asia_i_p Re: Mam powazne pytanie o macierzyństwo...:/ 14.06.07, 17:07 Ja uważam, że na to, że kobieta ma dziecko i mężczyzna ma dziecko powinny być dwa różne czasowniki, bo to zupełnie różne "mania". A mam naprawdę dobrego męża, który się stara. Nie daj się wrobić w nic, na co nie masz ochoty. Co prawda zdarzają się podobno kobiety, które dziecka nie chcą, a potem się w nim zakochują i nie wyobrażają sobie życia bez niego, ale po co sprawdzać? Poczekaj, aż będziesz chciała, według mnie nic nie można robić na zasadzie "bo potem będzie za późno". Nawet jeśli instynkt macierzyński odezwie ci się po menopauzie, to możesz go zrealizować adoptując dziecko, niekoniecznie niemowlaka, do których są kolejki, ale starsze, którego nikt nie chce. Owszem, są w "maniu" dziecka rzeczy fajne i bardzo fajne - dla mnie głównie to zdziwienie, że takie małe, a już człowiek, myśli, kombinuje, ma swoje zdanie. Ale wydaje mi się, że lepiej docenisz te fajne rzeczy, jeśli poczekasz na swój czas niż jeśli będziesz się do tego zmuszać. A jeśli ten czas na ciebie nie przyjdzie, to co? W życiu i tak nie zdąży się spróbować wszystkiego, trzeba wybierać to, co nam odpowiada, do czego czujemy powołanie. Co do twojego męża, porozmawiaj z nim i wysonduj, na ile to jest "poważne" - czy właśnie się w nim obudził instynkt ojcowski i poważnie planuje zajmować się dzieckiem i uczestniczyć w jego wychowaniu, czy też zobaczył reklamę czegoś tam z rodzinnym piknikiem i chciałby takie zdjęcia pokazywać w pracy. Jeżeli poważnie chce być ojcem i wasze wizje waszej rodziny się rozmijają, to to trochę jest problem. Dajcie sobie czas i gadajcie, gadajcie, gadajcie - tutaj niestety kompromis raczej nie wystarcza, potrzebna jest jednomyślność. Odpowiedz Link Zgłoś
denea Re: Mam powazne pytanie o macierzyństwo...:/ 14.06.07, 17:27 Myślę że tu pasuje: "Zawsze wydawalo mi sie, ze posiadanie dziecka, to taka oczywista sprawa. Ze owszem, matki kochaja wlasne dzieci, ale to cos tak naturalnego, ze przechodzi sie nad tym do porzadku dziennego i sie o tym nie rozmawia, bo nie ma oczym. A mnie tak to wszystko od srodka rozpiera, ze mam potrzebe wylania tego z siebie. Boje sie, ze ci, ktorzy dzieci maja, nie chca na ten temat rozmawiac albo uznaja mie za egzaltowana, a ci, ktorzy dzieci nie maja, moga nie zrozumiec. Mam potrzebe, aby napisac to czarno na bialym. Bo boje sie, ze za jakis czas, za pare lat, albo moze juz za pare tygodni – kto wie – to wszystko spowszednieje, przyblednie. Ze kiedy sie pierwszy raz na moje dziecko rozzloszcze, albo kiedy przestanie mnie juz tak potrzebowac, jak teraz, zapomne jak czulam sie w tych pierwszych miesiacach jego zycia. Jak rozpiera mnie tak ogromne szczescie, tak ogromna radosc, ze graniczy ona niemal z bolem. I ogromnym strachem, ze nagle ta radosc moze zostac odebrana. I ze z kazdym dniem ono rosnie, staje sie starsze, i te dni juz nigdy nie powroca. Jak za kazdym razem, gdy trzymam je na rekach, to czuje sie, jakbym miala w srodku wielka mydlana banke, jak bym unosila sie troche w powietrzu. Dlaczego nigdy o tym nie slyszalam? Ze taka wlasnie jest milosc do wlasngeo dziecka? Najsilniejsze uczucie, jakie moge sobie wyobrazic. Przestalam sie dziwic tym matkom, ktore oburzaja sie, gdy slysza, ze ich dzieci zrobily cos okropnego. Nie wierze, ze milosc do faceta moze byc slepa, ale milosc do dziecka taka jest. A zdrugie strony, tak jak napisalam, boje sie, ze za jakis czas ta milosc przybladnie, ze nie bede sie juz tak czula i ze to bedzie ogromna strata. Ze pewne rzeczy zapomne. Na przyklad to, jak moje dziecko rano smieje sie na moj widok, czasem cala buzia, az mu oczki sie zwezaja w szparki, a czasem takim pol usmiechem typu Elvis Presley. Jak spi glebokim snem i robi sie takie bledziutkie na twarzy, az mu sie powieki prawie niebieskie robia. Jak robi buzie w podkowke. Jak rozmawia ze swoimi zabawkami. Jak zlosci sie dwie minuty, gdy je klade spac, a potem natychmiast zapada w gleboki sen. Jak jest zmeczone i namietnie ssie smoczek, szukajac w tym ukojenia. Jak paluszkami wczepia sie w moje ubranie. Jakie ma chlodne i puculowate policzki. Jak zawsze pije z przejeciem, z zacisnietymi piastkami, wydajac westchniecie po kazdym lyku, jakby obalenie butelki bylo dla niego ciezka praca. Jak, za kazdym razem gdy placze, peka mi serce na kawalki. I jak sie goi, gdy sie usmiecha. Jak w jednej chwili jest smutne i zle, a w nastepnej radosne. Jak sie przeciaga i jak ziewa. Jak pachnie. Jakie jest sliczne. Wydaje mi sie, ze to wlasnie dlatego ludzie decyduja sie na drugie czy trzecie dziecko. Bo przeciez to tak naprawde to ciezka praca, brak czasu, brak snu, i tak dalej. Potem dzieci rosna i robi sie latwiej, ale znowu zaczyna sie tesknic za tym uczuciem, ktore sie czuje do malenkiego dziecka, Do tej euforii i bezwarunkowej milosci." Jakaś dziewczyna kiedyś to napisała na forum Niemowlę, niestety nie pamiętam jej nicka... W każdym razie czuję to samo co opisała i coraz częściej myślę o kolejnym