Kiedy to minie i jak sobie pomóc?

30.07.07, 16:08
Tydzień temu zmarł mój Tatuś. Chorował na raka płuc z rozległymi przerzutami.
Żył 14 miesięcy od czasu diagnozy. Zmarł majac zaledwie 54 lata. Zawsze był
silny, wysportowany, nigdy nie palił, trenował całe życie. Mam siostre ale to
zawsze ja byłam córeczką Tatusia,wszyscy sie śmiali (poniewaz jestem
niewierzaca) ze moim bogiem jest moj Tatko. Najważniejesze zawsze było to co
powie On, podświadomie robiłam wszystko żeby Jemu sie podobało,a ze był
mądrym człowiekiem wiec wychodziło mi to tylko na dobre. Mam 25 lat, niemeża
i 4-letniego synka ale nadal czuje sie dzieckiem. Zawsze w świadomości miałam
to że nawet jak coś mi sie w życiu nie ułoży to ja mam Tatkę i na wszystko
rada sie znajdzie. Był moja opoką, był w zasadzie zaraz po synku
najważniejsza osobą w moim życiu. Chorował długo i tyle samo czasu
przygotowywał mnie na swoje odejście. Rozmawialiśmy o śmierci, o tym czy sie
boi, mówiłam mu że bede go trzymała za rękę i śpiewała, że do końca będę i
przejdę wszystko razem z Nim. Wymusił na mnie obietnicę że umrze w domu, że
nie wezwę karetki i ze nie bede uporczywie podtrzymywać przy życiu.
Obiecałam. I obietnicy dotrzymałam. Byłam z nim cały czas. Wróciłam do kraju
(mieszkam za granica)z synkiem, mąż został. Odłożyłam swoje życie na półke.
Liczył sie tylko Tatuś. Zamieszkałam z Mamą i Tatą i przejełam wszystko na
siebie. W połowie lipca zaczęło sie wszystko walić. Choroba posunęła sie do
tego stopnia że przestał chodzić, leżał cały czas. Wtedy rozmawialiśmy
jeszcze więcej. Napisał testament. Codziennie wołał mnie do pokoju i
mowił : "Właśnie umarłem, co robisz?" a ja musiałam po kolei mowić z jakiego
konta przeleje pieniadze na inne, co zrobie z akcjami itd. Sprawdzał czy
sobie ze wszystkim poradze. Po południu 20 lipca kiedy bylismy sami w domu
dostał ataku, po prostu zaczął umierać. Ciało wykręcił mu niesamowity ból,
krzyczał, rzucał wszystkim co miał pod ręką. Robiłam zastrzyki z morfiny i
dzwoniłam do lekarki. Poleciła wezwać karetke a ja na to ze nie moge bo
obiecałam. Wyję razem z nim, trzymam za rękę, całuję, płaczę i zapewniam że
jestem i będe cały czas. Uspokaja sie, ból maleje. Od tego momentu zaczynamy
drogę na tamtą Stronę. 41 godzin, bólu, krzyku, ale i czasem chwili spokoju,
trzymania za rękę, śpiewania, pytań "Ile godzin juz umieram córeczko?" "Trzy
godziny Tatusiu" "17 godzin Tatusiu". Cały czas jest tak strasznie świadomy,
a ja nie umiem mu pomóc. Decyduje sie dzwonic do lekarza, pytam co mogliby
zrobic gdyby Tata był w szpitalu "prócz morfiny nic" słysze w odpowiedzi.
Tata mimo potwornego cierpienia na dzwiek słowa karetka, dretwieje ze
strachu. Rezygnuje i pogotowia nie wzywam. Umiera w niedziele rano, nie było
chwili zebyśmy przy nim nie były ja Mama i siostra. Wtedy wydawało mi sie że
w końcu przestał cierpieć. Ponieważ do końca żartował ze swojej śmierci i
cierpienia żegnamy sie z nim z uśmiechem. Dzień pogrzebu: ponieważ był dla
mnie najodważniejszym człowiekiem na świecie, decyduję że pogrzeb musi być
niezwykły. Idziemy za trumna, ja Mama i siostra , na cały cmentarz rozlega
sie muzyka "braveheart". Przyjaciele Taty mówią o nim nad trumną, o tym jaki
był i ile zrobił. Niektóre historie słysze po raz pierwszy, uśmiecham sie.
Wszyscy myślą ze jestem na prochach, a ja nie byłam. Myślałam, że tyle
rozmów, życie przez tyle czasu ze świadomością że odejdzie pozwoli mi sie z
tym pogodzic. Że ten stan z chwili kiedy umarł zostanie , że bedę czuła ulge
że juz nie cierpi. Jest coraz gorzej. Przestaję sobie radzić z
rzeczywistością. Nie wiem co mam robic i jak sobie pomóc. Proszę Was
dziewczyny, wiem że wiele z Was przeszło podobne straty, jak długo można
trwać w takim stanie. Wiem że każdy przeżywa inaczej ale ja mam już siebie
dość. Rodzina ma mnie dość. Jak mam sobie pomóc? Tata zostawił mi wiele
nagrań. Ostatnia wola, opisy tego co czuł. Dziennki choroby. Słucham, czytam
i nie moge przestac. Cały czas myśle ze to jakas próba, że zaraz wróci i
powie ze to był żartsad(((
Ewa
    • lila1974 Re: Kiedy to minie i jak sobie pomóc? 30.07.07, 16:39
      Ewa potwornie mi przykro, że straciłaś tak ważną osobę, że Twj tata cierpiał i
      że teraz Ty cierpisz. Przyjmij wyrazy współczucia i trzymaj się mimo wszystko.
      • janeczka79 Re: Kiedy to minie i jak sobie pomóc? 30.07.07, 16:42
        Jedyne co mogę teraz napisać...współczuję Ci bardzo...trzymaj się...Pięknie to
        napisałaś...wzruszyłam się...łzy płyną...
        • sebaga Re: Kiedy to minie i jak sobie pomóc? 30.07.07, 16:51
          bardzo Ci współczuję. Wiem, że teraz w to nie wierzysz, ale czas leczy rany.
    • dagmama Re: Kiedy to minie i jak sobie pomóc? 30.07.07, 16:54
      Bardzo współczuję.
      Mój tata zmarł nagle w zeszłym roku, do dzisiaj nie mogę w to uwierzyć. Miał
      niecałe 60 lat.
      Miał świecki pogrzeb. Czytaliśmy z bratem jego biografię i ulubiony wiersz.

