Moje obserwacje na placu zabaw...

26.06.07, 23:44
Mój synek zaczął wcześnie chodzić, mając 10 mies w domu, 10,5 mies po
chodniku, jak miał 11 mies doszedł do wprawy i umiał przechodzić przez próg
oraz wchodzić po schodach trzymając się ściany. Teraz skończył roczek. Zawsze
mam Go na oku, ale nie chce mi się chodzić za nim krok w krok. Na placu
zabaw, jeśli nie ma zbyt dużo dzieci, siadam na ławce i patrzę na synka jak
chodzi, biega za ptakami, czasami i owszem potknie się i upadnie ale nigdy
nie zdarł kolan i łokciów, nie miał też siniaków z upadku. I dziwi mnie nie
raz jak większość starych babek zwraca mi uwagę "taki mały, a sam biega,
powinna pani trzymać go za rączkę bo spadnie, o mój boże przewrócił się, mój
biedaczek itp itd" Zwróciłam uwagę, że żadna z matek nie siedzi na ławce,
tylko chodzą za swoimi dziećmi, trzymają za rękę, nie daj boże żeby się
przewróciło, od razu są podnoszone. Dzieci te umieją chodzić same tylko im
się na to nie pozwala. Mój synek jak upadnie to mówię do niego aby wstał bo
ziemia jest zimna, lub nie wolno siedziec na chodniku. Wstaje sam a później
kuca, nie siada. Czy coś źle robię? Jestem nieprzewrażliwiona?
    • demarta Re: Moje obserwacje na placu zabaw... 26.06.07, 23:49
      "Mój synek jak upadnie to mówię do niego aby wstał bo
      ziemia jest zimna,"

      acha, i ma rok...... i co synek odpowiada: "ok, mamo zaczaiłem?" smile))))
      • 5aga5 demarta 27.06.07, 00:07
        Domyślam się że synek słoneczka jeszcze nic nie odpowiada, bo tego nie potrafi,
        ale rozumie i koduje w swojej główce dużo rzeczy.
        • demarta Re: demarta 27.06.07, 00:09
          achaaaa!
          • donkaczka Re: demarta 27.06.07, 11:35
            demarta, a Tobie sie wydaje ze dziecko rozumie jak zaczyna mowic?
            roczniak bardzo duzo rozumie, powiedzialabym zaskakujaco duzo i akurat mowienie
            do niego jak do rozumnej istoty jest jak najbardziej na miejscu

            i robie tak samo, jak mloda wyrznie o glebe, to nie lece do niej jak oszala,
            tylko spokojnym tonem mowie "nic sie nie stalo kochanie, musisz uwazac jak nozki
            stawiasz, nie placz itp" i podnosze i tule jesli jest taka potrzeba, czasem sama
            przemowa ja uspokaja
    • 5aga5 Re: Moje obserwacje na placu zabaw... 26.06.07, 23:50
      Moja córa ma wprawdzie już prawie 3 lata, a ma mnóstwo siniaków i strupów.
      Chyba żadne dziecko nie wychowa się bez upadków.
      Kiedy była mała latałam za nią kiedy były w pobliżu rzeczy o które mogła zrobić
      sobie krzywdę np. ostre przedmioty, lub jeżdżące samochody.
      Ale ogólnie też spacerowała sama i starałam się nie ,, rozczulać " kazdym
      upadkiem. Przytulałam ją wtedy i mówiłam że to nic takiego i szybko się zgoi.
      • olkaaaa Re: Moje obserwacje na placu zabaw... 27.06.07, 00:13
        mój synek ma dwa latka i jak miał rok tez siedziałam na ławce i obserwowałam i
        reagowałam kiedy trzeba naprwade autorka wątku ma racje dzieciaki starsze latają
        i mamusie zanimi krok w krok nie mówie ,ze trzeba dzieciaka zostawic i sobie
        plotkowac ale to co ja obserwuje to jest naprawde przesada nie widziałam
        jeszcze dziecka młodszego niz 3 latka aby samo ze zjeżdżalni zjechało to juz
        przesada
    • mama007 Re: Moje obserwacje na placu zabaw... 27.06.07, 05:28
      tak mysle intensywnie, mysle jak to bylo jak moja miala rok i... NIE PAMIETAM...
      moze to z powodu tej chorej godziny i tego ze spac nie moge mam takie otepienie
      pamieciowe, ale naprawde nie moge sobie przypomniec czy chodzilam za nia na
      placu zabaw jak miala rok.
      hmm, czy ja w ogole z nia wtedy na plac zabaw chodzilam?? big_grin

      a tak BTW to u nas tez zawsze bylo 'jak sie przewrocisz to wstan', chyba ze
      upadek byl naprawde grozny (rozbicie glowy, upadek na tyl glowy na twardym
      podlozy, rozbicie nosa czy wargi). ale do tej pory za to jak sie przewroci to
      sama wstaje i leci dalej. co najwyzej mowi 'no nieeeeee, no i znow bede miala
      strupa...!!!' albo 'no to ladnie, znowu...!' wink
      • edytkus Re: Moje obserwacje na placu zabaw... 27.06.07, 06:58
        mama007 napisała:

        > tak mysle intensywnie, mysle jak to bylo jak moja miala rok i... NIE PAMIETAM..

