowymi wolami nie zaciagne lubego. Kibelek to
      nadal moja strefa, a jak Michu zrobi kupke w pampersa to chocby nie wiem co -
      ja przewijam. Ale jak na poczatku mojej pracy z malym siedzial maz to i z kupki
      przewinal, i obiadek (co prawda - wczesniej podgotowany) przygotowal. UMIEJA,
      tylko im sie nie chce.
      Mysle ze taki cennik naszej pracy powiniem trafic do przekonania facetom. Kiedy
      zobacza ile kosztuje (w dosłownym tego słowa znaczeniu) nasza praca w domu moze
      bardziej nas docenia i choc czasem wyrecza?
      Powodzenia
      Andzina
      PS Moj mezus - nie powiem - pomaga mi sporo, i choc czasem wyniki oplakane (ja
      na pewno zrobilabym to lepiej) nie krytykuje, nie poprawiam (przynajmniej nie
      jawnie). A zobaczylabys jak mnie goni za wlazenie w butach na dywan, ktory sam
      odkurzyl czy wypral!!! Swoja prace bardziej sie szanuje!
      Acha i jeszcze jedno - nie wiem czy dla pociechy czy nie ale nie wszyscy nie
      pomagaja. Zeby sie ktory nie obrazil to musze to przyznac. Znam wielu facetow,
      ktorzy myja garnki i podlogi. Ale obawiam sie ze to nadal wyjatki...
      Pozdrawiam
      • blaire Re: Zero złośliwości 07.05.03, 16:01
        andzina napisała:


        > Acha i jeszcze jedno - nie wiem czy dla pociechy czy nie ale nie wszyscy nie
        > pomagaja. Zeby sie ktory nie obrazil to musze to przyznac. Znam wielu
        facetow,
        > ktorzy myja garnki i podlogi. Ale obawiam sie ze to nadal wyjatki...


        Faktycznie, mój mąż pomaga. Myje okna, podłogi, aczynia...Czasem zdarzy mu się
        nawet ugotować obiad. Ale mimo to uważa, że ja siedząc z małym w domu nic nie
        robię.
        A czy cennik by coś zmienił? W naszym małżeńsywie raczej nie...
        Pozdrawiam
    • wieczna-gosia Re: Zero złośliwości 06.05.03, 15:08
      Wstan rano.
      Usmiechnij sie promiennie wink
      przygotuj jedzenie dla dziecka.
      I wyjdz.
      facet nie dosc ze nie da rady zrobic polowy z tego co robisz ty, to samym
      maluchem zmeczy sie tak bardzo ze w poniedzialek poleci do pracy jak na
      skrzydlach godzine wczesniej wink)))
      To o czym piszesz to typowe.
      Ale z drugiej strony- czy ty jako niezamezna panna nie uwazalas przypadkiem ze
      taka to ma dobrze- z dzieckiem siedzi nic nie robi wink))
      Albo jako dziecko nie zastanawialas sie przypadkiem dlaczego ta mama taka
      zmieczona wink))
      Bo ja i owszem.
      Ale zycie mnie nauczylo wink
      A facet teoretycznie rzecz biorac moze sie przeslizgnac przez zycie nie
      zdobywajac tej, jakze pozytecznej wiedzy.
      Nasza w tym glowa zeby sie nie przeslizgnal wink))

