coco.a
13.07.07, 09:13
i wszelkich "ułatwiaczy" życia typu kaszki, mleka modyfikowane, słoiczki np.
NIE ROZUMIEM miauczenia n.i.e.k.t.ó.r.y.c.h o straaaasznej pracy przy dziecku
(najlpiej jednym). Nie piszę o sytuacjach ekstremalnych (zerowa pomoc
partnera, albo wręcz przeszkadzanie

). Nie piszę o trudach wychowywania
(tego się na wygody przełożyć nie da). Chodzi mi o to że coraz częściej
spotykam matki zmeczone i sfrustrowane, oburzone perspektywą wyjazdu męża (bo
sama z dzieckiem, więc w planach ma wystawić go za drzwi w razie czego na
zawsze).
Mam dwójkę dzieci, pracuję, mam posprzątane i ugotowane. Jestem zadbana. mam
szczęśliwe, partnerskie małżeństwo. Bywam zmęczona, ale nie permanentnie. Po
prostu BYWAM. A tu u niektórych, przy normalnych malżeńskich relacjach w
domu, występuje też ostentacyjne zmęczenie pod tytułem "mam jedno dziecko -
klękajcie narody" (normalna praca staje się gloryfikowana na maksa) na nic
czasu, zero radości z życia, tylko jak to ciężko i jak to ciężko.
Czy tylko ja to widzę?
Czy to lenistwo, czy frustracja?