      Dla nas, niewierzących, bardzo ważne jest by umrzeć w domu, ponieważ rodzina
      jest naszą jedyną pociechą.
      Współczuję Ci, ale cieszę się, że mogłaś być z tatą do końca, że nie umarł w
      bezdusznym szpitalu, tylko tak, jak sobie życzył.
    • croyance Re: Kiedy to minie i jak sobie pomóc? 30.07.07, 16:57
      Bardzo Ci wspolczuje, i bardzo Cie podziwiam. Jestes wspaniala kobieta,
      kochajaca i odwazna. Z taka odwaga, poradzisz sobie ze wszystkim.
    • agulka242 Re: Kiedy to minie i jak sobie pomóc? 30.07.07, 21:09
      Wiem,co czujesz.Przeszłam dokładnie to
      samo(choroba-rak,opieka,bycie...śmierć,która trwała 3-4 dni).
      Wiem,że to banalne,ale czas leczy rany,naprawdę...
      Baardzo pomaga wygadanie się,tak jak tu-na forum.
      Trzymaj się ciepło.Jeżeli chcesz napisz na priv.
      Całuję.A.
    • donatta Re: Kiedy to minie i jak sobie pomóc? 30.07.07, 21:35
      Tak bardzo się zaangażowałaś, nie wiem, co powiedzieć. Uważam, że powinnać zająć się czymś innym, odwrócić uwagę, nie czytać, nie słuchać na razie.

      Moja mama ma raka płuc. Niestety - niewyleczalny, na własne życzenie palacza. Lekarze dawali jej 3-9 miesięcy życia, minęło 12 i nie ma śladu po komórkach nowotworowych. One wrócą, nie ma siły, ale nie wiem kiedy i nie wiem jak. Boję się tego. Boję się tego, co potem.

      Musisz zająć się swoją rodziną - Tata był ważny - ale syn i mąż (niemąż) też potrzebują Ciebie. Tak myślałam,kiedy usłyszałam diagnozę, mam nadzieję, że to mnie utrzyma na powierzchni, kiedy choroba się odrodzi ...
    • renia1807 Re: Kiedy to minie i jak sobie pomóc? 30.07.07, 21:44
      ewa216 napisała:
      Tata zostawił mi wiele
      > nagrań. Ostatnia wola, opisy tego co czuł. Dziennki choroby. Słucham, czytam
      > i nie moge przestac. Cały czas myśle ze to jakas próba, że zaraz wróci i
      > powie ze to był żartsad(((

      myślę, że powinnaś to wszystko spakować i włożyć do głębokiej szuflady...
      życia ojcu nie wrócisz a sama się załamiesz
      masz przecież dziecko, to nim teraz powinnaś się zająć
      miałam podobnie, z tym, że mój ojciec zmarł nagle
      świat mi zawirował i wszystko nagle straciło sens
      w dodatku musiałam jeszcze pocieszać moją mamę, która było w o wiele gorszym stanie
      mój syn miał wtedy 3 lata i to on uratował mnie od depresji (moją mamę zresztą też)
      był strasznie absorbującym dzieckiem, więc nie miałam czasu nawet myśleć o tym
      co się stało
      ale powiem ci , że to mija
      czas powoli leczy rany, znika szok, straszna tęsknota i to poczucie "winy"
      że się nie umiało pomóc
      od śmierci mojego ojca minęło juz 14 lat, oczywiście tęsknota pozostała, ale już
      inna, nie taka przygnębiająca, że chciałabyś wyć, wybiec z domu i szukać
      kochanej ci osoby
      dziś, wspominam ojca przez pryzmat swoich dzięcięcych beztroskich lat
      usmiechniętego, przytulającego...
      wspomnienie o nim, tkwi w mojej głowie, jakby niekończący się film


      Ewo, zyczę ci wytrwałości i spokoju wewnętrznego
      to co teraz czujesz to jeszcze bardzo świeże przeżycia
      ale z czasem to sie zmieni, zobaczyszsmile
      pozdrawiam
    • deyani Re: Kiedy to minie i jak sobie pomóc? 30.07.07, 22:19
      Trudno radzić w takich sytuacjach. Mi przychodzi na myśl jedno: płacz. Daj
      ujście swoim uczuciom. Nie możesz tłumic w sobie tyle żalu i smutku. Nie musisz
      od razu brać się w garść.
Pełna wersja