      Ja regularnie zostawiam ojca mojej czworki samego. Kiedy wracam jest balagan,
      pizza na obiad a on mowi- ja nie wiem jak ty sie wyrabiasz wink))) No a ja sie
      wyrabiam, bo co tu duzo gadac- lepsza jestem od niego wink))
      • umargos Re: Zero złośliwości 06.05.03, 16:06
        Hejhej! Nie wiem jak to jest...ale mój mąż nie uważa że zajmowanie się domem i
        opiekowanie się dzieckiem nie jest pracą. Przeciwnie, stara mi się
        pomóc...nawet wprawia się w prasowaniu żebym nie musiała wszystkiego robic
        sama. W wolne dni robi kolacje i śniadania i skrobie warzywa na obiad, zmywa
        naczynia, wozi dziecko na spacery, przewija, kąpie...bo wie że robię to
        częściej, a też chce jakoś uczestniczyć w zajmowaniu się maleństwem...ba czasem
        nawet w nocy jeżeli się akurat obudzi wcześniej niż ja....miło pomyśleć że nie
        wszyscy faceci są tacy sami :o)))))
        Pozdrawiam...i życzę powodzenia w przełamywaniu sposobu myślenia małżonków
        Ula
    • aniamr Re: Zero złośliwości 06.05.03, 16:31
      Ja nie mogę narzekać ale rónież nie mam idealnego męża. Już w ciąży
      przystosowywałam go do prac domowych i ciągle o tym gadam by jak raz wyleciało
      jednym uchem to może kiedyś się zatrzyma na drugim. Niedługo wracam do pracy i
      jemu napewno dojdzie obowiązków szczególnie rano bo później wychodzi i będzie
      musił się wyszykować i jednocześnie dopatrzeć dziecka póki babcia nie
      przyjdzie. A od kiedy siedzę w domu ( od początku ciąży) to po jego powrocie
      wymieniam mu co dzisiaj zrobiłam, bo rzeczywiście nie widać tej całej pracy.
      Najlepiej zrobiłam z zakupami. Mąż lubi ziemiaczki na obiad.No ale, że
      mieszkamy na 3 piętrze (wnoszenie zakupów i dziecka )to dawno dałam sobie
      spokój z ich kupowaniem i romiłowała się w kaszach. Teraz jak chce coś innego
      do jedzenia to proponuje zakupy, które sam wnosi.
      Pozdrawiam
      Ach apeluję do mam chłopców - nie wychowujcie swoich synów na wygodnickich
      mężczyzn, bo zachowanie mężów jest w dużej mierze błędem wychowaczym ich mam.
      Ania
    • agusiakraj Re: Zero złośliwości 06.05.03, 17:46
      oj widze ze jestem straszna szczesciara a moj maz to po prostu idaal.Pomaga mi
      w domu jak tylko moze.Robi zakupy,sciera podlogi,zmywa,a nawet czasem gotuje
      pyszne obiadki i w ogole nie uwaza ze to cos zlego.Zawsze zauwazy jak slicznie
      posprzatalam mieszkanko,albo jak ladnie wygladam mimo tylu obowiazkow.To
      bardzo mile.Mysle ze to zasluga mojej tesciowej ze tak go wychowala,nie tylko
      na dobrego syna ale i meza.Ja postaram sie zrobic to samo dla mojej przyszlej
      synowej i wychowam mojego Michasia(trzy miesiace)najlepiej jak potrafie.
      Ale naslodzilam.....
      • plucha32 Re: Zero złośliwości 06.05.03, 20:58
        Jesteście niesamowite "emamy"! Dziękuję.

        Dopiszę jeszcze tylko do swojego pierwszego postu, że nie robię (od kilku dni)
        tego co widać, bo...
        po prostu jak to zrobię (te rzeczy które wyliczyłam - widoczne), to będzie je
        widać, a...umytych okien, no to nie widać...smile)(takie czyste). Prawda?
        (albo kupki w pampersie... wink)
        - - - - - -
        ale tak poza tym dzięki serdeczne za Wasze wspaniałe posty.
        Nie chodzi o to, żeby mężów krytykować, oni są wspaniali przez to, że istnieją,
        CHODZI O TO ICH myślenie...
        Podsumowując, trzeba Im (mężom, ew. pozostałych osobom) wyjaśnić i...
        rozmawiać
        rozmawiać
        rozmawiać, czyli prowadzić (wciąż i wciąż) dialog.
        Cieszę się, że nie jestem w tym "problemie" sama.

        PS.Moi teściowie nie mogą (również, uff...) zrozumieć, dlaczego jestem zmęczona
        (zwłaszcza teściowa, która jeszcze dodaje: ja też byłam zmęczona i jeszcze
        chodziłam do pracy (sic!) - a ja sobie w duchu myślę wtedy, no a małe jej
        dzieci, to były w tym czasie gdzie?? no chyba nie z nią w pracy, czy czegoś tu
        nie rozumiem?)
        Pozdrawiam.
        Lusia
        • plucha32 Re: Zero złośliwości 06.05.03, 22:12
          Zapomniałam jeszcze dopisać, że dziękuję za wszystkie rady PRAKTYCZNE.
          Wykorzystam na pewno.

          Agusiakraj ostatnim zdaniem określiła sedno sensu posiadania dzieci (nie tylko
          synów).
          Wychowujemy dzieci nie dla siebie, bo nie są naszą własnością.
          Pozdrawiam "emamy". Lusia.
        • oreiro.mama.martynki Re: Zero złośliwości 06.05.03, 22:21
          Oj zapomniał wół jak cielęciem był!!!