        nie wiem jak Twoja ale moja w tym wieku jeszcze sama nie chodzila smile
        • mama007 Re: Moje obserwacje na placu zabaw... 27.06.07, 10:10
          edytkus napisała:

          > mama007 napisała:
          >
          > > tak mysle intensywnie, mysle jak to bylo jak moja miala rok i... NIE PAMI
          > ETAM..
          >
          > nie wiem jak Twoja ale moja w tym wieku jeszcze sama nie chodzila smile
          >

          moja smigala po dworze jak miala 10 miesiecy, moze dlatego nie pamietam, bo taka
          zajeta bylam ganianiem za nią big_grin
    • fishka7 Re: Moje obserwacje na placu zabaw... 27.06.07, 07:18
      hehehe jakbym czytała samą siebie! No może mój synek nie ma roku, ale też czuję
      się jakbym była jakaś nienormalna, bo za nim nie biegam, podczas gdy wszystkie
      niemalże mamusie czy babcie chodzą za maluchami krok w krok. Smieszy mnie taka
      jedna kobitka, która przychodzi zawsze do nas na plac zabaw ze swoim 2 letnim
      synalkiem. Plac ogrodzony!!!! Ona chodzi za nim wszędzie, dosłownie na 20 cm. za
      nim! A takie robi miny przy tym, że jest już tym zmęczona, że już nie ma sił,
      ciągle tak sapie dając do zrozumienia, że jest zmęczona, mówi "o matko", czasem
      mówi "michaś nie tak szybko"
      hehehe
      dobre! Czemu ta kobita nie usiądzie to nie wiem!!! Nie mam odwagi zaproponowac
      jej by usiadła obok na ławce?!
      sloneczko2812 ja osobiście uważam, że takie kurczowe trzymanie dziecka za
      rączkę, które umie już samo chodzić, jest OGRANICZANIEM tylko jego rozwoju!
      Oczywiście nie chodzi o to by malca puścić samego w Karpaty i niech se lata, ale
      jeśli jest w miarę bezpiecznie, boisko, trawka, piach czy co tam jeszcze to po
      co trzymać za rączkę? 24 na dobę trzymać się niestety nie da! Jak będzie miało
      się przewrócić to i tak się kiedyś przewróci! Ono sobie już tam znajdzie na to
      sposób heheh
      Jesli dziecko jest na tyle duże że próbuje wchodzić samo po schodach - to pewnie
      że mu na to pozwolić...tylko oczywiście zabezpieczać na wszelki wypadek, chronić
      by nic się nie stało...!
      Dziecko samo najlepiej zna swój zegar, samo wie, kiedy jest gotowe, jeśli chce
      spróbować to trzeba mu na to pozwalać, a nie ograniczać!!!
      Mnie takie trzymanie za rączkę kojarzy się z mamuśkami, które rozpaczają jak
      synek wreszcie chce założyć rodzinę i wyfrunąć z gniazdka....hehehe
      Był malutki...potrzebował mamę 24h na dobę, ale rośnie i z biegiem czasu
      potrzebuje jej coraz mnie, i trzeba na to pozwolić!
    • fishka7 Re: Moje obserwacje na placu zabaw... 27.06.07, 07:25
      aha
      jeszcze dodam tylko, mój syn jak się przewróci, to wstaje mówi, że "do wesela
      się zagoi" i dalej biegnie się bawić! Nie raz jak obedrze kolano mówi, że" rana
      jak u barana"! i śmiejemy się wszyscy do rozpuku!
      Na małej zjeżdzalni zjeżdzał sam jak miał 2 latka (sam to u mnie znaczy, że ja
      sobie siedziałam na ławce a on sam zjeżdzał, sam na nią wchodził itd.) Podczas
      gdy inni rodzice, nie raz nawet starsze dzieci, wprowadzają za rączkę na
      zjeżdzalnię, stoją obok i łapią w połowie zjeżdzalni, by przypadkiem nie
      wyfrunęło chyba do góry! heheh

      sloneczko2812 siedz sobie spokojnie i odpoczywaj na ławeczce, i nie miej żadnych
      wyrzutów, Ty chyba lepiej wiesz co Twoje dziecko potrafi niż jakieś obce baby!
      Skoro Ty jesteś pewna, że nic mu się nie stanie, to to jest chyba najważniejsze!
      pozdrawiam
      i miłego leniuchowania na ławeczkachwink))
    • maga202 Re: Moje obserwacje na placu zabaw... 27.06.07, 07:32
      Ja tam tez za swoją małą nie biegam, jak się przewróci na trawę to przecież nic jej sie nie stanie. Nawet do głowy mi nie przyszło żeby za nia biegać i podnosic po każdym upadku, sama wstaje.
      No i dobrze że jesteś nieprzewrazliwiona, wkurzaja mnie takie przewrazliwione co patrzą na mnie jak na idiotkę i uwazają, że jestem nie odpowiedzialna. A potem ich dzieciaki tylko się ich spódnic trzymają i wyją na każdym kroku jak mamy nie ma na horyzoncie, nie cierpię wyjących dzieci i takich przewrazliwionych mamuś. Moja siostra ma takiego wyjca bo na krok go nie opuszczała, a teraz nawet jak do mnie przyjedzie to nie da sie porozmawiać bo jej trzylatek ciągle wyje.
    • majmajka Re: Moje obserwacje na placu zabaw... 27.06.07, 07:42
      Ja biegalam...Nie wiem czy to dobrze czy zle,ale biegalam i za jednym i za drugim dzieckiem.Tak,ze troche sie w zyciu nabiegalamsmile A tak w ogole to mysle,ze jak ze wszystkim w zyciu trzeba zachowac zdrowy umiar i w jedna strone i w druga.
    • iwles Re: Moje obserwacje na placu zabaw... 27.06.07, 07:55
      > zaczął chodzić mając 10 mies w domu, 10,5 mies po chodniku,

