maga202 Re: Czy to moj obowiazek wzgledem ojca?? 11.06.07, 09:55 Do mojego ojca mam podobny stosunek z tego samego powodu co Ty i powiem szczerze że nie poświęcałabym dla niego swojego czasu i nerwów gdyby zaistniała podobna sytuacja. Dodam że mój ojciec mnie nie poniżałi nie krytykował na każdym kroku, więc u Ciebie było gorzej.Trzeba płacić za swoje błędy i ponosić konsekwencje swoich podłych czynów. Odpowiedz Link Zgłoś
elag3 Re: Czy to moj obowiazek wzgledem ojca?? 11.06.07, 10:05 Myślę że ani Ty ani Twoja mama nie jesteście ojcu nic winne. Wiem że alkoholizm to choroba nie mniej jednak zapracował sobie na nią sam - nie spadła na niego jak grom z jasnego neiba - załatwcie mu dobry dom opieki społecznej (pewnie go na niego stać). Mam koleżankę która jest w podobnej do Twojej sytuacji z tym że jej ojciec ma do tego schizofrenię - żona niedawno od niego odeszła bo już nie dawała rady i nie chce mieć z nim nic wspólnego. Cały ciężar spadł więc na córkę - jedynaczkę a ona nie może i nie chce z nim mieszkać (ma małe dziecko i przez jej ojca i ich problemy już psuje się w małżeństwie bo mężowi już psyche siada) jedyne co może zrobić to umieścić go w domu pomocy społeczej. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
abosa Re: Czy to moj obowiazek wzgledem ojca?? 11.06.07, 11:05 Jeśli chcesz, znajdziesz na to siły, zajmij się mamą. Namów ją na terapię, pomóż odciąć się od rodziny, lepiej późno, niż wcale. Wiem, wydaje Ci się to niemożliwe, ale jeśli komuś w tej rodzinie możesz pomóc, to tylko jej. Jeśli ktoś tu ma cień szansy wyrwać się z choroby, to tylko ona. Jeśli ktoś tu potrzebuje Twojego wsparcia, to tylko Twoja mama; Jeśli uważasz, że namówiene jej na terapię jest niemożliwe, to pomyśl, że skuteczne wyprowadzenie z alkoholizmu ojca jest niemożliwe o wiele bardziej; Ojciec Cię nie potrzebuje, nie możesz mu pomóc i, wziąwszy pod uwagę, że jego odwyk nastąpił w wyniku nakazu sądowego, nie ma dla niego nadzieji; A dziadkowie ... powtórzę pytanie, które już padło: gdzie Oni byli, gdy Ty cierpiałaś? Jesteś ofiarą nie tylko swojego ojca, jesteś ofiarą swojej rodziny, która nie potrafiła Cię chronić. Odpowiedz Link Zgłoś
nata76 Re: jestem w b. podobnej sytuacji 11.06.07, 11:56 www.forum.akcjasos.pl/viewtopic.php?t=5385 Przeczytaj sobie link. Jest to streszczenie sztuki "zaczarowane Koło Zaprzeczeń"..... Mnie bardzo pomogło zrozumieć sytuacje. Niestety, poświęcanie siedla alkoholika, pomaganie mu, czekanie na lepsze dni, tłumaczenie...jest tylko pożywką dla jego choroby. Jesli chcesz pomoc ojcu,pierwsze co możesz zrobic to pomóc sobie i sięod niego odseparowac oraz od wszystkich współuzaleznionych osób. Wejdz na forum www.alkoholizm.akcjasos.pl/ ja tak zrobiłam, przeraziło mnie to,e nasze DOMOWE maetody walki z alkoholizmem ojca, słuchanie rad,że trzeba przy nim trwać doprowadziły prawie do tragedii..... Zobaczyałm też,że moje zachowania, mamy, ojca są bardzo schematyczne, po prostu każdy z nas przejął w pewnym momencie rolę ,jaą nam wyznaczył alkoholizm. Ja- najstarszej córki alkoholika,czyli chciałąm uratowac wszystkich na siłe, mama ofiary a ojciec sobie pogrywa. Pije, niepije, leczy sie, zrywa z nałogiem, przeklina ,kocha i płacze...Wszystko to pogrywanie nami. Ale manipulacja jest częscia tej choroby..... Ty masz swoje życie do przezycia. Moja mam dopiero po ponad 30 latach zdała sobie sprawe,ze ta dłuzej nie moze. Zawsze ja wspierałam, broniłam, martwiłam sie...Musiałao dojsc do tragedii,zeby mama USŁYSZAŁA, co ja jej mówiałam. Ojciec ją prawie wypchnął z balkonu. To,bezposrednie zagrozenie życia zmusiało ja do deyzji o rozwodzie.bo...przez