dora.mk
04.06.07, 22:56
Mój mąż strasznie mnie wkurza, drażnią mnie jego nawyki i zwyczaje, a
najbardziej mnie drażni to, że jestem w hierarchi życiowej niżej od niego,
mimo, że on jest mniej bystry i mniej inteligentny ode mnie.
On pracuje , a ja "siedzę" w domu z młodszym synkiem. On zarabia kilka razy
więcej niż ja zarabiałam przed urodzeniem dzieci. Gdzie tu sprawiedliwość?
Nie mogę mu przebaczyć, że w kłótni przy swojej matce przezwał mnie "suka"...
zwłaszcza, że mnie nie przeprosił.
Cały dzień jestem w domu z dziećmi, z utęsknieniem czekam na wieczór, kiedy
pójdą spać i będę miała chwilkę dla siebie. Niestety mój mąż wraca późno z
pracy i chce się nacieszyć dziećmi, więc kładzenie spać w jego wykonaniu
polega na tym, że dzieci chodzą spać po 22.
Ciągle się tylko kłócimy, mam już powoli dość. Nie mogę sobie poradzić ze
swoimi uczuciami. Gdyby tylko był dla mnie milszy, wybaczyłabym mu wszystko.
Sama nie wiem, czego pragnę, rozwodu, czy pojednania...