Mam powazne pytanie o macierzyństwo...:/

    • asia_i_p Re: Mam powazne pytanie o macierzyństwo...:/ 14.06.07, 17:07
      Ja uważam, że na to, że kobieta ma dziecko i mężczyzna ma dziecko powinny być
      dwa różne czasowniki, bo to zupełnie różne "mania". A mam naprawdę dobrego
      męża, który się stara.
      Nie daj się wrobić w nic, na co nie masz ochoty. Co prawda zdarzają się podobno
      kobiety, które dziecka nie chcą, a potem się w nim zakochują i nie wyobrażają
      sobie życia bez niego, ale po co sprawdzać? Poczekaj, aż będziesz chciała,
      według mnie nic nie można robić na zasadzie "bo potem będzie za późno". Nawet
      jeśli instynkt macierzyński odezwie ci się po menopauzie, to możesz go
      zrealizować adoptując dziecko, niekoniecznie niemowlaka, do których są kolejki,
      ale starsze, którego nikt nie chce.
      Owszem, są w "maniu" dziecka rzeczy fajne i bardzo fajne - dla mnie głównie to
      zdziwienie, że takie małe, a już człowiek, myśli, kombinuje, ma swoje zdanie.
      Ale wydaje mi się, że lepiej docenisz te fajne rzeczy, jeśli poczekasz na swój
      czas niż jeśli będziesz się do tego zmuszać.
      A jeśli ten czas na ciebie nie przyjdzie, to co? W życiu i tak nie zdąży się
      spróbować wszystkiego, trzeba wybierać to, co nam odpowiada, do czego czujemy
      powołanie. Co do twojego męża, porozmawiaj z nim i wysonduj, na ile to
      jest "poważne" - czy właśnie się w nim obudził instynkt ojcowski i poważnie
      planuje zajmować się dzieckiem i uczestniczyć w jego wychowaniu, czy też
      zobaczył reklamę czegoś tam z rodzinnym piknikiem i chciałby takie zdjęcia
      pokazywać w pracy. Jeżeli poważnie chce być ojcem i wasze wizje waszej rodziny
      się rozmijają, to to trochę jest problem. Dajcie sobie czas i gadajcie,
      gadajcie, gadajcie - tutaj niestety kompromis raczej nie wystarcza, potrzebna
      jest jednomyślność.
    • denea Re: Mam powazne pytanie o macierzyństwo...:/ 14.06.07, 17:27
      Myślę że tu pasuje:
      "Zawsze wydawalo mi sie, ze posiadanie dziecka, to taka oczywista sprawa. Ze
      owszem, matki kochaja wlasne dzieci, ale to cos tak naturalnego, ze
      przechodzi sie nad tym do porzadku dziennego i sie o tym nie rozmawia, bo nie
      ma oczym. A mnie tak to wszystko od srodka rozpiera, ze mam potrzebe wylania
      tego z siebie. Boje sie, ze ci, ktorzy dzieci maja, nie chca na ten temat
      rozmawiac albo uznaja mie za egzaltowana, a ci, ktorzy dzieci nie maja, moga
      nie zrozumiec. Mam potrzebe, aby napisac to czarno na bialym. Bo boje sie, ze
      za jakis czas, za pare lat, albo moze juz za pare tygodni – kto wie – to
      wszystko spowszednieje, przyblednie. Ze kiedy sie pierwszy raz na moje
      dziecko rozzloszcze, albo kiedy przestanie mnie juz tak potrzebowac, jak
      teraz, zapomne jak czulam sie w tych pierwszych miesiacach jego zycia. Jak
      rozpiera mnie tak ogromne szczescie, tak ogromna radosc, ze graniczy ona
      niemal z bolem. I ogromnym strachem, ze nagle ta radosc moze zostac odebrana.
      I ze z kazdym dniem ono rosnie, staje sie starsze, i te dni juz nigdy nie
      powroca. Jak za kazdym razem, gdy trzymam je na rekach, to czuje sie, jakbym
      miala w srodku wielka mydlana banke, jak bym unosila sie troche w powietrzu.
      Dlaczego nigdy o tym nie slyszalam? Ze taka wlasnie jest milosc do wlasngeo
      dziecka? Najsilniejsze uczucie, jakie moge sobie wyobrazic. Przestalam sie
      dziwic tym matkom, ktore oburzaja sie, gdy slysza, ze ich dzieci zrobily cos
      okropnego. Nie wierze, ze milosc do faceta moze byc slepa, ale milosc do
      dziecka taka jest.
      A zdrugie strony, tak jak napisalam, boje sie, ze za jakis czas ta milosc
      przybladnie, ze nie bede sie juz tak czula i ze to bedzie ogromna strata. Ze
      pewne rzeczy zapomne. Na przyklad to, jak moje dziecko rano smieje sie na moj
      widok, czasem cala buzia, az mu oczki sie zwezaja w szparki, a czasem takim
      pol usmiechem typu Elvis Presley. Jak spi glebokim snem i robi sie takie
      bledziutkie na twarzy, az mu sie powieki prawie niebieskie robia. Jak robi
      buzie w podkowke. Jak rozmawia ze swoimi zabawkami. Jak zlosci sie dwie
      minuty, gdy je klade spac, a potem natychmiast zapada w gleboki sen. Jak jest
      zmeczone i namietnie ssie smoczek, szukajac w tym ukojenia. Jak paluszkami
      wczepia sie w moje ubranie. Jakie ma chlodne i puculowate policzki. Jak
      zawsze pije z przejeciem, z zacisnietymi piastkami, wydajac westchniecie po
      kazdym lyku, jakby obalenie butelki bylo dla niego ciezka praca. Jak, za
      kazdym razem gdy placze, peka mi serce na kawalki. I jak sie goi, gdy sie
      usmiecha. Jak w jednej chwili jest smutne i zle, a w nastepnej radosne. Jak
      sie przeciaga i jak ziewa. Jak pachnie. Jakie jest sliczne.

