mathiola
09.07.07, 23:04
Muszę się wygadac dzisiaj.
Mam 5 letniego synka.
Jest naprawdę bardzo ale to bardzo mądry, inteligentny i w ogóle -
obiektywnie
Zna kilkaset nazw rozmaitych dinozaurów, łącznie z okresem ich występowania,
rodzajem pożywienia i wszystkim czego ich dotyczy. Interesuje się przyrodą,
historią i geografią (wie co to Pangea, kontynenty, zna najwaznieszych
faraonów, potrafi pokazać który kontynet gdzie leży i czym się
charakteryzuje, zna najwazniejsze ery w dziejach ziemi, wie, kiedy pojawiły
się dinozaury, rośliny kwiatowe, pierwsze ssaki, zna całą masę roślin i
zwierząt, itd, itp)... MOżna by tak wymieniać bez końca, wystarczy jesli
powiem, że przy nim JA wiele się nauczyłam. Zaskakuje każdego, mnie też
codziennie, jestem pod tym względem z niego niezmiernie dumna oczywiście.
Pierwsze literki poznał jak miał trochę ponad 1,5 roku, cały alfabet jak miał
2 latka. Właśnie uczy się czytać, pisać umie łatwiejsze wyrazy.
No dosyć tego chwalenia, bo nim przejdę do sedna, pośniecie z nudów.
Otóż mój syn jest przy tym wszystkim potwornym ofermą, fajtłapą,
nieudacznikiem, niedojdą... Ma 5 lat i nie umie jeździć na rowerze. Do tej
pory podchodziłam do tego wszystkiego z wyrozumiałością... ale dzisiaj jakoś
wszystko się ze mnie wylało. Postanowiłam, że koniec tego dobrego, czas
naprawdę nauczyć się jeździć na tym rowerze, bo wszystkie dotychczasowe próby
kończyły się rezygnacją zainteresowanego po pierwszych pięciu minutach
niepowodzeń. A on ni w ząb, nic nie kuma, nic nie umie, nawet nie potrafi
tego roweru poprowadzić, żeby się nie przewrócić. Spada z siodełka, przewraca
się, skręca na trawnik. Założyłam z powrotem dodatkowe kółka - nic nie
lepiej. W końcu się zeźliłam na maksa, powiedziałam mu parę słów za dużo (że
fajtłapa, baba, niedojda i w ogóle... no, nie ma się czym chwalić...). Synek
się popłakał, prosił, żeby skończyć już tą naukę... Ehhh, porażka.
Głupio mi, bo dzieci sąsiadów zasuwają na rowerach od 3 roku zycia tylko im
głowy odskakują, są w ogóle rozwinięte fizycznie. No i głupio mi normalnie,
że ten mój taki beznadziejny pod tym i wieloma innym,i względami... Taką
fjtłapę mam... Oni nie wiedzą, że jest madry, bo skąd, nie chwalę się tym
przeciez wszystkim napotkanym osobom. Ja to wiem i najbliżsi.
No i głupio mi, że tak na niego dzisiaj skoczyłam... przeprosiłam potem i
wytłumaczyłam, że niepotrzebnie poniosły mnie nerwy i tak dalej... Niby
przyjął do wiadomości i zrozumiał, ale smutny poszedł spać. A mi się teraz
płakać chce, bo z jednej strony przykro mi że go tak potraktowałam, ale z
drugiej... Tak bym chciała, żeby jednak nie odstawał tak bardzo od
równieśników (nie muszę dodawać, że żaden z jego kolegów nie rozumie o czym
on mówi i traktują go jak dziwaka).
Się wygadałam, nie wiem czy jasno.