nie cierpię swojego męża!!!!

04.06.07, 22:56
Mój mąż strasznie mnie wkurza, drażnią mnie jego nawyki i zwyczaje, a
najbardziej mnie drażni to, że jestem w hierarchi życiowej niżej od niego,
mimo, że on jest mniej bystry i mniej inteligentny ode mnie.
On pracuje , a ja "siedzę" w domu z młodszym synkiem. On zarabia kilka razy
więcej niż ja zarabiałam przed urodzeniem dzieci. Gdzie tu sprawiedliwość?
Nie mogę mu przebaczyć, że w kłótni przy swojej matce przezwał mnie "suka"...
zwłaszcza, że mnie nie przeprosił.
Cały dzień jestem w domu z dziećmi, z utęsknieniem czekam na wieczór, kiedy
pójdą spać i będę miała chwilkę dla siebie. Niestety mój mąż wraca późno z
pracy i chce się nacieszyć dziećmi, więc kładzenie spać w jego wykonaniu
polega na tym, że dzieci chodzą spać po 22.
Ciągle się tylko kłócimy, mam już powoli dość. Nie mogę sobie poradzić ze
swoimi uczuciami. Gdyby tylko był dla mnie milszy, wybaczyłabym mu wszystko.
Sama nie wiem, czego pragnę, rozwodu, czy pojednania...
    • kotbehemot6 Re: nie cierpię swojego męża!!!! 04.06.07, 23:00
      Poradnia małżeńska , i wte albo wewte...dla mnie nic więcej do dodania.
      • emilly4 Re: nie cierpię swojego męża!!!! 05.06.07, 00:39
        A probowalas porozmawiac o tym z mezem?? Opowiedziec mu jak sie czujesz,co o
        nim myslisz,jak cie wkurza to i owo??
        Ja tez przez pewien moment mialam dosyc siedzenia w domu-goraczki dostawalam
        jak sobie pomyslalam przed pojsciem spac,ze jutro bedzie znowu to samo. Nudzilo
        mi sie i z tej nudy zaczelam zauwazac minusy mojego meza,i nie dosc ze je
        zauwazalam to strrrrasznie mnie wkurzaly.Zaczelsimy sie strasznie
        klocic,rowniez wyzywac-myslalm ze to juz koniec no bo jak moze byc inaczej w
        takiej sytuacji? Doszlo do tego,ze w koncu powiedzialam wszystko,co mysle,jak
        sie czuje,ze nie czuje juz ze kocham itd,itp...strasznie pomoglo. Porozmawiaj z
        mezem o dzieciach-jak powinien sie przy nich zachowywyac,powiedz ze jest ci
        przykro z powodu wyzwiska jakie rzucil w obecnosci swojej matki,i
        wszystko,WSZYSTKO co ci lezy na sercu. Jesli kocha i mu zalezy na tobie i
        dzieciach to powienien zrozumiec,a jesli nie...to straszny ciolek z niegosmile
        • bozenka12 Re: nie cierpię swojego męża!!!! 05.06.07, 03:30
          Jestes po prostu bardzo zmeczona. A maz tez idealny nie jest. Sprobuj
          wprowadzic male zmiany. Np. kladz dzieci spac zamiast o 22 to o 20, jak w sumie
          powinno byc. Trudno, maz bedzie mial z nimi miej czasu, ale Ty przynajmniej nie
          zwariujesz. I jak bedziesz bardziej wypoczeta, latwiej Ci bedzie podejsc do
          roznych innych problemow.
    • lucerka Re: nie cierpię swojego męża!!!! 05.06.07, 08:35
      > pracy i chce się nacieszyć dziećmi, więc kładzenie spać w jego wykonaniu
      > polega na tym, że dzieci chodzą spać po 22.

