triss_merigold6
18.07.07, 23:04
Uleję sobie, a co. Otóż spędziłam parę dni z najdroższym potomkiem nad
jeziorem w lesie. Wakacje znaczy się miały być. Bawiłam się jak pies w
studni, koń na westernie, wilk tańczący z Kevinem Costnerem etc. a teraz
odpoczywam w domu sadzając dziecię przed mini mini. Na czym polegał aktywny
wypoczynek?
- niespełna 3-latek mówi non stop. Ku... Opowiada, zwierza się, domaga
potwierdzenia, że traktor czerwony a trawa zielona, pyta czy słyszę,
krzyczy "hurra", powtarza miliard razy to samo. To gorsze niż gadka z
upośledzonym dorosłym, bo młode domaga się reakcji i odpowiedzi.
- nie wolno gnojka spuścić z oka bo: wyjebie się skacząc na krawężniku,
rozmaże na sobie lody, ktoś go ochlapie w wodzie, wypatrzy coś i pobiegnie na
oślep. Zresztą i tak nie dawał się spławić, bo trzymając mamunię za rękę darł
się "Bawiiimyyy się".
- szczeniak nie chciał iść spać o 21 tylko duużo później. Na tyle późno, że
mogłam sobie ewentualnie sama wieczorem papierosa zapalić, bo na piwo nie
miałam siły.
- zaczepiał towarzysko obcych ludzi opowiadając kocopały w stylu "mam
samochodzik, widzisz? on jeździ ale trzeba go naprawić, a ty lubisz
samochodziki...".
- naciągał mnie na chama na wszystko: lody, kulki, żelki, picie, nie to picie
tylko inne, tego nie będę, ja chcęęęę fryyytki, zupa nie, chcę do
helikoptera, do motorówki, na statek. Czy musze dodawać, że na 3/4 propozycji
zgadzałam się natychmiast byleby się tylko zamknął?
- nie mogłam sama popływac dalej jak dorosły człowiek, bo szczeniak stawał po
kostki w wodzie i krzyczał "mamuniu ratunku" ewentualnie "mama wracaj" a
wtedy ludzie piorunowali mnie wzrokiem. Więc musiałam moczyć dupę w
przybrzeżnej zupie.
Ta matka, która na stołówce mówiła do grzecznie siedzącego dziecka "Jedz, bo
jak nie zjesz to dostaniesz w dupę" to byłam ja.
Jedyne co dawało mi 10 minut potrzebnych na przeczytanie nagłówków w prasie i
wypalenie szluga to był pruski dryl w guście "siad, tu masz kopać dołek".
Dziękuję za uwagę. Myślę o wakacjach z internatem czy coś w tym stylu.