      Wydaje mi sie, ze to wlasnie dlatego ludzie decyduja sie na drugie czy
      trzecie dziecko. Bo przeciez to tak naprawde to ciezka praca, brak czasu,
      brak snu, i tak dalej. Potem dzieci rosna i robi sie latwiej, ale znowu
      zaczyna sie tesknic za tym uczuciem, ktore sie czuje do malenkiego dziecka,
      Do tej euforii i bezwarunkowej milosci."
      Jakaś dziewczyna kiedyś to napisała na forum Niemowlę, niestety nie pamiętam
      jej nicka... W każdym razie czuję to samo co opisała i coraz częściej myślę o
      kolejnym dziecku chociaż pierwsze ma dopiero 10 m-cy. Ale koniecznie chcę mieć
      jeszcze PRZYNAJMNIEJ jedno smile)
      Czasem czułam się podobnie jak Ty, nie byłam pewna czy odnajdę się w
      macierzyństwie, czy tego chcę, czy dobrze robię... Wiesz, to jest tak, że jest
      inaczej niż sobie człowiek wyobraża przed, generalnie chyba łatwiej i lepiej
      niż się obawiałam...
      A jedno sapnięcie mojego dziecka jak je karmię przez sen wieczorem i ta mina
      puciata pt "Ale o ssso chodzi" sprawiają że wcale mi nie żal tzw. wolności,
      wyjść i nieliczenia się z czasem. Że nie chcę niczego innego.
      Jeśli czujesz się niegotowa to po prostu odpuść narazie, jeżeli masz takie
      wątpliwości i miałabyś zajść w ciążę TYLKO dlatego że facet tak chce to może
      jeszcze nie nadszedł Twój czas...
    • kalendarzowa_wiosna Re: Mam powazne pytanie o macierzyństwo...:/ 14.06.07, 17:33
      co jest fajnego w byciu rodzicem?
      baardzo trudno wytłumaczyć komuś kto rodzicem nie jest smile nie bierz tego do
      siebie. Tak poprostu jest. Są uczucia, emocje, chwile absolutnego szczęścia
      zarezrwowane TYLKO dla rodziców.
      Dla mnie, z chwilą urodzenia dziecka świat zmienił swój wymiar.
      Jakbym nagle przejżała na oczy, dostrzegła, odczuła coś, na co wcześniej nie
      zwracałam uwagi.
      Czułam się tak, jakbym odkryła wielką tajemnicę, wiedziała co w życiu jest
      najważniejsze. To nowe odczucie wydawało mi się tak jasne i proste, wręcz
      oczywiste. Dziwiłam się sobie z przed ciąży smile miałam wrażenie, że wtedy byłam
      czymś ograniczona, dopiero po urodzeniu dziecka poczułam pełnię.
      • zuzanna56 Re: Mam powazne pytanie o macierzyństwo...:/ 14.06.07, 18:12
        Poczekaj jeszcze. Zdążysz urodzić dziecko kiedy do tego dojrzejesz. Ja
        dojrzewałam długo, zaszłam w ciążę prawie 5 lat po ślubie.
        Teraz mam dwoje wspaniałych i kochanych dzieci.
        • aguskin Re: Mam powazne pytanie o macierzyństwo...:/ 14.06.07, 18:22
          nie czytałam wszystkiego, i nie wiem czy ktoś juz Ci polecał, ale polecam
          przeczyatj książkę "Dziecioodporna" Emily Giffin, w dość prosty i wyczerpujący,
          ale zabawnie opisuje własnie ten problem,
          w życiu nie ma idealnie, ani z dziecmi, ani bez nich, a my zbyt czesto chcemy
          czegoś innego niz możemy mieć, a wtedy kiedy już to mamy okazuje się, że nie
          spełnia to naszych oczekiwań,
    • croyance Re: croyance 14.06.07, 18:17
      No przeciez sie z Toba zgadzam. Wlasnie to, co piszesz o porzuceniach dzieci
      pokazuje jak wazne jest, zeby kobieta w pelni swiadomie odpowiedziala sobie na
      pytanie, czy matka chce byc, czy nie.

      Do macierzynska trzeba dojrzec.
      Do rezygnacji z niego tez.

      Jesli ma sie wazne przeslanki ku temu by sadzic, ze w tej roli czlowiek sie nie
      spelni, albo jest ryzyko, ze dziecko obciazone moze byc choroba, odpowiedzialne
      bedzie raczej zrezygnowanie z macierzynstwa.
      Nieodpowiedzialne jest decydowanie jest na dziecko wtedy, gdy nie ma sie
      warunkow/mozliwosci/checi/zdrowia do tego, by byc matka.

      Swiadome podejmowanie decyzji odnosnie macierzynstwa wymaga bycia dojrzalym
      czlowiekiem - czasem kobiety radosnie decyduje sie na kolejne dzieci nie majac
      do tego mozlwosci, wiedzac, ze jest ryzyko choroby etc. - swiadome powiedzenie
      sobie "rezygnuje" - i np. alternatywnie zwrocenie sie w kierunku adopcji, to
      jest wlasnie to, o czym mowie.

      To nie jest tak, ze "tak" dla macierzynstwa wymaga decyzji, a "nie" juz nie smile
      Napisalas: zadna mi odpowiedz, ze nie chce sie byc matka. Do tego dojrzewac
      widaje mi sie, ze nie trzeba. Alez trzeba, brak tego skutkuje wlasnie w
      porzuceniach, o czym piszesz w swoim poscie.

      Otoz trzeba.
      Sa kobiety, ktore bardzo by chcialy miec dzieci - ale z roznych wzgledow
      decyduja sie ich nie miec. I sa to przemyslane i w pelni swiadome decyzje.
      • kinga25b Re: croyance 14.06.07, 19:31
        Zgodzę się z Tobą w przypadku, gdy kobieta nie może mieć dziecka z przyczyn od
        niej niezależnych. To fakt, trzeba się wtedy pogodzić z tym i dojrzeć do
        tego,by móc to akceptować.
        • croyance Re: croyance 14.06.07, 20:22
          Co powiesz na kobiety, ktore by chcialy byc matkami, ale np. nie maja partnera,
          a nie chca, by dziecko wychowywalo sie w niepelnej rodzinie?
          Albo te, ktore poswiecaja sie innym celom - np. pomoca humanitarna - i wiedza,
          ze zakladajac rodzine odbiora cos innym osobom, ktorymi sie opiekuja?
          Co z zakonnicami, ktore maja idee "macierzynstwa duchowego", czyli nie braku
          instynktu, ale realizowania go w inny sposob?
          Czy to sa przyczyny niezalezne?
          • croyance Re: croyance 14.06.07, 20:29
            I jeszcze, co z kobietami wykonujacymi niebezpieczne zawody, ktore wlasnie
            swiadomie rezygnuja z posiadania rodziny, zeby nie narazic bliskich na zadne
            ryzyko? To tez sie zdarza.
            I zdarzalo sie, zwlaszcza w czasie wojny, np. w partyzantce, kiedy kobieta
            wiedziala, ze jej chec posiadania dziecka mniej wazna jest niz zycie 30 osob,
            za ktore jest odpowiedzialna. Trudne wybory.
            • kinga25b Re: croyance 14.06.07, 20:43
              To jest świadomy wybór tych kobiet. Rezygnują z macieżyństwa na rzecz czegoś
              innego. Zgadza się, to jest również dojrzałość.

