relacje na linii ojciec-córka....

07.07.07, 20:17
Często piszemy tutaj o naszych relacjach z matkami, a pomijamy zupełnie
naszych ojców..a przecież badania psychologów dowodzą, że miłośc ojcowska
jest nie mniej ważna dla dziecka niz miłośc matki.
Czy Wasi ojcowie dużo z siebie Wam dali?
Czy ukształtowałyście sobie na podstawie obserwacji Waszych ojców wzór czy
anty wzór mężczyzny?
Mój ojciec niby cieszył sie , że pierwsze dziecko jest dziewczynką, ale
wszystko pozostało w sferze słów. Nie dowiedziałam sie nigdy od niego, że
jest ze mnie dumny, nie wpoił we mnie poczucia własnej wartości, wręcz
odwrotnie- zawsze to, co robiłam, robiłam gorzej, wolniej. A ja niczego
więcej nie chciałam, tylko zyskać jego uznanie i nie mogłam go uzyskać. Aż w
końcu przestałam o nie zabiegać.... Mój ojciec nie wiedział co sprawia mi
radość- myślał, że to samo, co jemu. Był, ale psychicznie jakby nie istniał.
Nie nauczył mnie, jak powinny wyglądać prawidłowe relacje mężczyzny z
kobietą.......
Nie mam córkiwink
Ale gdybym miała to zadbałabym o to, aby jej ojciec był częścia jej życia,
otoczył ja opieką, dał poczucie bezpieczeństwa i nauczył, że może sama
kształtować swoja drogę zyciową..może z tak wypakowanym plecakiem byłoby jej
trochę lżej/smile
    • lolinka2 Re: relacje na linii ojciec-córka.... 07.07.07, 20:28
      Mój ojciec zostawił nas gdy miałam 4 lata.
      Z wcześniejszego okresu pamietam tylko 1 miesiąc gdy był ze mną w CZD, dzień po
      dniu...
      Gdy miałam 5 lat popełnił samobójstwo.
      Po dwóch latach matka wyszła za mąż drugi raz. Ojczym separował się od mojego
      wychowania jak mógł. Nie znał się na tym, nie lubił poważnych rozmów,
      odpowiedzialności, miał 55 lat, był niedojrzały emocjonalnie świeżo uwolniony
      spod wpływu własnej matki, żenić się też zasadniczo nie chciał, ale obiady
      pachniały...
      Żyją razem po dziś dzień, ojczym trochę bardziej się we mnie zaangażował gdy
      skończyłam 18 lat, zaczęły się jakieś wspólne tematy głębsze niż pomoc przy żniwach.
      Ja przeginam w drugą stronę. Mój mąż jest w 200% obecny w życiu Natalki i
      Tatiany, to on od urodzenia spędza z nimi większość czasu, ja pracuję i częściej
      jestem nieobecna. To on karmi, przewija, opatruje zranione kolana, to do niego
      się idzie z większością potrzeb życiowych, a do mnie z potrzebami intelektualnymi.
      Mój związek. Zakładam że w miarę udany, aczkolwiek jeśli chodzi o profil
      osobowości to szukałam sobie wypadkowej pomiędzy nieudacznikiem a tatusiem.
      Kiedyś (co się omal ślubem nie skończyło) kochałam się w człowieku starszym ode
      mnie ćwierć wieku i uderzająco podobnym do mojego ojca. To podobieństwo odkryłam
      dopiero duuuuuuużo później.
      Patologia rodzi patologię smile
    • koala500 Re: relacje na linii ojciec-córka.... 07.07.07, 20:29
      domyślam się że czytałaś ostatni numer "Charakterów"?
      • koala500 Re: moje pytanie było do moni 07.07.07, 20:30

