gku25
25.05.07, 11:37
Nie lubię karmić piersią mojej córki. Zanim zaszłam w ciążę byłam przekonana,
że będzie jechać na butelce, jak ja i większość dzieci w naszej rodzinie - i
jakoś żyjemy. Niestety presja środowiska jest zbyt duża - w szpitalu położne
chodziły i pokrzykiwały, żeby karmić, karmić, karmić...No to karmiłam, żeby
nie było komentarzy. O butelce nawet nie było mowy. W dodatku moja córka jest
problemowa - ma prawie cztery miesiące i potrafi jeść dwa razy na godzinę, w
nocy co dwie. Pediatra twierdzi, że wszystko jest ok, bo świetnie przybiera na
wadze i tak dalej. Ale kosztem tego, że ciągle na mnie wisi. Nikogo to nie
obchodzi. Kiedy zasugerowałam ginekolog, że chciałabym skończyć już z tym
karmieniem, zostałam zakrzyczana - mam karmić do roku i już. Jak mam ją karmić
- robi mi się słabo, tym bardziej, że muszę być przygotowana na karmienie
wszędzie -w parku, sklepie, na cmentarzu. Czasem chce mi się wyć z tego
powodu. Ponoć takie karmienie uodparnia dziecko - może z moim mlekiem coś jest
nie tak, bo mała już dwa razy lądowała w szpitalu, a ja razem z nią - jako
zbiorniki z żarciem. Zdenerwowałam się w końcu, chciałam spróbować karmić małą
chociaż na przemian, okazuje się, że Zuzka na tym etapie nic oprócz cyca nie
toleruje. Błędne koło.
Największe wyrzuty sumienia mam, kiedy kolejny raz karmię ją, a czuję do niej
niechęć. Od razu po zakończeniu karmienia to uczucie mija. Do następnego
karmienia. Czuję się z tym źle. Poradźcie, co robić? Albo chociaż pocieszcie,
że tak wiecznie nie będzie.