              Ale w przypadku autorki wątku, nie widzę innych przeciwskazań poza śmierdząca
              kupką i nieprzespanymi nocami. I sam ten post świadczy o jej wielkiej
              niedojrzałości do podjęcia ryzyka bycia rodzicem.
              • croyance Re: croyance 15.06.07, 11:09
                Doszlysmy do porozumienia smile
                Autorka faktycznie nie dojrzala do zadnej z decyzji, na razie sie zastanawia.
                Cokolwiek nie wybierze, oby to byl jej wybor przemyslany.
                • kinga25b Re: croyance 15.06.07, 11:12
                  otóż to!!!

                  pozdrawiam i miłego dnia smile)
    • kotbehemot6 Re: Mam powazne pytanie o macierzyństwo...:/ 14.06.07, 18:17
      Macierzyństwo to akurat dziedzina , w której nie da się wyrobic opinii na podstawie doświadczen innych.tak wiec Twoje pytanie i większośc odpowiedzi-bqarzo pięknie zachęcających albo zniechęcających jest do bani-bardzo przepraszam wszystkie autorki-ale chęc [posiadania dziecka musi wyjśc od ciebie a nie od kogoś. Skorpo zadajesz takie pytania,i praktycznie odpowiadasz na nie wyliczając same minusy nie widząc plusów do rozwagi-to wogóle nie stawiaj takich pyatń bo jeszcze nie dorosłaś do tego.
      • moofka Re: Mam powazne pytanie o macierzyństwo...:/ 14.06.07, 18:43
        kotbehemot6 napisała:

        > Macierzyństwo to akurat dziedzina , w której nie da się wyrobic opinii na podst
        > awie doświadczen innych.tak wiec Twoje pytanie i większośc odpowiedzi-bqarzo pi
        > ęknie zachęcających albo zniechęcających jest do bani

        otoz wink
        caly watek jest kretynski
        lala o mentalnosci dwunastolatki zadaje pytanko zasadnicze, po co komu dzieci
        naiwnie mając nadzieje, ze pokocha dzidzi prawie tak samo jak swojego kroliczka,
        a jematki polki doswiadczone przescigają sie w tlumaczeniu, ktora bardziej kocha
        swoje dziecko teraz, a jak bardzo go wczesniej nie chciala
        ROTFL
        coz, jest nadzieja, ze pokochasz tak samo jak kroliczka tongue_out
    • triss_merigold6 Re: Mam powazne pytanie o macierzyństwo...:/ 14.06.07, 18:30
      Jakby Ci powiedzieć... przez wiele lat miałam identyczne podejście.
      Hipotetycznie to najbardziej było mi szkoda luzu i figury. Na dziecko
      zdecydowałam się nie pod wpływem fali instynktu macierzynskiego ale z bardzo
      prozaicznego i egoistycznego powodu. Pierwsze 3 miesiące patrzyłam na
      niemowlaka jak na kosmitę (zero depresji, nic z tych rzeczy), potem był bunt i
      żal za utraconą wolnością a potem jeszcze inne stany emocjonalne. Teraz młode
      ma 2,7 i jest fajnym chłopcem, im starszy tym bardziej kontaktowy i tym więcej
      rzeczy można z nim robić.
      Powiedziałabym, że najciekawsza jest obserwacja dziecka. Rośnie, rozwija się,
      przyswaja wiedzę, pojęcia, umiejętności, ma wyobraźnię, tworzy, kojarzy,
      przeżywa...
      • syriana Re: Mam powazne pytanie o macierzyństwo...:/ 14.06.07, 18:52
        żadne tam poważne pytanie, tylko raczej chyba zbieranie recenzji i (być może)
        jakaś próba refleksji na ich temat

        a to chyba zbyt śliski grunt by się recenzjami wirtualnych postaci kierować
    • lucerka Re: Mam powazne pytanie o macierzyństwo...:/ 14.06.07, 19:56
      Ja tez bylam egoistka i nie wyobrazalam sobie jakiegos niemowlaka w MOIM domu.
      Podobnie jak Triss przechodzilam rozne etapy po urodzeniu dziecka.

      Powiem ci jedno: Twoj stan emocjonalny i uczuciowy zmieni sie pod wplywem
      olbrzymiej dawki hormonow po porodzie (dla bardziej romantycznach - pod wplywem
      milosci macierzynskiej) i nie bedziesz juz na dziecko patrzec z tej samej
      pozycji co teraz.

      Moja milosc do dziecka dojrzewala dlugo (m prawie 1,5 roku) i nadal sie rozwija.
      • croyance Re: Mam powazne pytanie o macierzyństwo...:/ 14.06.07, 20:41
        Oj wiesz, ja to bym chyba jednak nikogo nie namawiala. Bo co, jesli sie nie
        zmieni? A i tak sie zdarza.

        (co to ma wspolnego z egoizmem? rozumiem, jesli sie urodzi i nie chce zajmowac,
        to egoizm - ale jesli sie nie chce rodzic? to tak, jakby powiedziec, ze ktos
        jest leniem, bo nie chce sobie wybudowac wielkiej hali i jej zamiatac
        codziennie smile bo co innego, jak juz ja ma)
        • lucerka Re: Mam powazne pytanie o macierzyństwo...:/ 15.06.07, 12:53
          > Oj wiesz, ja to bym chyba jednak nikogo nie namawiala. Bo co, jesli sie nie
          > zmieni? A i tak sie zdarza.

          Czy sie zdarza? NIe wiem ale ja nie znam matki np. 15-letniego dziecka, ktory by
          sobie w brode plula, ze je urodzila. Ale moze i sa takie. Nie wiem.
    • wieczna-gosia Re: Mam powazne pytanie o macierzyństwo...:/ 14.06.07, 20:32
      Mysle ze to fajnie patrzec jak ze srajaco- wyjacej kupki tkanek wyrasta
      czlowiek. Taki z pogladami, charrakterkiem, z pasjami, pomyslami,
      przemysleniami.

