Naraziłam mojego synka na śmiertelne niebezpieczeń

26.06.07, 11:17
stwo. Piszę to właściwie po to żeby się wygadać i trochę ku przestrodze.
Chociaż nic się nie stało ja i tak trzęsę się z nerwów od wczorajszego dnia.
Mieszkamy w domku jednorodzinnym i mały zwykle bawi się w salonie połączonym
z jadalnią. Wyjście z salonu na hol jest zastawione jego łóżeczkiem
turystycznym. Na holu są schody do piwnicy i na poddasze, barierki z
tralkami - między nimi dzieciak spokojnie się zmieści. Wychodziłam z pokoju i
zapomniałam dosunąć tego nieszczęsnego łóżeczka...to były sekundy, dobrze że
mam nawyk szukania małego wzrokiem - patrzę a go nie ma! Już na przedpokoju
przy schodach w najlepsze się bawi waląc łapką w pierwszy stopień...Boże jaka
ja jestem nieodpowiedzialna! Nie powinnam mieć dzieci!! Przecież mógł spaść w
dół do tej cholernej piwnicy!!Ryczę ze szczęścia że nic się nie stało, ale
nie mogę pogodzić się ze swoją głupotą. Kupiliśmy z mężem siatkę i będziemy
to wszystko zabezpieczać.
    • ila79 Re: Naraziłam mojego synka na śmiertelne niebezpi 26.06.07, 11:18
      Dodam że synek ma 9 miesięcy, raczkuje i ze wszystkiego spada na główkę.
    • de.nicol Re: Naraziłam mojego synka na śmiertelne niebezpi 26.06.07, 11:19
      nie jesteś ani głupia , ani nieodpowiedzialna. Takie sytuacje zdarzają sie
      kazdej z nas, ale chodzi o to żeby było ich jak najmniej
    • maniu111 Re: Naraziłam mojego synka na śmiertelne niebezpi 26.06.07, 11:27
      mieszkamy na pietrze domku jednorodzinnego, na dole teściowie na górze my.nie
      mamy drzwi między schodami na dół a naszą kuchnią.zanim córka zaczęła raczkowac
      (teraz juz biega i ma prawie rok)mąż zamontował taką bramke drewniana,która
      wygląda jak pergola i jest zamykana na zasówkę,która wchodzi w ścianę.całkiem
      ładnie to wyglada.mała czasem wspina się na ten płotek,potrzasa nim,ale swoja
      funkcję spełnia wzorowo.musze przyznać, że czasem też zapomnę zamknąć bramkę a
      jak mała to zauważy to pędzi w tą stronę.dzieki Bogu jakoś udaje mi się ją
      złapać.
    • madzi1983 Re: Naraziłam mojego synka na śmiertelne niebezpi 26.06.07, 11:28
      Nie możesz pisac że nie powinnaś mieć dzieci. Mógł spać do tej piwnicy, ale nie
      wszystko da sie przewidzieć, a wyrzucanie sobie nic ci teraz nie da. Na
      przyszłość będziesz wiedziała, że trzeba zabezpieczać niebezpieczne miejsca, a
      teraz ciesz się że dziecku nic się nie stało smile
    • mathiola Re: Naraziłam mojego synka na śmiertelne niebezpi 26.06.07, 11:49
      dobrze że nic się nie stało, ale mimo wszystko uważam że w przypadku
      raczkującego dziecka dom powinien być przystosowany trochę lepiej, niż
      zastawianym łóżeczkiem. Zabezpieczenia przy małych dzieciach to podstawa -
      barierki, bramki, blokady, osłony - to wszystko można kupić i zamontować.
    • coronella Re: Naraziłam mojego synka na śmiertelne niebezpi 26.06.07, 12:56
      najmądrzejsze co możesz zrobić, to wyciągnąc z tej sytuacji odpowiednie wnioski, a nie rozpaczac i tzrąśc sie z nerwów. Wychowywanie dziecka jest pełne nieprzewidzianych sytuacji, nie mamy 10 par oczu i 5 par głów!
      Myslę, że każdej z nas nie raz trafiła sie podobna przygoda, jedna zamknęła dziecko w samochodzie, inna zgubiła w sklepie, trudno, zdaża się.
    • oxygen100 Re: Naraziłam mojego synka na śmiertelne niebezpi 26.06.07, 13:51
      Boże jaka ja jestem nieodpowiedzialna! Nie powinnam mieć dzieci!!

      spoko!! zawsze mozesz sprzedac go n narzady. Handlarze sie tylko uciesza a ty
      nieco zarobisz
      • luxure Re: Naraziłam mojego synka na śmiertelne niebezpi 26.06.07, 14:57
        O rety Oxy to żeś laskę pocieszyłasmile))))))))Swoją drogą nie rozumiem po co
        zaraz taka histeria, wystarczyło odpowiednia wcześniej chałupę do dziecka
        przystosować i nie byłoby problemu.
      • ila79 Re: Naraziłam mojego synka na śmiertelne niebezpi 26.06.07, 16:35
        Oxygen! Tak czytam Twoje wypowiedzi na różne tematy, niekiedy piszesz nawet
        zabawne rzeczy, ale ogólnie to mi się wydaje, że Ty chłopa dawno nie miałaś.
        • oxygen100 Re: Naraziłam mojego synka na śmiertelne niebezpi 27.06.07, 09:58
          Oxygen! Tak czytam Twoje wypowiedzi na różne tematy, niekiedy piszesz nawet
          > zabawne rzeczy, ale ogólnie to mi się wydaje, że Ty chłopa dawno nie miałaś.