tzydziesci lat wybaczała,prosiła, błagała, kryła...przyjęła postawe tak potrzebną alkoholikowi do konfortyu picia. Acha, jesazcze sie dała zastraszać, że on się zabije, ja zabije, nas pozabija..... NA dodatek, mój ojciec jest w naszym mieście bardzo poważany, jest tez bogaty, ma znajomosci jeszcze z tamtej epoki.....Wiec wiecie, jak to jest, jak biedny pije,to mówią degenetat, jak pije bogaty "nie ch se chłop łyknie,tyle sie narobił". I ja zrozumiałam,ze mam swoje życie,rodzine ,męza,dzieci.... Mój ojciec, jak pije,to przyjeżdza pod blok i wrzeszczy,ze nas pozabija, juznie mam obuiekcji,zeby dzwonic po policję. Jak jest trzexwy,to przychodiz i z płaczem gada,ze juz nigdy więcej ,przynosi pieniądze(!!!!),że che nam pomagac.... Juznie mam obiekcji powiedziec mu,że nie chce go widzieć. Spokojnie bez nerwów. CHoć nie powiem,ze to nie boli mnie. Wiesz...całe zycie miałam poczucie winy,ze on pije przez mnie,że jesdtem mu coś winna......A TO TEZ JEST SYMPTOMEM UZALEZNIENIA.............. Kurka,ale mi się osobisty post napisał..........Chciałbym jednak Ci pomóc. Odpowiedz Link Zgłoś
net79 Re: Czy to moj obowiazek wzgledem ojca?? 11.06.07, 11:41 Nie czytam tego co napisali inni, napisze ci od siebie. Mama to zrozumiałe, że by chciała twego wsparcia, sama pewnie zamierza jeszcze mieszkac z tym człowiekiem i chce , żeby się udało.... Ale w szczerej rozmowie tez powinna zrozumiec, że sama potrzebujesz pomocy i sprawi ci to bół i rozgrzebie rany... jest matką, nie chce dla ciebie źle, jak sama pisałąś, starała się zawsze ciebie chrinić, ale teraz sama potrzebuje wsparcia. Wzgledem Ojca nie masz żadnego obowiązku, rodzina z boku zawsze będzie doradzac z ogólnie przyjętym trędem, widocznie brak tam madrych głów, które potrafia patrzeć szerzej na problem. Mj popaprany 50 letni wujek doradził mojemu 16 bratu, wymuszając wręcz na nim zobowiązanie, że jak ojciuec będzie miesiąc chlał, to on go nie opuści, czytaj nie przyjedzie do mnie się wyspać, umyć, uprać, zjeść i uczyć, bo jego ukochany tauś może umrzeć z przepicia, jak nikt mu nie poda jedzonka i nie przypilnuje, żeby sam nie ududił się swoimi wymiocinami... Konsekwencja jest taka, że młody się przejoł, nie przyjeżdżał do mnie, nie chodził do szskoły, a ojciec teraz z tego tytułu ma sprawe o kuratora nad rentą brata i jescze jedną odnośnie opieki??? a dziecko miało problemy w szkole, a ja musiałam interweniowac z Policją. Masakra. Pytanie czy czcigodny wujek dobrze doradził mojemu bratu?? Mój ojciec też był kiedyś na odwyku, zwyczajnie przynosiłam mu jedzenie, środki kosmetyczne i cos tam jeszcze, zajmowałam sie bratem ,powiedziałam, że zajmę sie ile będzie trzeba i tylko na tyle było mnie psychicznie stać. On mi opowiadał żewne historie jak to pewna panna , wykształcona, bogata i inteligentna przywozi tu regularnie swojego tatusia, jak go kocha i że odwiedza codzinnie, aja... a ja nie, bo nie czuje takie potrzeby i nie widzę sęsu, a tatuś tamtej jak taki dumny z córeczki, to niech się może w końcu postara i przestanie chlać i liczyć, że wyciagnie go znowu z opresji jak będzie zdychał z wycięczenia organizmu... Nie czuj się zobowiązana, zrób jak podpowiada ci Twoje serducho i główka, bo ona jest tak samo ważna jak główka twojego ojca - gnojka, więc niech kazdy dba o swoją!!! Odpowiedz Link Zgłoś
net79 Re: Czy to moj obowiazek wzgledem ojca?? 11.06.07, 11:42 Sorki, jesli sa literówki, ale nie redagowałam, w emcjach zawsze o tym zapominam, po za tym klawiaturka mi nie domaga Odpowiedz Link Zgłoś
selavi2 Tez jestem dzieckiem alkoholika. 11.06.07, 12:23 Nie bede duzo pisac. Podsune Ci tylko propozycje lektury pewnych stron, mi to bardzo pomoglo w zorientowaniu sie, gdzie mam wytyczyc granice, zeby dalej nie dac sie krzywdzic i wykorzystywac i niszczyc zycia mojego i mojej rodziny. Wrzuc w google haslo: dda (dorosle dzieci alkoholikow) AA (Anonimowi Alkoholicy) tam masz linka do AL-Anon(informacje pomocne rodzinie alkoholika) Ja od tych stron 4 lata temu, majac 43 lata rozpoczelam mozolne zmienianie swojego podejscia do siebie i innych. Choc bolalo nieraz bardzo- nie zaluje. Jestem duzo spokojniejsza i pewniejsza swojej wartosci i umiem rozroznic obrone swoich granic od egoizmu. Pozdrawiam serdecznie. Odpowiedz Link Zgłoś
olcia029 Bądź asertywna :)))))))))))) 11.06.07, 12:49 w skrócie: działaj tak żeby nie krzywdzić innych ale i siebie, wyznacz granice, najlepiej pójdź po poradę do specjalisty, bo tkwi w Tobie głęboki żal o złamane dzieciństwo. Może to trudne, trzeba czasu by się nauczyć, ale masz własną rodzinę i pomaganie ojcu, który Cię spłodził a potem gnębił jakoś mi się nie widzi. Masz spore poczucie obowiązku w stosunku do rodzica, bo tak wypada, ale czy on zachowywał się tak jak trzeba kiedy Ty byłaś dzieckiem? Życzę dużo siły i spokoju Odpowiedz Link Zgłoś
limonka_3 Re: Czy to moj obowiazek wzgledem ojca?? 11.06.07, 20:13 Myślę że powinnas zrobić tylko to co dyktuje ci sumienie. I to w porozumieniu z mężem bo to on i Wasze dziecko są teraz Twoją rodziną. Jeśli uważasz w głębi duszy że chcesz się odciąć od tej sprawy to tak zrób. Najgorsze to poświęcić życie dla osoby która i tak się nie zmieni. Odpowiedz Link Zgłoś
limonka_3 Re: Czy to moj obowiazek wzgledem ojca?? 11.06.07, 20:19 I jeszcze coś: zasługujesz na szczęśliwe życie. Zweryfikuj znaczenie szacunku do rodziców i nie pomyl go z przymusem poświęcenia szczęścia Twojego i Twojej rodziny. Odpowiedz Link Zgłoś
agnes0101 Re: Czy to moj obowiazek wzgledem ojca?? 12.06.07, 15:38 Jak ja dobrze znam takie życie , niestety. Również szybko wyjechałam z rodzinnego miasta i odseparowałam się od ojca. Niestety i tak żyłam tym wszystkim, bo utrzymywał oczywiście kontakty z mamą. Rzadko jeździłam do domu, ale bardzo często dzwoniłam do mamy. Pamiętam że był taki moment, gdy bardzo długo nie widziałam ojca, lub gdy przyjeżdżałam jakoś nie był pijany. Raz jednak, po właśnie dość długim czasie , gdy przyjechałam akurat przyszedł pijany. Będąc w mieszkaniu a słysząc jego krzyki i wyzwyiska na klatce trzęsłam się ze strachu jak galareta, mimo że wiedziałam że jakoś tam z nim sobie poradzę. Nie mniej jednak strasznie to przeżyłam, zwłaszcza że myślałam że już się z tego strachu wyleczyłam. Dlatego też uważam że nie powinnaś spotykać się z ojcem. Jestem prawie w 100% pewna że wszystko wróci, że tak jak ja przypomnisz sobie wszystko i nie będziesz mogła znowu bardzo długo o tym zapomnieć. Swoją drogą to co mówi ten lekarz że teraz to niby wszystko zależy od ciebie to jak dla mnie bzdura. Akurat tak się złożyło że miałam w swoim otoczeniu kilku alkoholików (matka mojej przyjacióki, brat mojego ojca, etc) i wsparcie rodziny na niewiele się zdało, dopiero jak wszyscy się odwrócili oni się obudzili. Akurat dla matki mojej przyjaciółki niestety było już za późno. Właściwie gdy już zdecydowała się na leczenie okazało się że ma raka. Moja koleżanka natomiast później bardzo żałowała że opóściła matkę, że nie próbowała jej jakoś ratować. Także jak widzisz są dwie strony medalu, tzn. możesz później żałować że jednak nic nie zrobiłaś. Wiem że się rozpisałam ale dla mnie to bardzo osobisty temat. Powiem jeszcze od siebie. Mój ojciec ostatecznie zmarł na raka (w styczniu tego roku). Do końca mimo że wiedział że umiera nie przeprosił ani mnie ani matki. Raz tylko powiedział mojej matce że był h....a wart i tyle. Ja nie mogłam się przmóc by się nim opiekować, nie płakał też na pogrzebie. Szczerze - poczułam ulgę. Pewnie ktoś pomyśli że jestem bez serca, ale to nie tak. Gdy nikt nie widział , będąc ze dwa razy w szpitalu czy w domu płakałam i owszem , ale nie dlatego że umiera mój ojciec, tylko nad cierpieniem i bólem który odczuwał i nie mam wcale z tego powodu wyrzutów sumienia. Odpowiedz Link Zgłoś