          Ja też się ciągle nasłucham nie tylko od teściowej która miała 4 dzieci!!! (ale
          zapomniała, że zajmowała się w zasadzie tylko najstarszą, bo reszta się
          nawzajem wychowywała), od pani w sklepie, której nawet mąż nie pomógł, bo był w
          wojsku!!! (ale nie dodała, że dziecko – Anioł, pół dnia spało pół się bawiło) i
          od wielu wielu ludzi jak to ja mam dobrze, że siedzę sobie w domu i jeszcze mam
          rodziców pod nosem. Tylko nie pomyślą, że nie będę ciągle obarczać rodziców
          dzieckiem i że mimo wszystko mam co w tym domu robić.
    • dziubelek2 Re: Zero złośliwości 06.05.03, 22:16
      mój mąż nieraz doprowadzał mnie do wściekłości, stwierdzając, że ja mam pracy w
      domu na około godzinę. zmienił zdanie, gdy na świecie pojawiły się nasze
      dzieciaczki, przybyło obowiązków i siłą rzeczy został wciągnięty w
      domowy "kierat". nareszcie zaczął sobie zdawać sprawę ile czasu zajmują
      podstawowe czynności, nie wspominając już o wyczynach"ekstra" jak np.mycie
      okien. teraz pomaga mi we wszystkim oprócz gotowania, na czym nie zna się
      kompletnie, a ja nie mam cierpliwości, by go uczyć.
      a gdy czasem jęczy, że nie zdążył czegoś tam zrobić, słodkim głosikiem
      przypominam mu, że zajmowanie się domem to przecież "tylko godzinka".
      pozdrawiam.ania
    • ksia78 Re: Zero złośliwości 07.05.03, 08:14
      Niedawno w onecie byl artykul, w ktorym Amerykanie "wycenili" prace kobiety
      siedzacej w domu z dziecmi i "nic" nie robiacej. Gdy podliczono opiekunke do
      dzieci na 24 godziny na dobe, kucharke, sprzataczke, pralnie, wyszlo 30 000 $
      rocznie. Poinformujcie o tym swoich mezow. Chociaz ja mojemu wyslalam linka i
      nie trafilo. Osiem godzin przy komputerze i wraca do domu zmeczony. A ja:
      sprzatanie, prasowanie, obiad, z dzieckiem (3 m-ce) na spacer, wozek i zakupy
      na 3. pietro, umalowana, uczesana, zreszta, komu ja to pisze. Same dobrze
      wiecie. A on mi talerza nie sprzatnie ze stolu, a pierwsza czynnosc po
      powrocie z pracy to wlaczenie komputera. Potem jest mecz albo ciekawy film,
      albo cos sobie programuje. A mnie jakby nie bylo. Mam dosc.
      nieco rozzalona
      kasia
      • anja_mama-kuby Re: Zero złośliwości 08.05.03, 10:51
        Kasiu! czyżby Twój mąż był moim mężem?!!! No, żartuję, oczywiście. Mój nie
        siedzi przy komputerze, ale wraca o 18-tej i robi to samo, co twój. A ja
        pracuję na pół etatu, zarabiam trochę więcej niż on, wstaję wcześniej niż on,
        wracam do domu i do końca dnia zajmuję się domem (mniej) i dzieckiem (więcej).
        A on nawet talerza po sobie nie sprzątnie! Jak rzuci skarpetki, tak leżą sobie
        i czekają aż ktoś (?) je sprzątnie! ..... A cholera jasna! Wcześniej, jak nie
        pracowałam, to sam musiał sobie zrobić do pracy śniadanie, bo nie uważam, że
        mam jakiś obowiązek. A teraz teściowa mu robi śniadanko w domu, śniadanko do
        pracy. A w sobotę ja mam wolne, a on czasem musi do pracy, to ostatnio sobie
        nie zrobił! nie było mamusi to nie miał kto! Strasznie się na niego wkurzam za
        to jego nicnierobienie. I nie umiem tego zmienić. Ale: czego Jaś... itd.
      • plucha32 Re: Zero złośliwości 09.05.03, 11:14
        Jak to się ma (te 30000) do polskich zarobków?
        Chyba nie wystarczy tylko pomnożyć, trzeba jakoś odnieść do rzeczywiśtości
        polskiej i amerykańskiej...
        Ciekawe jest to, co napisałaś Kasiu smile)
    • edziecko_gosiah Re: Zero złośliwości 07.05.03, 15:51
      Wiesz Lusia, wiem o co Ci chodzi... i chyba też o brak zrozumienia tej drugiej
      osoby (albo i kilku innych postronnych osób), że zajmowanie się dzieckiem
      i 'prowadzenie' domu to naprawdę ciężka praca... czasami mże nawet bardziej niż
      te 8-9 godzin pracy biurowej. A najgorsze jest w tym wszystkim własnie to, że
      efekty tej codziennej mozolnej pracy są tak słabo zauważalne, że tego tak