      Jestem zaszczycona byciem matka moich dzieci. Ot tak po prostu wczoraj gadajac
      sobie z nimi przez komorke bo rozdzieleni na razie jestesmy- tak mi sie
      pomyslalo. Ze zaszczyt to dla mnie wielki. Ciesze sie ze mnie spotkal.
      • majan2 Re: Mam powazne pytanie o macierzyństwo...:/ 14.06.07, 21:36
        To najpiekniejsz i najbardziej meczaca sprawa/rzecz (???) jaka mi sie
        przytrafila. Ale tych chyba jezcze nie jeste gotowa na TO doswiadczenie. Nie
        wyobrazam sobie zycia bez mojej malej ZET.
    • big__mama Re: Mam powazne pytanie o macierzyństwo...:/ 14.06.07, 21:03
      kreska1978 napisała:

      > co jest fajnego w byciu rodzicem?

      Jak już ktoś napisał: zapach, usmiech, odnajdywanie na jego twarzy swojej lub
      partnera mimiki, słowo "mama", przytulanie itp. To po prostu miłość jakiej
      mozna doświadczyć tylko przy dziecku. Ja miałam podobne problem: niby chciałam
      ale sie bałam. Uległam nie wiem czy presji otoczenia czy po prostu machnęłam
      ręką mówiąc co będzie to będzie. Już nie pamiętam. Zżymałam się zawsze na
      kobiety które mówiły mi: "urodzisz, to zobaczysz co to znaczy macierzyństwo".
      Żadna nie potrafiła mi przekazać tego słowami i dlatego nie potrafiłam
      uwierzyć, że macierzyństwo może być fajne. I wiesz co? Ja też nie potrafię
      powiedzieć słowami jak to jest być mamą. Ale podskórnie czuję, że gdybym nie
      była mamą ominęło by mnie coś cudownego i bardzo bardzo ważnego.

      >po co mi coś co marudzi, miauczy, śmierdzi,
      > muszę być 24g/dobę na każde kichnięcie, nic se nie zaplanuje, żadnego
      > spontanu, wyjście do sklepu już jest problemem bo to nie zwierz co zamknę w
      > klatce i sobie wyskoczę gdzieś.

      To wydaje się takie straszne tylko na początku. A potem (przynejniej tak było w
      moim przypadku)wszystko jakoś tak naturalnie się zmienia. Po prostu
      przewartościowałam swój świat nie wiedząc nawet kiedy.

      >ale
      > czy to może być jedyna motywacja? że czas leci? nie chce rezygnować z
      > "wolności, swobody". jak myślę o zakotwiczeniu na 4 miesiące na urlopie
      > macierzyńskim to mnie odrzuca.

      Motywacja że czas leci nie jest moze idealna ale to też jakaś motywacja smile W
      jakimś stopniu jesteś "uwiązana" do dziecka ale wszystko zależy od Ciebie jak
      to zorganizujesz.

      ale to jest
      > siedzenie bez spania i niemalże jedzenia (ryż i jogurcik bo dzieciak ma to
      > kolki to wysypki to sraczki).

      Wszystko zależy czy będziesz karmić piersią czy mlekiem modyfikowanym. Jeśli
      wybierzesz to drugie to kwestia tego co jesz odpada automatycznie. Wybór metody
      karmienia należy do Ciebie i nie ma co za bardzo ulegać laktacyjnemu terrorowi.
      Najważniesze żebyś i Ty i Twoje dziecko byli szczęśliwi.

      a najgorsze jest to że to potem
      > odpowiedzialność do końca życia. i kula u nogi. przepraszam za może ostre
      > słowa, pewnie niektóre się oburzą, sama się boję tych słów,

      To co napisałaś nie jest wcale ostre. Jak dla mnie jest w tym dużo prawdy.
      Oczywiście można ją ubrać w piękniejsze słowa ale po co?
      • lechmiki Re: Mam powazne pytanie o macierzyństwo...:/ 14.06.07, 22:39
        widocznie nie jestes jeszcze gotowa na dziecko , ja tez tak mialam- dzieci
        owszem ale obce i z rodzicami a jak sobie pójda do domu to jaki spokój,a teraz
        gdzy sama jestem mama to nie wyobrazam sobie zycia bez mojej kruszynki ,wierz
        mi gdybym mogla oddałabym za nia swoje zycie tak bardzo ja kocham,ale nie jest
        latwo ,na szczeście ns omineły kolki ,wysypki itd. ale były inne
        problemy ,niski apgar i niedotlenienie potem wizyty u neurologa co dwa
        miesiace ,ale Wiki jest zdrowa i kochana chociaz łobuziak ale jakiz słodkismile))
        ostatnio weszłam na forum poronienie tak z ciekawości i spłakałam sie jak bóbr
        bo jest tyle kobiet które chca miec dziecko a nie mogą...........sad
    • nina1984 Re: Mam powazne pytanie o macierzyństwo...:/ 15.06.07, 09:38
      Witam Cię serdecznie.

      Nie przeczytałam całej dyskusji, ale bardzo dokładnie przeczytałam Twój post.
      Chwała Bogu, że są na tym świecie osoby, które nie wstydzą się swoich uczuć i
      odczuć i nie ulegają presji społeczeństwa.
      Widać na pierwszy rzut oka, że jesteś szczęśliwa i że odpowiada Ci życie jakie
      masz. Nie czujesz potrzeby zostania matką, to nią nie bądź. Może to przyjdzie z
      czasem, a może nigdy się nie pojawi. Nie powinnaś jednak niczego robić na siłę i
      wbrew sobie. Podejmowanie życiowych decyzji wymaga rozsądku. I uważam, że
      wieeelkim rozsądkiem jest niedecydowanie się na dziecko, jeśli się go nie chce.

      Swoją drogą Twoja wizja macierzyństwa nie jest bliska prawdy. W moim przypadku
      dziecko zdecydowanie częściej się śmieje, niż płacze. Ogólnie bycie matka daje
      mi mnóstwo radości i tylko trochę smutku. Ale jednak ten smutek jest. Zdarzają
      się chwile, gdzie muszę w sobie odnaleźć nowe pokłady cierpliwości, gdzie muszę
      uporać się z własnym zmęczeniem i frustracją, ale przede wszystkim z cierpieniem
      dziecka (ostatnio na przykład ząbkującym) i nie wyobrażam sobie, że bym sobie z
      tym poradziła gdyby nie fakt, że pragnęłam dziecka całą sobą już od wielu lat.
      Pragnęłam zostać mamą tak bardzo, że gdy w końcu ta istotka pojawiła się w moim
      życiu, zalała mnie fala szczęścia i nic nie jest w stanie tego szczęścia
      stłumić. I stąd czerpię siłę i motywację. Dzięki temu jestem cierpliwa i
      wyrozumiała. Dzięki tej wielkiej miłości, którą darzę swoje dziecko, potrafię
      dostrzec dobre strony w tym, co Ty uznajesz z minusy macierzyństwa.

      Uważam więc, że nie jesteś gotowa na macierzyństwo. Może niektórzy uważają, że
      instynkt narodziłby się w Tobie w trakcie ciąży albo po narodzinach potomka. Ale
      co, jeśli by się ten instynkt nie pojawił? Wyrządziłabyś krzywdę sobie i
      dziecku. A tak wybierasz świadomie życie bez dziecka. Twoje życie, tak jak i
      moje, ma wiele plusów i minusów. Ja mam pachnące dziecko, wtulone we mnie
      wieczorem, Ty masz spontaniczny wyjazd za miasto na weekend. Ja mam emocje
      związane z pierwszym ząbkiem/krokiem/słowem, Ty masz emocje zawiązane z
      awansem/podwyżką/szaloną imprezą, ja mam spokój ducha wiedząc, że nie muszę
      pracować i mogę zajmować się dzieckiem, Ty masz spokój ducha wiedząc, że jesteś
      odpowiedzialna tylko za siebie.
      Czy to jest egoizm? Nie uważam. Decydując się na bycie bezdzietną poświęcasz
      sporo. Ale i zyskujesz sporo. Zyskujesz życie w zgodzie ze sobą. I powinnaś się
      tego trzymać. Może kiedyś się to zmieni. Może kiedyś takie życie nie będzie już
      dla Ciebie ciekawe i zaczniesz dążyć do czegoś innego. Ale na dzień dzisiejszy
      macierzyństwo nie jest Twoim priorytetem. I trudno się dziwić. Posiadanie dzieci
      to nie jest jedyna słuszna droga. Mnie uszczęśliwia bycie mamą, Ciebie
      uszczęśliwia swoboda.

      A więc uważam, że możesz być z siebie dumna. Bo Ty wiesz czego z życiu chcesz, a
      przede wszystkim wiesz czego nie chcesz.... I chwała Ci za to! Amen smile

      Pozdrawiam
      Asiula smile
    • adsa_21 Re: Mam powazne pytanie o macierzyństwo...:/ 15.06.07, 09:46
      po urodzeniu dziecka poczulam sie spelniona. macierzynstwo uskrzydla, powoduje
      ze zupelnie inaczej postrzega sie zycie, ludzie, sama siebie. nie da sie tego z
      niczym porownac.
      dziecko jest moja duma i powodem dla ktorego chce mi sie zyc.
      urodzilam w wieku 19 lat.
      nic lepszego nie moglo mnie spotkac.
      to tak w skrociesmile
      Z Twojego postu wnioskuje, ze absolutnie nie doroslas do macierzynstwa.
    • rycerzowa Re: Mam powazne pytanie o macierzyństwo...:/ 15.06.07, 10:40
      Ej, dziewczyny, jesteście takie mądre i dojrzałe (do macierzyństwa),że aż
      zazdroszczę. ( A moje dzieci już dorosłe).
      Może na tym forum piszą po prostu chlubne wyjątki.
      W życiu tymczasem bywa najczęściej tak, jak z autorką wątku: najpierw jest lęk,
      niechęć, obawa, niedojrzałość właśnie, a potem przychodzi dziecko, i przychodzi
      miłość.
      Owszem, są ludzie patologicznie niezdolni do uczuć, ale przejawia się to nie
      tylko w ich stosunku do dziecka. Ktoś, kto kocha swoich rodziców, rodzeństwo,
      współmałżonka, kto ma przyjaciół, będzie kochał i swoje dziecko. Bo jest
      normalny. Normalny człowiek WZRASTA
      Dziecko czasem przychodzi na świat nieplanowane, wręcz niechciane, czasem burzy
      życiowe plany młodych ludzi, czasem niszczy ich życiowe szanse.
      A jednak jest potem kochane ponad życie. Widocznie naprawdę COŚ W TYM JEST.

      Autorka wątku szczerze pisze o swoich uczuciach, o tym,że obawia się, że jest z
      nią coś nie w porządku. Bo jest inna niż znajome młode kobiety, bo nie zachwyca
      jej każdy maluch, bo boi się ograniczenia, stłamszenia przez macierzyństwo.
      Oby posty na forum nie utwierdziły jej w przekonaniu,że "nie dojrzała, że
      powinna poczekać".
      Nie wiem, czy powinna poczekać. Wiem tylko, że podobnie jak ona czuło i myślało
      wiele znajomych, potem wspaniałych matek (i ojców, bo im jeszcze trudniej).
      Zaryzykuję twierdzenie,ze im większa obawa, tym potem większe szczęście, bo
      zaskakuje nas ta uskrzydlająca miłość, tam, gdzie spodziewaliśmy się tylko
      trudów i kłopotów.

      Gdy się ma dwadzieścia parę lat jest ogromny nacisk społeczny, by zawrzeć
      związek małżeński, by urodzić dziecko.
      • melka_x Rycerzowa 15.06.07, 13:10
        > Owszem, są ludzie patologicznie niezdolni do uczuć, ale przejawia się to nie
        > tylko w ich stosunku do dziecka. Ktoś, kto kocha swoich rodziców, rodzeństwo,
        > współmałżonka, kto ma przyjaciół, będzie kochał i swoje dziecko. Bo jest
        > normalny.

        Rycerzowa ale to nie jest prawdą. Zapewniam Cię, że są bardzo sensowni,
        życzliwi, świetnie dostosowani społecznie, tworzący dobre związki, dbający o
        partnerów, rodziców i przyjaciół ludzie, którzy nie potrafili pokochać swojego
        dziecka. To szkodliwy mit, że każda normalna kobieta swoje dziecko pokocha. I
        nie ma w tym nic złego, nigdzie nie jest powiedziane (a jak jest, to głupiowink,
        że wszyscy muszą mieć dzieci i że dziecko stanowi o wartości człowieka. Tyle,
        że właśnie dlatego nie należy sobie robić dzieci, bo ktoś tam nad uchem w tej
        sprawie brzęczy. Nawet jak tym kimś jest mąż i rodzina.
        • rycerzowa Re: Rycerzowa 15.06.07, 15:25

          > Rycerzowa ale to nie jest prawdą. Zapewniam Cię, że są bardzo sensowni,
          > życzliwi, świetnie dostosowani społecznie, tworzący dobre związki, dbający o
          > partnerów, rodziców i przyjaciół ludzie, którzy nie potrafili pokochać swojego
          > dziecka.

          Też znam takich, ale oni są właśnie tylko "sensowni i życzliwi". Inaczej mówiąc,
          odpowiednio wytresowani społecznie - wiedzą jak się trzeba zachować. Wobec
          swoich dzieci też będą sensowni i życzliwi. Zawierają małżeństwa, bo wypada, bo
          już czas. Tak samo w odpowiednim czasie zostają rodzicami.
          Ale nie są zdolni do uczuć.

          W pierwszym poście napisałam Kresce o jej miłości do męża.
          I załapała. Czyli jest normalna, zdolna do uczuć.


          >To szkodliwy mit, że każda normalna kobieta swoje dziecko pokocha.

          Każda normalna pokocha.

          > nie ma w tym nic złego, nigdzie nie jest powiedziane (a jak jest, to głupiowink,
          > że wszyscy muszą mieć dzieci

          Racja, ale tego nikt tu nie pisze.

          > i że dziecko stanowi o wartości człowieka.


          Tego tym bardziej nikt tu nie napisał.


          Tyle,
          > że właśnie dlatego nie należy sobie robić dzieci, bo ktoś tam nad uchem w tej
          > sprawie brzęczy. Nawet jak tym kimś jest mąż i rodzina.

          Ale czasem warto skorzystać z doświadczeń innych, warto posłuchać.
          Warto wiedzieć, że inne też przezywały podobne rozterki.
    • agnes0101 Re: Mam powazne pytanie o macierzyństwo...:/ 15.06.07, 11:11
      Wszystkie teksty typu: jak to życie zmienia się po urodzeniu dziecka , szybko
      wyrzuciłam do "kosza". Według mnie to tylko kwestia organizacji, jak się chce
      to znajdzie się czas i na imprezy i na wyjście do kina etc., ważne oczywiście
      by w tym nie przesadzać na zasadzie: jeden dzień dla dziecka , 5 dni wolności.
      Ja osobiście nie rozumiem koleżanek które cały swój czas poświęcają dzieciom i
      tego też się bałam. Miałam jednak też wokół siebie zwłaszcza jedną bardzo
      dojrzałą kobietę która zawsze powtarzała, by dziecko nie przesłoniło mi świata,
      bo nie masz gwarancji że ono za wszystko się odwdzięczy.Jak dla mnie bardzo
      zdrowe podejście. Kochać dziecko, zajmować się nim, podziwiać jego rozwój, ale
      też mieć czas dla siebie. Ja inaczej bym zwariowała. Polecam ci artykuł o
      rodzicielstwie Agaty Passent zdaje się w "Gali". Jakoś nigdy za tą kobietą nie
      przepadałam, ale ten artykuł pozwolił mi zmienić zdanie na jej temat.
    • sir.vimes Nie chcesz mieć dziecka? Nie miej 15.06.07, 11:13
      Nic na siłę. Kiedyś może zachcesz. A może nie - i "tyż piknie".

    • mathiola Cóz za przerażające opowieści snujesz!!! 15.06.07, 12:44
      Kobieto, jakie siedzenie bez spania i bez jedzenia? Jakbym sobie z góry
      zakładała, że na tym właśnie polega macierzyństwo, to z pewnością ani jednego
      dziecka bym nie miała! Wyluzuj i wsłuchaj się w siebie, a nie jakieś bzdurne
      historie powielasz.
      Mam troje dzieci i nie umarłam ani z braku spania ani z braku jedzenia - wprost
      przeciwnie - okres karmienia jest dla mnie rajskim czasem, kiedy można żreć jak
      drwal i chudnąć smile
      Posiadanie dzieci jest fajne bo patrzysz na małego człowieka z twoim nosem i
      twoimi oczami i dwoma zębami szczerzącymi się do ciebie tak szczerze, że takiej
      szczerości u nikogo innego nigdy nie doświadczysz.
    • melka_x daruj sobie 15.06.07, 12:57
      A ja nie będę Cię przekonywać jak inne foremki. Może należysz do tych kobiet,
      które nigdy nie zapragną dzieci - i nic w tym złegosmile - a może do tych, które
      do macierzyństwa dojrzewają później i też ok. Tak czy siak na pewno teraz nie
      powinnaś mieć dzieci. Nie ma co robić dziecka 'na siłę', bo zegar biologiczny,
      bo nacisk otoczenia, bo coś tam. Jak tego nie czujesz, to nie i już. Dziwię
      się, że w ogóle nad tym się zastanawiasz, skoro Twój stosunek do rodzicielstwa
      jest - przynajmniej na razie - zdecydowanie na nie. I nie licz, że ktoś Cię
      przekona (nie mówiąc już o tym, że IMHO w takich sprawach nie wolno nikogo
      przekonywać), to jak rozmowa ze ślepym o kolorem - i nie mówię tego
      wartościując - po prostu nie da się wytłumaczyć komuś nie chcącemu mieć dzieci,
      co w ich posiadania jest takiego fajnego, to jedna z tych rzeczy, które można
      tylko samemu przeżyć i poczuć. Stosunkowo łatwo wytłumaczyć komuś co się czuje
      myjąc zafajdane pupsko (brrrwink, to nie jest plus macierzyństwa), ale nie da się
      opisać tego co się czuję jak Twoje dziecko pierwszy raz cię całuje, czy jak się
      kocha kogoś całkowicie bezwarunkowo i tak mocno, że nawet obrzydliwie zasrana
      pielucha nie przeszkadzawink

      A mężowi powiedz, że gwarancji na syna nikt mu nie da, co będzie jak spłodzi
      córkę?tongue_out
      • melka_x Re: daruj sobie 15.06.07, 12:58
        'o kolorach' miało być, rzecz jasna
      • mathiola zgadzam się 15.06.07, 13:01
        po prostu nie da się wytłumaczyć komuś nie chcącemu mieć dzieci,
        co w ich posiadania jest takiego fajnego, to jedna z tych rzeczy, które można
        tylko samemu przeżyć i poczuć.

        podpisuję się obyma ręcyma smile
        • chloe30 Re: zgadzam się 15.06.07, 13:03
          mathiola napisała:

          > po prostu nie da się wytłumaczyć komuś nie chcącemu mieć dzieci,
          > co w ich posiadania jest takiego fajnego, to jedna z tych rzeczy, które można
          > tylko samemu przeżyć i poczuć.
          >
          > podpisuję się obyma ręcyma smile

          Komus kto jest o tym na 100% przekonany (że nie chce) pewnie nie.
          Ale mnie, która nie chce na razie, ale czuję że kiedyś chyba zachce (czasu mam
          mało smile pewne argumenty trafiaja do rozumku.
          O małym przytulonym ciałku nie, ale o fajności identycznego nosa - trochę smile
          • mathiola Re: zgadzam się 15.06.07, 13:05
            > O małym przytulonym ciałku nie, ale o fajności identycznego nosa - trochę smile

            hehe, to pewnie zależy od wyglądu nosa, bo ja raczej się martwię niż cieszę, że
            córcia ma taki jak mój smile)
            • chloe30 Re: zgadzam się 15.06.07, 13:06
              mathiola napisała:

              >> hehe, to pewnie zależy od wyglądu nosa, bo ja raczej się martwię niż cieszę,
              że
              >
              > córcia ma taki jak mój smile)


              Nos nosem, ale byle uszu po mnie nie odziedziczyło tongue_outP
          • melka_x Re: zgadzam się 15.06.07, 13:14
            No wiesz Cloe ale prawdopobieństwo, że dziecko odziedziczy po Tobie uszy jest
            takie samo jak w przypadku nosa. Czyli jeden argument na tak znosi drugi na
            nie, bo waga ta samawink.

            A serio - czym innym są wątpliwości (IMHO normalne, jeśli ktoś nie ma
            absolutnie żadnym to jest to niepokojące), a co innego post Kreski, która nie
            chce zdecydowanie.
            • chloe30 Re: zgadzam się 15.06.07, 13:21
              melka_x napisała:

              >>
              > A serio - czym innym są wątpliwości (IMHO normalne, jeśli ktoś nie ma
              > absolutnie żadnym to jest to niepokojące), a co innego post Kreski, która nie
              > chce zdecydowanie.

              A ja w poście Kreski dostrzegam drugie dno smile)
              Ona identycznie jak ja chciałaby (może jeszcze nie teraz) i bardzo sie boi.
              Ja do niedawna twierdziłam że absolutnie nigdy nie - a w duchu myślałam "A może
              jednak do tego dojrzeję??"
              I Kreska tak samo wg mnie. Gdyby była na 100% pewna że NIE to nie szukałaby
              argumentów ZA.
              • melka_x Re: zgadzam się 15.06.07, 13:26
                No to niech dojrzewa, ma jeszcze czas, a jak nie dojrzeje nic się nie stanie,
                będzie bezdzietna i tyle. Byleby to było dojrzewanie, nie gnicie, czyli próba
                dostosowania się do męża i otoczenia.
                • ledzeppelin3 Re: zgadzam się 15.06.07, 15:32
                  Myślę, że jak zechcesz tego naprawdę, to będziesz wiedziała, i wtedy to będzie
                  ten czas. A teraz jeszcze nie czas i już.
    • berek_76 Re: Mam powazne pytanie o macierzyństwo...:/ 15.06.07, 16:01
      OK, przekonywać nie będę, po prostu odpowiem na pytanie.

      Najfajniejsze jest to, że oto rośnie koło Ciebie Człowiek. Z niczego - Człowiek.
      No, ja mogę godzinami na moje Baby patrzeć. Fascynuje mnie, że to jest
      pełnowartościowy człowiek, a najbliższy mi na świecie, bliższy niż ktokolwiek
      jest i będzie. Że każda z nich, chociaż są siostrami, jest tak zupełnie inna. A
      obie inne niż ja.

      I jeszcze opiszę Ci jedną z moich osobistych "fotografii" - wspomnień, które
      przechowuję jak największy skarb.

      To było tuż po tym, jak odszedł ode mnie mąż. Zostałam z trzyletnią Anką i
      trzymiesięczną Dasią. W jakieś 3-4 miesiące później, kiedy Dasia już pełzała,
      miałam istne piekło w domu. Daśka mało spała, budziła się w nocy po tysiąc razy,
      budziła i Ankę, która - z natury suseł - z niewyspania robiła się nie do
      zniesienia, a tęsknota za tatą dorabiała resztę. No, koszmar. Rano zwykle, przed
      6-tą, Dasia budziła się i była przeze mnie wypuszczana na podłogę, gdzie sobie
      pełzała, a ja półprzytomnie czuwałam nad trym, żeby nie zjadła mojego buta albo
      kociego żarcia.

      I któregoś dnia, kiedy półwidząc wylazłam za Dasią do przedpokoju, ze swojego
      pokoju wyszła zaspana Ania. Popatrzyła na mnie, popatrzyła na Dasię, która
      właśnie znowu zabierałą się za buty, i powiedziała:
      - Idź, mamusiu, pośpij sobie, a ja się nią zajmę.

      Kocham je. No, po prostu kocham je nad życie. To się z niczym nie da porównać.

