peresia
24.07.07, 01:24
Dzisiaj mija dwa tygodnie od śmierci Męża, załatwianie spraw w toku.
Jakoś się trzymam, ale nie mogę znieść komentarzy sąsiadów i niektórych
znajomych.
Wygląda na to, że wiekszość decyzji, które podjęłam w sprawie pogrzebu są
błędne - nie mogę znieść tych pytań:" a dlaczego pochowałaś męża w Jego
rodzinnej miejscowości? Pewnie umarł z przepracowania - jak mogłaś na to
pozwolić?"
Albo pytania, które po prostu są nietaktowne:
jak wysoka była polisa ubezpieczeniowa?
ile dostanie Marta renty?
albo - to juz kompletnie zwaliło mnie z nóg: teraz pewnie dostaniesz wysokie
odszkodowanie i bedziesz miała więcej pieniędzy i będzie ci się lepiej żyło...
a jedna z sąsiadek już prosiła o pozyczkę, bo przecież teraz to ja mam kupę
forsy...
To wszystko mnie dobija, dzisiaj byłam w ZUS-ie - po raz trzeci i nic nie
załatwiłam, bo za każdym razem brakuje jakiegoś cholernego świstka, o którym
poprzednim razem nawet nie wspomniano...