    • monia145 Re: relacje na linii ojciec-córka.... 07.07.07, 20:33
      Ano czytałam..i jakbym przeczytała historię swojego życia w niektórych
      fragmentachwinkP
      • koala500 Re: relacje na linii ojciec-córka.... 07.07.07, 20:38
        ja też - i to niekoniecznie te najlepsze rzeczy - mój ojciec był z gatunku
        obecnych, ale tylko fizycznie, jego ojcostwo ograniczało sie do utrzymywania
        nas, smutne to. na szczęście mój mąż jest inny niż mój ojciec.
    • hexella Re: relacje na linii ojciec-córka.... 07.07.07, 20:37
      Nasze relacje były dość skomplikowane, tymbardziej, że w zasadzie tylko on mnie
      wychowywał.
      Nasze stosunki ewoluowały poprzez dziecięcą miłość córeczka-tatuś, poprzez
      okres silnego buntu nastolatki, po niemożność dogadania się w życiu dorosłym.

      Ojciec był raczej zwolennikiem "zimnego chowu" bez zbędnego okazywania uczuć.
      W konsekwencji zostałam ukształtowana na "zimną rybę", której uczuycia się nie
      imają. Wiele lat musiało upłynąć, żebym choć trochę nauczyła się okazywać co
      czuję.

      Nasze stosunki uległy poprawie odkąd wyprowadziłam się z domu i przestałam być
      od niego zależna.
    • gorzkasweetie Re: relacje na linii ojciec-córka.... 07.07.07, 20:38
      Mam córkę. I myślę, że jej ojciec jest dobrym ojcem. Stara się. Spędza z nią
      sporo czasu, umie się z nią bawić, pogadać. Ale na razie jest jeszcze bardzo
      wcześnie, mała ma dopiero 3 latka. Kiedy patrzę jak się bawią czy po prostu
      razem cokolwiek robią, naprawdę jest mi ciepło na duszy. Cokolwiek będzie lepsze
      nić zupełny brak ojca, którego ja doświadczyłam. Ciesz się że ojca miałaś czy
      też jeszcze masz. Gdyby miał z tobą ostatni kontakt w wieku 2 lat, gdyby nigdy
      nie chciał się z tobą kontaktować, gdyby rozwód twoich rodziców oznaczał także
      kompletne odcięcie się ojca od ciebie... To nie jest przyjemne, moim zdaniem -
      zdecydowanie ma wpływ na kształtowanie się osobowości młodej kobiety. Pozostaje
      na całe życie jakiś smutek, niesmak i niepewność w stosunku do mężczyzn. Mój mąż
      za to jest z rodziny bez ojca, jednak jego tata zmarł. Ale brak mu jest wzorców,
      to naprawdę źle. Staram się mu podpowiadać, takie niby głupoty ale już go
      nauczyłam że małej mówi - ale ładnie w tym wyglądasz, mówi jej że ją kocha,
      pomaga jej, że jest jego córeczką smile i mnóstwo różnych takich. Niby głupot można
      rzec. Ale nie, to wszystko tworzy późniejszą kobietę smile z czasem wypracują swój
      język i więź mam nadzieję coraz lepszą.
    • lila1974 Re: relacje na linii ojciec-córka.... 07.07.07, 20:49
      Taki tata jak mój to skarb, którego życzę każdemu dziecku.
      Zawsze obecny w moim życiu, nawet wówczas, gdy zaczął pływać.
      Pokochalismy się chyba miłością od pierwszego wejrzenia, bo jak tylko pamięcią
      sięgnę, widzę mojego tatę, który poswięcał mi każdą wolną chwilę - bawił się ze
      mna, nigdy nie odganiał, nie denerwował się na mnie, zawsze miał dla mnie czas.
      Ja na niego czekałam, płakałam, gdy traciłam go z oczu ... nawet jako już
      całkiem spora dziewczyna.

      Najważniejsze co mi dał - pokazał, co znaczy miłość do drugiego człowieka.

      Nawet wczoraj powiedziałam rodzicom, że najwazniejsze co od nich dostałam, to
      ta pewność, że rodzice się kochają.

      I wiem, że szukałam na męża człowieka, który stanowiłby dla mnie takie oparcie
      jak mój tata.

      Nie umiem jednoznacznie orzec, że tę a tę cechę zawdzięczam tacie, a tę a tę
      mamie. Siłą rzeczy to mama wychowywała mnie przede wszystkim, bo była przy mnie
      zawsze, ale świadomość, że mam tatę, który mnie kocha, jest dumny z moich
      małych sukcesów z całą pewnością równiez przyczyniła się do tego, że jestem
      pewna siebie i mam poczucie własnej wartości.

      Dziś, jako dorosła kobieta, cieszę się nim tak samo, jak wówczas, gdy byłam
      małą dziewczynką bujaną na kolanie.
    • michasia24 Re: relacje na linii ojciec-córka.... 07.07.07, 21:11
      nic dobrego o nim nie powiem i juz
    • cyborgus Re: relacje na linii ojciec-córka.... 07.07.07, 21:13
      w moim domu nie bylo zadnych bliskich relacji......

      Ale moj maz i moja coreczka to inna sprawa - zakochani w sobie po uszy. Mysle
      ze w przyszlosci moga miec ze soba nieco blizszy kontakt, niz ja z mala - sa
      bardziej do siebie podobni, wiec chyba sie "czuja" nawzajem.......
      • monia145 Re: relacje na linii ojciec-córka.... 07.07.07, 21:20
        Wiesz ja z moim ojcem też jestesmy do siebie bardzo podobni......i nam się nie
        udało..natomiast identyczne podobieństwo jest między mną i synem i
        rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej, o niebo lepiejwink
    • koza_w_rajtuzach Re: relacje na linii ojciec-córka.... 07.07.07, 21:16
      moje relacje z ojcem nie są dobre. Pół życia do niego nie odzywam się już, on
      zresztą do mnie też nie wink. Nie odzywam się ze strachu przed upokorzeniem.
      Zawsze miał pełno słów krytyki w stosunku do mnie.
      • dyzurna Re: relacje na linii ojciec-córka.... 07.07.07, 21:25
        ja ze swoim ojcem mam dziwne kontakty. az jest lepiej raz gorzej. jedno jest
        pewne nigdy w zyciu mu nie wybacze ze zdradzal mame. i z jedna babka ma dziecko
        (chyba jest 5 lat mlodsza ode mnie)...jest strasznym egoistą. nawet nie chce mi
        sie o tym pisac.
      • loganmylove Re: relacje na linii ojciec-córka.... 07.07.07, 21:37
        Mój ojciec był wspaniały. Kochałam go straszliwie i gdy zmarł jak miałam 18 lat
        przeżyłam to ogromnie.Bardziej niż wtedy kiedy żegnałam mamę ale wtedy byłam już
        dorosła i rozumiałam śmierć bardziej niż jako nastolatka. Z ojcem odkąd sięgam
        pamięcią miałam wspaniały kontakt. wyjeżdżaliśmy razem na okres całych
        wakacji-taty firma była w W-wie ale oddział pod miastem i mieszkaliśmy tam całe
        lato sami. Opiekował się mną znakomicie, karmił, gotował smakołyki a kanapki
        kroił w kostkę. Cały czas pamiętam zapach pomidorów z nagrzanej grządki które
        grubo układał na świeżo kupionym wiejskim chlebiesmile Czy mój partner jest do
        niego podobny? Jeśli chodzi o stosunek do własnej córki na pewno taksmile Tez
        zajmuje się nią znakomicie-właśnie przed chwilką wrócili z wpólnego
        kilkudniowego wypadu. Nie mam problemu z okazywaniem uczuć, znam poczucie
        własnej wartości, nie wiszę na swoim facecie jak bluszcz,traktujemy się
        partnersko-czuję się dobrze wychowanasmile Ech powróciło mnóstwo wspomnieńsmile
        • monia145 Re: relacje na linii ojciec-córka.... 07.07.07, 21:44
          Dobrze, że tych dobrychsmile
          Raźniej na duszy się robi, jak mozna poczytać takie posty, jak Twój i Lilismile
          • faustine Re: relacje na linii ojciec-córka.... 07.07.07, 22:25
            Ja też mam wspaniałego , mądrego , kochanego Tatę . Dobry człowiek na którego
            zawsze można liczyc - i w dzieciństwie i w dorosłym życiu. Nie ukrywam że
            chciałam , aby mąż był choc troszkę do niego podobny.
            • verdana Re: relacje na linii ojciec-córka.... 07.07.07, 22:35
              Mój ojciec jest dla mnie autorytetem, doradcą, pomocą w życiu - od porad w
              sprawie wyboru zawodu i faceta, do opieki nad wnukami. Wybrałam w zyciu (nie
              naciskana) ten sam zawód co on i jestem z tego zadowolona.
              Moja córka wybrała ten sam kierunek studiów co ojciec i co matka - ale bardziej
              interesuje ją ten "ojcowski". Ojciec zawsze z nią rozmawiał, opowiadał jej
              rózne historie - i oto skutki.
    • morgen_stern Re: relacje na linii ojciec-córka.... 08.07.07, 09:04
      Ja niestety miałam pokręcone relacje z ojcem.
      Wszystko mogę podzielić na wyraźne etapy.

      Najpierw kiedy byłam małą dziewczynką - pupilka tatusia, przylepa, wiecznie na
      kolanach, pieszczona i rozpieszczana.
      Potem wiek szkolny - tu już były ostre konflikty między rodzicami, w które nas
      niestety wciągano (za to powinno się iść do więzienia). Kiedy broniłam matki
      oczywiście mi się obrywało. Poza tym zdaniem ojca byłam brzydka (mówił mi to
      wprost, miły, nie?), a ja po prostu dojrzewałam... Za gorsze oceny w pierwszych
      latach podstawówki dostawałam pasem, a potem w twarz za pyskowanie. Pyskowania
      (czytaj - głośnego wyrażania swojego zdania) mnie nie oduczył, byłam i jestem
      odważna. Pod koniec podstawówki rodzice rozwiedli się - w końcu! Oczywiście to
      nie był koniec kłopotów, bo potem zaczęły się z matką, ale to już inna historia.

      Przez kilka lat był spokój, potem, kiedy byłam juz dorosła, ale jeszcze się
      uczyłam podał mnie do sądu, bo nie chciał płacić alimentów. Pozew oddalono,
      wybiegł z sądu klnąc i trzaskając drzwiami - temperament mam zdecydowanie po
      nim.

      Przeniosłam się "na swoje" i przez kilka lat było mi bardzo ciężko pod względem
      finansowym. Na nikogo już nie mogłam liczyć i utrzymywałam się sama. Cóż,
      bywało, że nie dojadałam. I wtedy nagle mojemu ojcu się odmieniło, choć ja
      przypuszczam, że odmieniła go trochę jego przybrana wnuczka (ożenił się z
      kobietą z dorosłą córką). Tak się złożyło, że to oni, nie matka, się nią
      zajmowali i ojciec ma bzika na punkcie tej małej. Mam wrażenie, że
      całą "niewykorzystaną" miłość przelał na nią, a i może coś mu się tam we łbie
      poukładało... W każdym razie zaczęliśmy się nieśmiało spotykać i co tu dużo
      mówić - ojciec baaardzo mi pomagał finansowo. Zaczęliśmy normalnie rozmawiać.
      Obecnie jesteśmy w poprawnych stosunkach, może bez wylewności, ale jest ok.
      Po moim slubie powiedział "jestem z ciebie bardzo dumny, córeczko" hehehe,
      dopiero jak se chopa znalazłam, to na szacunek zasłużyłam big_grinD ale wydaje mi
      się, że to nie dotyczyło tylko tego ślubu...

      Reasumując, trochę odkupił swoje winy, ale nie do końca. Nigdy nie wybaczę mu
      bicia i upokarzania słownego. Za co go cenię? Nauczył mnie miłości do zwierząt
      (to dzięki niemu jestem przeciwniczką cyrków i wszelkiej "zabawy" zwierzętami).
      Był inteligentny jak na wiejskiego chłopaka smile i dość oczytany. I.. tyle..
    • denea Re: relacje na linii ojciec-córka.... 08.07.07, 09:53
      Mój ojciec był wspaniałym ojcem, miałam poczucie że mnie kocha, że mogę na
      niego liczyć.
      Zmarł jak miałam 10 lat i moje dorastanie to była rozpacz po nim i chęć
      sprostania jego wymaganiom, wieczne zastanawianie się czy byłby ze mnie dumny.
      Jedno z najwyrazistszych moich wspomnień to to jak wróciłam ze szkoły chyba w I
      klasie i pokazałam tacie ocenę z której się cieszyłam, to była 5- a on surowo
      zapytał dlaczego ten minus.
      Więc jak dorastałam z tym hymnem w sobie na jego cześć to robiłam wszystko żeby
      tego minusa nie było. A teraz nie potrafię znieść krytyki, dosłownie brak mi
      tchu i ciemno się robi przed oczami jak ktoś mi mówi że coś spierniczyłam. Taki
      cholerny perfekcjonizm. Zdaję sobie sprawę że już mnie mnóstwo kosztował czy to
      w szkole czy na studiach, a szczególnie w pracy. I właśnie doszłam do wniosku
      że ta niesamowita błogość, którą odczuwam na wychowawczym ma drugie dno, boję
      się iść do pracy i znowu co dzień dawać z siebie 150% normy byle tylko wszystko
      zrobić najlepiej jak można. Tak więc dużo pracy nad sobą przede mną, dzięki,
      Moniu, za ten wątek bo dzięki niemu uświadomiłam sobie kilka spraw smile
      Ale dużo mu zawdzięczam niewątpliwie i szczęśliwe dzieciństwo naładowało mi
      baterie i pozwoliło znieść późniejsze tragedie.
      Bardzo żałuję że nie mogłam go lepiej poznać jako dorosła osoba, z inną
      perspektywą.
      • karolcia44 Re: relacje na linii ojciec-córka.... 08.07.07, 21:04
        Mój ojciec...Podobno jestem bardzo do niego podobna. Jestem jego jedyną córką
        (mam braci) Sam nie miał dobrych wzorców rodzinnych.Gdy miałam 6 lat potrafił
        mnie obudzić w środku nocy bo było nie pozmywane(do dzisiaj nienawidzę mycia
        naczyń)lub nie posprzatane w pokoju. Gdy się buntowałam to nieraz dostałam
        kablem,pasem czymś co było pod ręką...W wieku dojrzewania dochodziło między
        nami do rękoczynów....nie mogłam już znieść tych jego "porywów" w naszym
        wychowywaniu bo potrafił miesiącami się nami nie przejmować ale jak go coś
        naszło to cały dom chodził.Uważam go raczej za nieudacznika, który swoje
        frustracje wyładowuje na innych.Jeszcze gdy miałam ok.21 lat potrafił mi tak
        przyłożyć z powodu byle pierdoły ,że miałam sińce pod oczami. To min.
        zaecydowało o moim szybszym ślubie i wyprowadzeniu się z domu do rudery ale
        swojejsmilePamiętam też wspaniałe chwile: nasze wyjazdy nad jeziora, gdy miał
        pieniądze to spełniał każde nasze zachcianki, jak było trzeba to wszędzie nas
        zawiózł, obojętnie o której godzinie po nas przyjeżdżał itp.Moje relacje z nim
        unormowały się dopiero po moim ślubie i urodzeniu dzieci.Teraz jest ze mnie
        bardzo dumny i ze swoich wnuków. Może dlatego, że mój mąż jest bardzo
        stanowczym człowiekiem i nigdy by mu nie pozwolił na jakieś ekscesy w stosunku
        do mnie(doskonale pamięta dawne czasy).Teraz mój tato jest wspaniałym
        dziadkiem, właściwie jest na każde nasze zawołanie(wiózł mnie nawet ostatnio do
        porodu o 3-ciej nad ranem), ostatni grosz by mi oddał gdybym potrzebowała....
        Bardzo się stara...A ja mimo wszystko nie mogę mu zapomnieć tych wcześniejszych
        awantur, tych upokorzeń i jak sobie przypomnę to aż mną do dzisiaj trzepie.On
        sobie chyba nie zdaje sprawy, że mam do niego jakiś żal..Chyba przez to
        wszystko czasmi brakuje mi pewności siebie, nie lubię być w centrum uwagi.
        Dopiero mąż mnie dowartościowujesmileMiałam szczęście, że trafiłam na takiego
        człowieka jak on. Mój mąż za to do naszej córki ciągle mówi ,że jest jego
        księżniczką , wspólnie szaleją, są bardzo ze sobą związani. Jest to ukochana
        córeczka tatusiasmileA ten post chyba może mieć dla mnie też znaczenie
        psychologiczne...
    • lineczkaa Re: relacje na linii ojciec-córka.... 08.07.07, 21:53
      Mój tata jest obłędnie wspaniały. Najcudowniejszy, najukochańszy i najlepszy
      i... mogłabym tak długo, na świecie. Pewnie, że były kłótnie, fochy i obraza na
      całe życie smile. Jestem dokładnie taka jak on, tylko bez stłumionego szaleństwa i
      beztroski (dzięki tacie właśnie), które on miał stłumione przez rodziców, myślę,
      że głównie przez jego mamę.
      Dzięki tacie i mamie bunt młodzieńczy był niepotrzebny, bo mogłam wszystko i
      miałam co chciałam. Jednocześnie miałam wpajane granice i podstawy
      bezpieczeństwa. O seksie mówił mi tata, tabletki anty kupował mi tata. To tata
      pierwszy widział, że coś jest nie tak i tak się obok długo kręcił, aż mu
      wygadałam o co chodzi.
      Mogłabym pisać i pisać. No wspaniały jest i już, a zawiodłam go nie raz.

      Natomiast mój mąż "urodził sie" ojcem. O nic nie muszę się martwić, jest idealny.
      • phantomka Re: relacje na linii ojciec-córka.... 08.07.07, 22:22
        Tata mial nas trzy baby (siosta, ja i mama) byl wspanialym ojcem, takim
        wymarzonym, chodzacym na wycieczki z nami, opowiadajacym bajki, bawiacym sie z
        nami, pral, gotowal, sprzatal, pomalowal, strzygl wlosy, szyl, pieknie malowal,
        haftowal i co tam dusza zapragniebig_grin Mama mowi, ze od kiedy pamieta dzieci ojca
        uwielbialy, co potwierdzilo sie tylko przy nas. Niestety mialam tate tylko do
        11 roku zycia, bo zmarl, ale wiem ze na pewno uksztaltowal mnie pod katem
        wymagan wobec mojego partnera, tego ja on powinien mnie traktowac, jak powinien
        zachowywac sie wobec dziecka, jaki powinien byc w zyciu - zawsze szukalam
        takich partnerow, ktorzy byli w duzej czesci podobni do mojego ojca, chociaz to
        nie bylo latwe.
      • hexella Re: relacje na linii ojciec-córka.... 09.07.07, 10:24
        tak sobie was czytam i cichutko zazdroszczę.
        Pozostaje mi zadbać, żeby kiedyś moje dzieciaki wspominały w ten sposób relacje
        z nami.
    • maja7774 Re: relacje na linii ojciec-córka.... 09.07.07, 08:07
      A mojego taty juz nie ma i bardzo zaluje. Bylo wiele trudnych dni, bo mialam
      nature buntownika ale mimo to byl dobrym ojcem. Docenilam to dopiero gdy
      wyprowadzilam sie z domu.Moglam wtedy inaczej na wszystko spojrzec. Przychodzil
      czasem wieczorami tylko po to zeby sie ze mna napic herbaty, pogadac.W
      dziecinstwie spedzilismy wiele fajnych dni, wspolnych wakacji.Nigdy nie mowil
      ze cos zrobilam nie tak, bynajmniej nie wprost, z hukiem. Sadzal na przeciw
      siebie i tlumaczyl.Duzo rozmawialismy. Nie slyszalam krytyki ze kupilam cos
      zle, nie takie ,raczej zawsze mowil ze to moj wybor i on to szanuje. Szkoda ze
      nie zdazyl poznac moich dzieci, bo takowych jeszcze nie posiadam.
      • ipola Re: relacje na linii ojciec-córka.... 09.07.07, 11:05
        Trudno jednoznacznie określić takie relacje. Mój ojciec zawsze był bardzo
        zaangażowany zawodowo, mało przebywał w domu, wszystkie sprawy domowe należały
        do mojej mamy. Dziś podziwiam ją jak ze wszystkim umiała sobie poradzić. Czułam
        zawsze dystans do ojca, nie był czuły wobec mnie, dużo wymagał. Jest dobrym,
        uczciwym człowiekiem, wiem, że mnie kocha. W bardzo krytycznym momencie mojego
        życia stanął po mojej stronie i wtedy poczułam, że naprawdę mnie kocha.
