iwonag25
10.06.07, 13:07
To, ze moj tato jest alkoholikiem pisalam wiele razy na tym forum. Staram sie
mu schodzic z drogi i nie miec z nim kontaktu, ale jest to o tyle trudne, ze
mieszkamy razem w jednym domu (choc my mamy swoje mieszkanie na poddaszu).
Jego choroba polega na tym, ze pije (chleje) dzien w dzien juz od paru lat,
ale on twierdzi ze nie pije (chocby sie przewracal to zaprzeczy). Na drugi
dzien jest oczywiscie ok i pretensje, ze sie do niego nie odzywamy.
Wczoraj bylam z corcia w mieszkaniu, a moj ojciec na dole. W pewnym momencie
poczulam smrod i zobaczylam kupe dymu. Wyjzalam przez okno, patrze ze
sąsiedzi robią grilla i strasznie sie kopci. Pomyslalam ze to od nich wiec
pozamykalam okna, zeby wiecej nie nalecialo. Po jakims czasie wpada moja
siostra spanikowana, ze kuchnia sie palila, czy nic nie czulam. Powiedzlalam
ze czulam, ale myslalam ze to od sasiadow (smierdzialo podpalka od grilla).
Okazalo sie ze moj ojciec gotowal sobie kielbase i musialo mu cos spasc
palącego sie obok kuchenki. Podpalil sie kabel, drewniany slup i łapka do
garnków. Gdyby moja siostra nie wrocila pewnie poszlybysmy z dymem. A moj
ojciec co zrobil? Zaprzeczyl!!! Powiedzial ze on nic nie robil i jeszcze mial
pretensje ze jego oskarzamy!!! Oczywiscie ledwo sie trzymal na nogach.
Nie mam juz sily. Oczywiscie dzisiaj wstal i jakby nic sie nie stalo.
Bardzo chcialabym sie od niego wyprowadzic, ale jest jeszcze moja mama,
ktorej nie zostawie z nim, bo sama sobie nie poradzi psychicznie. A moja mama
sie nie wyprowadzi, bo z pensji pielegniarki sobie nie poradzi, z nami na
pewno nie zamieszka, a po trzecie nie zostawi ojcu wielkiego domu na
zatracenie. MOj maz nie chce sie wyprowadzic, bo nie wyobraza sobie zamienic
mieszkania w domu z podworkiem na mieszkanie w bloku i placenie czynszu (cale
zycie mieszkal w bloku). Nie potrafi zrozumiec, ze ojciec wykancza mnie
psychicznie, mowi zebym go olala (on ma taki charakter, ale ja nie potrafie).
Woli zalozyc czujniki dymu i miec spokoj.
Oj, przerasta mnie to wszystko. Ja juz nawet nie mam sily walczyc o swoje
dobro psychiczne. Przyjmuje wszystkie "ciosy" od życia, ale staram sie byc
wesola, nie pokazywac swoich dołów, ale nieraz nie daje rady.
Nie chce żadnych rad. Tak po prostu chciałam się wygadac, bo w sumie nie mam
z kim pogadac o takich moich problemach.