      JEZU !
      Przez 2 tygodnie nie wychodziłaś z nim na dwór ?



      > nie chce mi się chodzić za nim krok w krok

      Aaaaaaaaa........ więc to nie jest taka metoda wychowawcza, ty po prostu jesteś
      leniwa.


      > Mój synek jak upadnie to mówię do niego aby wstał bo
      > ziemia jest zimna, lub nie wolno siedziec na chodniku.

      tylko, że na placu zabaw istnieje wieeeele niebezpieczeństw dla takich
      maluchów, o wiele groźniejszych niż przewrócenie się.
      I, będąc daleko - nie zdążysz uchronić go, żeby nie podszedł pod bujaczkę,
      zjeżdżalnię czy innego rozchuśtanego konika zanim dostanie od tychże w głowę.

      No i właściwie, po co łazisz na plac zabaw, skoro dziecko twoje nie korzysta z
      zabawek ?
      Rozsadzisz swój tyłek na ławeczce, zamiast pobawić się z dzieckiem, na
      bujaczce, zjeżdżalni czy w piaskownicy.
      • maga202 Re: Moje obserwacje na placu zabaw... 27.06.07, 08:06
        Ale po co chodzić za dzieckiem krok w krok?
        Oczywiście jak idzie pod huśtawke lub w jakieś niebezpieczne miejsce to trzeba.
        Nie zawsze mi się chce biegać za dzieckiem i nie uważam, że z tego powodu jestem złą i nieodpowiedzialną matką. Chyba czasem mam prawo posiedzieć na ławce, oczywiście jak dziecku nic nie grozi. Jak lubisz biegac to biegaj i nie zarzucaj innym lenistwa.
        • iwles Re: Moje obserwacje na placu zabaw... 27.06.07, 08:14
          biegać nie muszę za dzieckiem, bo moje dziecko jest już duże.
          Ale do białej gorączki doprowadzają mnie mamuśki, które puszczają ledwo-
          chodzącego-roczniaka z daleka od siebie.

          Mówisz, że widzisz, kiedy podchodzi pod bujaczkę ? hmmmmmmmmm.............
          nawet nie zauważysz, w którym momencie u malucha wolne chodzenie przejdzie w
          sprint. To będzie moment, jak wyląduje pod bujaczką.
          Nie raz ja sama - kiedy bujałam swojego syna na bujaczce bądź karuzeli - w
          ostatniej chwili łapałam takiego chodzącego samopas szkraba, a mamusia zdążyła
          się ledwo podnieść z ławki, bo była na drugim końcu placu.

          Brak wyobraźni albo lenistwo - jak zwał tak zwał, mniejsza o to. Na pewno brak
          odpowiedzialności.
          • gryzelda71 Re: Moje obserwacje na placu zabaw... 27.06.07, 08:23
            iwles napisała:
            Mówisz, że widzisz, kiedy podchodzi pod bujaczkę ? hmmmmmmmmm.............
            > nawet nie zauważysz, w którym momencie u malucha wolne chodzenie przejdzie w
            > sprint. To będzie moment, jak wyląduje pod bujaczką.

            A jak juz wyląduje pod bujaczka to dostanie się dziecku co na niej siedzi,oj dostanie,ze nie widzi malucha i nie zatrzymało się na czas.
            Często widze rodziców na placu zbaw,którzy podnoszą się z ławki tylko w celu udzielenia nagany innym dzieciom.
            • bea.bea Re: Moje obserwacje na placu zabaw... 27.06.07, 08:52
              zgadzam się....i jeszcze dorzuce te mamusie które siedzą i wogóle nic ich nie
              obchodzi....
              na moje oko 2wu latek pod opieka ze czterech 5cio latków, skrze tnie uczył sie
              rzucac kamieniami...( kamień wielkosci piłki do tenisa)...maluch może i daleko
              nie rzucał , ale jego koledzy owszem...a ze dzieci bawiły sie w koło to co?
              jak otwarłam gebe to mama raczyła zauwazyć i powiedziec..."jasiu" odłuz tego
              kamienia...a ja gdyby wzrok mógł zabijać lezałabym trupem....

              no cuz dziś 2wu latek rzuca blisko, jutro rozbije komus głowe, albo okno wybije,
              ale przeciez nikt nie nauczył go ze tak sie nie robi....bo po co przeszkadzac
              dziecku w zabawie..
          • fishka7 Re: Moje obserwacje na placu zabaw... 27.06.07, 08:56
            a może zamiast chodzić i trzymać za rączkę, by nie wlazł pod chuśtawkę...trzeba
            POWIEDZIEĆ dziecku że tak nie wolno!!!
            Mój synalek nigdy nie wchodził pod chuśtawkę, od zawsze wiedział, że może go
            chuśtawka uderzyć!!!!
            • gryzelda71 Re: Moje obserwacje na placu zabaw... 27.06.07, 09:04
              fishka7 napisała:
              > Mój synalek nigdy nie wchodził pod chuśtawkę, od zawsze wiedział, że może go
              > chuśtawka uderzyć!!!!

