kacha222
12.06.07, 08:26
W czerwcu – rok temu zwolnili po ponad 16 latach sumiennej pracy mnie z
pracy, bo mam chorobę zawodową. Chorowałam do końca grudnia 2006r, mam chore
obydwie ręce. Złożyłam do ZUS o świadczenia rehabilitacyjne lub rentę
chorobową – zgodnie z ustawą o chorobach zawodowych. I według sugestii
lekarza chirurga, który jasno powiedział albo pisanie, albo ma pani zdrowe
ręce. Będąc już bez pracy podjęłam trud przekwalifikowani, czyli ukończenie
studiów doktorskich, oraz skończyłam już kurs pedagogiczny, szlifuję na maxa
angielski. ZUS odmówił mi renty po dwóch komisjach, na których najważniejsze
było to, że mam rozstępy, astygmatyzm i powiększoną tarczycę – a nie chore
ręce. Uzasadnienie za młoda (37 lat) i za bardzo wykształcona. Wielokrotnie
podkreślałam, że ja nie chcę być na rencie do końca życia, pomimo 10%
uszczerbku na zdrowiu oraz powrotu schorzenia. Obecnie czeka mnie kolejna
operacja, rehabilitacja. A sytuacja jest taka, że ZUS miesiąc przekazywał
papiery do sądu – odwołałam się zgodnie z przepisami. Teraz sąd dwa miesiące
nadawał numer sprawie, a teraz znów pan biegły sądowy bierze moje papiery z
sądu. Zabawa trwa .. a ja od grudnia nie mam żadnych dochodów, świadczeń
zdrowotnych. I kim ja jestem w tej Polsce?
nawet nie mogę iść na konieczną operację ... prawej ręki .. a jak zostanę
kaleką