Ojciec nie akceptuje synowej

31.05.07, 17:41
To nie do końca sytuacja była nowa rodzinka, ale.... chciałabym się Was
poradzić. Mój brat ma nieślubne dziecko. Jest to dziecko z klasycznej,
perfidnie przygotowanej wpadki celem złapania męża.

Sytuacja była dość klasyczna, krótka znajomość, zawiodły pigułki, które
okazuje się wcale nie były brane, itp, itd. Dziewczyna dodatkowo, kłamała co
do wykształcenia, zawodu, wieku i ogólnie było nieciekawie.

Brat, od początku zadeklarował pomoc finansową i osobistą w wychowaniu
dziecka, dziewczyna rządała ślubu. Sytuacja stała się patowa, burzowa i
padało wiele słów, które nie powinny paść. Zamieszkali razem, ale ona bardzo
szybko się wyprowadziła. Brat po urodzeniu dziecka płacił 1600 zł alimentów,
ona pozwała go do sądu o bodajże 1800 zł alimentów + ustwowo należne alimenty
za chyba 3 miesiace wstecz czy coś takiego. Było to na tyle złodziejstwo, ze
pieniadze dostawała, tyle, ze nie przelewem, a do ręki.

W sądzie była straszliwa draka, ublizanie, obelgi i kłamstwa.

Miała zresztą dobrego adwokata, ale sąd zasądził jedynie 700 zł alimentów, z
uwagi na uzasadnione potrzeby dziecka. W uzasadnieniu, było napisane, ze
pozwany pokrywa całość finamsowych potrzeb dziecka, a matka sprawuje osobistą
opiekę.

Nasz ojciec powiedział, ze nigdy wiecej nie chce widzieć, ani "synowej" ani
jej dziecka.

Zeby skrócić opowieść, z czasem okazało się, ze białe nieco zszarzało, czarne
wypłowiało i z czasem brat pogodził się z matka dziecka, pomieszkują razem,
kłócą sie, ale wracają do siebie.

Dziś ona jest w ciąży poraz drugi. To ich decyzja wspólna i chcą wziąść ślub.

Stanowi to olbrzymi problem dla naszej rodziny, bo... ojciec jasno
powiedział, że on tej osoby, któa ciągała brata po sądach nie zaakceptuje.
Nie obchodzą go zmiany w sytuacji, on swoje wie, i koniec. Żeby było jasne.
Ojciec nie jest zakutum capurem, upartym osłem, czy jak tam można określić.
Jest osobą wykształconą, bardzo inteligentną, pracującą cały czas w zawodzie
gdzie trzeba łączyc fakty i wyciagać z nich wnioski. On po prostu dokonał
oceny tej kobiety i nie pójdzie na slub, ignoruje też ich pierwsze dziecko.

Macie pomysł co zrobić, i jak oceniacie taką sytuację??
    • demarta Re: Ojciec nie akceptuje synowej 31.05.07, 17:50
      nic nie robić. nie chce, to niech nie idzie, po co dorosłego faceta
      uszczęśliwiać na siłę, skoro to dla niego wcale takim szczęściem nie jest. ma
      tam iść, bo wypada?
    • eilian Re: Ojciec nie akceptuje synowej 31.05.07, 17:52
      wcale mu sie nie dziwie, ze takiej synowej nie chce zaakceptowac, ale na
      szczescie skonczyly sie czasy, kiedy w takich sprawach rodzice mieli cos do
      powiedzenia. Mysle, ze nie pozostaje mu nic innego jak swego rodzaju sluzbowe
      tolerowanie tej osoby ze wzgledu na wlasnego syna (chyba, ze jego takze chce sie
      wyrzec). No i na pewno nie powinien odrzucac dzieci, to jest glupota, przeciez
      dzieci nie sa tu nic winne (nie chce byc dziadkiem?!).
      Swoja droga, rzeczywiscie Twoj brak chyba najmadrzejszy nie jest i zrozumialy
      jest sprzeciw ojca, ale to jest jego zycie, jego sprawa, jest dorosly, ma prawo
      popelniac bledy i musi ponosic za nie odpowiedzialnosc, Twoj tata powinien to
      wiedziec...
    • lola211 Re: Ojciec nie akceptuje synowej 31.05.07, 18:10
      Nic nie robic.Facet ma pelne prawo do ignorowania takiej numerantki, wcale sie
      nie dziwie.
    • melka_x Re: Ojciec nie akceptuje synowej 31.05.07, 18:12
      Synowa pies ją drapał, ale dziecko? Wnuk Twojego ojca? IMHO Twój ojciec
      zachowuje się paskudnie, nie chciałabym znać takiego dziadka.
      • sir.vimes Dokładnie. Dziadkiem jest tylko z nazwy 31.05.07, 18:17
        dzieciaka szkoda trochę, że nie ma dziadka.
        • syriana Re: Dokładnie. Dziadkiem jest tylko z nazwy 31.05.07, 18:33
          ja dziadka rozumiem, święty by się wkurzył na dziewczynę, która takie numery odwala
          i niechęć do dziecka też nie wydaje mi się jakimś nieludzko niemoralnym uczuciem

          też jestem zdania, żeby nie pokazywać dziadkowi na każdym kroku, że jest bez
          serca i na siłę wciskać mu wnuka na kolana

          uważam, że bycie dziadkiem to wybór a nie przypisana z góry funkcja
          teraz być nim nie chce, ale może kiedyś dojrzeje do zmiany
          • iwoniaw Re: Dokładnie. Dziadkiem jest tylko z nazwy 31.05.07, 18:38
            > uważam, że bycie dziadkiem to wybór a nie przypisana z góry funkcja

            ???

            > teraz być nim nie chce, ale może kiedyś dojrzeje do zmiany

            Tylko żeby wówczas mu wnuk nie powiedział, że bycie wnukiem to wybór, a obcego
            faceta, który nie chciał go znać, ma gdzieś.

            Uważam że niechęć (mniej czy bardziej uzasadniona) do synwej/zięcia to jedno, a
            dyskryminowanie dziecka to zupełnie odrębna kwestia.
            • syriana Re: Dokładnie. Dziadkiem jest tylko z nazwy 31.05.07, 18:45
              > Tylko żeby wówczas mu wnuk nie powiedział, że bycie wnukiem to wybór, a obcego
              > faceta, który nie chciał go znać, ma gdzieś.

              wnuk będzie miał pełne prawo mu to powiedzieć, ale z tego pewnie dziadek sobie
              zdaje sprawę i dziś

              nie cierpię podejścia "lepszy taki dziadek (w domyśle kiepski, olewający,
              zmuszający się do kontaktów, albo istniejący w życiu dziecka z wielką łaską dwa
              razy do roku), niż żaden"

              brutalnie mówiąc, dziadek dziecku do życia nie jest potrzebny
              znacznie bardziej powiedziałabym, dla dziecka istotny jest normalny dom i spokój
              , choćby względny w rodzinie

              jasne, że dziadek może dużo dać wnukowi
              ale jego nieobecność w życiu dziecka, nie jest katastrofą
              • iwoniaw Re: Dokładnie. Dziadkiem jest tylko z nazwy 31.05.07, 18:51
                Ja się z Tobą zgadzam, ale pytanie było o postawę tegoż dziadka. Otóż uważam jak
                melka_x, że nie zachowuje się on ani szlachetnie, ani mądrze, ani przyzwoicie
                wobec swego wnuka.
                • syriana Re: Dokładnie. Dziadkiem jest tylko z nazwy 31.05.07, 18:59
                  ja też uważam, że nie zachowuje się szlachetnie i mądrze

                  ale uważam, że każdy ma prawo do głupstw, błędów i czasu do dorośnięcia do
                  pewnych funkcji życiowych

                  a jeśli chodzi o funkcję życiową jaką w życiu dziecka pełni dziadek, uważam, że
                  dziecku nie dzieje się żadna krzywda

                  nie zyskuje na pewno tego co mógłby mu dać kochający dziadek, ale nie znaczy
                  też, że coś traci
          • melka_x Re: Dokładnie. Dziadkiem jest tylko z nazwy 31.05.07, 18:41
            Może kiedyś dojrzeje do zmiany. Tylko, że wtedy może dziecko dojrzeje, żeby
            powiedzieć dziadkowi, że nie chce go znać. A wtedy będzie, że podła synowa
            nastawiła dziecko. Oczywiście jego sprawa, ale IMHO głupiec (przepraszam
            autorkę wątku, ale nie wiem jak nazwać osobę, która nie chce znać wnuka, bo
            synowa się nie udała). To trochę jak rozejść się z mężem i nie chcieć znać
            własnego dziecka, bo ojciec gamoń.
            • syriana Re: Dokładnie. Dziadkiem jest tylko z nazwy 31.05.07, 18:48
              no, no

              Melko, porównujesz rolę i funkcję jaką w życiu dziecka pełni dziadek, do funkcji
              ojca tegoż dziecka
              a to już chyba nadużycie

              bo co na przykład z dziećmi, które w ogóle nie mają dziadków (z powodu śmierci
              tychże)?
              albo widzą ich dwa razy do roku, bo mieszkają w innym kraju?

              z góry skazane są na pewne upośledzenie emocjonalne?
              • verdana Re: Dokładnie. Dziadkiem jest tylko z nazwy 31.05.07, 19:32
                Może dziadek i nie zachowuje się przyzwoicie, ale ja moge go zrozumieć.
                Zaangażowanie się uczuciowe w stosunku do dzieci z takiego zwiazku, to bardzo
                ryzykowne. Oczyma duszy widzę synową, pakującą walizki i zabraniajacą ojcu, a
                co dopiero dziadkom widywać dzieci. Maja płacić i milczeć.
                Czasem wybór dokonany przez dorosłe dziecko jest na jego własną
                odpowiedzialność i wiąże sie nawet z zerwaniem z rodzina. Nie zawsze winiłabym
                rodzinę... Z trudem wyobrazam sobie synową, w ktorej wypadku nie chcialabym
                widzieć wnukow na oczy, ale jestem w stanie wyobrazić sobie taka sytuacje,z e
                nie czuje się na silach wypełniać roli babci.
                • bi_scotti Re: Dokładnie. Dziadkiem jest tylko z nazwy 31.05.07, 19:45
                  Podejrzewam, ze to jest tak, ze gdyby tego wnuka matka porzucila, wlasny ojciec
                  nie mogl utrzymywac to ten dziadek acz niechetnie zajalby sie Nim bardzo
                  uczciwie, bo pewnie nalezy do tzw. porzadnych ludzi. Ale poki dziecku tego typu
                  obecnosc dziadka nie jest niezbedna, to On nie chce miec z tym dzieckiem nic
                  wspolnego, bo Mu sie kojarzy... I to jest jak najbardziej naturalne, zdrowe i
                  kazde inne zachowanie byloby co najmniej podejrzane. Dziadek moze nawet miec i
                  watpliwosci czy to w ogole jest Jego wnuk i nie zdracajac sie z nimi otwarcie,
                  po prostu nie chciec miec z dzieckiem Wiedzmy nic do czynienia. Czy to jest
                  taka wielka szkoda? Nie przesadzajmy, jesli kiedys w przyszlosci wnukowi bedzie
                  potrzebny kontakt z dziadkiem, pewnie znajdzie do Niego droge a ojciec autorki
                  watku majac co najmniej dwoje dzieci (autorke + Jej brata) ma szanse na wnuki,
                  ktore nie beda dziecmi Wiedzmy wiec w swoim ewentualnym dziadkowaniu bedzie
                  mial mozliwosc wyzyc sie po pachy. Ja bym dziadkowi dala spokoj i do tematu nie
                  wracala.
              • melka_x Re: Dokładnie. Dziadkiem jest tylko z nazwy 01.06.07, 09:01
                > Melko, porównujesz rolę i funkcję jaką w życiu dziecka pełni dziadek, do
                > funkcj i ojca tegoż dziecka a to już chyba nadużycie

                Nigdzie nie porównuję roli ojca i dziadka. Napisałam tylko, że wyrzeczenie się
                wnuka z powodu synowej jest tak samo sensowne jak wyrzeczenie się dziecka po
                rozwodzie z powodu ojca czy matki, którzy nam zaleźli za skórę.

                I co ma do tego fakt, że są dzieci, które nie mają w ogóle dziadków? Są i
                dzieci, które nie mają nawet ojca, matki czy obojga rodziców i co z tego niby
                wynika dla tej dyskusji?
              • galela Re: Dokładnie. Dziadkiem jest tylko z nazwy 02.06.07, 11:50
                Ale to nie chodzi o to że dziecko nie będzie miało dziadka. Oczywiście bez
                dziadka da się żyć. Ale co innego świadomość, ze dziadek umarł ale np. bardzo
                by cię kochał a co innego nie masz dziadka bo on nie chce na ciebie patrzeć..
          • sir.vimes Wnuk też wybierze 31.05.07, 19:45
            Znaczy, święty by sie wkurzył, że laska próbowała wyrwać większą kasę dla dziecka?
            Czy ja wiem...

            Jeżeli się rodzice dziecka pogodzili - to znaczy, że mieli do pogodzenia sie
            powody. Co nasuwa mi myśl, że to jednak taka zła kobieta nie była.

            A bycie wnukiem to też wybór - zawsze można po latach zrezygnować z tej funkcji
            (np po informacji, że dziadzio matkę z brzuchem i dzieciakiem za drzwi
            metaforycznie lub nie wyganiał) Ja na 1000% bym zrezygnowała z takiego dziadka.
            • bi_scotti Re: Wnuk też wybierze 31.05.07, 19:48
              sir.vimes napisała:

              > A bycie wnukiem to też wybór - zawsze można po latach zrezygnować z tej
              funkcj
              > i
              > (np po informacji, że dziadzio matkę z brzuchem i dzieciakiem za drzwi
              > metaforycznie lub nie wyganiał) Ja na 1000% bym zrezygnowała z takiego
              dziadka.

              No, to by juz zalezalo od Twoich stosunkow z rzeczona matka! Mogloby sie
              okazac, ze znalazlabys wspolny jezyk wlasnie z owym dziadkiem. Moze nawet TYLKO
              z tym dziadkiem smile Roznie bywa, wszelkie zalozenia na 1000% to wielkie
              ryzyko wink))
              • sir.vimes Re: Wnuk też wybierze 31.05.07, 21:33
                Jeżeli byłabym dokładnie taką osoba jak jestem - to nie chciałabym mieć z tym
                dziadkiem nic wspólnego.
                No, ale nie mam pewności.
    • nenia1 Re: Ojciec nie akceptuje synowej 31.05.07, 20:01
      Oszustka, kłamczucha i złodziejka łapiaca na ciąże, a twój brat
      do niej wraca i płodzą drugie dziecko. Dziwny jakiś.
      Na miejscu dziadka nie obrażałbym się nad synową, tylko zastanowiła
      nad sobą i tym jak własne dziecko wychowałam.
      Obrażanie się na innych nigdy nic nie daje, oprócz tego, że obrażają się
      oni wtedy również na nas.
      Refleksja nad sobą zaś może poprawić nasze dalsze życie.
      • agamagda Re: Ojciec nie akceptuje synowej 31.05.07, 20:15
        Cóż sytuacja skomplikowana....
        Generalnie jestem przeciwna, odpowiedzialności dzieci za czyny ich rodziców i
        utożsamiania dziecka z tym, co zrobili ich rodzice czy matka w tym przypadku,
        przed ich urodzeniem. Uważam, też, że krew jak to się mówi jest gęstsza od wody.
        Ale... jakoś naprawdę mogę zrozumieć w tej sytuacji postawę dziadka, choć może
        ja sama nie miałabym na tyle charakteru, żeby tak konsekwentnie unikać kontaktu
        z jakby nie było wybranką jego syna.

        Zwrócicie uwagę też, ze prawdopodobnie kontakty z dzieckiem byłyby w
        obecności „synowej”, mam wrażenie z tego, co opisuje Telimena, ze dziecko jest
        jeszcze małe i obecność matki jest pewnie konieczna.
        Może dziadek wyczuwa też potencjalny problem, jaki mógłby się pojawić kiedy
        matka odgrodziłaby dziecko od dziadków, w przypadku zmiany frontu?

        Sądzę, ze nie należy nikogo do niczego przymuszać. Może z czasem ojciec
        zweryfikuje zdanie o synowej, może synowej uda się na tyle zmienić zachowanie,
        że przekona teścia o swojej uczciwości – bo to chyba głównie o to chodzi?
    • demarta a tak w ogóle, to..... 31.05.07, 20:30
      lady_telimena napisała:

      > Mój brat ma nieślubne dziecko. Jest to dziecko z klasycznej,
      > perfidnie przygotowanej wpadki celem złapania męża.

      to co napisałaś telimeno, to jest klasycznym oczernianiem dziewczyny ukochanego
      synka i brata przez jego rodzinę. byliście z nimi w łóżku? zwierzała wam się,
      że ma zamiar go wrobić, tudzież po czasie, że wrobiła?

      w rodzinach, które swoich członków kontrolują w sensie psychologicznym zawsze,
      ale to zawsze jak pojawi się nie taka dziewczyna, jaką sobie wyobrażali,
      obrzuca się ją błotem i robi z niej najgorszą. no bo musi wyjść na to, ze on -
      dobry, uczynny, trochę naiwny, a ona - zła, bezczelna i podła.

      a w ogóle jak można "perfidnie wrobić" faceta? co on sobie tak bezwiednie
      fiutem machał, a ona mu na niego wskoczyłą w strategicznym momencie?

      • eilian Re: a tak w ogóle, to..... 31.05.07, 21:07
        demarta napisała:
        > a w ogóle jak można "perfidnie wrobić" faceta? co on sobie tak bezwiednie
        > fiutem machał, a ona mu na niego wskoczyłą w strategicznym momencie?

        autorka wspominala cos o tabletkach anty, ktore mialy byc brane, ale rzekomo nie
        byly i na tym polegalo wrobienie. Scenariusz mozliwy, aczkolwiek faktem jest, ze
        w lozku z nimi nikt nie byl i jak jest naprawde nikt nie wie. A to co
        przedstawila lady_telimena to tylko wersja jej rodziny...
        • demarta Re: a tak w ogóle, to..... 31.05.07, 21:10
          dlatego ja chętnie posłuchałabym, co oczerniana ma do powiedzenia na ten temat,
          zanim wzięłabym wersję telimeny za..... mającą cokolwiek wspólnego z prawdą.
      • kicia031 Re: a tak w ogóle, to..... 01.06.07, 09:52
        Otoz to, demarto. tez mnie to uderzylo.
    • vharia Re: Ojciec nie akceptuje synowej 31.05.07, 22:52
      Robić to nie ma co. Nikogo się nie zmusi do "gorącej miłości", jak nie ma na to ochoty. Nie dziwię mu się wcale, że dziewczyny nie moze zaakceptować.

      Uważam jednak, że ze względu na uczucia syna powinien dobrze odnosić się do tych dzieci. Są to też jego wnuki, choć ich narazie nie zna i powinien do tego faktu podejść poważnie. Nie sądzę jednak, abyśpoza ewentualnym wyrażeniem własnej opinii w tej sprawie oraz zadeklarowaniem (o ile to konieczne),że nie dasz sobie zabronić widywać bratanków, mogła cokolwiek zrobić.

      Mnie bardzo szkoda tego brata, bo wygląda mi na na porządnego i uczuciowego faceta. Tymczasem kobieta średnio się popisała, dostał po tyłku mocno. A jak doszli do jakiejś równowagi (podziwiam go, że doszli), to ojciec nie chce jego dzieci na oczy oglądać. Smutne to.
    • alicja2644 Re: Ojciec nie akceptuje synowej 31.05.07, 23:30
      Moje zdanie jest takie- nikt nie powinien sie w to wtrącac. I ojciec ma racje i
      brat ma prawo ułozyc sobie życie z kim chce. To jego wybór, czy dobry czy zły
      czas pokaże. A ojciec ma prawo do takiego zachowania po tym co ta kobieta
      zrobiła. Nie należy go do niczego zmuszać. Jesli ta pani okaże sie oki to sam
      po woli sie do niej przekona. Sytuacja naprawdę trudna- współczuję!
    • volta2 Re: Ojciec nie akceptuje synowej 31.05.07, 23:51
      śmieszna ta historia, no strasznie zła kobieta się wam w rodzinie przytrafiła,
      chętnie zobaczyłabym rozwinięcie tematu "białe zszarzało".
      można by uwierzyć w tę historię, ale fakt, że brat do pani wrócił, dziecko
      drugie będzie, to już rodzi poejrzenia...
    • melka_x Re: Ojciec nie akceptuje synowej 01.06.07, 09:09
      A ja się jeszcze zastanawiam, jak brzmiałby post owej synowej gdyby zechciała
      go tu umieścić. Nie przeczę, że są kobiety, które zachodzą w ciążę celowo bez
      zgody i wiedzy partnera. Ale co najmniej równie często, jeśli nie częściej,
      zdarzają się faceci, którzy w przypadku nieplanowanej ciąży wpierają wszystkim
      wkoło, że zostali wrobieni. Jak również znam historię, gdy niepłacący alimentów
      ojciec tłumaczył się, że dawał do ręki, choć kobieta tych pieniędzy na oczy nie
      widziała. Rozumiem Telimenę, że chce wierzyć bratu, ja bym na jej miejscu też
      wierzyła, trudno o dystans, gdy rzecz dotyczy najbliższych, ale reszta foremek?
      Ludzie rozchodząc się często opowiadają różne rzeczy o sobie. A później się
      schodzą i okazuje się, że wzajemne oskarżenia były spowodowane emocjami,
      przesadzone, czy wręcz wyssane z palca. Sam fakt, że brat Telimeny zszedł się z
      potworem i zdecydował się na drugie dziecko świadczy, że może jednak z tej
      kobiety nie taki znowu potwórwink.
      • kicia031 Melka 01.06.07, 09:54
        Tez tak mysle.
        Niesmaczna jest dla mnie ta historia, a raczej sposob jej prezentacji.
        • lola211 Re: Melka 02.06.07, 16:20
          Tak? Solidarnosc jajnikow sie włacza? Tak trudno uwierzyc, ze kobiety bywaja
          podle, wyrachowane i wredne? Ja znam kilka takich mamusiek, wiem ze istnieja.
      • lady_telimena Re: Ojciec nie akceptuje synowej 01.06.07, 14:07
        Chyba nie do końca się zrozumiałyśmy. Ja nie piszę, ze tak kobieta jest
        potworem!! Nie uważam, też, ze wszystko co się działo, było jej winą, mój brat
        ma też niełatwy charakter.

        Ja opisuję fakty, wcale nie uważam, ze mój brat jest bez winy.
        W sądzie, zeznała, że zdecydowała się na dziecko, mimo braku zgody mojego brata
        bo go kocha, i dla scementowania zwiazku, bo wiedziała, ze brat się spotyka z
        inną niedobrą dla niego kobietą.

        Gdy sędzia się zdziwił, jak mozna kochać kogoś, kto jest wg jej własnych słów
        tak okropny stwierdziła, no, że może trochę przesadziła, ale ogólnie nie jest
        zły...

        Tyle, że problem leży gdzie indziej - oni się nie rozstają - oni się schodzą, a
        ojciec nie chce brać w tym udziału. Uważa, być moze nawet słusznie, ze skoro
        się już rozeszli 7-8 razy pewnie, ślub, czy nie znowu się rozejdą.

        A oni, zwaszcza zreszta brat ma pretensje o ignorowaie ich.

        Co do alimentów,
    • mathiola Re: Ojciec nie akceptuje synowej 02.06.07, 20:11
      nic bym nie zrobiła, nie ma co uszczesliwiac ludzi na sile.
    • ankab29 Re: Ojciec nie akceptuje synowej 03.06.07, 12:49
      ja też bym nic nie robiła. Nie będzie na ślubie i tyle...To jeszcze nie
      tragedia. A co do wnuków, to z czasem się okaże, że "białe nieco zszarzało,
      czarne wypłowiało" i dziadek sie we wnukach zakocha.
      • twojasasiadka Re: Ojciec nie akceptuje synowej 03.06.07, 13:03
        Twój brat wybaczył kobiecie swoje "krzywdy" a jego ojciec nie może?wink
        mnie to śmieszy.Najwyraźniej Twój ojciec nie potrafi zaakceptować decyzji syna-
        śmiem przypuszczać że może od początku już jej nie lubił a po tych "szopkach"
        miał wreszcie swoje uzasadnienie.
        No ale gdybać nie będę; zwyczajnie mnie dziwi postawa Twojego ojca, ktory
        trzyma w sobie "krzywdy" syna (który już o owych "krzywdach" nie myśli)..no i
        szkoda mi tego pierwszego dziecka.
        Jak to będzie w przyszłości kiedy to drugie się urodzi?
        czy oba wnuki będą olewane , czy tylko to pierwsze będzie wyklęte?
Pełna wersja