              Niesamowity dzieciak.
              • fishka7 Re: Moje obserwacje na placu zabaw... 27.06.07, 09:17
                > Niesamowity dzieciak

                wiem wink)))))))
                • iwles Re: Moje obserwacje na placu zabaw... 27.06.07, 09:29
                  w wieku 12 miesięcy ??

                  Jezu !
                  Czy to w genach tak ma ?
                  czy stosujesz jakieś super metody ?
                  • monia145 Re: Moje obserwacje na placu zabaw... 27.06.07, 09:30
                    No przecież napisała, że MÓWI do dziecka a ono rejestruje..winkP
                    • fishka7 Re: Moje obserwacje na placu zabaw... 27.06.07, 09:44
                      hej chwila, ja niczego takiego nie pisałam...
                      ja nie mówię do swojego dziecka a ono rejestruje bo mój syn to CZŁOWIEK a nie
                      maszyna!
                      I nie zwierzę do hodowania...
                      a człowiek, z którym tzreba rozmawiać, wszystko tłumaczyć
                      Mój syn ma w tej chwili 3 lata, nigdy nie było sytuacji by właził pod
                      chuśtawkę, wkładał palce w kontakt, czy bawił się kuchenką gazową!
                      Zawsze wszytsko mu tłumaczyłam
                      i jakoś najwyraźniej zrozumiał, że nie wolno! bo to niebezpieczne!
                      Też bym pewnie nie wierzyła...ale tak jest!
                      Jak miał rok to może i chodziłam za nim...
                      ale bez przesady
                      jak ktoś słusznie napisał

                      Trzeba znać umiar we wszytskim!!!!
                      Chronić ale nie ograniczać!
                      • iwles Re: Moje obserwacje na placu zabaw... 27.06.07, 09:55
                        no własnie cały czas chodzi o OCHRONĘ a nie OGRANICZANIE.
                        Gdzie Ty wyczytałas, że chodzi mi o zatrzymanie rozwoju dziecka ? Ograniczanie
                        go ?
                        Tylko trudno byłoby mi zaufać 12-miesięcznemu dziecku, że wie co robi i potrafi
                        przewidziec konsekwencje swojego działania. A opiekun w tym czasie siedzi sobie
                        i patrzy z daleka.
                        Przy rocznym dziecku trzeba być w pobliżu. Czy chodzenie 1 metr za dzieckiem -
                        jest ograniczaniem jego rozwoju ? czy dawaniem poczucia bezpieczeństwa w razie
                        ewentualnego zagrożenia (jak rozchuśtana bujaczka, szubkokręcąca się karuzela,
                        albo nawet biegające kilkulatki) ?

                        Czy nie fajniej jest bawić się razem z dzieckiem ? Uczyć go zjeżdżania na małej
                        zjeżdżalni ? Posadzić na bujanego konika ? Wsadzić go do piaskownicy i uczyć
                        lepić babki ? Czy to nie jest bardziej ROZWOJOWE dla dziecka ?
                      • dziubelek2 Re: Moje obserwacje na placu zabaw... 27.06.07, 10:48
                        zgadzam się - zawsze trzeba "wyposrodkowac" - dziecka nie da się uchronic przed
                        wszystkim, tłumaczenie wiele daje , ale nie zapominajmy, ze dziecko to tylko
                        dziecko - ono moze i wie , ze cos jest niebezpieczne, jednak w ferworze zabawy,
                        za namową innych dzieci może zapomnieć.

                        poza tym -nie ufałabym jednak tak do końca, ze maluch wie i rozumie - codzienne
                        powtarzanie, że do kuchenki nie wolno się zbliżać, bo..... i niby dziecko moje
                        rozumiało i wiedziało, a jednak i tak nie zdążyłam nawet okiem mrugnąć, gdy
                        zapytało "co tam jest?" i ściągnęło na siebie patelnie z olejem - na całe
                        szczęście zimnym.

                        nie uchronimy dziecka przed każdym urazem, ale uważam , ze w przypadku
                        kilkulatków trzeba mieć "oczy dookoła głowy", a juz na pewno roczniaka nie
                        obserwowałabym z ławki - niech chodzi samodzielnie, niech pada na pupę, ale
                        kilka kroków ode mnie.

