soemi
21.05.07, 14:34
Wracałam w sob wieczorem do domu, prowadziłam samochód, obok siedział mój
mąż, z tyłu pasażera córeczka a za mną koleżanka-nie zapięta pasami. Jechałam
szybko, popełniłam błąd jaki popełnia wieeeelu kierowców, chciałam zdążyc na
światła, leciałam 100 pod Warszawą, 3 pasy w jedną stronę i nagle z lewej
wyjechał mi samochód, zawracał, widziałm go, on jakby się zatrzymał ale,
wjechał. Odbiłam w prawo, na prawy pas gdzie na SZCZĘŚCIE nic nie jechało na
ogromne koleiny, mąż przytrzymał mi kierownicę i udało się wyprowadzić
samochód. W tamtej chwili czułam złośc na tego kretyna, skęłam go ale już w
domu dotarło do mnie że.... mogłam tu nie wrócić, zapewne bym, nie przeżyła,
jesli moja córka bby przeżyła to zostałaby bez mamy i może też bez taty, albo
wogóle by nie została. I tysiące innych myśli, nasze puste mieszkanie i ból
bliskich. Musieliby uprzątnąć nasze rzeczy.
Nerwy przyszły dopiero w domu, płacz i chęć życia. Mogłam je stracić,
przyszłe lata z córką też mogłam stracić, i jejodebrać życie. I winą obarczam
siebie, mogłam zginąć sama i doprowadzić do śmierci innych. Teraz gotuje się
we mnie strach, że mogłoby mnie tu nie być i chce mi się krzyczeć ze złości i
ze szczęścia.