kura17
25.06.07, 12:20
nasz syn ma 2 lata, jest (na razie) jedynym wnukiem mojej mamy. mama go
(oczywiscie

uwielbia. niestety, mieszkamy daleko od siebie (1000 km), ja w
niemczech. mama jest na wczesniejszej emeryturze, ale jeszcze pracuje w szkole
na pol etatu, wiec ze wzgledow urlopowych nie moze widywac wnuka tak czesto,
jakby chciala. ale kiedy moze - odwiedza nas, my tez staramy sie do polski
jezdzic (choc odkad skasowali nam tanie linie lotnicze, to nie sa to juz tak
czeste wizyty).
mojej mamie sie zamarzylo (dawno juz), zeby wziac syna na wakacje na ok 10
dni, nad morze, samej. my (rodzice) sie troche boimy, ze maly bedzie tesknil,
nigdy jeszcze sam nigdzie nie byl...
... ale najwiekszy dla mnie jest problem logistyczny - jak malego na te
wakacje dowiesc i przywiesc z powrotem do domu... mama mieszka w krakowie,
wakacje - nad morzem, kolo gdanska. dla nas wchodzi w rachube tylko
bezposrednia podroz do gdanska z naszego miejsca zamieszkania i taki sam
powrot, bez wizyty w krakowie, bo to 2 razy tyle drogi. podroz pociagiem/autem
do k-wa lub gdanska od nas - ok 12 godzin... syn nie jest przyzwyczajony do
dlugich podrozy, nigdy tak nie jezdzil. nie lubi jezdzic autem, nie spi w
samochodzie, podroz 3-godzinna do tesciowej juz jest czasem trudna (dla niego
i dla nas). no nie wyobrazam go sobie uwiezionego w foteliku przez 12 godzin

a wiadomo, ze jesli robic przerwy, to z 12 godzin zrobi sie wiecej... poza
tym balabym sie poslac go autem tylko z mama, tzn z jedna osoba...
jazda pociagiem - podobnie, on sie zanudzi

przyzwyczajony jest do biegania
i szalenia na zewnatrze... a ile mozna ksiazeczki ogladac?... ja dostaje szalu
przy tak dlugich podrozach...
zostaje samolot - ale ceny teraz w sezonie sa zaporowe, a (niestety!) dwulatek
placi juz pelny bilet samolotowy

no i ktos musialby go na to morze odwiesc
i przywiesc z powrotem (moze to byc moja mama, ale wtedy i ona musi do nas
przyjechac i potem wrocic)
no po prostu za duzo tego wszystkiego dla mnie, wydaje mi sie zbyt
skomplikowane dla tak malego dziecka, nawet jesli jest o marzenie babci...
oczywiscie mama moze do nas przyjechac i byc z wnukiem u nas, nie ma problemu.
problemem nie jest przebywanie babci z wnukiem, tylko ta wielka chec zabrania
go nad morze do polski, gdy jest to dosc (wg mnie) skomplikowane logistycznie

czy ja przesadzam? co myslicie?