mimossa1 Re: Czy to moj obowiazek wzgledem ojca?? 12.06.07, 19:13 Dziękuje bardzo waszystkim za rady i dobre słowa. Byłam dzisiaj na rozmowie z lekarzem ojca, w szpitalu w którym sie leczy. Poszłam tam, sama nie wiedziałam od czego zacząć. Lekarz twierdzi, ze mój ojciec daje dobre 'rokowanie', że dobrowolnie poddaje się wszystkim terapiom, że psychologowie są zadowoleni z efektów pracy z nim. Stwierdził też, że teraz potrzeba Mu szczególnie motywacji aby sie nie poddał... Gdy skończył, ja zapytałam, jak ma wyglądac motywacja z mojej strony?? Opowiedziałam mu, ze niedawno zakończyłam własna terapię, opowiedziałam również trochę o naszej przeszłości. Lekarz stwierdził, że on przypuszczał, że nasza przeszłość do tej 'różowej' nie należała i zdaje sobie sprawę że to bardzo trudne dla mnie. Ja powiedziałam dobitnie, że ojcem zajmować się nie będe, bo jeszcze nie jestem do tego gotowa. Rozmowa z lekarzem nie poszła do końca po mojej myśli, nie chciałam aby była ona zbyt osobista, a niestety tak sie stało... Stwierdził też, że moja mamy ABSOLUTNIE musi iść na terapie, tylko jak ja zaciągnąć do gabinetu?? Po wyjściu z gabinetu spotkałam na korytarzu moich dziadków. Babcia ironicznie powiedziała 'no wreszcie znalazłaś parę chwil dla własnego ojca, ale to już za późno...'. Powiedziałam, że nie przyszłam go odwiedzić, właśnie wychodze! Nawet nie słyszałam co wykrzykuje do mnie przez cały szpitalny korytarz, bo miałam już dośc tego miejsca. Dotarło do mnie, że ja absolutnie nie jestem gotowa na spotkanie z ojcem, chyba nawet też nie mam sił aby przekonywać mame do słuszności terapii... Czekam aż mnie ojciec przeprosi (tylko taką szanse moge mu dać), nie wiem czy to kiedykolwiek nastapi... Nawet nie wiem czy Mu wybacze, a na pewno tego nie zapomne... Jesli nie nastapi, ja nie będe miec już żadnych wyrzutów sumienia. 22 czerwac wyjeżdżam na miesięczne wakacje i ogromnie sie z nich cieszę. Pozdrawiam serdecznie Ewa Odpowiedz Link Zgłoś
olcia029 Re: Czy to moj obowiazek wzgledem ojca?? 12.06.07, 19:45 super, że czekają Cię wakacje. A ci dziadkowie są śmiechu warci. Gratuluję załatwienia sprawy zgodnie ze swoim przekonaniem, jesteś wielka ))) Odpowiedz Link Zgłoś
reszka2 Re: Czy to moj obowiazek wzgledem ojca?? 12.06.07, 23:28 Mama jest dorosłą osobą, musi sama zadbać o siebie. Dziadkowie - ech, szkoda gadać. Niech też dbają o siebie. Z daleka. Widzisz, to jest ta paradoksalna sytuacja, że tato leży w szpitalu, ma zapewniona opieke i na dodatek spija śmietankę swojej sytuacji - bo jest biedny i leży w szpitalu, więc należy mu sie opieka, a on jest zwolniony z życia. A leżącym w szpitalu trzeba sie opiekować, prrrawda? (tak pewnie myśla twoi dziadkowie) Twoja relacja z ojcem wymaga chyba gruntownego "przekopania" z terapeutą, to się samo - odłożone ad acta - zupełnie nie zmieni, co najwyżej na gorsze. Same przeprosiny ze strony ojca nie zmienia niczego - przecież cię już przepraszał, tak pisałaś w pierwszym poście. Nie musisz zapominać, nawet nie możesz - twoja pamięc to gwarant przyszłości, a przebaczyć to nie znaczy puścić w niepamięć krzywd które zaznałaś. Odpowiedz Link Zgłoś