      A co Ty robisz w tym czasie, kiedy maz zajmuje sie dziecmi i kladzie je spac?
      • sir.vimes Re: nie cierpię swojego męża!!!! 05.06.07, 09:48
        Pewnie sprzątanie.
    • blekitnykoralik Re: nie cierpię swojego męża!!!! 05.06.07, 09:12
      jeśli masz możliwość powrotu do pracy, zaproponuj mu urlop wychowawczy, w końcu
      jeśli zarabia mniej, a Ty już jesteś zmęczona, taka zamiana ról, będzie
      całkiem na miejscu.
      A faceci czasem się na to godzą, myśląć, że to taki fajny urlop...
      A ten urlop to wspaniała szkoła życia, dla tych, którzy wcześniej kpili za
      zajęć domowych, doskonały czas na zastanowieniem się nad życiem w ogóle,
      nauczenie się myśleć o potrzebach innych i niezastąpiony, owocujący na całe
      życie wspaniały kontakt dzieci z ojcem.
      Musisz szybko zapanować nad swoim życiem, bo inaczej depresja murowana sad
      • melka_x Re: nie cierpię swojego męża!!!! 05.06.07, 09:33
        blekitnykoralik napisała:

        > jeśli masz możliwość powrotu do pracy, zaproponuj mu urlop wychowawczy

        On zarabia kilka razy WIĘCEJ niż ona przed urlopem wychowaczym.

        Mimo tego i tak na Twoim miejscu rozważyłabym powrót do pracy, są opiekunki, są
        żłobki. Chociaż jeśli uważasz męża za mało zdolnego i o wiele mniej
        inteligentnego od Ciebie to przyszłości nie widzę. Acha - nawet jeśli
        faktycznie jesteś o wiele inteligentniejsza to pamiętaj, że to nie wszystko, o
        sukcesie w pracy decyduje jeszcze kilka innych czynników (pracowitość,
        obowiązkowość, umiejętność układania sobie dobrych relacji z innymi,
        wytrwałość, zorganizowanie). Wiele bardzo inteligentych osób, ze względu na
        brak innych cech zostaje nieudacznikami dziwiącymi się, że jak to możliwe, że
        ci tępole odnoszą większe sukcesy w pracy od nich samych.
        • blekitnykoralik Re: nie cierpię swojego męża!!!! 05.06.07, 10:01
          rzeczywiście, źle przeczytałam.
          Siłą rzeczy, jak ktoś jest inteligentniejszy, powinien w życiu sobie radzić
          lepiej niż ten mniej inteligentnysmile Niestety, kobiety częściej wartościują
          inteligencję kierowaniem się w życiu pozytywnymi wartościami (na zasadzie
          dobry=mądrzejszy). Cham też może być inteligentny.
          A resztę podpisuję się pod melkąsmile
      • ewulaw1 Re: nie cierpię swojego męża!!!! 05.06.07, 13:17
        Tak to już jest z facetami. Nie ma idealnych. Mi też czasami opadają ręce na
        widok mojego.Też jestem z dzieckiem na wychowawczym i bardzo to sobie chwalę.
        Fakt- czasem bywa ciężko i zastanawiam się nad powrotem do pracy. Każdy dzień
        jest praktycznie taki sam. Rano śniadanie dla dziecka, przewijanie, spacerek.
        Potem jego drzemka- ja gotuję obiad, zmywam, sprzątam, piorę etc. Potem obiad,
        zabawa, spacerek. Dalej-kąpiel, kolacja, zabawa, usypianie. Czysta rutyna, ale
        uśmiechnięte dziecko. Nie przegapiłam żadnego ważnego momentu w jego rozwoju.
        Nie wiem, co Ci poradzić w sprawie męża. Gdybym miała jakiś złoty środek,
        byłabym najszczęśliwszą kobietą na świecie. Zrób coś dla siebie. Idź na jakieś
        babskie zakupy SAMA!!!!, spotkaj się z koleżanką. To pomaga. Kładź dzieci
        wcześniej spać- będziesz miała chwilę dla siebie.Ja tak robię.Fajnie by było,
        gdyby Twój "zapracowany", biedny mąż czasem zobaczył jak łatwo jest prowadzić
        dom, jakie to "nic". No i nie zapomnij z nim porozmawiać. Powiedz mu co Cię
        boli. Wrzeszcz-byle Ci ulżyło. Niech w końcu facet pomyśli o kimś innym niż o
        sobie.
    • nina_an Re: nie cierpię swojego męża!!!! 05.06.07, 09:34
      Hejka! Jestem nowa na tym forum więc może nie powinnam sie wymądrzać... ale co
      tam. Przerażające jest to co piszesz. Mam pytanie, czy wy rozmawiacie ze sobą,
      no wiesz tak jak przyjacie? Wiem, z autopsji, że niektóre sprawy, gdy samotnie
      sie je przegryza urastają do rangi megaproblemu. Pogadaj z nim, powiedz jak
      bardzo zraniło cię jego wyzwisko (bo przezwisko to chyba nie jest), że
      chciałabyś mieć trochę czasu tylko dla siebie? W moim przypadku to zadziałało.
      Powodzenia.
      P.S. Witam wszystkie dziewczyny!
    • sir.vimes Po co za niego wyszłaś? 05.06.07, 09:47
      Jeżeli ta "hierarchia" tak cię męczy to może warto rozważyć rozstanie?

      Moim zdaniem w miłości nie do końca jest miejsce na ścisłe ustalanie porządku w
      stadzie. Co z tego, że mąż mniej inteligentny czy wykształcony? Zazdrościsz mu,
      ze więcej zarabia, czujesz , ze to tobie należy się "kariera"? Weź opiekunkę - i
      zarabiaj! Przecież chyba nie pracuje ci na złość , prawda?

      I najważniejsze : jeżeli ty uważasz go za głupka, a on cię wyzywa od suk - to
      chyba za wiele uczucia między wami nie ma. Po co się męczyć?
      • twojasasiadka Re: Po co za niego wyszłaś? 05.06.07, 10:22
        macie mały kryzys-to się zdarza w związkusmile
        współczuję ale..myślę,że to są za małe powody na rozstanie-z każdym kolejnym
        facetem możesz dojśc do tego samego punktu co teraz z mężem-i co? zawsze wtedy
        będziesz odchodzić?
        co Ci mogę doradzić to..idź do pracy-dzieci do opiekunki czy przedszkola
        • sir.vimes Re: Po co za niego wyszłaś? 05.06.07, 10:25
          Kurczę, czy to można nazwać małym kryzysem.
          Ja byłabym przerażona - gdybym czuła coś podobnego do autorki wątku. To nie jest
          zwyczajne rozżalenie spowodowane brakiem pracy i zmęczeniem sprawami domu.

          I myślę, że gdyby mąż nazwał mnie suką to byłoby to jego ostatnie słowo wink
          • blekitnykoralik Re: Po co za niego wyszłaś? 05.06.07, 10:42
            ludzie są naprawdę różni, róznie odczuwają i różnych używają słów w emocjach
            też napisałam tu kiedyś coś podobnego
            i nie rozwiodłam się i udało nam się jakoś wszystko ponaprawiać
            no ale druga osoba też musi chcieć, a oskarżeniami, ze gorszy i głupszy i cham,
            nic się nie osiągnie.


            • sir.vimes Re: Po co za niego wyszłaś? 05.06.07, 11:00
              Ale tu nie chodzi o oskarżenia - z wątku wynika, że autorka naprawdę uważa męża
              za gorszy gatunek. Związku się na tym budować nie da.
        • jasminum30 Re: Po co za niego wyszłaś? 05.06.07, 13:26
          twojasasiadka napisała:

          > macie mały kryzys-to się zdarza w związkusmile
          > współczuję ale..myślę,że to są za małe powody na rozstanie-z każdym kolejnym
          > facetem możesz dojśc do tego samego punktu co teraz z mężem-i co? zawsze
          wtedy
          > będziesz odchodzić?
          Zgadzam się z Tobą.
    • mlody_zonkos Re: nie cierpię swojego męża!!!! 05.06.07, 10:53
      > Nie mogę mu przebaczyć, że w kłótni przy swojej matce przezwał mnie "suka"...
      > zwłaszcza, że mnie nie przeprosił.

      a jakby przeprosil, to co - bylo by OK?
    • lilkaaa2 Re: nie cierpię swojego męża!!!! 05.06.07, 11:48
      po co sie męczysz? rozwód, alimenty i masz spokój.. dla dobra dzieci nie ma
      sensu tkwic w takim bagnie, on Cie nie szanuje i nigdy nie bedzie a dzieci na to
      patrza i myslisz ze kogo beda bardziej szanowac? Ciebie, wiecznie niewyspana,
      niezadowolona z zycia czy "tatusia" ktory przynosi pieniazki i pozwala na
      wariowanie w pizamach?
      • jasminum30 Re: nie cierpię swojego męża!!!! 05.06.07, 13:36
        Te genialne wnioski, jak mniemam wyciągnęłaś na podstawie jednego postu?

        Droga autorko wątku na TYM forum reakcja na post opisujący problemy małżeńskie
        jest dwojaka - albo "jedzie" się po autorce, "osądzając od czci i wiary", albo
        radzi się rozwód ze skutkiem natychmiastowym. Takie rozwiązanie jak praca nad
        zwiazkiem większości w ogóle nie przychodzi do głowy, bo po co się wysilać,
        wszak ma być lekko, łatwo i przyjemnie, a z następnym panem przez pięć minut
        będzie, a zawsze można go zmienić na następnego i jeszcze bardziej następnego.
        Po co się męczyć????
        • luxure Re: nie cierpię swojego męża!!!! 05.06.07, 14:18
          No właśnie? Po co? Życie jest na to za krótkie. Uważasz że warto z kims kto nie
          szanuje Twojej pracy, i nazywa suką do swojej matki? Bo wg mnie dla kogoś
          takiego nie warto 5 minut wysiłku. Najlepiej dziś łazić po terapiach, d..pe
          psychologom zawracać i święcie wierzyć że z goooowna złoto sie ukręci.
          Powodzenia
        • headonshoulders Re: nie cierpię swojego męża!!!! 05.06.07, 14:19
          uwierz badz i nie w niektorych zwiazkach, w takich ktorych jest szacunek i przyjazn moze nie jest
          zawsze przyjemnie ale nie ma takich sytuacji gdzie facet krzyczy TY SUKO przy swojej matce.

          I racja - zycie jest za krotkie aby sie meczyc.
          • dora.mk Re: nie cierpię swojego męża!!!! 05.06.07, 16:11
            Dzięki dziewczyny za wszystkie wypowiedzi i rady...
            Jestem tu na forum od niedawna i dopiero teraz się odważyłam, by zabrać głos.
            Myslę, że to jest trochę tak, że swojego męża obarczam winą za swoje kłopoty.
            Oboje chcieliśmy mieć dzieci, ale jego życie przez to się nie zmieniło,
            natomiast moje przewróciło się do góry nogami.
            Nie zarabiałam dużo, ale cieszyłam się w pracy poważaniem, miałam
            odpowiedzialne stanowisko.
            Byłam zawsze energiczną osobą, wszędzie pędziłam.
            A teraz musiałam się dostosować do tempa dzieci: godzinami potrafimy szykować
            się do wyjścia.
            Dzień za dniem, w kółko to samo. Czasami nie chce mi się wstawać rano, ale
            dzieci muszą jeść i nie da się nie wstaćwink
            Próbowałam rozmawiać z mężem, ale niestety przeważnie w kłótni umiem mu
            wykrzyczeć, że jestem nieszczęśliwa, ale on tego nie rozumie.
            I chyba o to mam do niego największy żal, jest tak zajęty swoją pracą, a po
            pracy dziećmi i w ogóle go nie obchodzi, co się ze mną dzieje.
            Na moje pretensje, odpowiada, to zrób coś ze swoim życiem... I w sumie ma
            racje.
            W końcu to ode mnie zależy, jak będzie wyglądało moje życie.
            Nie mam z kim porozmawiać i komu się wyżalić.
            Wcześniej był moim najlepszym przyjacielem, a teraz żyje sobie gdzieś oboksad

            Opowiem wam jeszcze, jak to wyglądało z tą "suką".
            To było rok temu, gdy urodziłam swojego drugiego synka. Mój starsz miał wtedy 3
            lata i 3 miesiące.
            Martwiłam się o niego, bo te trzy dni w szpitalu, to było nasze pierwsze
            rozstanie.
            Długo go karmiłam piersią, nie rozstawaliśmy się dłużej niż na kilka godzin.
            Gdy byłam w szpitalu, pomagała nam teściowa.
            Gdy wróciłam po porodzie do domu z młodszym synkiem, przytuliłam synka i
            pytałam się, jak mineły mu te trzy dni beze mnie.
            Wtedy teściowa z moim mężem zaczęli się prześcigać w narzekaniach na syna, że
            był niegrzeczny, bardzo niegrzeczny, że się nie słuchał itp
            Słuchałam tego i patrzyłam na moje dziecko i widziałam jak się zmienia na
            twarzy, usta mu się wykrzywiły w podkówkę i oczy zrobiły się mokre, chciałam to
            szybko przerwac, więc rzuciłam do męża: "cicho!" Chciałam tylko, żeby przestali
            gadać. Zamilkli, ale wieczorem usłyszałam, że od męża, że jego mama chce już
            jechać do domu, że się mnie boi, że jestem wariatka.
            Próbowałam mu wytłumaczyć, że dziecko to bardzo przeżywalo, że i tak był bardzo
            dzielny, że napadli na niego we dwoje i co miałam zrobić.
            Zaczęliśmy się kłócić i usłyszałam, że jestem suką.
            Odebrałam to w ten sposób, że dla niego jest ważniejsza jego matka od własnego
            dziecka.
            Jego mama spakowała się rano i wyjechała.
            Od tej pory nasze stosunki przypominają zimną wojnę., widziałysmy się zresztą
            chyba ze dwa razy od zeszłego roku (mieszkamy 500km od siebie)
            Najgorsze jest dla mnie to, że on stoi murem za swoją rodziną, mimo iż jego
            rodzice, go niezbyt dobrze potraktowali.
            Bratu mojego męża podarowali mieszkanko po babci i duż działkę. Mój mąż dostał
            od nich działkę o 1/3 mniejszą.
            Już nie mówię o tym, że córka brata mojego męża to ukochana wnuczka, którą
            traktują jak swoją córkę, kupili jej wyprawkę, praktycznie ją wychowali.
            Za każdym razem jak bywamy u teżciów (1-2 razy w roku), to jesteśmy zasypywani
            opowieściami o ich młodszym synku i jego rodzinie, mój mąż jest dla nich na
            dalszym planie.

            Dzięki za wysłuchanie....
            • jasminum30 Re: nie cierpię swojego męża!!!! 05.06.07, 19:35
              Dora, a może Twój mąż ma swoje frustracje, może też nie jest zadowolony z tego
              co się między Wami dzieje, tylko, że nie potrafi tego wyartykułować? Tak się
              składa, że to o czym piszesz znam z autopsji i wiem, że to nie jest tak, że
              tylko jedna strona jest niezadowolona. Choć, oczywiscie, najprościej myśleć, ze
              tylko my mamy rację, a on jest be. Parę lat temu byłam gotowa zakończyć swoje
              małżeństwo. Przetrwało dzieki temu, że nie miałam kasy - nie tyle na rozwód co
              na życie z dwójką dzieci po(a po zrobieniu bliansu zysku i strat okazało się,
              że fakt, że mąż mnie po dooopie nie całuje nie jest wystarczającym powodem do
              robienia rewolucji w życiu dzieci). Dzisiaj z perspektywy czasu wiem , ze
              rozwód byłby największym błędem w moim życiu. Zamiast latać po terapiach
              zaczęłam krótko i węzłowato komunikować mężowi czego od niego oczekuję( w
              tamtym czasie przestałam wierzyć w sprawczą moc małżeńskich rozmów), a on
              wyszedł temu naprzeciw i stopniowo zaczęło być coraz lepiej, z czasem między
              nami pojawiły się cieplejsze uczucia, a teraz jest po prostu dobrze( w czasach
              gdy było źle "rozwodziłam się" srednio dwa razy w tygodniuwink, źle było przez
              okragłe 3-4 lata). I , podobnie jak na tym forum, też większośc moich bliskich
              koleżanek radziła - zostaw go, rozwiedź się, a ja wtedy czułam, że jestem
              rozumiana, że mam wsparcie. Kompletnie nierozumiana, wręcz zdradzona czułam się
              przez moją przyjacółkę, która kazała mi przestac jęczeć, wziąć się w garść i
              nie "pierprzyć" o rozwodzie - kompletnie mnie nie rozumiała(tak wtedy
              myślałam), ale to ona miała rację.
              • dora.mk Re: nie cierpię swojego męża!!!! 05.06.07, 22:45
                Jasminum gratuluję wytrwałoścismile i gratuluje przyjaciółki.
                Mnie też w opcji "rozwód" najbardziej przeraża myśl o samotnym życiu z dwójką
                dzieci, jak ja dam sobie radę finansowo.
                Wiele razy w kłótniach, mój mąż zarzuca mi, że nie mówię mu czego oczekuję,
                więc może Twój sposób węzłowatego komunikowania, czego się oczekuje, mógłby nam
                bardzo pomóc. Chyba facetom trzeba mówić wprost, co sie od nich chce (czy w
                dziedzinie seksu też to działa?wink Chociaż wolałabym, żeby mój mąż zwrócił na
                mnie uwagę, czy przytulił, tak sam z siebie.
                Czasami, gdy mam wszystkiego dość, nie jestem zbyt przyjemna dla niego, więc
                gdyby mu choć odrobinę nie zależało na tym związku, to już by uciekł.
                • mama-paula Re: nie cierpię swojego męża!!!! 05.06.07, 23:02

                  jak bedziesz chciala pogadac to pisz na gg 9630127
                • jasminum30 Re: nie cierpię swojego męża!!!! 05.06.07, 23:20
                  dora.mk napisała:

                  > Jasminum gratuluję wytrwałoścismile i gratuluje przyjaciółki.

                  Dziękuję, też się cieszę, że ją mam. Świetna dziewczyna, nie tylko dlatego, że
                  mówi mi to czego NIE chcę usłyszećwink))

                  > Mnie też w opcji "rozwód" najbardziej przeraża myśl o samotnym życiu z dwójką
                  > dzieci, jak ja dam sobie radę finansowo.

                  > Wiele razy w kłótniach, mój mąż zarzuca mi, że nie mówię mu czego oczekuję,
                  Doro, kochana, to bardzo dużo. Mój mąż nie zwracał na to uwagi czy mówię czy nie

                  > więc może Twój sposób węzłowatego komunikowania, czego się oczekuje, mógłby
                  nam
                  >
                  > bardzo pomóc. Chyba facetom trzeba mówić wprost, co sie od nich chce (czy w
                  > dziedzinie seksu też to działa?wink
                  Działasmile, tylko musisz panować nad tonem(to jest chyba najdelikatniejsza i
                  jednocześnie najbardziej drażliwa kwestia w małżeństwie z problemami.
                  Człowiek, ma tyle żalu o całkoształt, że dużo nie trzeba,żeby się poczuć
                  urażonym, odtrąconym itp.
                  Chociaż wolałabym, żeby mój mąż zwrócił na
                  > mnie uwagę, czy przytulił, tak sam z siebie.
                  Kochanie, to przyjdzie z czasem. A jak często Ty go przytulasz lub zwracasz na
                  niego uwagę? Pytam, bo może brak spontanicznej reakcji z jego strony jest
                  odpowiedzią na poczucie niedopieszczenia z Twojej strony? Pewnie mnie tu
                  zlinczują, ale uważam, że kobiety są na wyższym szczeblu rozwoju, zwłaszcza
                  społecznego i psychicznego i dlatego to od nas w dużej mierze zależy jaki
                  będzie nasz facet. Ja wiem, że jak człowiek zły, rozżalony, rozczarowany to
                  myśli sobie - "mam cię w doopie, nie chce ci się to mnie też nie, zacznę się
                  starać jak on zacznie itp.", tylko, że to do niczego poza pogarszaniem relacji
                  nie prowadzi. Ktoś musi być mądrzejszy i ktoś musi wznieść się ponad swoją
                  urażoną dumę. I myślę, że częściej tym kimś bywają kobiety, ale przecież
                  stawiając na szali własną dumę czy udany związek warto się trochę pomęczyć, dać
                  sobie szansę, spróbować. Zwłaszcza, że większość facetów w tym względzie prochu
                  nie wymyśli, ale gdy ktoś nimi umiejętnie pokieruje to efekty mogą być
                  zaskakującesmileTylko jedna uwaga - czasami tozauważenie zmian we wzajemnych
                  relacjach wymaga nieco więcej czasu i dlatego warto się uzbroić w cierpliwość
                  (która nigdy nie była moją mocną stroną, ale skoro mnie się udało, to Tobie z
                  pewnością też się powiedziesmile

                  > Czasami, gdy mam wszystkiego dość,
                  w ferowrze codziennych obowiazków najłatwiej zapomnieć o sobie. Zastanów się co
                  daje Ci radość i czy możesz to dla siebie zrobić w obecnych warunkach i rób to.
                  ww. uczucie pojawia się najczęsciej wtedy kiedy tłamsimy nasze potrzeby.
                  Odrobina egoizmu na co dzień z pewnością nie zaszkodzismile

                  nie jestem zbyt przyjemna dla niego, więc
                  > gdyby mu choć odrobinę nie zależało na tym związku, to już by uciekł.

                  Myślę, że tak by byłowink Myślę też, że Twój mąż jest tzw. średnią krajową, tzn.
                  normalnym, miłym i odpowiedzialnym facetem, który trochę się pogubił w nowej
                  roli. Albo zapytaj go wprost, albo sama spróbuj odpowiedzieć sobie na pytanie
                  jak bardzo jego(że Twoje się zmieniło to wiemsmile życie sprzed dzieci różni się
                  od tego co ma teraz, także w zakresie Waszych wzajemnych relacji. Bo to, że
                  zmiany nastapiły nie ulega wątpliwości - jak chociażby to, że żona ma dużo
                  więcej obowiązków przez co on czuje się zaniedbany. O ile dobrze pamiętam
                  pisałaś, że zanim pojawiły się dzieci byliście przyjaciółmi - jeżeli on też tak
                  postrzegał Waszą relację to teraz pewnie czuje się oszukany(na swój męski
                  sposób). Pozdrawiam serdecznie.
                • asia06 Re: nie cierpię swojego męża!!!! 05.06.07, 23:23
                  Zgadza się. Faceci - mężowie nie są duchami świętymi, żeby wiedzieć, czego
                  akurat kobieta chce, tym bardziej, że większość kobiet jest raczej
                  różnonastrojowa. Mężczyzna to inna psychika. Mężczyźnie należy mówić, co ma
                  zrobić i kiedy. I nie czekać, że jutro już będzie pamiętał, bo zapomni. smile
                  • jasminum30 Re: nie cierpię swojego męża!!!! 05.06.07, 23:26
                    asia06 napisała:

                    > I nie czekać, że jutro już będzie pamiętał, bo zapomni. smile

                    Święte słowa, Asiu, święte słowasmile))
                    • dora.mk Re: nie cierpię swojego męża!!!! 05.06.07, 23:34
                      Dzięki za rady i otuchęsmile
                      jakos tak lżej mi się zrobiło na sercu
                      Za tydzień wyjeżdżamy na urlop, myslę, że to będzie dobra okazja, żeby pogadać.
                      Nowe otoczenie, nowe warunki, może uda sie spojrzeć na siebie z nowej
                      perspektywysmile
            • jasminum30 Re: nie cierpię swojego męża!!!! 05.06.07, 23:44
              Dopiero teraz doczytałam tę resztę o teściowej. Kiedy ma się żal do męża o
              bycie niezauważaną nienajlepsze relacje z teściami jeszcze to potęgują. To też,
              niestety, przerabiałam w pierwszych latach małżeństwa. Mąż miał przy każdej
              okazji wypominane "zasługi" rodzinki, więc ich bronił. Im bardziej ja się ich
              czepiałam, tym bardziej on stał po ich stronie, a ja czułam się bardzo
              niepewnie. W miarę trwania małżeństwa i polepszania małżeńskich relacji problem
              zniknął - na tyle "okrzepłam" w roli żony, matki i pani tego domu, że znikło
              poczucie zagrożenia ze strony teściów, stać mnie nawet na to, żeby przypomnieć
              mężowi np. o telefonie do nich. Właśnie, kiedy ja poradziłam sobie - tak jakoś
              mimochodem z teściami, i przestałam o nich truć z okazji i bez, mój mąż nie
              czuje się już w obowiązku ich bronić i stać za nimi murem. Zdarza mu sie coraz
              częściej wyrażać o nich krytycznie, bo wie, że tym razem nie wykorzystam tej
              wiedzy przeciw niemu na małżeńskim ringuwink
              • mama-paula Re: nie cierpię swojego męża!!!! 05.06.07, 23:51
                odbierz pocztęwink
              • dora.mk do jasminum30 06.06.07, 00:47
                Masz w 100% rację, jak myslę o tym wszystkim "na trzeźwo" to też uważam, że im
                bardziej ich krytykuję, tym bardziej mój mąż ich broni...
                Muszę się nauczyć traktować ich z przymrużeniem oka, są jacy są.
                Na szczęście widuję ich rzadko i mieszkamy w odpowiedniej odległoścismile)

    • mathiola Re: nie cierpię swojego męża!!!! 06.06.07, 00:21
      No wiesz, z twojego postu wynika raczej że chcesz rozwodu niż pojednania, chyba
      że to tylko emcje po kolejnej kłótni.
      Ja odczytałam z tego, co napisałaś, że żyjesz z człowiekiem, którego nie
      kochasz, wkurza cię i drażni.
      Nie wiem czy umiałabym żyć z kims takim, pewnie nie. I wzięłabym rozwód. Ty też
      weź, szczęśliwsza będziesz. Tylko nie zdziw się, jak twój następny partner też
      będzie cię wkurzał i drażnił, bo nie spełnia twoich oczekiwań i nie zachowuje
      się tak, jak według ciebie należy się zachowywać.
      Ja tam nie rywalizuję z moim mężem o nic, nie licytuję się, które z nas
      yntelygentniejsze i kto więcej kasy przyniesie.... Po prostu jesteśmy ze sobą i
      staramy żyć tak, by dla drugiej osoby starczyło miejsca w domu, który razem
      stworzyliśmy. Czego i tobie życzę.
      • dora.mk Re: nie cierpię swojego męża!!!! 06.06.07, 00:50
        Pisałam tego posta po wielkiej kłótni.
        Dziś widzę moje małżeństwo w troszkę jaśniejszych kolorachsmile, choć nadal jest
        między nami mur milczenia...
      • dora.mk Re: nie cierpię swojego męża!!!! 06.06.07, 00:51
        Masz rację, małżeństwo to nie pole do rywalizacji, mam nadzieję, że i nam uda
        się być ze sobą, a nie walczyćsmile
    • aska0303 Re: nie cierpię swojego męża!!!! 06.06.07, 22:11
      A co jak charakterystyka się zgadza ( ale pomijając wyzwiska), a do tego nie
      potrafisz juz z nim sypiac?
      • dora.mk Re: nie cierpię swojego męża!!!! 06.06.07, 22:34
        Niemozliwe jest sypianie z kimś, kogo sie nie cierpisad
        • molinka1 Re: nie cierpię swojego męża!!!! 06.06.07, 22:54
          Drogie dziewczyny, które tak chętnie radzicie rozwód, czyżbyscie nie wiedziały
          czym są emocje?? Pod wpływem złości, rozpaczy, wściekłości mówimy i piszemy
          różne rzeczy, warto tę złość z siebie wyrzucić... potem można na wszystko
          spojrzeć innymi oczami. cieszę się, że u dory.mk te zmiany zachodzą. trzymam
          kciuki, uważam, że macie duże szanse, skoro twój mąż ma pretensje, że nie
          mówisz otwarcie, o co ci chodzi, to znaczy że chce to słyszeć, a jeżeli chce to
          słyszeć, to....
          A na urlopie cieszcie się sobą.
Pełna wersja