      -----------------------
      Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
    • echtom Należę do szczęśliwego pokolenia, 15.06.07, 16:20
      w którym mało kto zastanawiał się nad sensem rodzicielstwa, tylko ludzie po
      prostu brali ślub i mieli dziecko. A z perspektywy kilkunastu lat co jest
      fajnego w macierzyństwie mimo mnóstwa problemów? Poczucie mocy twórczej -
      patrzysz na super laskę i uświadamiasz sobie, że to Twoja córka,
      którą "stworzyłaś" z dwóch mikroskopijnych komórek.
    • vatum Re: Mam powazne pytanie o macierzyństwo...:/ 15.06.07, 21:08
      Ja nie cierpiałam dzieci, były brzydkie, natrętne, krzyczały, poppisywały się, były po prostu strasznie głupie. Koleżanki rodziły dzieci i nie lubiłam ich odwiedzać, bo jak na złość, zawsze dzieci do mnie lgnęły i zamęczały swoimi popisami.
      Aż któregoś dnia jadac do pracy zobaczyłam ślicznego chłopczyka. Mały, chudy, z ogrooomnym tornistrem na plecach.. I pomyślałam sobie "chciałabym mieć takiego synka.."
      To była jedna myśl, która szybko uleciała. Ale zaczęłam baczniej obserwować dzieci. I po jakichś 6 latach poczułam, że chcę dziecko. Nie myślałam o ciaży, o porodzie tylko chciałam mieć dziecko.
      Ciaża zagrożona. Kilka miesięcy leżenia, drżenia o dziecko - trauma totalna, już nie chcę być więcej w ciaży.
      Poród jak marzenie - cesareczka.
      Potem niewiele pamiętam smile wiem, że jak idiotka nie spałam (chyba w ogóle nie spałam) przez pierwszych kilka m-cy bo pilnowałam córkę nawet gdy spokojnie spała sobie. Pilnowałam jej oddechu..
      Do dziś nie usnę spokojnie dopóki nie sprawdzę czy oddycha smile
      Z dwóch pierwszych jej lat życia pamiętam tylko kilka dni, jakieś pourywane sceny.
      Dopiero jak zaczęła mówić, opowiadać mi wszystko - doppiero wtedy zaczęłam rejestrować nasze wspólne życie smile
      Zakochana w niej jestem po uszy i choć wiele w moim życiu się zmieniło i choć zmęczenie i nerwy mnie postarzały o 10 lat - to za nic w świecie nie zamieniłabym mojego życia na to "przed".
      Dopiero teraz, majac mala, myślę, że gdyby ktoś mi wcześniej powiedział, że tak strasznie będę ja kochać i tak drżeć o nia i że to już tak do końca mojego życia.. - nigdy bym się nie zdecydowała na dziecko - nie wiesz o co chodzi ale dowiesz się jak się zdecydujesz na dzidzię smile
      Jest wiele kobiet, które nie chciały mieć dzieci z takich samych powodów jak twoje - spełniały się w czymś innym, było im dobrze bez dziecka - większość z nich nie żałuje.
      Szczerze powiem, że tak troszkę to dziecko miało mi wypełnić pustkę w sercu i wypełniło.
    • dorfi123 Do Kreski 1978 15.06.07, 23:49
      Czy przypadkiem nie logujesz się też jako Jopowa?
      Coś mi ten post przypomina
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=64166047&a=64192192
      • twojasasiadka Re: Do Kreski 1978 16.06.07, 14:32
        nie czytałam wszystkich wypowiedzi-odniosę się tylko do Twojego postu..
        otóż skoro faktycznie nie chcesz mieć dzieci i jest tak jak piszesz(Twoje
        odczucia) to nie decyduj się na dziecko.DLa męża może to być cios-w najgorszym
        wypadku odejdzie, do innej-"bardziej chętnej"wink..no ale tym się nie sugeruj.
        Nie byłabym w stanie rodzić dzieci tylko dlatego,że ktoś inny tego po mnie
        oczekujewink to absurd.
        Pozdrawiam
    • ramka2 Re: Mam powazne pytanie o macierzyństwo...:/ 16.06.07, 20:09
      Nie umiem Cię przekonać, ale gdyby wszystkie kobiety tak myślały to gatunek
      ludzki wyginąłby. Poza tym uważam, że trochę wyolbrzymiasz, za dużo się
      naczytałaś o ekstremalnych sytaucjach w wychowywaniu dzieci, znoszeniu ciąży
      itd.
    • lizzy Re: Mam powazne pytanie o macierzyństwo...:/ 16.06.07, 22:04
      A mnie się wydaje, że podjęłaś już decyzję tylko boisz się zmian, jakie niesie
      ze sobą pojawienie się dziecka.
      Jeszcze parę lat temu mogłabym się podpisać pod Twoim postem. Pierwsze dziecko
      urodziłam mając 31 lat - odkładałam tę decyzję i odkladałam,nie było łatwo, w
      końcu pomyslałam sobie, że nie chciałabym, żeby mnie to ominęło - chcę
      doświadczyć tego i zobaczyć jak to jest być matką. Intuicja podpowiadała mi,
      że to będzie dobra decyzja - może zdaj się na nią ?
      Teraz mam dwoje dzieci i odczucie, że teraz przeżywam najszczęśliwsze lata
      mojego życia. Dzieci to największa przygoda jaka mnie spotkała.
      Myślę, że to dobrze, że się wahasz, rozważasz, boisz się, bo to świadczy o tym
      że starasz się kierować swoim życiem, a wierz mi nie wielu ludzi to potrafi...
    • ppo Spoko, niedługo mąż cię rzuci i po problemie. 19.06.07, 17:13
      co miesiąc wywijam sie mężowi, który napiera że czas leci i
      > potem będziemy mieć problem

      Nie "my" tylko TY. Jeśli facet jest baaardzo cierpliwy, to daję ci jeszcze rok
      w małżeństwie. Brutalne, ale prawdziwe. On sobie zawsze znajdzie kobietę, która
      zechce urodzić mu dziecko. Z tobą niestety może być trochę trudniej. Niestety,
      ale musisz podjąć "męską" decyzję: albo dzidziuś, albo rozwód.
    • foczusia85 Re: Mam powazne pytanie o macierzyństwo...:/ 29.06.07, 21:53
      Nie rob nic na sile. Jesli nie czujesz sie na silach do bycia matką, to nikt
      nie ma prawa Cie do tego zmuszac. A czy przed slubem rozmawialas z Mezem o
      waszych planach, marzeniach, zamyslach co do bycia rodzicami, itd.?
      Ja mam 22 lata. Nigdy nie lubilam dzieci. Chcialam miec takie najlepiej od 3
      roku zyciasmile Teraz mam Arturka, ma 9 miesiecy. Nie da sie tego wszystkiego
      dobrze opisac slowami, ale milosc i instynkt macierzynski przychodza z czasem.
      Te kobiety (studiuje psychologie), ktore "wpadna", nie chca miec tego dziecka,
      rozpaczaja,a jak na pierwszym USG zobacza maluszka, jak pierwszy raz uslysza
      bicie serduszka albo jak poczuja kopniecie, jakos "cudem" przepelnia je
      tkliwosc i chec urodzenia tego dziecka. Poza tym, dziecko to 50 % Ciebie i 50 %
      osoby, ktora kochasz. Wspaniale jest patrzec do kogo jest podobne, jak sie
      zmienia, co odziedziczylo po Tobie, a co po drugiej polowie. To nieprawda, ze
      dzieci ciagle krzycza. Od ok. 5 miesiaca juz sa spokojniejsze, ladnie spia,
      same sie bawia (nie wszytskie, ale te zdrowe i ktorym zapewni sie harmonie,
      bezpieczenstwo, stale pory kąpania, itd) Dziecko Cie kocha, bezgranicznie i
      bezwarunkowo. Jest cząstką Ciebie. Dasz mu troche swojej opieki, a za pare lat
      ono bedzie sie troszczyc o Ciebiesmile Bedziesz miala powod do dumy (sukcesy
      dziecka). Bedzie robic Ci kawe, laurki, dawac kwiaty razem z Tata na Dzien
      Matki, itd. Pomysl o swojej przyszlosci, starosci. Ile jest par bezdzietnych,
      ktore "fiksuja"? Kupuja sobie psy, robia im pokoiki, itd. Reasumując, decyzja
      do bycia matką musi w Tobie dojrzec. I jesli sie czegos samemu nie przezyje, to
      nigdy sie tego w pelni nie zrozumie. Przepraszam za to co teraz napsisze, ale
      Twoja niechec do bycia matką moze wynikac z obaw, niedojrzalosci emocjonalnej i
      egoizmu. Otworz swoje serce...
Pełna wersja