plucha32
06.05.03, 11:57
Podtytuł "zero złośliwości dla męża".
Chodzi mi o to, że nie mam zamiaru wyżywać się na mężu i
bez żadnych złośliwości (jeśli to zauważycie, to zwróćcie mi uwagę)
chcę napisać tak:
1.jeśli jestem w domu i zajmuję się dziećmi, to nie znaczy, że nic nie robię.
Prawda?
2.jeśli robię to, co od razu widać (np. czysty zlew, bez brudnych naczyń;
brak brudnego prania na pralce, czyli, że już wyprane, a tym bardziej brak w
środku pralki, czyli, że już powieszone, albo brak na sznurze, czyli, że już
poskładane do szafy), to znaczy, że "coś" robię.
Prawda?
3.jeśli robię to, czego od razu nie widać gołym okiem (przebrana pościel, oj
dużo łóżek; starte kurze, nie, nie, nie za często, prawie nigdy, ale to
przykład; umyta lodówka, szafki kuchenne, dużo by wyliczać), to nie znaczy,
że nic nie robię.
Prawda?
O co mi chodzi? Oto właśnie, że :
"Co kobieta robi jeśli się mówi, że zajmuje się dzieckiem (dziećmi) i jest w
domu?"
Dlaczego piszę tu o mężu?
Dlatego, że to głównie mężczyźni (mężowie albo obcy panowie; ale też
bezdzietne kobiety; albo starsze panie, które zapomniały jak może
kiedyś "narobiły" się przy dziecku)
tak twierdzą.
Zero złośliwości w moim domu polega aktualnie na tym, że nie robię tego, co
widać...
Czy wiecie o co mi chodzi?
Poradźcie coś, proszę. Może źle rozumuję, ale naprawdę jest dużo pracy przy
tak wielu osobach, a ja już opadam z sił.
Napiszę jeszcze...
jeśli odpiszecie.
Lusia.