                        pozdrowienia.Anka
                      • femme_fatale13 tak się wtrące... 27.06.07, 13:13
                        nie mam pojęcia jaką krzywdę może dziecku wyrządzić CHuśtawka, ale Huśtawka z
                        pewnością niemałą
                        Gwoli wyjaśnienia do roczniaka się zdąży do dwulatka biegającego cały czas nie
                        dlatego albo wybiera sie mały plac zabaw albo obserwuje się w odpowiedniej
                        odległości ( z pewnością sporo więcej niż 20cm)
                        mam mały plac zabaw to o zgrozo nawet książki do czytania zabieram
                • maga202 Re: Moje obserwacje na placu zabaw... 27.06.07, 12:33
                  Może i niesamowity, ale jak się dziecku od urodzenia wszystko tłumaczy a nie przed nim chowa i za nim biega to się strasznie można zdziwić jak malutkie dziecko potrafi wiele rzeczy zroaumieć. Moja siostra ma strasznie "szkudne" dzieci, wprost nie do wytrzymania, ale ona nigdy nic im nie tłumaczyła bo uwazała, że dziecko nic nie rozumie. Niestety jescze nie udowodniono naukowo od kiedy dziecko zaczyna rozumieć i uważam że trzba od urodzenia tłumaczyć. Moja malutka ma 13 miesięcy i wiele rzeczy już wie bo ob 13 miesięcy jej pewne sprawy wyjaśniam.
                  Denerwuje mnie podejście matek, że dzieciom nie ma co tłumaczyć bo i tak to do niczego nie prowadzi.
                  • gryzelda71 Re: Moje obserwacje na placu zabaw... 27.06.07, 12:42
                    maga202 napisała:
                    Moja malutka ma 13
                    > miesięcy i wiele rzeczy już wie bo ob 13 miesięcy jej pewne sprawy wyjaśniam.

                    A możesz napisac co juz takiego wie i co juz jej wyjaśniłas?
                    Nie wiem skąd przekonanie,ze jak dziecko psotne,w sensie ciekawe np kontaktu,to znaczy to,ze rodzić nic nie tłumaczy i nie wyjaśnia.Są dzieci i dzieci.To,ze moje nigdy nie dłubały w kontaktach nie oznacza,ze zrozumiały jak im wytłumaczyłam jakie zgubne skutki może miec spotkanie z uporządkowanym strumieniem elektronówsmile
                  • monia145 Re: Moje obserwacje na placu zabaw... 27.06.07, 19:20
                    No ale co takiego nadspodziewanego wie Twoje 13- miesieczne dziecko?
                    Dałabyś rękę, że po wykładzie na temat tego, że nie należy podchodzić do kuchni
                    na której gotuje sie zupa, nie podejdzie?
                    Bo Ty mu wytłumaczyłaś???????
                    Pojęcie "wiele" mówi wszystko i nic.
    • denay Re: Moje obserwacje na placu zabaw... 27.06.07, 08:11
      normalna jesteś...
      • joasiiik25 Re: Moje obserwacje na placu zabaw... 27.06.07, 08:28
        smile
        wychowasz samodzielnego chlopaca-zobaczysz
        gadaniem bab sie nie przejmujsmile
        • maga202 Re: Moje obserwacje na placu zabaw... 27.06.07, 08:46
          Też tak uważam. Niech gadają i biegają, a Ty rób po swojemu.
          • guderianka Re: Moje obserwacje na placu zabaw... 27.06.07, 08:53
            dobrze robisz
            olej tamte
    • agnes0101 Re: Moje obserwacje na placu zabaw... 27.06.07, 09:16
      Pytanie na jakie place zabaw chodzisz, bo one się różnią diametralnie. Jeśli
      mały, osiedlowy gdzie jest mało sprzętów i oczywiście dzieci , to owszem
      siadałam , albo stałam w bezpiecznej odległości. Druga sprawa to też kwestia
      temperamentu dziecka, jeśli jest spokojne potrafi ładnie bawić się w jednym
      miejscu to ok. Jednak jak masz dziecko które w wieku roku biega jak "perszing"
      m, nie potrafi w jednym miejscu być dłużej niż 5 min to nie ma siły być za nim
      nie chodziła. Kolejna sprawa, nie masz nigdy gwarancji że jakiś zbuntowany
      dzieciaczek nie udarzy go , nie popchnie i na coś nie ubadnie . Powtarzam że to
      też zależy od wielkości i rodzaju sprzętów na placu zabaw. Jeszcze jedno ja za
      stwoim 2,5 latkiem chodzę zawsze bo wiem do czego jest zdolny, potrafi popchnąć
      dziecko (nawet nie złośliwe, tylko wszędzie chce być pierwszy), wchodzi na
      najbardziej niebezpieczne zabawki , skacze z drabinki na drabinkę etc. Nie
      trzymam go oczywiście za rękę, ale zawsze jestem w bezpiecznej odległości. I
      jeśli z twojego dziecka będzie rósł taki "wulkan energii" to wtedy pogadamy.
    • evchen.ol Re: Moje obserwacje na placu zabaw... 27.06.07, 10:06
      Myślę, że wszystko zależy od tego jaki to plac zabaw, ile dzieci się na nim
      znajduje i od temperamentu dziecka. Moje to mały żywioł. Chodziłam zawsze nawet
      teraz chodzę choć to już prawie trzylatek. Kilka razy zdarzyło mi się, że
      złapałam go w ostatniej chwili gdy z czegoś spadał. Nie sądzę, żeby roczne
      dziecko samo było w stanie bezpiecznie skorzystać z większości sprzętów na
      placu zabaw z wyjątkiem piaskownicy, a i ta nie zawsze bezpieczna. Nie
      rozumiem, jak Twoje dziecko korzysta z pobytu w tymże do zabawy przeznaczonym
      miejscu jeśli Ty siedzisz i obserwujesz. Przecież nie umie jeszcze pobujać się
      samo, a co dopiero przewidzieć niebezpieczeństwo. No ale Ty pewnie sprinterką
      jesteś skoro dolecisz w ciągu sekundy z drugiego końca placu, więc nie musimy
      się martwićsmile
    • sloneczko2812 Re: Moje obserwacje na placu zabaw... 27.06.07, 10:10
      Dzięki za opinie i te dobre i złe. Odpowiadając na te nieprzychylne już
      odpowiadam. Jak juz pisałam synek nauczyl się chodzić jak miał 10 mies, sam w
      domu i rzeczywiście chodził sam bo mu na to pozwalałam (moja mama nawet w domu
      prowadziła go za rączkę), zabezpieczyłam wszystkie kanty a przedmioty, które
      mógł strącić sobie na głowę umieściłam wysoko na półce. Mając 10,5 mies nauczył
      się chodzić po chodniku i trawce, przez 2 tyg, nie siedziałam więc w domu,
      tylko prowadziłam małego za rączkę (po chodniku, bo po trawce uczył chodzić się
      sam, upadał na pupcię, ale miał frajdę). Jeśli chodzi o place zabaw, tak jak
      napisałam, siadam na ławce, bo nie chce mi się biegać za synkiem, obserwuje i
      po prostu wiem, że mu się nic nie stanie, huśtawki są daleko, karuzele również,
      Mały uwielbia np. nieruchomą ciuchcię, dotyka kółeczek, bawi się na swój
      sposób, naśladuje auta, zawsze w ręku trzyma jakieś autko lub łopatkę. Jeśli
      jest już więcej Dzieci to wstaje z ławki i pilnuję, żeby nikt nie zrobił mu
      niechcący krzywdy, nie spadł na niego, wiecie jak to dzieci. Jeśli Małemu się
      nudzi idziemy na zjeżdzalnię i wtedy zjeżdzamy razem lub trzymam Malego i
      zjedza. Ale u Nas w parku sa alejki, gdzie ławki są dobrze umieszczone, z dala
      od hustawek, schodów. Synek biega sobie po trawce za ptakami, najbardziej lubi
      się chować za drzewami i kukać i bawimy się tak razem (wówczas nie siedzę na
      ławce, tylko uczestniczę w zabawie, ale nie prowadzę za rączkę).
      I naprawdę ale doprowadzają mnie do szału te mamusie, które uważają że jestem
      nieodpowiedzialna, bo one chodzą krok w krok z swoimi pociechami, a ja nie bo
      nie czuję takiej potrzeby, widzę nie raz ich wzrok, jesli moj synek upadnie na
      pupcie tak jak pisalam od razu wstaje, ale czasami nie zdąży wstać, bo od razu
      znajdzie się jakaś mamusia która go podniesie i popatrzy na mnie takim własnie
      wzrokiem jak pisałam wcześniej. Jesli mój Maluch pobrudzi sobie rączki np.
      piaskiem i dotknie rączki (dając cześć) swojego równieśnika bądź też
      rówieśniczki, od razu mamusia wyciera rączkę chusteczką nawilżającą. Rozumiem,
      że chodzi jej o to aby jej dziecko nie brało później rączek do buzismile ale ja
      swojemu nie wycieram jak go dotknie inne dziecko, czy pogłaska. To taka moja
      osobista refleksja, na którą chciałam zwrócić uwagę. Pozdr.
      • evchen.ol Re: Moje obserwacje na placu zabaw... 27.06.07, 10:20
        W takim razie roisz dobrzesmile Jak pisałam wszystko zależy od sytuacji.
      • maga202 Re: Moje obserwacje na placu zabaw... 27.06.07, 12:42
        Tez mnie dziwi podnoszenie dziecka jak upadnie na pupę, przecież samo wstanie. Ale jak mamusia je za kazdym razem podnosi to po co ma wstawać? Lubię samodzielne, rezolutne dzieciaki, a nie ciamajdowate marudy, które nawet nie moga się porządnie pobawic bo przewrażliwione mamusie im nie pozwalają.
        • iwles Re: Moje obserwacje na placu zabaw... 27.06.07, 13:11
          Wiesz co maga ?
          pomiędzy przewrazliwoną mamusia, która na nic dziecku nie pozwala, a wyzwoloną
          mamusią, której opieka polega tylko na patrzeniu z daleka na 12-miesięczne
          dziecko - jest jeszcze cały wachlarz matek rozsądnych, które znają temperament
          swoich dzieci i mają wyobraźnię.
    • mbwj88 Re: Moje obserwacje na placu zabaw... 27.06.07, 10:14
      ja tam jestem z tych co chodzą za dzieckiem
      żeby komuś zwracać uwage że robi inaczej to by mi sie nie chciało
      ale o swoje dziecko boję sie bardzo i nawet teraz a ma już skończone 4 lata
      staram się być w pobliżu
      czasem mąż mnie przytrzyma " spokojnie da sobie radę" a ja i tak zamieram jak
      np. upadnie albo jedzie na rowerze
    • shady27 sloneczko :) 27.06.07, 10:17
      ja robilam tak samo jak moj synek byl w wieku Towjego.
      Teraz ma prawie 2 lata i jest bardzo samodzielny, co niejednokrotnie
      doprowadza inne mamuski do zawalu wink
      Nie przejmuj sie i rob swoje
    • melka_x Re: Moje obserwacje na placu zabaw... 27.06.07, 10:18
      Wszystko zależy od placu zabaw. Jak jest taki jak np. na warszawskim placu
      Wilsona to dzieciakowi nic się nie stanie jak się przewróci czy zleci z
      niewielkiej wysokości. Jak jest wybetonowany to zdecydowanie roczniaka bym
      asekurowała i to kiedy zaczął chodzić nie ma nic do tego. Każde dziecko czasem
      spada i przewraca się, roczne stosunkowo często, jak chlaśnie na beton będzie
      kiepsko.

      Przy okazji - czemu piszesz o swoim dziecku "Go"? To jakiś święty?wink))
      • sloneczko2812 Re: Moje obserwacje na placu zabaw... 27.06.07, 10:31
        nie jest święty, moze raz w calym moim tekscie napisalam go wielką literą,
        czasami mi sie napisze jakis wyraz z wielkiej litery, czasami z malej.
        • agnes0101 Re: Moje obserwacje na placu zabaw... 27.06.07, 11:08
          >>Jesli mój Maluch pobrudzi sobie rączki np.
          piaskiem i dotknie rączki (dając cześć) swojego równieśnika bądź też
          rówieśniczki, od razu mamusia wyciera rączkę chusteczką nawilżającą. Rozumiem,
          że chodzi jej o to aby jej dziecko nie brało później rączek do buzismile ale ja
          swojemu nie wycieram jak go dotknie inne dziecko, czy pogłaska. <<
          Dziwne to co piszesz, albo masz kontatkt z dziwnymi ludźmi , bo chodzę na place
          zabaw ze swoim dzieckiem conajmniej od 2 lat i szczerze mówiąc nie spotkałam
          się z taką sytuacją , a dodam że moje dziecko potrafi tarzać i turlać się po
          piachu bardzo często i nie zaobserswowałam czegoś takiego by dotykając innego
          dziecko, biorąc za rączki (a uwielbia "prowadzać się" z innymi dziećmi) mamuśka
          jakaś tam wycierała od razu swojego malucha.
          BTW odnoszę wrażenie że pisząc ten post chcesz pokazać, pochwalić się jaką to
          jesteś nowoczesną mamusią, jak to uczysz samodzielności swoje dziecko. I bardzo
          dobrze tyle tylko że niepotrzebnie zaprzątasz sobie głowę obserwacją innych
          matek zamiast obserswować swojego malucha.
    • aniazm Re: Moje obserwacje na placu zabaw... 27.06.07, 11:08
      jak dla mnie dobrze robisz - ty jesteś matką i ty wiesz, na co stać twoje dziecko.

      ja nigdy za dzieckiem nie latałam i nie latam. siedzę sobie na ławce i
      obserwuję. Antek wchodzi wszędzie, jak widzę zbliżające się tarapaty, to
      podchodzę i czekam, czy da sobie radę, czy nie. zwykle daje sobie radę sam i
      moja interwencja jest niepotrzebna. w takich sytuacjach słyszę, że jestem
      "odważna", oczywiście z podtekstem "głupia". Stacha w domu też nie ratuję z
      każdej opresji, płacze, jak się przewróci, ale nie z bólu, tylko z frustracji,
      że znów mu się nie udało. nic to, przestaje płakać i wstaje dalej. też nie będę
      za nim ganiała po placu zabaw. zdecydowanie wychodzę z założenia, że jak się nie
      przewrócisz, to się nie nauczysz.

      dla mnie kuriozalne jest podejście matek, które, jak tylko dziecko wejdzie na
      zjeżdżalnię/drabinki krzyczą, żeby dziecko uważało, a najlepiej zeszło, bo za
      wysoko. i kto tu jest dziwny? i nie mówię tu o dzieciach rocznych, czy
      dwuletnich, tylko starszych. ostatnio widziała mamę z trzylatkiem (na oko),
      która ganiała za nim wszędzie i go podtrzymywała, nic sam nie mógł zrobić, bo
      mama go prowadziła, nie pozwalała wejść na drabinki, zjeżdżalnię - bo się
      przewróci... nie wiem, może był upośledzony ruchowo i tak trzeba było, nie
      pytałam. ale jeśli był zdrowy (na co wyglądało, bo chodził i biegał normalnie,
      zresztą biegać mama mu też nie pozwalała), to osobiście nie rozumiem zachowania
      matki. ale to tylko moje zdanie.
      • moniak51 Re: Moje obserwacje na placu zabaw... 27.06.07, 14:57
        Jak już ktoś napisał to zależy od placu zabaw , bo ja wczoraj np. "uratowałam
        życie" dziewczynce 2,5 letniej która prawie nie wleciała pod dobrze rozbujaną
        huśtawkę a gdzie był tata siedział na ławce a ja latałam za swoim 21
        miesięcznym synkiem i byłam po prostu bliżej, ale jak nie ma niebezpieczeństw
        to pewnie że za nim nie biegam , odkąd nauczył się chodzić też go nie podnoszę
        no chyba że usiądzie w kałuży itp. to muszę interweniować ale nie jest to dla
        mnie przyjemne.
        Pozd.Monika
    • nemiki1 do fishka7 27.06.07, 15:12
      "Smieszy mnie taka jedna kobitka, która przychodzi zawsze do nas na plac zabaw
      ze swoim 2 letnim
      synalkiem. Plac ogrodzony!!!! Ona chodzi za nim wszędzie, dosłownie na 20 cm. za
      nim! A takie robi miny przy tym, że jest już tym zmęczona, że już nie ma sił,
      ciągle tak sapie dając do zrozumienia, że jest zmęczona, mówi "o matko", czasem
      mówi "michaś nie tak szybko""

