Mój największy koszmar...

30.04.07, 22:58
Już późno, ale jeszcze nie idę spać, bo się boję. Wczoraj znowu wrócił do mnie mój stary koszmar. Śni mi się, że jestem sama w domu z dziećmi, mąż wyjechał. Spadam ze schodów i tracę przytomność. Wstaje mój synek i znajduje mnie, woła, krzyczy, nikt go nie słyszy. Córeczka budzi się w łóżeczku i też płacze. Wtedy się budzę i już potem nie mogę spać.
Najgorsze jest to, że to jest takie realne. Kiedy mój mąż wyjeżdża, to nieraz przez kilka dni nie dzwoni, bo nie zawsze ma roaming. Zdarza się, że nieraz przez 2-3 dni nikt do nas nie zagląda, ani nie dzwoni. Co stałoby się z moimi dziećmi, gdyby coś mi się stało? Synek ma dopiero 4 lata, nie umiałby otworzyć drzwi ani skorzystać z telefonu, czy przyszłoby mu do głowy otworzyć okno i wołać? Wątpię.
Nie wiem, czy dzisiaj zasnę...
    • bri Re: Mój największy koszmar... 30.04.07, 23:15
      Nauczy synka korzystać z telefonu. Czterolatek powinien być w stanie wcisnąć
      dwa klawisze w telefonie (ustaw skrócone wybieranie np. pod 1, i nauczy go,
      który guzik ma nacisnąć, żeby dodzwonić się do babci czy cioci).
      • rozamund Re: Mój największy koszmar... 30.04.07, 23:45
        Rzeczywiście, mógłby już się nauczyć, jest bardzo bystry, dzięki za pomysł.
    • vatum Re: Mój największy koszmar... 30.04.07, 23:29
      Wiem o czym mówisz.
      Mnie ostatnio często i bardzo boli serce. Do lekarza wybieram się jak sójka za morze uncertain
      I też boję się co się stanie gdy ja zasłabnę.
      W zeszłym roku miałam taki atak bólu, że już myślałam, że po mnie. Prypuszczam, że był to lekki zawał. I myślałam wtedy, że nie mogę się poddać bo jesteśmy same i co będzie z kruszynką.. I udało się. Potem zadzwoniłam do znajomej żeby wyszła na dwór bo ja nie mogę być sama. I siedziałam prawie cały dzień na dworzu i dotleniałam się.
      O tym zajściu jakoś szybko zapomniałam aż do teraz. A ze przeprowadziłam się i w tym bloku raczej nie reagują na krzyki to boję się tym bardziej, bo jak mała zacznie krzyczeć to i tak nikt nie pomoże uncertain
      Ciężko.
      Nie poddawaj się, nie myśl o tym, bądź ostrożna a wszystko będzie dobrze.
      • rozamund Re: Mój największy koszmar... 30.04.07, 23:47
        Vatum, idź do lekarza.
        Ja nie jestem na nic chora, ale zawsze mam takie wizje, że np. wychodząc z wanny poślizgnę się, albo spadnę ze schodów. W Twoim przypadku to jest bardzo realne zagrożenie...
        Trzymaj się ciepło.
      • denea Re: Mój największy koszmar... 01.05.07, 09:36
        Vatum, a kopa, za przeproszeniem, chcesz ??! wink))
        Bo jak coś to ja mogę, cobyś szybciej do lekarza dotarła tongue_outPP
        Nie wygłupiaj się i idź, bo to "ciut" niedpowiedzialne z Twojej strony.
        Mogę coś pokręcić z medycznym uzasadnieniem, ale na takie ataki sercowe jest
        sposób, żeby sobie kupić trohę czasu na dotarcie do szpitala albo oczekiwanie
        na pomoc - trzeba KASZLEĆ. Po pierwsze zajmujesz się myśleniem o tym miarowym
        głębokim kaszlu i spada ciśnienie, po drugie to jakby naturalny masaż serca za
        pomocą przepony i ruchów żeber. Szczegółów niestety nie pamiętam, co i jak, ale
        na pewno chodzi o kaszel. Miarowy i głęboki.
        I proszę Cię, idź do lekarza !
        Zdrówka życzę smile
    • wronka30 Re: Mój największy koszmar... 01.05.07, 00:12
      Boze ale mnie przejelas tym swoim postem. Moja wyobraznia jest niezwykle bujna,
      szczegolnie jak chodzi o bezpieczenstwo dzieci, wiec do glowy przychodza mi
      teraz rozne czarne mysli. Uwazam, ze powinnas kogos z rodziny zatrudnic do
      codziennego dzwonienia do Ciebie, jesli Twoj maz nie moze tego robic co dzien.
      Dwa razy dziennie wykonany telefon i problem powinien byc rozwiazany. Synek tez
      mogly sie nauczyc wykrecac numer to kogos bliskiego, tylko ze taki maluch w
      ewentualnej sytuacji opisanej przez Ciebie moglby doznac szoku i tylko plakac.
      Wiec trzeba sie asekurowac czyms innym, a telefon od rodziny wydaje sie byc
      sensownym rozwiazaniem.
      Pozdrawiam Cie serdecznie, Monika
    • anies821 Re: Mój największy koszmar... 01.05.07, 00:51
      Może to głupio zabrzmi ale poproś anioła stróża by Cię chronił od złych snów.
      Lęki nie sa o dobrego.
      • 18022007m Re: Mój największy koszmar... 01.05.07, 08:53
        jestem chora na cukrzycę, gdy w nocy mam niedocukrzenie czasem nie jestem w
        stanie nawet ruszyć ręką, odkąd mąż nas zostawił co wieczór boję się, że się nie
        obudzę i co wtedy będzie z synkiem? też nie potrafiłby wezwać pomocy...
        pomysł z szybkim wybieranie w telefonie jest super! od dziś się uczymy
    • denea Re: Mój największy koszmar... 01.05.07, 09:40
      A zastanawiałaś się, skąd tak silny lęk ?
      To normalna obawa, ale może Ty masz za sobą jakieś przeżycia, które gdzieś tam
      siedzą ? Czasem dotarcie do korzeni swoich lęków może pomóc, przynajmniej je
      racjonalizujesz i wiesz, skąd się biorą. Trochę pomaga.
      Bri miała super pomysł z tym telefonem, na nic lepszego nie wpadnę.
      • ibulka Re: Mój największy koszmar... 02.05.07, 00:56
        kiedy byłam mała, miałam może 4 lata, zasłabł mój Tato. Mamy nie było w domu.
        przeraziłam się tak bardzo, że uciekłam do łazienki.
        po chwili Tato się ocknął. nie mógł jednak wstać. poprosił mnie, żebym wyszła na
        korytarz i wezwała pomoc, ale nie mogłam dosięgnąć do zamka, żeby otworzyć drzwi.
        wtedy Tato kazał mi głośno krzyczeć i walić, kopać w te drzwi. zaalarmowana
        hałasem Sąsiadka wezwała pogotowie i wszystko dobrze się skończyło, ale pamiętam
        to zdarzenie jakby było wczoraj...

        moje Dzieci jeszcze nie umieją korzystać z telefonu, niedługo pewnie zaczniemy
        naukę, ale na razie sprzedałam im pomysł Taty. przynajmniej Julia wie co robić w
        razie niebezpieczeństwa... chociaż mam nadzieję, że nigdy nie będzie taka
        interwencja potrzebna.


        a co do Twoich snów - staraj się myśleć pozytywnie, chociaż wiem jakie to
        trudne. i może zminimalizuj ryzyko wypadku?
        na przykład połóż w wannie matę antypoślizgową, pod wanną dywanik, który się nie
        ślizga, schodząc ze schodów trzymaj się poręczy i NIE SPIESZ!!!
        tylko nie wpadnij w paranoję. kiedy zbyt przesadnie na coś uważasz, dużo łatwiej
        o wypadek.

        pozdrawiam kiss
        • myelegans Re: Mój największy koszmar... 02.05.07, 04:30
          Przezylam to w realu, bylam sama z 4 miesiecznym synem w domu. Dostalam
          jelitowki w nocy, odwonilam sie, za szybko podnioslam sie z lozka, zeby pojsc do
          lazienki, tam zemdlalam siedzac na toalecie. Ocknelam sie pol godziny pozniej w
          kabinie prysznicowej z rozcietym lukiem brwiowymi i peknieta koscia nosowa.
          Cale szczescie maly byl w lozeczku, gdybym sie nie ocknela, to musialby poczekac
          8 godzin na tate. Pewnie nic by mu sie nie stalo. Od tego czasu maz dzwoni jak
          jestem sama w domu co kilka godzin, zeby sprawdzic.

          Maly 2.5 jeszcze jest za maly na nauke telefonu, ale gdzies za rok powinien
          zaprogramujemy 911 na telefonie, oni potrafia zidentyfikowac adres i ambulans
          przyjezdza nawet jak nie ma odpowiedzi.
    • asientos Re: Mój największy koszmar... 02.05.07, 11:33
      chyba pozostaje szybkie wybieranie w telefonie, nauka kopania w drzwi - to co
      pisały dziewczyny. Dodałabym znajomość z sąsiadami.
      • pesteczka5 Re: Mój największy koszmar... 02.05.07, 11:59
        Może umów się z kimś znajomym, zaprzyjaźnionym lub z rodziny, że będzie Cię
        sprawdzał o określonej godzinie albo dzwonił, gdy 2 x dziennie nie przyślesz
        smsa?
        Kiedy czułam się źle, a byłam sama w domu (grypa jelitowa, gorączka) prosiłam
        mamę, żeby do mnie dzwoniła o umówionych godzinach, właśnie w trosce o
        bezpieczeństwo dzieci.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja