nec_nec
08.06.07, 08:43
Może ktoś miał podobny problem, mój mąż jest bardzo mało kompromisowy,
generalnie głównie musi być tak jak on chce. Albo jego albo nic. Coraz
bardziej opadają mi ręce, coraz bardziej narasta we mnie bunt. Za miesiąc
idziemy na urlop, on koniecznie chce jechac zagranice, ja nie za bardzo -
dzidza ma 11 miesięcy, jest bardzo ruchliwa, niespokojna, nieśmiała, nie za
bardzo chce ją ciągnąć taki kawał swiata, do tego byłby dla nas duży wydatek
finasnowy. Proponuje jakiekolwiek miejsce w Polsce, aby sobie wybrał, a za
rok jak mala będzie już większa, polecimy. Jedyne jego dictum to on
przesiedzi dwa tygodnie w domu lub odwoła urlop i wróci do pracy. Albo
zagranica albo nic. Dodatkowo naciska mnie juz na drugie dziecko, dla mnie to
wydaje się być abstrakcja, źle znosiłam ciąże, leżałam, źle zniosłam poród,
mała dopiero od miesiąca wstaje tylko dwa razy w nocy, tak wstawała po 5-6
razy minium w nocy. Chcę troche odsapnąć, wcale nie ciągnie mnie do drugiego
dziecka. Dziś nowy sznataż albo powiem, że zgadzam się na drugie dziecko albo
on w ogóle nawet nie będzie rozmawiał na temat urlopu. I do tego jakies
prozaiczne czynności domowe - zawsze kończy się tak samo- jeśli np. proszę by
uważał jak coś robi w kuchni (cokolwiek - aby czegoś nie wylał, itd) to
zawsze jakakolwiek prosba/uwaga kończy się tym samym - to nie będę tego robił
i idzie leżeć, mówiąc, iż to moja wina, iz on nic nie robi. Co zrobić? czuje
się coraz bardziej zaszczuta, nie mogę sie nic odezwać )(chyba, ze jest to
miłe itd) bo zaraz zacznie się szantaż. Co zrobić z wakacjami? postawic się i
jechac samą z małą gdzieś w Polske? co byście zrobiły na moim miejscu.