          o a co ma piernik do wiatraka??smile))
          -
          • monia145 Re: Naraziłam mojego synka na śmiertelne niebezpi 27.06.07, 10:01
            Oxy, no nie pisz, że nie wieszsmile))))
            Toż to jeden z wiodących argumentów na forum- jak ktoś napisze coś nie po
            Twojej mysli, to mu się niezaspokojenie seksualne imputujewinkP
    • lolka11 Re: Naraziłam mojego synka na śmiertelne niebezpi 26.06.07, 14:02
      Wystarczy dom odpowiednio zabezpieczyc i to nie prowizorycznie, tylko kupic
      odpowiednie bramki (najlepiej samozamykajace sie), oslony na kanty, do
      kontaktow itp...to tylko dziecko, ktore jest ciekawe swiata....

      Dorota
      • oxygen100 Re: Naraziłam mojego synka na śmiertelne niebezpi 26.06.07, 15:15
        lub wiazac dziecko do kaloryfera. Na odpowiednio krotkiej smyczy ofkorstongue_out
    • maga_luisa Re: Naraziłam mojego synka na śmiertelne niebezpi 26.06.07, 14:39
      No ale po co ta histeria? Na szczęście nic się nie stało, Ty masz nauczkę,
      powzięłaś odpowiednie kroki. Chyba wystarczy.
      • ila79 Re: Naraziłam mojego synka na śmiertelne niebezpi 26.06.07, 16:32
        Taka jestem, że histeryzuję i już...bramki mam pozakładane, tu chodziło o tą
        nieszczęsną barierkę, właśnie montuję siatkę. Nie mogę sobie poprostu poradzić
        z własną wyobraźnią, która podsuwa coraz to nowe obrazy pt. "co się mogło stać".
        • melka_x Re: Naraziłam mojego synka na śmiertelne niebezpi 26.06.07, 18:05
          Nie rozumiem, jeśli bramki masz pozakładne to jak dziecko znalazło się na
          schodach? Nie wiem w jakim wieku jest Twoje dziecko ale tarasowanie łóżeczkiem
          to raczej kiepski pomysł, prędzej czy później dziecko łóżeczko przesunie.
          Zamykaj bramki i po kłopociesmile
    • ik_ecc Re: Naraziłam mojego synka na śmiertelne niebezpi 26.06.07, 18:34
      Kiedy moja corka miala 8 mies (kiedy zaczela raczkowac) pierwsze co ja
      nauczylismy to schodzic po schodach i z lozek. Nauczyla sie w jednej "sesji",
      potem przez jakis czas sie jej przygladalismy i schodzila bez problemow. Nigdy
      nie mielismy zadnych bramek na schodach, ma 2 lata, nigdy nic sie na schodach
      nie stalo (a za to ile zabawy).
      • ik_ecc Re: Naraziłam mojego synka na śmiertelne niebezpi 26.06.07, 19:17
        Tak jeszcze zapomnalam dodac... Dzieci nie maja sklonnosci samobojczych, wrecz
        przeciwnie, sa bardzo ostrozne. Lek przed wysokoscia, cofniecie sie przed
        goracym, itd. maja niejako wbudowane. Byly na ten temat badania (np. raczkujace
        dzieci nie chcialy raczkowac po przezroczystej plycie zawieszonej na jakiejstam
        wysokosci), w wielu kulturach zostawia sie calkiem male dzieci samym sobie np.
        na skraju urwiska i (1) rodzice wiedza ze dzieciom nic sie nie stanie i nie
        ingeruja, oraz (2) dzieciom sie nic nie dzieje. Mowa o dzieciach 7-8 mies +.

        Moja corka jest narwana i usiedziec w jednym miejscu nie moze, dlatego bardzo
        wczesnie sie zajelam tymi nieszczesnymi schodami, bardzo wczesnie pokazalam jej
        co oznacza "gorace" (otworzylam drzwiczki od piecyka i pozwolilam jej podejsc -
        sama sie zatrzymala w odleglosci ok pol metra i blizej nie chciala - i teraz
        bardzo jest ostrozna), nigdy nie zabezpieczalam kantow, nie usuwalam niskich
        stolow, itd - tylko wlasnie pokazalam jej gdzie sa. Teraz dwa tygodnie
        spedzilismy u znajomych, ktorzy maja wysoka werande bez barierki (ze 3 metry
        wysokosci) - jedyny dzien kiedy corke pilnowalam byl kiedy przyjechali inni
        znajomi z psem - balam sie ze pies moze ja niechcacy zepchnac. Corka, po
        dokladnym przepadaniu krawedzi ze mna pierwszego dnia, sama pozniej bardzo
        pilnowala granicy okolo pol metra od granicy, nigdy nie zapomniala sie w
        zabawie, itd. Nic z tego nie wymuszalam krzykiem i szarpanina, tylko zaufaniem.
        Dzieci sa madrzejsze niz sie nam zdaje.