      Ja również moge Cię śmieszyć bo chodzę prawie krok w krok za moim synem, ale mój
      syn ma o zgrozo!! 3,5 roku i nie ma na imie Michał tylko Tomek.
      Plac zabaw też mamy ogrodzony ale Tomek jest dzieckiem niewidomym i bardzo
      często wchodzi na kogoś lub na coś. Jestem w drugiej ciąży (5 miesiąc) i też
      czasami jestem zmęczona tym chodzeniem za nim. Nie pamiętam czy mówię "O Matko"
      ale nie wykluczam, że nie. Chętnie bym sobie usiadła na ławeczkę, ale wtedy mój
      syn pewnie chciałby siedzieć ze mną ;-(

      Chciałam Ci tylko powiedzieć, że pozory mylą. Mojego brzucha niestety jeszcze
      nie widać (jestem bardzo drobna - ważę teraz około 46 kg), a że Tomek jest
      niewidomy też praktycznie nikt nie poznaje. Też moge kogoś śmieszyć... ale to
      najmniejszy problem w moim zyciu.

      Pozdrawiam i życzę troche więcej tolerancji dla innych "dziwnych matek".
      P.S. Ciekawe jakie dziwienie wzbudzam jak prowadzam swoje dziecko za linę -
      zalecenie specjalisty od orientacji przestrzennej?
      • zgloska Re: do fishka7 27.06.07, 21:05
        Tak mi się przypomniało...
        Post z jesieni zeszłego roku (tylko nie pamiętam z jakiego forum)
        małe dziecko chodzące po ogrodzonym placu zabaw podeszło do liści zgrabionych w
        kupkę, wzięło garstkę i krzyknęło ała - do palca wbiła się maluchowi zużyta igła
        ze strzykawką....
        Sytuacja z początku ciepłych dni tego roku
        Park jakich wiele, alejki, plac zabaw z piaskownicą, wszystko ogrodzone,
        nieopodal dość ruchliwa ulica
        Jechał golf, za kierownicą młody chłopak usiłował wyprzedzać, nie udało mu się w
        końcu wjechał po między dwa auta, stracił panowanie nad samochodem, wjechał na
        tory tramwajowe, odbiło go przekoziołkował i dachował nieopodal placu zabaw na
        alejkach
        matka, która spacerowała z maluchem (ok 1,5 roku), widząc co się dzieje chciała
        dziecko złapać a chłopiec postanowił pobawić się w ganianego, gdyby pobiegł
        jeszcze kawałek po tych alejkach....
        sytuacja z przed kilku dni, osiedlowy park a na nim plac zabaw, ogrodzony, z
        daleka od ulicy
        w pewnym momencie na plac zabaw wbiega przerażony kot a za nim pies
        przeskakujący ogrodzenie, psiur bardzo duży z rozpędu przewrócił dwójkę dzieci...
        Nie chodzę za Bartłomiejem krok w krok, kiedy się przewróci pytam "złapałeś
        zajączka ?", najczęściej słyszę "nie" i młody idzie dalej, nie ograniczam Go,
        wchodzi na zjeżdżalnie, drabinki, huśtawkę, ale wole Go mieć na wyciągnięcie ręki.
    • mikolunia Re: Moje obserwacje na placu zabaw... 27.06.07, 22:58
      Mój synek ma 22 miesiące i ja też za nim nie biegam. Jak upadnie (a robi to
      często, bo bardzo szybko biega) to mówię mu, żeby wstawał szubciutko na nóżki i
      że nic się nie stało. Oczywiście, jeśli uderzy się mocno to przytulam go i
      całuję. Dzięki temu facet nie jest rozhisteryzowany jak niektóre dzieci, które
      przy najmniejszym stuknięciu o cokolwiek "umierają" potem przez najbliższe pół
      godziny. No i te mamusie "rozcepierzone" nad dziećmi i reagujące nerwowo na
      najmniejsze potknięcie! Szału można dostać. Jest u mnie na osiedlu taka babcia,
      która opiekuje się wnusią i moim zdaniem robi dziecku wielką krzywdę - panna 3-
      letnia ze smoczkiem ("bo wieje wiaterek i się nałykasz zimnego powierza"), nie
      umiejąca się bawić z dziećmi (zostaw, to Julusi zabaweczka, zepsujesz" , "nie
      stawaj obok Julusi bo ją przwrócisz" itp, bardzo gruba, bo dziecko jest "żerte"
      a babcia non stop wpycha jakieś słodkości.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja