gruba-buba
14.05.07, 09:49
Mężczyzna koło 40tki, czuje się (jeszcze) jak młody bóg, bo i przystojny
dość, odnosi spore sukcesy w pracy, trzepie kasę. Niby cacy, tylko, że jemu
woda sodowa czachę rozpiera. Lekceważący, spięty, zadufany w sobie,
zarozumiały buc! A gdzie podział się mój mąż? Nie tak dawno był bardzo
towarzyski, wesoły, bezpośredni, swobodny. Teraz nie wytrzymują z nim nawet
nasi znajomi, zaczynają się z niego podśmiewywać, bo i jest powód ku temu.
Nie mam nerwów, nie mam zdrowia, nie mam już chęci z tym walczyć. Normalnie
mi wstyd za niego przy ludziach.
Ratunku! Czy to się da przetrwać lub przerwać? Czy to początek jakiejś
galopującej andropauzy?