betticzka
12.05.07, 10:13
Tak czytam, słucham, podsłuchuję innych kobiet odnośnie początków
macierzyństwa i jakoś żal mi, wstyd mi, że ja nie odczuwałam tego jako
pięknej sielanki ba nawet nie chcę wracać do tego wspomnieniami. Mój synalek
wył w niebogłosy 24 h, nie spał a ja nie byłam mu w stanie pomóc; lekarze
przychodzili i rozkładali ręce, że to minie, że takie początki. Na wyciu
jednak się nie kończyło miał poraniony całe okolice odbytu (pomimo przesadnej
higieny, dbania), lekarze kazali wyeliminować produkty bo czegoś nie toleruje
i tak minął miesiąc a po miesiącu z małym na ręku jechaliśmy w stanie
agonalnym do szpitala-martwica wyrostka. Po operacji było jeszcze gorzej ( bo
i co się dziwić takie maleństwo pocięte)ale dowiedzieliśmy się,że mały ma
nietolerancje laktozy i po ostateczny odstawieniu piersi w końcu pupcia
zagoiła się. Póżniej zgodnie z stwierdzeniem lekarzy po tak trałmatycznych
przeżyciach mały był płaczliwy, nerwowy. I powiem wam,że jak wracam do
tamtych chwil to mam gesia skórkę i łzy napływają do oczu, nie zniosłabym
podobnej sytuacji ponownie dlatego synalek będzie jedynakiem. Teraz ma blisko
2 lat i dopiero od niedawna tak naprawdę mogę się cieszyć tym,że jest
radosny, uśmiechnięty, ZDROWY. Załuje,ż e ominęły mnie piękne początki i tak
jakoś trudno i uwierzyć,że to może być naprawde piękne.