guga26
26.06.07, 09:39
meza rodzic enie interesuja sie naszym synkiem a swoim wnukiem. Maly ma
prawie 2 latka. Odkad ja nie jezdze do nich i oni nie sa do nas zapraszani,
wypieli sie na wnuka. Poszlo o to , ze tesciowa nazwala moja mame rozrzutna
i glupia baba ktora wydaje kase na naszego syna i bez sensu kupuje mu tyle
ubranek czy zabawek. Wiec odpowiedzialam teciowej ze jest bezczelna kobita,
ktora wtyka nochal w nie swoje sprawy. To uslyszalam ze jej syn niczego sie
przy mnie nie dorobi, bo kupuje dziecku same najlepsze rzeczy. I jestem taka
sama jak moja matka. Powiedzialam jej na spokojnie ze nie zycze sobie takich
epitetow, a jak jej sie cos nie podoba to proszę nie komentowac, bo to nasze
zycie. I obrazila sie ona jak i tesc.
Nie jezdze do nich, bo zwyczajnie 3 dni odchorowywalam takie spotkania, oni
po tamtym zdarzeniu teZ nie przyjezdzaja.
Maz do nich jezdzi rzadziej niz kiedys, bo staną w mojej obronie. Wnukiem sie
nie interesuja, wystarczy im raz na 3 miesiace.(mlody urodzil sie 1 miesiac
przed terminem i lezal w szpitalu, to tesciowie mieli znikome
zainteresowanie, ba to dla nich wstyd bo jak mozna urodzic dziecko przez cc
i jeszcze wczsniaka)
Teraz maz byl u nich w ndz , to popatrzyli, chwile pobawili sie i koniec.
Zero pytan, jak sie chowa,czy do neurologa chodzimy, czy cos pomoc, czy
wziasc go na spacer itp.
Maz widze po nim, jest zalamany ta sytuacja(zreszta jego brata synka ma
teraz 5 lat praktycznie wychowali-wnuk zostawal na noc bo synowa studiowala
dziennie i musiala sie wyspac), kupowi wszystko po zywnosc i ubranka, a u nas
jak zobaczyli ze my wszystko kupujemy i moi rodzice, to nic, tylko sie
cieszyli ze nie musza wydawac kasy), jak przyjechal to mial lzy w oczach, ze
matka jego nie zapytala czy zajac sie raz na jakis czas jak babcia wnukiem,
lub czy czegos malemu nie potrzeba.Myslal ze jak maly jest wiekszy to bedzie
lepiej.(bo kiedys sie tlumaczyla ze pierwszy raz widzi wczesniaka i sie boi)
Powiedzialam mezowi, ze dla mnie oni nie musza tego robic tylko dla wnuka, bo
sami sobie kontakty wyrabiaja na przyszloasc, ja sobie swietnie radze i
prosic ich o pomoc nigdy nie prosilam(a tesciowa jest z tych co kochaja jak
sie ich prosi)
wiec stwierdzilam, ze jak nastepnym razem chca na malpke skaczaca poptrzec to
niech do zoo jada. I tym chyba jeszcez bardziej meza przybilam, no coz taka
jest prawda.A maz stwierdzil ze juz dawno jest dorosly i ma swoja rodzine i
musi zyc, ale mu przykro.