demarta
14.08.07, 21:19
mam do was mamy pytanko poglądowe:
wyobraźcie sobie duże osiedle. za każdym blokiem otwarte place
zabaw, obok duży park, ławki, spore hektary spacerowe oraz jedyny
placyk zamknięty, wyposażony standardowo, jak wszystkie na osiedlu,
z tą różnicą, że oznaczony jest tablicą "zakaz wprowadzania psów".
oczywiście udajecie się z brzdacem na ów plac, bo staracie się
uniknąć spotkań trzeciego stopnia z psimi kupami. na ten plac chwilę
po was przychodzi starsza pani z dwójką dzieci (ok. 5 i 10 lat) oraz
psem. dzieci rozbiegają sie po placu, a pies radośnie hasa za nimi.
pani zaś siada na ławce i zaczyna rozwiązywać krzyżówkę.
obserwujecie sytuację 15 minut, po czym podchodzicie do pani i miłym
głosem informujecie o istnieniu tabliczki z zakazem oraz prosicie o
rozwiązanie zaistniałej sytuacji tak, żeby wilk był syty i owca
cała. dodam, że tuż za ogrodzeniem placu również znajdują się ławki,
na których można usiąść z pieskiem i mieć dzieci na oku. pani
dłuższy czas udaje niemą, po czym informuje was, że nie umie czytać,
więc ma gdzieś tabliczki. częstujecie więc panią kolejną informacją,
ze tabliczka oprócz liter ma także wersję obrazkową i nieumiejętność
czytania nie jest tu przeszkodą. po tym pani znów wraca do stanu
niemego i już nie reaguje w ogóle. i.......
co robicie drogie mamy: machacie na to ręką, bo starsza pani? bo
trzeba ustąpić? bo tak naprawdę to dla was nieistotne? czy jednak
próbujecie coś z tym zrobić, jeśli tak to co i jak?
jestem bardzo ciekawa waszych odpowiedzi

))