Czy dopadl nas kryzys?Jest na to jakas rada

30.03.07, 11:48
nie wiem jak sobie z tym poradzic. Jestem 3 lata po slubie(a 5 razem) mamy
1.5 roczku syna.Nie potrafie sie z mezem dogadac, jego osoba mnie drazni.
Wszystko zaczelo sie psuc po slubie, jak tescie zaczeli sie wtracac.Zwlaszcza
tesciowa, nic jej sie nie podobalo, ciagle meza szczula przeciwko mnie, ze
np.glazura i terakota to wymysł, wystraczy farba olejna, na to tesc do meza-
po co kladziesz jej kafelki w łazience, placisz fachowcowi, przeciez jej to
sie za 5 lat znudzi i znów bedziesz musial kuc.
Po ktoryms takim tekscie nie wytrzymalam i powiedzialam ze jestem u siebie(
maz ma mieszkanie po dziadku, czyli ojcu mojego tescia) tesc mysli ze nadal
jest u siebie, choc przez wiele lat mial kiepskie kontakty zwlasnym ojcem)
i nie zycze sobie komentarzy, a jak sie nie podoba to prosze wyjsc. Na to
tesc obrazil mnie wyzywajac od s...k i pchnąl mni ena sciane. Tesciow ate
zcos tam gadala, ze chciala byc przyjaciolką(dobre sobie...) i tu zaczely sie
schody, maz nie stana po mojej stronie, zacza sie na mnie przy nich
wydzierac, ze sie rowziedzie itp. Ze chcialam ich sklucic itp. Prosial meza
wiele razy zeby zrobil cos z tym wszystkim, ze nie odpowiada mi traktowanie
przez jego rodzicóW(przez 5 lat nie odezwali sie do mnie z imienia, tylko
poprzez 3 os)
Wkurzylam sie wtedy, zapakowalam dziecko do auta i pojechalam do swojej
babci. Nie chcieli mnie wyposcic, lecz zaczelam krzyczec, ze zadzwonie po
policje .

2 dni do meza sie nie odzywalam, on byl buntowany prze swoich rodzicow.
Przyjechal i przeprosil. Wybaczylam, ale pod jednym warunkiem wrocilam do
domu, ze jego rodzice juz nigdy nie przyjda do nas. Na krotko to sie zdalo,
po 7 miesiacach jak synek skonczyl roczek maz nie zaprosil ich na urodziny,
to 2 dni przed tesciu zadzwonil, z ezlozy przeciwko nam pozew do sadu, bo nie
widuje sie z wnukiem. Przyjechali, ja sie nie odzywalam, oni tez.
na boze narodzenie, maz sam pojechal z dzieckiem, od tego czasu juz nie
puszczam malucha tam, Maz mowil z etylko komentowali jaki on podobny do niej
(czyli do mnie ) i tak to 0 zainteresowania.
Mam cholerny zal do meza ,o to co sie stalo, nie moge mu wybaczyc i zaufac-
choc widze ze sie zmienil -tak naprawde, w kazdej klotni wypominam mu to.
Boli mnie to z emaz na porzadku dziennym przeszedl do tego, ze nie potrafi
powiedzie c wlasnemu ijcu z ejest chamem.
Ja jestem cale dnie sama z maluszkiem, jak maz przyjdzie to mnie drazni.
Czy dopadl nas kryzys? Nie ma szans na zaden wspolny urlop, maz wzial w
leasing auto i teraz non stop pracuje po 12h.
    • gesta Re: Czy dopadl nas kryzys?Jest na to jakas rada 30.03.07, 12:16
      to co napisałaś jest straszne..zastanawiam się o co tym ludziom chodzi, bo nie
      sądze aby bardzo kochali wnuka i chcieli jego dobra ...szkoda mi tez Twojego
      męża ,bo napewno jest miedzy młotem a kowadłem ALE... to Ty i dziecko
      powinniscie byc dla niego najwazniejsi. Twój mąż musi to zrozumieć. wiadomo,ze
      dobrze było by zyc razem w zgodzie ale widac z tymi ludzmi nie można.jeśli tak
      nadal będzie to rozwala to małżeństwo...trzymaj sie i nie poddawaj!! spróbuj
      porozmawiac na spokojnie z mężem, powiedz jak sie czujesz, jak to wszystko
      przezywasz, zapytaj tez o jego uczucia,jemu pewnie tez nie jest łatwo. to moje
      zdanie-ale wydaje mi sie ,że póki tesciowie będą gdzies tam na horyzoncie to
      będą problemy. nie wiem, czy weźmiesz sobie moje zdanie pod uwagę, bo ja z
      teściami nie mam problemów, oni od poczatku uważali wręcz ,że jestem " za wysoka
      półka dla mojego męża", ale wiem,ze wkurzajacy sa czasem moi rodzice,a w
      zasadzie ojciec
      ( wszystko mierzy swoja miarką), dlatego ograniczylismy spotkania z nimi i
      jesteśmy spokojniejsi, chociaż w zasadzie to nie było między nami jakiś
      powazniejszych kłótni z tego powodu.zreszta -teściowie chcoiaz najlepsi zawsze
      będą teściamismile nie łam sie tylko postaw na swoim.
      pozdrawiam
    • mikolla Re: Czy dopadl nas kryzys?Jest na to jakas rada 30.03.07, 13:18
      Bez urazy, ale Twoj maż to cham. Tak jak jego tatus. Niedaleko pada jabłko od
      jabłoni.
    • net79 Re: Czy dopadl nas kryzys?Jest na to jakas rada 30.03.07, 13:19
      Czy Twój mąż nie jest przypadkiem jedynakiem??? Często rodzicom jedynaków jest
      trudno zaakceptować partnera swojego dziecka i traktuja go jak złodzieja, po za
      tym skoro robią takie wywody typu: Po co jej to będziesz robił, to znaczy, że
      są zgorzkniałymi ludźmi, którzy sami w swoim związku mają coś nie tak i to nie
      od dziś. Nie powielaj schematu. Skoro mąż przeprosił i nprawdę się zmienił, to
      albo jestes w satnie to zrozumiec albo nie... Nie możesz ciągle mu robić
      wyżutów o sprawę, która niby została wyjaśniona i wybaczona... bo go zamęczysz
      i w końcu uwierzy tym zgorzkniałym ludziom, że nie warto było się starać.
      Wyrzeczenie się własnych rodziców, to jedno z największych wyżeczeń jakie
      człowiek może podjąc świadomie w życiu. Skoro ograniczył kontakt, to dał im do
      zrozumienia, że trzyma Twoją stronę, a ojciec zachował się jak cham. Skoro po
      wizycie u nich , sam dostrzega i neguje zachowanie rodziców tzn, że już
      zrozumiał i chyba został ukarany. A jak mąz jest 12 h poza domem, a my same z
      dzieciakiem, bez wsparcia, to uwierz każda z nas dostaje czasem do bani i ma
      dość. Ale to nie czas na stare żale tylko wykozystanie tych 4 godzin które z
      dnia wam zostały i zorganizowanie sobie dnia tak, żeby do bani nie dostawać.
      To, że jakiś czas temu mąż nie stanoł w Twojej obronie, tez by mi ością w
      gardle stało, ale skoro postawiłas na wasz związek, to bądź konsekwentna.
      Zresztą ten okres mieszkania ze sobą jest dosyć kryzysowy, ale do przejścia...
      Trzymaj się...
      Mój ojciec kiedyśteż stał między nami, dopóki mój W. nie zrozumiał, że to mój
      ojciec, który też mnie strasznie wkórza, ale mimo wszelkich krzywd, które mi
      wyrządził, często bezwarunkowo wybaczam i kocham, bo tego uczyłam się od
      urodzenia. Masz dziecko, spójrz z tej perspektywy. Skończyły się ciągłe
      zazcepki o mojego ojca, skończyło się 75 % nieporozumień w związku. Odbębniamy
      jego wizyty, Wojtek jak chce wychodzi, ja nie wymagam od niego sympatii, on nie
      wymaga odemnie żebym go nienawidziła i jest ok. Temat dawno został zamknięty, a
      ojciec widząc moją minę sam po czasie zrozumiał, że nie ma o co walczyć.
      Pamiętaj zawsze mamy większe blokady,nie chęci, żeby wykszyczeć coś naszym
      staruszkom ( zwłaszcza jak w dzieciństwie byliśmy przez nich zdominowani, a tak
      to mogło wyglądać u Twojego mężą) niz pozostałym osobom, z którymi mamy
      normalne relacje. Najważniejsze, żeby mąż wybrał priorytety, ale nie tylko on,
      ty także...
      • amelia1005 Re: Czy dopadl nas kryzys?Jest na to jakas rada 30.03.07, 17:03
        Przeczytalam kilka razy wasze wpisy i dziekuję- biore sobie te rady do serca.
    • aniahrabi Re: Czy dopadl nas kryzys?Jest na to jakas rada 30.03.07, 21:46
      Często się zdarza, że rodzice (zwłaszcza mamuśki) nie umieją zaakceptować faktu,
      że ich syn kocha inną kobietę. Rozumiem Cię, że źle się z tym czujesz i też bym
      sie tak czuła na Twoim miejscu. Niewątpliwie bardzo pomogłaby Wam rozsądna
      postawa męża, który wspierłby Cię w takich sytuacjach. Ale żaden facet, który
      kocha swoją matkę nie lubi jak sie ją obraża i potrafi stanąć po jej stronie
      choćby nie miała racji. Staraj się więc jej nie obrażać przy nim ale stanowczo
      żądaj szacunku dla siebie. Teraz to już Wy stanowicie rodzinę a nie on i mama.
      Mój mąż w narzeczeństwie opowiadał mi jaka to jego mama jest "be" a po ślubie
      potrafił postawić na szali nasze szczęście byle nie obrażać jego mamy. Ja staram
      się stosować w praktyce to co Ci napisałam. Tyle, że teście moi są bardziej
      kulturalni. Współczuję Ci. Trzymaj się i dużo sił życzę.
Pełna wersja