mama_frania
27.05.07, 19:52
czasem się zastanawiam czy ja jedyna taka dziwna jestem czy może więcej jest
takich osób. Wyszłam za mąz na studiach (21 lat) z miłości, bez przymusu
rosnącego brzucha. Kilka miesięcy po ślubie niemal wszyscy spotkani znajomi
pytali- a jak dziecko? Synek czy córka? A jak mówiłam, że nie mamy dziecka to
zdziwione miny- to po co Wam był ślub?
Mój obecny mąż jest moim pierwszym męzczyzną, a ja jego pierwszą kobietąJest
czułym, kochającym i fantastycznym facetem, który świata nie widzi poza mną i
naszym synkiem.
Z wyboru stosujemy npr (przeszliśmy droge od pigułek i prezerwatyw) i jest nam
z tym świetnie. Nie jesteśmy żadnymi moherami, religijnymi fanatykami, ani
Świadkami Jehowy. Ale czasem mam wrażenie, że wszyscy wkoło traktują to jak
ciemnogród (nawet pamietam wątek o npr na forum i różne takie właśnie
wypowiedzi). No i ostatnia rzecz- chcemy mieć conajmniej troje dzieci (ja
nawet chciałabym więcej)- na to kazdy puka się w czoło. A poza tym najlepiej
się czuję "siedząc z dzieckiem w domu"- przeciez wg obecnych standardów jestem
kobietą nieuświadomioną feministycznie i napewno zahukaną przez męża. A ja
właśnie chciałabym cały czas zajmować się własnie dziećmi- ale to tylko
marzenie, bo ze względów finansowych będę musiała iść do pracy.
Tak mnie jakoś naszło ostatnio na takie refleksje. mam wrażenie, że jestem
chyba jakaś zacofana. Nie wiem czy tylko ja taka jestem czy może jest jeszcze
ktoś , kto myśli podobnie.