      naprawde na codzień nie widać... bo co z tego, że zrobiłaś pranie, pozmywałaś
      naczynia, odkurzyłaś mieszkanie, ugotowałaś obiad - po prostu jest czysto
      (wczoraj tez w miarę było, więc nie za bardzo widać efekt Twoich codziennych
      starań). I najbardziej w tym wszystkim mnie denerwuje to, że kiedy idziesz z
      dzieckiem do jakiegos urzędu i chciałabyś skorzytsać z przysługującego Ci prawa
      do obsługi poza kolejnością, to słyszysz (właśnie głównie od mężczyzn,
      dziadków, samotnych pań, albo starszych pań, które już nie pamiętają jak im
      bywało ciężko), że przecież siedzisz z dzieckiem w domu więc nic nie robisz i
      masz dużo czasu... ostatnio, jako młoda mama dwójki chłopaków, która
      niejednokrotnie doświadczyła podobnych komentarzy, straszliwie pokłóciłam się
      na całą pocztę z takim właśnie facetem... nie w swojej sprawie, bo wtedy
      przeważnie sie nie odzywam, ale załatwiałam wtedy służbowe sprawy w godzinach
      pracy i nie mogłam słuchać jak facet strofuje młodą mamę z dzieckiem, że śmiała
      podejść bez kolejki, bo dziecko nie płacze, sa ona ma mnóstwo czasu, żeby
      poczekać aż będzie jej numerek.... byłam wściekła, bo stając w jej obronie,
      myślałam o tych wszystkich sytuacjach, w których ja się znajdowałam i czasami
      nadal znajduję...
      nie wiem, czy to dokładnie miałaś na myśli, ale tak mi się skojarzyło...
      pozdrawaim serdecznie.
      • edziecko_gosiah Re: Zero złośliwości 07.05.03, 16:05
        Wracając jednak do sprawy mężą, to muszę dodać, że jeśli chodzi o obowiązki
        domowe i pomoc to trafiłam doskonale - robi w domu wszystko: od wszelkich
        napraw, remontów po zakupy, sprzątanie, pranie, prasowanie, gotowanie... ale
        kiedy ja wracam z pracy on jest koszmarnie wykończony - wieczorem zasypia jak
        małe dziecko... a przecież i tak chłopaki chodzą do żłobka, a po południu ja
        się nimi zajmuję... mój mąż dopiero niedawno docenił to, że ja pracuję i
        zajmuję się domem i dziećmi - zwłaszcza kiedy go nie ma, bo jeśli on wyjeżdża
        do pracy to na długie 4 miesiące i ja wtedy zostaję z tym wszystkim zupełnie
        sama (nawet bez pomocy babci, bo żadnej nie ma w pobliżu i obydwie jeszcze
        pracują).... dopiero niedawno powiedział; 'jak ty sobie z tym wszystkim
        radzisz? jak ty o tym wszystkim pamiętasz?'
        • opieniek1 Re: Zero złośliwości 08.05.03, 09:59
          dziewczyny.Trzymajmy się jakoś. Po macierzyńskim wrócimy do pracy, to sobie
          trochę odpoczniemy wreszciesmile))). Ja wracam od września i już zapowiedziałam,
          że przestaję tyrać w domu, zaczyna się samoobsługa. Mina mu zrzedła i
          uśmiechnął się kąśliwie. Nie, żebym była szczególnie złośliwa, ale może
          wreszcie ruszy 4 litery do sprzątania. Chociaż wątpię. Znając go, pewnie
          wynajmie panią do sprzątania. Pożyjemy, zobaczymy. Pozdrawiam
          wszystkie "zarobione po pachy". Ania.
      • plucha32 Re: Zero złośliwości 09.05.03, 11:31
        A najgorsze jest w tym wszystkim własnie to, że
        > efekty tej codziennej mozolnej pracy są tak słabo zauważalne, że tego tak
        > naprawde na codzień nie widać... bo co z tego, że zrobiłaś pranie, pozmywałaś
        > naczynia, odkurzyłaś mieszkanie, ugotowałaś obiad - po prostu jest czysto
        > (wczoraj tez w miarę było, więc nie za bardzo widać efekt Twoich codziennych
        > starań).


        Dokładnie tak...

        Właśnie może dodatkowo czuję się "zdyswalifikowana" tym, że moja praca jest...
        nie żadna inna, tylko FIZYCZNA, a ja potrzebuję też rozwijać się (umysłowo).
        A Wasi mężowie to pracują fizycznie, czy umysłowo? smile)
        Lusia
        Ps. W sklepach, urzędach odczuwam to samo i...czasem zwracam uwagę na to, a
        czasem już nie słucham co mówią, tylko ew. grzecznie i krótko uświadamiam
        (jeśli mi coś zarzucają).
        Dzięki za wsparcie.

Pełna wersja