mimossa1
09.06.07, 21:00
Witam serdecznie
Nie wiem od czego zaczac, strasznie duzo sie tego nawarstwilo.
Ja zaczynam sie juz gubic czy mam racje, a moze zachowuje sie jak wyrodna
corka...
Zaczne od poczatku.
Niestety nie mialam nigdy szczesliwego dziecinstwa... Tzn. mam wspaniala i
kochana mame, a ojca takiego o ktorym wolalabym zapomniec... Jest
alkocholikiem, maltretowal moja mame psychicznie, a i czasem fizycznie.
Ciagle mnie ponizal, wysmiewal...
Zreszta co ja bede pisac o zyciu w takiej rodzinie. Chyba kazdy wie, jak
wyglada zycie dzieci z takim ojciem. Pieniedzy nam nigdy nie brakowalo, moi
rodzice sa wyksztalconymi ludzmi, ale tylko pieniedzy mialam pod
dostatkiem... niestety...
Ile ja nocy przeplakala, ile razy wysluchiwalam obleg w moja strone, jak i
mamy. Boze jak ja go nienawidzilam... Byl to czlowiek niezrownowazony.
Moja mama starala sie mnie chronic jak tylko mogla. Na studia udalo sie mi
wyjechac do Francji. Skonczylam tam medycyne.
Najbardziej boli mie zdanie ktore wypowiedzial bedac zupelnie trzezwym 'gdyby
nie ty, to moje zycie nie byloby tak marne, nigdy nie chcialem abys sie
urodzila'... Potem kilka razy przepraszal mnie za to, twierdzil ze chcial mi
sprawic przykrosc, ale ja wiem ze wtedy chyba po raz pierwszy powiedzial mi
cos szczerze...
Od 6 lat mieszkam spowrotem w Polsce, moim mezem jest moj kolega z Liceum,
tylko dla niego tutaj wrocilam... Malzenstwem jestesmy 7 lat. Mamy 2 letnia
coreczke Anie.
Od 6 tygodni moj ojciec jest na odwyku w szpitalu (nakaz sadowy). Moja mama
byla na rozmowie z lekarzem z tego szpitala. Ten stwierdzil, ze moj ojciec
juz wszystko zrobil co nalezalo do niego, teraz wszystko zalezy od NAS (czyli
mamy i mnie)...
Ja nie chce miec z tym czlowiekiemn nic do czynienia, po 3 latach terapi
zaczynam dochodzic do siebie, zaczynam zyc jak czlowiek, zaczynam wierzyc w
siebie, zaczynam byc szczesliwa jako zona, a teraz mam miec znowu z nim
kontakt??
Mama moja twierdzi ze powinnam choc sprobowac, a cala rodzina ojca, ze to ja
mam mu dac sily i zrobic wszystko aby go motywowac...
Czy ja mam siebie przekreslic?? Czy ludzie nie rozumieja ze ja chce troche
spokoju...
A moze to ja nie rozumiem i jestem wstretna EGOISTKA (jak to okreslila moja
babcia, matka mojego ojca). Moze powinnam pamietac tylko o tym iz jest to moj
ojciec i ma szanse na wyzdrowienie??
Prosze Was, powiedzcie co o tym myslicie, stojac z boku.
PS. To nie jest moj prawdziwy nick. Wymyslilam go na potrzebe tego watku.
Przepraszam...