youst
17.06.03, 02:59
Cześć dziewczyny!
Spać nie mogę, bo aż mnie trzęsie jak sobie przypomnę... Ale do rzeczy.
Trzy lata temu rozstałam się po 2-letnim związku z pewnym facetem. Rozstanie
nastąpiło z mojej inicjatywy - jak na mój gust zbyt mocno bujał w obłokach,
nie był to typ mężczyzny-opoki, nie widziałam z nim związku "na zawsze". Mimo
to zawsze uważałam go za wspaniałego człowieka, dobrego, "uduchowionego",
bogatego wewnętrznie, mającego swój świat na przekór wszelkim modom, układom
itp. Czułam, że odchodząc zraniłam go mocno. Bardzo chciałam, by znalazł
sobie kobietę, która by go pokochała tak naprawdę, która pasowałaby do niego
bardziej niż ja. Niestety, on się zaparł i odtrącał na wstępie wszystkie
liczne "chętne" (jest całkiem niezłym przystojniakiem). Straciliśmy wkrótce
kontakt, on z daleka obserwował początki mojego nowego związku (z moim już
teraz mężem).
Wydawałoby się, że kontakt urwał się na dobre, odkąd wyprowadziłam się do
innego miasta. Ale - już teraz mogę powiedzieć NIESTETY - on zdobył mój numer
telefonu domowego.
Pierwszy raz zadzwonił w zeszłym roku. Zaczął rozmowę udając, że jest jakimś
kolesiem, który mnie zna z widzenia, mieszka w moim mieście, że bardzo
chciałby mnie poznać, że mamy wspólnych znajomych itp., itd. Ja oczywiście od
razu poznałam go po głosie. Mówię do niego, że wiem, że to on, że może
porozmawiamy normalnie. Ale on uparcie trzymał się tej konwencji. Początkowo
mnie to specjalnie nie denerwowało, wiedziałam, że on zawsze był lekko
zakręcony, w pozytywnym sensie. Po trzecim telefonie w tym stylu (na
przestrzeni kilku miesięcy) zaczęłam się wkurzać. Powiedziałam, żeby przestał
do mnie wydzwaniać, bo takie rozmowy nie mają sensu.
Celowo nie powiedziałam mu, że wyszłam za mąż i że byłam wtedy w ciąży. Ale
on się dowiedział od naszych znajomych ze studiów. No i się zaczęło.
Miałam regularnie, seriami, głuche telefony. Potem znowu udawał, że jest tym
kolesiem, za którego podawał się poprzednio. Ale już nie rozmawiał o
bzdurach. Zaczął mnie wypytywać o konkrety (cały czas udając, że to nie on!) -
jak się lubię kochać, jaką noszę bieliznę, czy się onanizuję, czy chodzę
nago po domu, jakie mam fantazje erotyczne. Nie było to proste zadawanie
pytań, ewidentnie sprawiało mu przyjemność zadawanie pytania opisowego w
stylu "lubisz jak ci stringi wchodzą w tyłek?", "co czujesz jak cię facet
pier*** od tyłu?". No dramat po prostu!!! Później się dowiedziałam, że on
wiedział, że jestem w ciąży!!! Ja zazwyczaj po jednym takim pytaniu rzucałam
słuchawką. Ale kilka razy wytrzymałam dłużej, bo aż nie mogłam uwierzyć, że
on robi coś takiego, po prostu siedziałam jak wryta w fotel i słuchałam
oniemiała, jak żałośnie ten człowiek sięgnął dna... Nie pomagało żadne
tłumaczenie mu, że się ośmiesza, że jest chory, że ma się odczepić raz na
zawsze. Nie podejmował tematu.
Najgorsze było to, że on zawsze dzwonił wtedy, kiedy nie było w domu mojego
męża. Nie było to takie trudne, bo mój mąż w tygodniu pracuje w innym
mieście, ale jakby skubaniec wiedział, kiedy mój mąż jest w domu - wtedy
cisza i spokój, zero telefonów. Aż się bałam, że mąż nie uwierzy, że to
wszystko prawda, on zna tego faceta, wszyscy razem studiowaliśmy, uważał go
zawsze za fajnego gościa.
Miarka przebrała się dzisiaj. Mąż oczywiście już wyjechał do pracy. Dzwoni
ON. To znaczy - ja wiem, że to on. Co słyszę w słuchawce? W tle leci jakiś
ostry pornol (odgosy bardzo charakterystyczne...), a na pierwszym
planie...równie charakterystyczne odgłosy...walenia konia (sorry za
dosadność!). Po prostu mnie odrzuciło. Rozpłakałam się. Poczułam dokładnie to
samo, co kiedyś, kiedy jako mała dziewczynka zobaczyłam z bliska obleśnego
ekshibicjonistę...
Czuję tak ogromny niesmak... Nie mogę uwierzyć, co się stało z tym
człowiekiem!!!
Przytulam mojego maleńkiego synka i aż mnie nosi!!!!!
Teraz mam rodzinę, swoje gniazdko, jestem szczęśliwa, a tu takie rzeczy
ohydne...Zboczeniec jeden, niech się trzyma od nas wszystkich z daleka!
Mój mąż właśnie obmyśla strategię, nie wiem czy coś z tym zrobimy i co...
Chyba zmienimy numer telefonu. A szkoda, bo numer jest bardzo fajny, no i
niestety będę musiała wyrzucić 500 całkiem niedawno zrobionych wizytówek.
Ale to chyba najlepsze wyjście...
Rozpisałam się straszliwie, ale trochę mi ulżyło. Musiałam się wygadać.
A wiecie co jest w tym wszystkim w sumie najstraszniejsze?
Ten człowiek niebawem zostanie....... SĘDZIĄ.......Bez komentarza.
Justyna mama Michasia
youst@hot.pl