        • marina2 Re: Naraziłam mojego synka na śmiertelne niebezpi 26.06.07, 19:45
          Anioł strzegł
          każdy popełnia błędy
          weź oddech
        • moninia2000 Re: Naraziłam mojego synka na śmiertelne niebezpi 26.06.07, 19:55
          ik_ecc zgodze sie, iz dzieci sa madrzejsze niz nam sie wydaje, ale nie z tym,
          aby ich nie pilnowac..
          ZAwsze moze sie cos zdarzyc i lepiej miec oczy dokola glowy i co jakis czas
          chocby sprawdac, bo takim malym smykom moze cos do glowki wpasc nagle albo sie
          potknie albo za biedronka pobiegnie i..po prostu trzeba uwazac.
          Do autorki postu: nie martw sie, nic sie nie stalo na szczescie, masz
          nauczke, wiec nie sadze, abys juz pozwolila synkowi powtorzyc wyczynwink
          Poza tym kazdej z nas zdarzaja sie wpadki, bosmy ludzkie.-)
          • ik_ecc Re: Naraziłam mojego synka na śmiertelne niebezpi 26.06.07, 20:11
            moninia2000 napisała:

            > ik_ecc zgodze sie, iz dzieci sa madrzejsze niz nam sie wydaje, ale nie z tym,
            > aby ich nie pilnowac..
            > ZAwsze moze sie cos zdarzyc i lepiej miec oczy dokola glowy i co jakis czas
            > chocby sprawdac, bo takim malym smykom moze cos do glowki wpasc nagle albo
            sie
            > potknie albo za biedronka pobiegnie i..po prostu trzeba uwazac.

            Trzymac na oku, jasne, jesli sie ma taka potrzebe. Ale nie na sile chronic
            przed wszystkim, bo w ten sposob niczego sie czlowiek nie uczy.

            Ja dosyc szybko zauwazylam, ze corka przy mnie jest bardziej bezradna - nie
            umie ulozyc ukladanki, costam jej nie wychodzi w piasku, nie umie czegos zdjac
            czy zalozyc. Wylacznie kiedy jestem w poblizu. Wystarczy ze mnie nie ma, sama
            wszystko robi, sama na siebie uwaza.

            Moja corka ma najwiecej wypadkow przy babci i niani, ktore jej wlasnie nie
            odstepuja na krok. Im tez np. ucieka. Mnie uciekla raz - po tym przez jakis
            czas wywozilam ja do lasu, gdzie sobie mogla biegac gdzie chciala, ale ja sie w
            to nie wciagalam. Teraz do glowy by jej nie przyszlo mi uciec...

            Troche wiecej zaufania!
        • melka_x Re: Naraziłam mojego synka na śmiertelne niebezpi 27.06.07, 09:03
          > Dzieci nie maja sklonnosci samobojczych, wrecz
          > przeciwnie, sa bardzo ostrozne. Lek przed wysokoscia, cofniecie sie przed
          > goracym, itd. maja niejako wbudowane.

          Nieprawda. Wiele dzieci nie odczuwa naturalnego u dorosłych lęku przed
          wysokością. Dzieci często spadają ze schodów wyślizgując się między tralkami
          nie dlatego, że zachwiały się czy potknęły, ale właśnie dlatego, że nie czując
          lęku wysokości zbyt mocno się wychyliły. Podobne wypadki zdarzają się na
          balkonach i oknach parapetu, 2letnie dziecko nie pilnowane przez dorosłego
          potrafi bez lęku usiąść na parapecie przy otwartym oknie. Po części wynika to
          też ze słabej znajomości możliwości i ograniczeń swojego ciała, dziecko nie
          zdaje sobie sprawy gdzie znajduje się ośrodek ciężkości i w związku z tym do
          jakiego momentu wychylenie się jest bezpieczne.
    • maga202 Re: Naraziłam mojego synka na śmiertelne niebezpi 26.06.07, 20:20
      Chyba przesadzasz z tą histerią. Przecież nic się nie stało, a nawet jakby spadł to nie wiadomo czy coś by mu się stało. Po co na zapas histeryzować.
      Ja na Twoim miejscu bym podwiązała sobie jajowody, a jeżeli chodzi o to dziecko, to nie wiem, może oddaj komuś odpowiedzialnemu.
      • maga202 Re: Naraziłam mojego synka na śmiertelne niebezpi 27.06.07, 07:42
        Może i mam zły dzień ale zupełnie nie rozumiem takiej histerii na zapas.
        Po co dwa dni mysleć: co by było jakby? Jak się nic nie stało. Dzieci różne mają pomysły i nie jesteśmy w stanie wszystkiego przewidzieć, tak więc myślę że trzeba się jeszcze na wiele stresów przygotować.
    • mamkaantka chyba z tobą jest coś nie tak n/t 26.06.07, 23:30
      • czarna_maruda Maga 26.06.07, 23:37
        zły dzień masz?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja