rrrenia
26.04.07, 09:38
Wczoraj potwierdziły się moje przypuszczenia, że mąż mnie zdradzał i zdradza.
Łazi do agencji towarzyskich, trwoni nasze ciężko zarobione pieniądze na
panienki lekkich obyczajów, sms-uje i wydzwania do panienek. Jest mi
cholernie
przykro, jesteśmy małżeństwem 5 lat, mamy 4-letnią wspaniałą córcię, a teraz
jestem na finiszu drugiej ciąży. Moim zdaniem, nasze życie seksualne nie
zgasło, ale - jak widać - on sądzi inaczej.
Wściekam się, bo nie mam gdzie pójść, a najchętniej
spakowałabym się i
przeprowadziła, żeby sukinkota nie oglądać. A z drugiej strony tak sobie
myślę, dlaczego to ja miałabym opuszczać nasze mieszkanie, skoro to nie ja
jestem winna!? Dzielimy na 25 lat zakredytowane
mieszkanie, mamy też kredyt na samochód. To mnie tak bardzo nie przeraża.
Pracuję na dość stabilnym stanowisku, z przyzwoitymi dochodami. Jeszcze by
tylko tego brakowało, żeby on zajmował sam nasze mieszkanie, a ja żebym
spłacała kredyt hipoteczny…Jestem odpowiedzialna i jak podpisałam umowę z
bankiem, to dotrzymuję i dotrzymam warunków umowy. Nie umiem uwierzyć, że on
by był równie odpowiedzialny w kwestii spłacania rat kredytu i regulowania
należności za rachunki.
Moja rodzina się ode mnie odwróciła. Mogę liczyć tylko na siebie i na
wsparcie córci. Jedyny
problem, to jak go wywalić z domu. Nie mam wystarczających dowodów, zeznań
świadków. Poradźcie, co robić?