agnes0101
01.06.07, 09:37
Jesteśmy małżeństwem z niewielkim stażem (2 letnim) mamy więc też małe
dziecko. Od dłuższego czasu absolutnie nie możemy dojść do porozumienia. Ja
osoba wybuchowa wyrzucam od razu wszystko z siebie , ale też szybko mi
przechodzi, tyle tylko że wówczas chciałabym na gorąco rozstryzgnąć dany
problem. Natomiast mąż jest osobą zamkniętą w sobie, małomówną , nie
potrafiącą rozmawiać na trudne tematy, zwyczajnie się zacina i wogóle nic nie
mówi. Główny problem podczas kłótni zawsze był o jego późne wracanie do domu
z dzieckiem (odbiera od teściów). Zresztą kiedyś opisywałam ten problem.
Ostatecznie odpuściłam to sobie, choć wiem że conajmniej 40 min mógłby być
wcześniej. Ktoś powie pewnie z was co to 40min tyle tylko przedkładając to na
przygotowanie obiadu , wspólny posiłek, zabawa z dzieckiem to naprawdę każda
minuta jest ważna. No ale mąż lubi sobie posiedzieć u teściów, napić się
herbatki etc. No ale jak mówię wkońcu po roku mniejszych lub większych spięć
odpuściłam to sobie. Zresztą nawet wówczas próbowałam dojść do jakiegoś
kompromisu ale tak jakby grochem o ścianę. No ale nic, stanęło na tym że
wymagam tylko żeby jak wie że nie będzie o 19.00 dał mi znać żebym nie
śpieszyła się z obiadem, bo po co ma być wszystko zimne, Niestety nawet takie
wymagania są dla niego za duże. Jakiś czas temu 1-wszy raz od x czasu wysłał
mi sms że będzie o 19.30 no cóż przyjechał o 20.30 a na moje zapytanie
dlaczego tak późno odpowiedź: a czy to coś zmienia i tyle. Także tym razem
wkurzyłam się i stwierdziłam póki ze mną nie porozmawia jak dojrzały człowiek
pierwsza nie wyciągnę ręki. W sobotę były imieny jego matki. Oczywiście
standardowo mieliśmy iść. Tymczasem cały dzień nie odezwał się na którą
godzinę mamy się szykować. Ok. godziny 18.00 poszedł się kąpać, prasować i
nawet nic nie powiedział że mam się szykować. Wkońcu ja się zapytałam co
robi, odpowiedział durnie: prasuję , a ty się nie szykujesz? No cholera jasna
a czy nie powinien powiedzieć mi tego wcześniej, na moje takie pytanie
uzyskałam odpowiedź: a ty niie mogłaś się zapytać? Nie wkurzyłybyście się?
Ostatecznie nie poszłam na te imieniny tłumacząc się tym że z racji tego że
nie raczył mi nic wcześniej powiedzieć,a na 19.00 czy później (muszę się
usyzkować) nie będę jechać bo dziecko nie spało cały dzień i o 20.00 będzie
nieznośne. Kolejna akcja. Mamy osobne konta bankowe. Mąż robi opłaty, płaci
rachunki, cotygodniowe zakupy. Ja warzywa, mięso , zabawki dla dziecka,
ubranka. Moja pensja jest znacznie mniejsza. Jeszcze przed naszym ślubem mąż
kupił mieszkanie, ale teraz dopiero mieliśmy podpisywać akt notarialny.
Tymczasem dzisiaj wypalił że skoro chcę być w akcie to mam zapłacić połowę
kasy. Powaliło mnie to. Tymbardziej że wie, że opróćz zwykłych wydatków muszę
finansować leczenie matki, za chwilę mamy z rodzeństwem załatwiać pomnik
(ojciec zmarł mi w styczniu) więc mam masę wydatków. Mało tego ja mam
finasnować jeszcze wakacje, bo uważa że skoro on płaci wszystko to ja ze
swojej pensji resztę tylko z czego? Powiedziałam mu zresztą już kolejny raz
że mam tego dość że chcę rozwodu, na co on proszę bardzo. Pomóżcie proszę czy
próbować to ratować, przy czym nie mam szans na jakieś ustępstwa z jego
strony, dyskusje na temat naszych problemów etc, czy poprostu oszczędzić
sobie kolejnych awantur. Dodam że dla syna mąż jest idealnym ojcem.