dziecku chociaż pierwsze ma dopiero 10 m-cy. Ale koniecznie chcę mieć jeszcze PRZYNAJMNIEJ jedno ) Czasem czułam się podobnie jak Ty, nie byłam pewna czy odnajdę się w macierzyństwie, czy tego chcę, czy dobrze robię... Wiesz, to jest tak, że jest inaczej niż sobie człowiek wyobraża przed, generalnie chyba łatwiej i lepiej niż się obawiałam... A jedno sapnięcie mojego dziecka jak je karmię przez sen wieczorem i ta mina puciata pt "Ale o ssso chodzi" sprawiają że wcale mi nie żal tzw. wolności, wyjść i nieliczenia się z czasem. Że nie chcę niczego innego. Jeśli czujesz się niegotowa to po prostu odpuść narazie, jeżeli masz takie wątpliwości i miałabyś zajść w ciążę TYLKO dlatego że facet tak chce to może jeszcze nie nadszedł Twój czas... Odpowiedz Link Zgłoś
kalendarzowa_wiosna Re: Mam powazne pytanie o macierzyństwo...:/ 14.06.07, 17:33 co jest fajnego w byciu rodzicem? baardzo trudno wytłumaczyć komuś kto rodzicem nie jest nie bierz tego do siebie. Tak poprostu jest. Są uczucia, emocje, chwile absolutnego szczęścia zarezrwowane TYLKO dla rodziców. Dla mnie, z chwilą urodzenia dziecka świat zmienił swój wymiar. Jakbym nagle przejżała na oczy, dostrzegła, odczuła coś, na co wcześniej nie zwracałam uwagi. Czułam się tak, jakbym odkryła wielką tajemnicę, wiedziała co w życiu jest najważniejsze. To nowe odczucie wydawało mi się tak jasne i proste, wręcz oczywiste. Dziwiłam się sobie z przed ciąży miałam wrażenie, że wtedy byłam czymś ograniczona, dopiero po urodzeniu dziecka poczułam pełnię. Odpowiedz Link Zgłoś
zuzanna56 Re: Mam powazne pytanie o macierzyństwo...:/ 14.06.07, 18:12 Poczekaj jeszcze. Zdążysz urodzić dziecko kiedy do tego dojrzejesz. Ja dojrzewałam długo, zaszłam w ciążę prawie 5 lat po ślubie. Teraz mam dwoje wspaniałych i kochanych dzieci. Odpowiedz Link Zgłoś
aguskin Re: Mam powazne pytanie o macierzyństwo...:/ 14.06.07, 18:22 nie czytałam wszystkiego, i nie wiem czy ktoś juz Ci polecał, ale polecam przeczyatj książkę "Dziecioodporna" Emily Giffin, w dość prosty i wyczerpujący, ale zabawnie opisuje własnie ten problem, w życiu nie ma idealnie, ani z dziecmi, ani bez nich, a my zbyt czesto chcemy czegoś innego niz możemy mieć, a wtedy kiedy już to mamy okazuje się, że nie spełnia to naszych oczekiwań, Odpowiedz Link Zgłoś
croyance Re: croyance 14.06.07, 18:17 No przeciez sie z Toba zgadzam. Wlasnie to, co piszesz o porzuceniach dzieci pokazuje jak wazne jest, zeby kobieta w pelni swiadomie odpowiedziala sobie na pytanie, czy matka chce byc, czy nie. Do macierzynska trzeba dojrzec. Do rezygnacji z niego tez. Jesli ma sie wazne przeslanki ku temu by sadzic, ze w tej roli czlowiek sie nie spelni, albo jest ryzyko, ze dziecko obciazone moze byc choroba, odpowiedzialne bedzie raczej zrezygnowanie z macierzynstwa. Nieodpowiedzialne jest decydowanie jest na dziecko wtedy, gdy nie ma sie warunkow/mozliwosci/checi/zdrowia do tego, by byc matka. Swiadome podejmowanie decyzji odnosnie macierzynstwa wymaga bycia dojrzalym czlowiekiem - czasem kobiety radosnie decyduje sie na kolejne dzieci nie majac do tego mozlwosci, wiedzac, ze jest ryzyko choroby etc. - swiadome powiedzenie sobie "rezygnuje" - i np. alternatywnie zwrocenie sie w kierunku adopcji, to jest wlasnie to, o czym mowie. To nie jest tak, ze "tak" dla macierzynstwa wymaga decyzji, a "nie" juz nie Napisalas: zadna mi odpowiedz, ze nie chce sie byc matka. Do tego dojrzewac widaje mi sie, ze nie trzeba. Alez trzeba, brak tego skutkuje wlasnie w porzuceniach, o czym piszesz w swoim poscie. Otoz trzeba. Sa kobiety, ktore bardzo by chcialy miec dzieci - ale z roznych wzgledow decyduja sie ich nie miec. I sa to przemyslane i w pelni swiadome decyzje. Odpowiedz Link Zgłoś
kinga25b Re: croyance 14.06.07, 19:31 Zgodzę się z Tobą w przypadku, gdy kobieta nie może mieć dziecka z przyczyn od niej niezależnych. To fakt, trzeba się wtedy pogodzić z tym i dojrzeć do tego,by móc to akceptować. Odpowiedz Link Zgłoś
croyance Re: croyance 14.06.07, 20:22 Co powiesz na kobiety, ktore by chcialy byc matkami, ale np. nie maja partnera, a nie chca, by dziecko wychowywalo sie w niepelnej rodzinie? Albo te, ktore poswiecaja sie innym celom - np. pomoca humanitarna - i wiedza, ze zakladajac rodzine odbiora cos innym osobom, ktorymi sie opiekuja? Co z zakonnicami, ktore maja idee "macierzynstwa duchowego", czyli nie braku instynktu, ale realizowania go w inny sposob? Czy to sa przyczyny niezalezne? Odpowiedz Link Zgłoś
croyance Re: croyance 14.06.07, 20:29 I jeszcze, co z kobietami wykonujacymi niebezpieczne zawody, ktore wlasnie swiadomie rezygnuja z posiadania rodziny, zeby nie narazic bliskich na zadne ryzyko? To tez sie zdarza. I zdarzalo sie, zwlaszcza w czasie wojny, np. w partyzantce, kiedy kobieta wiedziala, ze jej chec posiadania dziecka mniej wazna jest niz zycie 30 osob, za ktore jest odpowiedzialna. Trudne wybory. Odpowiedz Link Zgłoś
kinga25b Re: croyance 14.06.07, 20:43 To jest świadomy wybór tych kobiet. Rezygnują z macieżyństwa na rzecz czegoś innego. Zgadza się, to jest również dojrzałość. Ale w przypadku autorki wątku, nie widzę innych przeciwskazań poza śmierdząca kupką i nieprzespanymi nocami. I sam ten post świadczy o jej wielkiej niedojrzałości do podjęcia ryzyka bycia rodzicem. Odpowiedz Link Zgłoś
croyance Re: croyance 15.06.07, 11:09 Doszlysmy do porozumienia Autorka faktycznie nie dojrzala do zadnej z decyzji, na razie sie zastanawia. Cokolwiek nie wybierze, oby to byl jej wybor przemyslany. Odpowiedz Link Zgłoś
kotbehemot6 Re: Mam powazne pytanie o macierzyństwo...:/ 14.06.07, 18:17 Macierzyństwo to akurat dziedzina , w której nie da się wyrobic opinii na podstawie doświadczen innych.tak wiec Twoje pytanie i większośc odpowiedzi-bqarzo pięknie zachęcających albo zniechęcających jest do bani-bardzo przepraszam wszystkie autorki-ale chęc [posiadania dziecka musi wyjśc od ciebie a nie od kogoś. Skorpo zadajesz takie pytania,i praktycznie odpowiadasz na nie wyliczając same minusy nie widząc plusów do rozwagi-to wogóle nie stawiaj takich pyatń bo jeszcze nie dorosłaś do tego. Odpowiedz Link Zgłoś
moofka Re: Mam powazne pytanie o macierzyństwo...:/ 14.06.07, 18:43 kotbehemot6 napisała: > Macierzyństwo to akurat dziedzina , w której nie da się wyrobic opinii na podst > awie doświadczen innych.tak wiec Twoje pytanie i większośc odpowiedzi-bqarzo pi > ęknie zachęcających albo zniechęcających jest do bani otoz caly watek jest kretynski lala o mentalnosci dwunastolatki zadaje pytanko zasadnicze, po co komu dzieci naiwnie mając nadzieje, ze pokocha dzidzi prawie tak samo jak swojego kroliczka, a jematki polki doswiadczone przescigają sie w tlumaczeniu, ktora bardziej kocha swoje dziecko teraz, a jak bardzo go wczesniej nie chciala ROTFL coz, jest nadzieja, ze pokochasz tak samo jak kroliczka Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Re: Mam powazne pytanie o macierzyństwo...:/ 14.06.07, 18:30 Jakby Ci powiedzieć... przez wiele lat miałam identyczne podejście. Hipotetycznie to najbardziej było mi szkoda luzu i figury. Na dziecko zdecydowałam się nie pod wpływem fali instynktu macierzynskiego ale z bardzo prozaicznego i egoistycznego powodu. Pierwsze 3 miesiące patrzyłam na niemowlaka jak na kosmitę (zero depresji, nic z tych rzeczy), potem był bunt i żal za utraconą wolnością a potem jeszcze inne stany emocjonalne. Teraz młode ma 2,7 i jest fajnym chłopcem, im starszy tym bardziej kontaktowy i tym więcej rzeczy można z nim robić. Powiedziałabym, że najciekawsza jest obserwacja dziecka. Rośnie, rozwija się, przyswaja wiedzę, pojęcia, umiejętności, ma wyobraźnię, tworzy, kojarzy, przeżywa... Odpowiedz Link Zgłoś
syriana Re: Mam powazne pytanie o macierzyństwo...:/ 14.06.07, 18:52 żadne tam poważne pytanie, tylko raczej chyba zbieranie recenzji i (być może) jakaś próba refleksji na ich temat a to chyba zbyt śliski grunt by się recenzjami wirtualnych postaci kierować Odpowiedz Link Zgłoś
lucerka Re: Mam powazne pytanie o macierzyństwo...:/ 14.06.07, 19:56 Ja tez bylam egoistka i nie wyobrazalam sobie jakiegos niemowlaka w MOIM domu. Podobnie jak Triss przechodzilam rozne etapy po urodzeniu dziecka. Powiem ci jedno: Twoj stan emocjonalny i uczuciowy zmieni sie pod wplywem olbrzymiej dawki hormonow po porodzie (dla bardziej romantycznach - pod wplywem milosci macierzynskiej) i nie bedziesz juz na dziecko patrzec z tej samej pozycji co teraz. Moja milosc do dziecka dojrzewala dlugo (m prawie 1,5 roku) i nadal sie rozwija. Odpowiedz Link Zgłoś
croyance Re: Mam powazne pytanie o macierzyństwo...:/ 14.06.07, 20:41 Oj wiesz, ja to bym chyba jednak nikogo nie namawiala. Bo co, jesli sie nie zmieni? A i tak sie zdarza. (co to ma wspolnego z egoizmem? rozumiem, jesli sie urodzi i nie chce zajmowac, to egoizm - ale jesli sie nie chce rodzic? to tak, jakby powiedziec, ze ktos jest leniem, bo nie chce sobie wybudowac wielkiej hali i jej zamiatac codziennie bo co innego, jak juz ja ma) Odpowiedz Link Zgłoś
lucerka Re: Mam powazne pytanie o macierzyństwo...:/ 15.06.07, 12:53 > Oj wiesz, ja to bym chyba jednak nikogo nie namawiala. Bo co, jesli sie nie > zmieni? A i tak sie zdarza. Czy sie zdarza? NIe wiem ale ja nie znam matki np. 15-letniego dziecka, ktory by sobie w brode plula, ze je urodzila. Ale moze i sa takie. Nie wiem. Odpowiedz Link Zgłoś
wieczna-gosia Re: Mam powazne pytanie o macierzyństwo...:/ 14.06.07, 20:32 Mysle ze to fajnie patrzec jak ze srajaco- wyjacej kupki tkanek wyrasta czlowiek. Taki z pogladami, charrakterkiem, z pasjami, pomyslami, przemysleniami. Jestem zaszczycona byciem matka moich dzieci. Ot tak po prostu wczoraj gadajac sobie z nimi przez komorke bo rozdzieleni na razie jestesmy- tak mi sie pomyslalo. Ze zaszczyt to dla mnie wielki. Ciesze sie ze mnie spotkal. Odpowiedz Link Zgłoś
majan2 Re: Mam powazne pytanie o macierzyństwo...:/ 14.06.07, 21:36 To najpiekniejsz i najbardziej meczaca sprawa/rzecz (???) jaka mi sie przytrafila. Ale tych chyba jezcze nie jeste gotowa na TO doswiadczenie. Nie wyobrazam sobie zycia bez mojej malej ZET. Odpowiedz Link Zgłoś
big__mama Re: Mam powazne pytanie o macierzyństwo...:/ 14.06.07, 21:03 kreska1978 napisała: > co jest fajnego w byciu rodzicem? Jak już ktoś napisał: zapach, usmiech, odnajdywanie na jego twarzy swojej lub partnera mimiki, słowo "mama", przytulanie itp. To po prostu miłość jakiej mozna doświadczyć tylko przy dziecku. Ja miałam podobne problem: niby chciałam ale sie bałam. Uległam nie wiem czy presji otoczenia czy po prostu machnęłam ręką mówiąc co będzie to będzie. Już nie pamiętam. Zżymałam się zawsze na kobiety które mówiły mi: "urodzisz, to zobaczysz co to znaczy macierzyństwo". Żadna nie potrafiła mi przekazać tego słowami i dlatego nie potrafiłam uwierzyć, że macierzyństwo może być fajne. I wiesz co? Ja też nie potrafię powiedzieć słowami jak to jest być mamą. Ale podskórnie czuję, że gdybym nie była mamą ominęło by mnie coś cudownego i bardzo bardzo ważnego. >po co mi coś co marudzi, miauczy, śmierdzi, > muszę być 24g/dobę na każde kichnięcie, nic se nie zaplanuje, żadnego > spontanu, wyjście do sklepu już jest problemem bo to nie zwierz co zamknę w > klatce i sobie wyskoczę gdzieś. To wydaje się takie straszne tylko na początku. A potem (przynejniej tak było w moim przypadku)wszystko jakoś tak naturalnie się zmienia. Po prostu przewartościowałam swój świat nie wiedząc nawet kiedy. >ale > czy to może być jedyna motywacja? że czas leci? nie chce rezygnować z > "wolności, swobody". jak myślę o zakotwiczeniu na 4 miesiące na urlopie > macierzyńskim to mnie odrzuca. Motywacja że czas leci nie jest moze idealna ale to też jakaś motywacja W jakimś stopniu jesteś "uwiązana" do dziecka ale wszystko zależy od Ciebie jak to zorganizujesz. ale to jest > siedzenie bez spania i niemalże jedzenia (ryż i jogurcik bo dzieciak ma to > kolki to wysypki to sraczki). Wszystko zależy czy będziesz karmić piersią czy mlekiem modyfikowanym. Jeśli wybierzesz to drugie to kwestia tego co jesz odpada automatycznie. Wybór metody karmienia należy do Ciebie i nie ma co za bardzo ulegać laktacyjnemu terrorowi. Najważniesze żebyś i Ty i Twoje dziecko byli szczęśliwi. a najgorsze jest to że to potem > odpowiedzialność do końca życia. i kula u nogi. przepraszam za może ostre > słowa, pewnie niektóre się oburzą, sama się boję tych słów, To co napisałaś nie jest wcale ostre. Jak dla mnie jest w tym dużo prawdy. Oczywiście można ją ubrać w piękniejsze słowa ale po co? Odpowiedz Link Zgłoś
lechmiki Re: Mam powazne pytanie o macierzyństwo...:/ 14.06.07, 22:39 widocznie nie jestes jeszcze gotowa na dziecko , ja tez tak mialam- dzieci owszem ale obce i z rodzicami a jak sobie pójda do domu to jaki spokój,a teraz gdzy sama jestem mama to nie wyobrazam sobie zycia bez mojej kruszynki ,wierz mi gdybym mogla oddałabym za nia swoje zycie tak bardzo ja kocham,ale nie jest latwo ,na szczeście ns omineły kolki ,wysypki itd. ale były inne problemy ,niski apgar i niedotlenienie potem wizyty u neurologa co dwa miesiace ,ale Wiki jest zdrowa i kochana chociaz łobuziak ale jakiz słodki)) ostatnio weszłam na forum poronienie tak z ciekawości i spłakałam sie jak bóbr bo jest tyle kobiet które chca miec dziecko a nie mogą........... Odpowiedz Link Zgłoś
nina1984 Re: Mam powazne pytanie o macierzyństwo...:/ 15.06.07, 09:38 Witam Cię serdecznie. Nie przeczytałam całej dyskusji, ale bardzo dokładnie przeczytałam Twój post. Chwała Bogu, że są na tym świecie osoby, które nie wstydzą się swoich uczuć i odczuć i nie ulegają presji społeczeństwa. Widać na pierwszy rzut oka, że jesteś szczęśliwa i że odpowiada Ci życie jakie masz. Nie czujesz potrzeby zostania matką, to nią nie bądź. Może to przyjdzie z czasem, a może nigdy się nie pojawi. Nie powinnaś jednak niczego robić na siłę i wbrew sobie. Podejmowanie życiowych decyzji wymaga rozsądku. I uważam, że wieeelkim rozsądkiem jest niedecydowanie się na dziecko, jeśli się go nie chce. Swoją drogą Twoja wizja macierzyństwa nie jest bliska prawdy. W moim przypadku dziecko zdecydowanie częściej się śmieje, niż płacze. Ogólnie bycie matka daje mi mnóstwo radości i tylko trochę smutku. Ale jednak ten smutek jest. Zdarzają się chwile, gdzie muszę w sobie odnaleźć nowe pokłady cierpliwości, gdzie muszę uporać się z własnym zmęczeniem i frustracją, ale przede wszystkim z cierpieniem dziecka (ostatnio na przykład ząbkującym) i nie wyobrażam sobie, że bym sobie z tym poradziła gdyby nie fakt, że pragnęłam dziecka całą sobą już od wielu lat. Pragnęłam zostać mamą tak bardzo, że gdy w końcu ta istotka pojawiła się w moim życiu, zalała mnie fala szczęścia i nic nie jest w stanie tego szczęścia stłumić. I stąd czerpię siłę i motywację. Dzięki temu jestem cierpliwa i wyrozumiała. Dzięki tej wielkiej miłości, którą darzę swoje dziecko, potrafię dostrzec dobre strony w tym, co Ty uznajesz z minusy macierzyństwa. Uważam więc, że nie jesteś gotowa na macierzyństwo. Może niektórzy uważają, że instynkt narodziłby się w Tobie w trakcie ciąży albo po narodzinach potomka. Ale co, jeśli by się ten instynkt nie pojawił? Wyrządziłabyś krzywdę sobie i dziecku. A tak wybierasz świadomie życie bez dziecka. Twoje życie, tak jak i moje, ma wiele plusów i minusów. Ja mam pachnące dziecko, wtulone we mnie wieczorem, Ty masz spontaniczny wyjazd za miasto na weekend. Ja mam emocje związane z pierwszym ząbkiem/krokiem/słowem, Ty masz emocje zawiązane z awansem/podwyżką/szaloną imprezą, ja mam spokój ducha wiedząc, że nie muszę pracować i mogę zajmować się dzieckiem, Ty masz spokój ducha wiedząc, że jesteś odpowiedzialna tylko za siebie. Czy to jest egoizm? Nie uważam. Decydując się na bycie bezdzietną poświęcasz sporo. Ale i zyskujesz sporo. Zyskujesz życie w zgodzie ze sobą. I powinnaś się tego trzymać. Może kiedyś się to zmieni. Może kiedyś takie życie nie będzie już dla Ciebie ciekawe i zaczniesz dążyć do czegoś innego. Ale na dzień dzisiejszy macierzyństwo nie jest Twoim priorytetem. I trudno się dziwić. Posiadanie dzieci to nie jest jedyna słuszna droga. Mnie uszczęśliwia bycie mamą, Ciebie uszczęśliwia swoboda. A więc uważam, że możesz być z siebie dumna. Bo Ty wiesz czego z życiu chcesz, a przede wszystkim wiesz czego nie chcesz.... I chwała Ci za to! Amen Pozdrawiam Asiula Odpowiedz Link Zgłoś
adsa_21 Re: Mam powazne pytanie o macierzyństwo...:/ 15.06.07, 09:46 po urodzeniu dziecka poczulam sie spelniona. macierzynstwo uskrzydla, powoduje ze zupelnie inaczej postrzega sie zycie, ludzie, sama siebie. nie da sie tego z niczym porownac. dziecko jest moja duma i powodem dla ktorego chce mi sie zyc. urodzilam w wieku 19 lat. nic lepszego nie moglo mnie spotkac. to tak w skrocie Z Twojego postu wnioskuje, ze absolutnie nie doroslas do macierzynstwa. Odpowiedz Link Zgłoś
rycerzowa Re: Mam powazne pytanie o macierzyństwo...:/ 15.06.07, 10:40 Ej, dziewczyny, jesteście takie mądre i dojrzałe (do macierzyństwa),że aż zazdroszczę. ( A moje dzieci już dorosłe). Może na tym forum piszą po prostu chlubne wyjątki. W życiu tymczasem bywa najczęściej tak, jak z autorką wątku: najpierw jest lęk, niechęć, obawa, niedojrzałość właśnie, a potem przychodzi dziecko, i przychodzi miłość. Owszem, są ludzie patologicznie niezdolni do uczuć, ale przejawia się to nie tylko w ich stosunku do dziecka. Ktoś, kto kocha swoich rodziców, rodzeństwo, współmałżonka, kto ma przyjaciół, będzie kochał i swoje dziecko. Bo jest normalny. Normalny człowiek WZRASTA Dziecko czasem przychodzi na świat nieplanowane, wręcz niechciane, czasem burzy życiowe plany młodych ludzi, czasem niszczy ich życiowe szanse. A jednak jest potem kochane ponad życie. Widocznie naprawdę COŚ W TYM JEST. Autorka wątku szczerze pisze o swoich uczuciach, o tym,że obawia się, że jest z nią coś nie w porządku. Bo jest inna niż znajome młode kobiety, bo nie zachwyca jej każdy maluch, bo boi się ograniczenia, stłamszenia przez macierzyństwo. Oby posty na forum nie utwierdziły jej w przekonaniu,że "nie dojrzała, że powinna poczekać". Nie wiem, czy powinna poczekać. Wiem tylko, że podobnie jak ona czuło i myślało wiele znajomych, potem wspaniałych matek (i ojców, bo im jeszcze trudniej). Zaryzykuję twierdzenie,ze im większa obawa, tym potem większe szczęście, bo zaskakuje nas ta uskrzydlająca miłość, tam, gdzie spodziewaliśmy się tylko trudów i kłopotów. Gdy się ma dwadzieścia parę lat jest ogromny nacisk społeczny, by zawrzeć związek małżeński, by urodzić dziecko. Odpowiedz Link Zgłoś
melka_x Rycerzowa 15.06.07, 13:10 > Owszem, są ludzie patologicznie niezdolni do uczuć, ale przejawia się to nie > tylko w ich stosunku do dziecka. Ktoś, kto kocha swoich rodziców, rodzeństwo, > współmałżonka, kto ma przyjaciół, będzie kochał i swoje dziecko. Bo jest > normalny. Rycerzowa ale to nie jest prawdą. Zapewniam Cię, że są bardzo sensowni, życzliwi, świetnie dostosowani społecznie, tworzący dobre związki, dbający o partnerów, rodziców i przyjaciół ludzie, którzy nie potrafili pokochać swojego dziecka. To szkodliwy mit, że każda normalna kobieta swoje dziecko pokocha. I nie ma w tym nic złego, nigdzie nie jest powiedziane (a jak jest, to głupio, że wszyscy muszą mieć dzieci i że dziecko stanowi o wartości człowieka. Tyle, że właśnie dlatego nie należy sobie robić dzieci, bo ktoś tam nad uchem w tej sprawie brzęczy. Nawet jak tym kimś jest mąż i rodzina. Odpowiedz Link Zgłoś
rycerzowa Re: Rycerzowa 15.06.07, 15:25 > Rycerzowa ale to nie jest prawdą. Zapewniam Cię, że są bardzo sensowni, > życzliwi, świetnie dostosowani społecznie, tworzący dobre związki, dbający o > partnerów, rodziców i przyjaciół ludzie, którzy nie potrafili pokochać swojego > dziecka. Też znam takich, ale oni są właśnie tylko "sensowni i życzliwi". Inaczej mówiąc, odpowiednio wytresowani społecznie - wiedzą jak się trzeba zachować. Wobec swoich dzieci też będą sensowni i życzliwi. Zawierają małżeństwa, bo wypada, bo już czas. Tak samo w odpowiednim czasie zostają rodzicami. Ale nie są zdolni do uczuć. W pierwszym poście napisałam Kresce o jej miłości do męża. I załapała. Czyli jest normalna, zdolna do uczuć. >To szkodliwy mit, że każda normalna kobieta swoje dziecko pokocha. Każda normalna pokocha. > nie ma w tym nic złego, nigdzie nie jest powiedziane (a jak jest, to głupio, > że wszyscy muszą mieć dzieci Racja, ale tego nikt tu nie pisze. > i że dziecko stanowi o wartości człowieka. Tego tym bardziej nikt tu nie napisał. Tyle, > że właśnie dlatego nie należy sobie robić dzieci, bo ktoś tam nad uchem w tej > sprawie brzęczy. Nawet jak tym kimś jest mąż i rodzina. Ale czasem warto skorzystać z doświadczeń innych, warto posłuchać. Warto wiedzieć, że inne też przezywały podobne rozterki. Odpowiedz Link Zgłoś
agnes0101 Re: Mam powazne pytanie o macierzyństwo...:/ 15.06.07, 11:11 Wszystkie teksty typu: jak to życie zmienia się po urodzeniu dziecka , szybko wyrzuciłam do "kosza". Według mnie to tylko kwestia organizacji, jak się chce to znajdzie się czas i na imprezy i na wyjście do kina etc., ważne oczywiście by w tym nie przesadzać na zasadzie: jeden dzień dla dziecka , 5 dni wolności. Ja osobiście nie rozumiem koleżanek które cały swój czas poświęcają dzieciom i tego też się bałam. Miałam jednak też wokół siebie zwłaszcza jedną bardzo dojrzałą kobietę która zawsze powtarzała, by dziecko nie przesłoniło mi świata, bo nie masz gwarancji że ono za wszystko się odwdzięczy.Jak dla mnie bardzo zdrowe podejście. Kochać dziecko, zajmować się nim, podziwiać jego rozwój, ale też mieć czas dla siebie. Ja inaczej bym zwariowała. Polecam ci artykuł o rodzicielstwie Agaty Passent zdaje się w "Gali". Jakoś nigdy za tą kobietą nie przepadałam, ale ten artykuł pozwolił mi zmienić zdanie na jej temat. Odpowiedz Link Zgłoś
sir.vimes Nie chcesz mieć dziecka? Nie miej 15.06.07, 11:13 Nic na siłę. Kiedyś może zachcesz. A może nie - i "tyż piknie". Odpowiedz Link Zgłoś
mathiola Cóz za przerażające opowieści snujesz!!! 15.06.07, 12:44 Kobieto, jakie siedzenie bez spania i bez jedzenia? Jakbym sobie z góry zakładała, że na tym właśnie polega macierzyństwo, to z pewnością ani jednego dziecka bym nie miała! Wyluzuj i wsłuchaj się w siebie, a nie jakieś bzdurne historie powielasz. Mam troje dzieci i nie umarłam ani z braku spania ani z braku jedzenia - wprost przeciwnie - okres karmienia jest dla mnie rajskim czasem, kiedy można żreć jak drwal i chudnąć Posiadanie dzieci jest fajne bo patrzysz na małego człowieka z twoim nosem i twoimi oczami i dwoma zębami szczerzącymi się do ciebie tak szczerze, że takiej szczerości u nikogo innego nigdy nie doświadczysz. Odpowiedz Link Zgłoś
melka_x daruj sobie 15.06.07, 12:57 A ja nie będę Cię przekonywać jak inne foremki. Może należysz do tych kobiet, które nigdy nie zapragną dzieci - i nic w tym złego - a może do tych, które do macierzyństwa dojrzewają później i też ok. Tak czy siak na pewno teraz nie powinnaś mieć dzieci. Nie ma co robić dziecka 'na siłę', bo zegar biologiczny, bo nacisk otoczenia, bo coś tam. Jak tego nie czujesz, to nie i już. Dziwię się, że w ogóle nad tym się zastanawiasz, skoro Twój stosunek do rodzicielstwa jest - przynajmniej na razie - zdecydowanie na nie. I nie licz, że ktoś Cię przekona (nie mówiąc już o tym, że IMHO w takich sprawach nie wolno nikogo przekonywać), to jak rozmowa ze ślepym o kolorem - i nie mówię tego wartościując - po prostu nie da się wytłumaczyć komuś nie chcącemu mieć dzieci, co w ich posiadania jest takiego fajnego, to jedna z tych rzeczy, które można tylko samemu przeżyć i poczuć. Stosunkowo łatwo wytłumaczyć komuś co się czuje myjąc zafajdane pupsko (brrr, to nie jest plus macierzyństwa), ale nie da się opisać tego co się czuję jak Twoje dziecko pierwszy raz cię całuje, czy jak się kocha kogoś całkowicie bezwarunkowo i tak mocno, że nawet obrzydliwie zasrana pielucha nie przeszkadza A mężowi powiedz, że gwarancji na syna nikt mu nie da, co będzie jak spłodzi córkę? Odpowiedz Link Zgłoś
mathiola zgadzam się 15.06.07, 13:01 po prostu nie da się wytłumaczyć komuś nie chcącemu mieć dzieci, co w ich posiadania jest takiego fajnego, to jedna z tych rzeczy, które można tylko samemu przeżyć i poczuć. podpisuję się obyma ręcyma Odpowiedz Link Zgłoś
chloe30 Re: zgadzam się 15.06.07, 13:03 mathiola napisała: > po prostu nie da się wytłumaczyć komuś nie chcącemu mieć dzieci, > co w ich posiadania jest takiego fajnego, to jedna z tych rzeczy, które można > tylko samemu przeżyć i poczuć. > > podpisuję się obyma ręcyma Komus kto jest o tym na 100% przekonany (że nie chce) pewnie nie. Ale mnie, która nie chce na razie, ale czuję że kiedyś chyba zachce (czasu mam mało pewne argumenty trafiaja do rozumku. O małym przytulonym ciałku nie, ale o fajności identycznego nosa - trochę Odpowiedz Link Zgłoś
mathiola Re: zgadzam się 15.06.07, 13:05 > O małym przytulonym ciałku nie, ale o fajności identycznego nosa - trochę hehe, to pewnie zależy od wyglądu nosa, bo ja raczej się martwię niż cieszę, że córcia ma taki jak mój ) Odpowiedz Link Zgłoś
chloe30 Re: zgadzam się 15.06.07, 13:06 mathiola napisała: >> hehe, to pewnie zależy od wyglądu nosa, bo ja raczej się martwię niż cieszę, że > > córcia ma taki jak mój ) Nos nosem, ale byle uszu po mnie nie odziedziczyło P Odpowiedz Link Zgłoś
melka_x Re: zgadzam się 15.06.07, 13:14 No wiesz Cloe ale prawdopobieństwo, że dziecko odziedziczy po Tobie uszy jest takie samo jak w przypadku nosa. Czyli jeden argument na tak znosi drugi na nie, bo waga ta sama. A serio - czym innym są wątpliwości (IMHO normalne, jeśli ktoś nie ma absolutnie żadnym to jest to niepokojące), a co innego post Kreski, która nie chce zdecydowanie. Odpowiedz Link Zgłoś
chloe30 Re: zgadzam się 15.06.07, 13:21 melka_x napisała: >> > A serio - czym innym są wątpliwości (IMHO normalne, jeśli ktoś nie ma > absolutnie żadnym to jest to niepokojące), a co innego post Kreski, która nie > chce zdecydowanie. A ja w poście Kreski dostrzegam drugie dno ) Ona identycznie jak ja chciałaby (może jeszcze nie teraz) i bardzo sie boi. Ja do niedawna twierdziłam że absolutnie nigdy nie - a w duchu myślałam "A może jednak do tego dojrzeję??" I Kreska tak samo wg mnie. Gdyby była na 100% pewna że NIE to nie szukałaby argumentów ZA. Odpowiedz Link Zgłoś
melka_x Re: zgadzam się 15.06.07, 13:26 No to niech dojrzewa, ma jeszcze czas, a jak nie dojrzeje nic się nie stanie, będzie bezdzietna i tyle. Byleby to było dojrzewanie, nie gnicie, czyli próba dostosowania się do męża i otoczenia. Odpowiedz Link Zgłoś
ledzeppelin3 Re: zgadzam się 15.06.07, 15:32 Myślę, że jak zechcesz tego naprawdę, to będziesz wiedziała, i wtedy to będzie ten czas. A teraz jeszcze nie czas i już. Odpowiedz Link Zgłoś
berek_76 Re: Mam powazne pytanie o macierzyństwo...:/ 15.06.07, 16:01 OK, przekonywać nie będę, po prostu odpowiem na pytanie. Najfajniejsze jest to, że oto rośnie koło Ciebie Człowiek. Z niczego - Człowiek. No, ja mogę godzinami na moje Baby patrzeć. Fascynuje mnie, że to jest pełnowartościowy człowiek, a najbliższy mi na świecie, bliższy niż ktokolwiek jest i będzie. Że każda z nich, chociaż są siostrami, jest tak zupełnie inna. A obie inne niż ja. I jeszcze opiszę Ci jedną z moich osobistych "fotografii" - wspomnień, które przechowuję jak największy skarb. To było tuż po tym, jak odszedł ode mnie mąż. Zostałam z trzyletnią Anką i trzymiesięczną Dasią. W jakieś 3-4 miesiące później, kiedy Dasia już pełzała, miałam istne piekło w domu. Daśka mało spała, budziła się w nocy po tysiąc razy, budziła i Ankę, która - z natury suseł - z niewyspania robiła się nie do zniesienia, a tęsknota za tatą dorabiała resztę. No, koszmar. Rano zwykle, przed 6-tą, Dasia budziła się i była przeze mnie wypuszczana na podłogę, gdzie sobie pełzała, a ja półprzytomnie czuwałam nad trym, żeby nie zjadła mojego buta albo kociego żarcia. I któregoś dnia, kiedy półwidząc wylazłam za Dasią do przedpokoju, ze swojego pokoju wyszła zaspana Ania. Popatrzyła na mnie, popatrzyła na Dasię, która właśnie znowu zabierałą się za buty, i powiedziała: - Idź, mamusiu, pośpij sobie, a ja się nią zajmę. Kocham je. No, po prostu kocham je nad życie. To się z niczym nie da porównać. ----------------------- Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005) Odpowiedz Link Zgłoś
echtom Należę do szczęśliwego pokolenia, 15.06.07, 16:20 w którym mało kto zastanawiał się nad sensem rodzicielstwa, tylko ludzie po prostu brali ślub i mieli dziecko. A z perspektywy kilkunastu lat co jest fajnego w macierzyństwie mimo mnóstwa problemów? Poczucie mocy twórczej - patrzysz na super laskę i uświadamiasz sobie, że to Twoja córka, którą "stworzyłaś" z dwóch mikroskopijnych komórek. Odpowiedz Link Zgłoś
vatum Re: Mam powazne pytanie o macierzyństwo...:/ 15.06.07, 21:08 Ja nie cierpiałam dzieci, były brzydkie, natrętne, krzyczały, poppisywały się, były po prostu strasznie głupie. Koleżanki rodziły dzieci i nie lubiłam ich odwiedzać, bo jak na złość, zawsze dzieci do mnie lgnęły i zamęczały swoimi popisami. Aż któregoś dnia jadac do pracy zobaczyłam ślicznego chłopczyka. Mały, chudy, z ogrooomnym tornistrem na plecach.. I pomyślałam sobie "chciałabym mieć takiego synka.." To była jedna myśl, która szybko uleciała. Ale zaczęłam baczniej obserwować dzieci. I po jakichś 6 latach poczułam, że chcę dziecko. Nie myślałam o ciaży, o porodzie tylko chciałam mieć dziecko. Ciaża zagrożona. Kilka miesięcy leżenia, drżenia o dziecko - trauma totalna, już nie chcę być więcej w ciaży. Poród jak marzenie - cesareczka. Potem niewiele pamiętam wiem, że jak idiotka nie spałam (chyba w ogóle nie spałam) przez pierwszych kilka m-cy bo pilnowałam córkę nawet gdy spokojnie spała sobie. Pilnowałam jej oddechu.. Do dziś nie usnę spokojnie dopóki nie sprawdzę czy oddycha Z dwóch pierwszych jej lat życia pamiętam tylko kilka dni, jakieś pourywane sceny. Dopiero jak zaczęła mówić, opowiadać mi wszystko - doppiero wtedy zaczęłam rejestrować nasze wspólne życie Zakochana w niej jestem po uszy i choć wiele w moim życiu się zmieniło i choć zmęczenie i nerwy mnie postarzały o 10 lat - to za nic w świecie nie zamieniłabym mojego życia na to "przed". Dopiero teraz, majac mala, myślę, że gdyby ktoś mi wcześniej powiedział, że tak strasznie będę ja kochać i tak drżeć o nia i że to już tak do końca mojego życia.. - nigdy bym się nie zdecydowała na dziecko - nie wiesz o co chodzi ale dowiesz się jak się zdecydujesz na dzidzię Jest wiele kobiet, które nie chciały mieć dzieci z takich samych powodów jak twoje - spełniały się w czymś innym, było im dobrze bez dziecka - większość z nich nie żałuje. Szczerze powiem, że tak troszkę to dziecko miało mi wypełnić pustkę w sercu i wypełniło. Odpowiedz Link Zgłoś
dorfi123 Do Kreski 1978 15.06.07, 23:49 Czy przypadkiem nie logujesz się też jako Jopowa? Coś mi ten post przypomina forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=64166047&a=64192192 Odpowiedz Link Zgłoś
twojasasiadka Re: Do Kreski 1978 16.06.07, 14:32 nie czytałam wszystkich wypowiedzi-odniosę się tylko do Twojego postu.. otóż skoro faktycznie nie chcesz mieć dzieci i jest tak jak piszesz(Twoje odczucia) to nie decyduj się na dziecko.DLa męża może to być cios-w najgorszym wypadku odejdzie, do innej-"bardziej chętnej"..no ale tym się nie sugeruj. Nie byłabym w stanie rodzić dzieci tylko dlatego,że ktoś inny tego po mnie oczekuje to absurd. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
ramka2 Re: Mam powazne pytanie o macierzyństwo...:/ 16.06.07, 20:09 Nie umiem Cię przekonać, ale gdyby wszystkie kobiety tak myślały to gatunek ludzki wyginąłby. Poza tym uważam, że trochę wyolbrzymiasz, za dużo się naczytałaś o ekstremalnych sytaucjach w wychowywaniu dzieci, znoszeniu ciąży itd. Odpowiedz Link Zgłoś
lizzy Re: Mam powazne pytanie o macierzyństwo...:/ 16.06.07, 22:04 A mnie się wydaje, że podjęłaś już decyzję tylko boisz się zmian, jakie niesie ze sobą pojawienie się dziecka. Jeszcze parę lat temu mogłabym się podpisać pod Twoim postem. Pierwsze dziecko urodziłam mając 31 lat - odkładałam tę decyzję i odkladałam,nie było łatwo, w końcu pomyslałam sobie, że nie chciałabym, żeby mnie to ominęło - chcę doświadczyć tego i zobaczyć jak to jest być matką. Intuicja podpowiadała mi, że to będzie dobra decyzja - może zdaj się na nią ? Teraz mam dwoje dzieci i odczucie, że teraz przeżywam najszczęśliwsze lata mojego życia. Dzieci to największa przygoda jaka mnie spotkała. Myślę, że to dobrze, że się wahasz, rozważasz, boisz się, bo to świadczy o tym że starasz się kierować swoim życiem, a wierz mi nie wielu ludzi to potrafi... Odpowiedz Link Zgłoś
ppo Spoko, niedługo mąż cię rzuci i po problemie. 19.06.07, 17:13 co miesiąc wywijam sie mężowi, który napiera że czas leci i > potem będziemy mieć problem Nie "my" tylko TY. Jeśli facet jest baaardzo cierpliwy, to daję ci jeszcze rok w małżeństwie. Brutalne, ale prawdziwe. On sobie zawsze znajdzie kobietę, która zechce urodzić mu dziecko. Z tobą niestety może być trochę trudniej. Niestety, ale musisz podjąć "męską" decyzję: albo dzidziuś, albo rozwód. Odpowiedz Link Zgłoś
foczusia85 Re: Mam powazne pytanie o macierzyństwo...:/ 29.06.07, 21:53 Nie rob nic na sile. Jesli nie czujesz sie na silach do bycia matką, to nikt nie ma prawa Cie do tego zmuszac. A czy przed slubem rozmawialas z Mezem o waszych planach, marzeniach, zamyslach co do bycia rodzicami, itd.? Ja mam 22 lata. Nigdy nie lubilam dzieci. Chcialam miec takie najlepiej od 3 roku zycia Teraz mam Arturka, ma 9 miesiecy. Nie da sie tego wszystkiego dobrze opisac slowami, ale milosc i instynkt macierzynski przychodza z czasem. Te kobiety (studiuje psychologie), ktore "wpadna", nie chca miec tego dziecka, rozpaczaja,a jak na pierwszym USG zobacza maluszka, jak pierwszy raz uslysza bicie serduszka albo jak poczuja kopniecie, jakos "cudem" przepelnia je tkliwosc i chec urodzenia tego dziecka. Poza tym, dziecko to 50 % Ciebie i 50 % osoby, ktora kochasz. Wspaniale jest patrzec do kogo jest podobne, jak sie zmienia, co odziedziczylo po Tobie, a co po drugiej polowie. To nieprawda, ze dzieci ciagle krzycza. Od ok. 5 miesiaca juz sa spokojniejsze, ladnie spia, same sie bawia (nie wszytskie, ale te zdrowe i ktorym zapewni sie harmonie, bezpieczenstwo, stale pory kąpania, itd) Dziecko Cie kocha, bezgranicznie i bezwarunkowo. Jest cząstką Ciebie. Dasz mu troche swojej opieki, a za pare lat ono bedzie sie troszczyc o Ciebie Bedziesz miala powod do dumy (sukcesy dziecka). Bedzie robic Ci kawe, laurki, dawac kwiaty razem z Tata na Dzien Matki, itd. Pomysl o swojej przyszlosci, starosci. Ile jest par bezdzietnych, ktore "fiksuja"? Kupuja sobie psy, robia im pokoiki, itd. Reasumując, decyzja do bycia matką musi w Tobie dojrzec. I jesli sie czegos samemu nie przezyje, to nigdy sie tego w pelni nie zrozumie. Przepraszam za to co teraz napsisze, ale Twoja niechec do bycia matką moze wynikac z obaw, niedojrzalosci emocjonalnej i egoizmu. Otworz swoje serce... Odpowiedz Link Zgłoś