    • mamooschka Re: relacje na linii ojciec-córka.... 09.07.07, 11:46
      Ojca praktycznie nie znałam. Przyjechał do mnie kilka razy kiedy byłam jeszcze
      dzieckiem. Potem długo nic, zaprosiłam go na ślub bo wypadało. I dalej zero
      kontaktu.
      Mój mąż... Gdybym wiedziała że będzie takim ojcem jak jest - nie wyszłabym za
      niego. Długo by pisać... Mam wrażenie że bardzo nie lubi naszej córki.
      • jakowicz Re: relacje na linii ojciec-córka.... 09.07.07, 14:24
        ja jestem tzw "córeczką tatusia" mam 2 lata starsza siostrę i u nas w domu
        zawsze było widać , że mama bardziej toleruje moją siostrę a tata mnie , od
        zawsze był obecny w moim życiu , w dzieciństwie jeździł ze mna na lodowisko ,
        na basen , razem wyjeżdżaliśmy w góry , chodziliśmy na plaze , w czasach
        szkolnych odrabiał ze mną lekcje , nie raz pisał mi wypracowania , gdy miał 40
        lat (ja miałam 15) poszedł na studia skończył prawo i otworzył własną
        kancelarie , po maturze to tata zadecydował , że będe u niego pracować .....i
        tak jest do dziś , we wrześniu minie 9 lat jak pracujemy razem ....mój mąż lubi
        mojego tate razem się bardzo dogadują , razem jeżdżą nad jezioro , oczywiście
        dziadek uwielbia swoje wnuki ,rozpieszcza je strasznie .....
    • tp2610 Re: relacje na linii ojciec-córka.... 09.07.07, 14:55
      mój jest po prostu extra!
      Zawsze dawał nam do zrozumienia, ze nas kocha (mnie,moją siostre i mojego brata
      też), spędzał z nami mnóstwo czasu, organizował nam aktywnie czas, jest
      optymistą dla którego najwiekszą wartością jest rodzina. Teraz rewelacyjnie
      zajmuje się wnukami (moja siostra jest wdową więc jej dzieciakom taki dziadek
      jest niezwykle potrzebny).
      U nas w rodzinie często mówimy o tym ze się kochamy- myslę że to jest bardzo
      ważne.
    • lola211 Re: relacje na linii ojciec-córka.... 09.07.07, 15:16
      Moj ojciec nie powinien miec dzieci, w ogole nie spelnial sie w tej roli.
    • tinki1 a ja mam wspanialego ojca! 09.07.07, 15:54
      Ja się musze pochwalić,że mam cudnego tatę!Mimo, że często wyjeżdżał do pracy
      za granicę to później nadrabiał ze mną ten czas.Nauczył mnie pogody
      ducha,optymizmu,radości i dobroci.No i w przeciwieństwie do którejś
      poprzedniczki,nie wpajał mi niskeij samooceny itp;,wręcz przeciwnie dodawał
      skrzydel, pochwalil, ocenil, doradzil. To dzięki niemu uwierzyłam nieraz w
      siebei ,co wyszło na dobre.
      To spokojny o dobrym sercu człowiek...Najukochańszy na świecie!!!
Pełna wersja