nisar
10.05.07, 20:09
Mam na ten temat swoje zdanie, z którego nie zepchnie mnie żadna ludzka siła.
Otóż: nie ma uniwersalnego przepisu na szczęśliwe dziecko w zależności od
pracującej czy niepracującej mamy. Bo jedna matka uwielbia budowanie babek w
piaskownicy, oglądanie listków i lepienie ludzików z plasteliny, czuje się
cudownie podając dziecku na kolację domowe naleśniki i cierpiałaby musząc to
dziecko zostawiać z opiekunką i iść do pracy, co idealnie odbiłoby się na jej
nastroju i atmosferze w domu w tym na relacji z dzieckiem.
Druga matka ma poczucie że głupieje przebywając głównie z rocznym dzieckiem,
dostaje cholery na widok kredek i plasteliny oraz nienawidzi piachu i
generalnie marzy o tym, by wyrwać z domu do pracy bodaj na pół dnia, a potem
poczytać dziecku książeczkę czy opowiedzieć co widziała wracając do domu i
jak bardzo się cieszyła na to, że zaraz przytuli malucha. Natomiast
cierpiałaby musząc spędzać z dzieckiem 24/7, co idealnie odbiłoby się na jej
nastroju... itd. patrz wyżej.
Wszystko zależy od osoby, jaką jest matka. Zasada jest w miarę prosta: nie
działać przeciwko sobie i starać się poruszać w jakichś rozsądnych granicach.
Bo nieprawdą jest, że kobieta wybierająca bycie w domu z dziećmi MUSI być
otępiała i uwsteczniająca się, ani to, że dobra matka MUSI mieć usposobienie
przedszkolanki.