malgonia73
16.08.07, 21:49
Wiem że pytanie ma się nijak do formu nt. pielęgnacji niemowlęcia,
ale tu jest najwięcej forumowiczek i może dyskusja się rozwinie
No wiec mam pytanie do Was, młode Mamy. Jak Wasze relacje z
mężem/partnerem po porodzie? Czemu o to pytam? Bo u mnie bardzo
kipeściutko. Bardzo...
Zawsze uchodziliśmy za super małżeństwo, na dziecko zdecydowaliśmy
się świadomie, kilka lat po ślubie. Nie było musu. Zawsze
szanowaliśmy się nawzajem i kochaliśmy. Mąż był przy porodzie,
miałam średnią sytację podczas porodu (dziecko podduszone pępowiną,
inkubator itd... strasznie było), potem różne badania, do tego jakaś
infekcja sie przyplątała dzidzi i w sumie troche poleżeliśmy w
szpitalu. Masę łez. Było mi bardzo cieżko. Jemu też. Więc
przeszliśmy wiele, nie będę o tym pisać.
Myślałam, że takie sytuacje scalają jeszcze bardziej kochających się
ludzi. A tu masz, jest coraz gorzej. Dzieciątko wspaniałe a my nie
możemy się dogadać. On ciągle poirytowany, mówi do mnie wiecznie z
pretensją. Podniesiony głos, jakieś chore uwagi, ciągłe zarzuty, że
jak ja go traktuję. Pępek świata. Ja jestem mało ważna, jego racje
są najważniejsze. Cokolwiek nie powiem to się czepiam, cokolwiek nie
zrobię - robię nie tak jak on by chciał. Nie mam już siły. Tysiące
razy rozmawiałam, że nie podoba mi się to i że chciałabym żebyśmy
oboje się postarali wrócić do zwyczajów sprzed ciąży, kiedy to było
naprawdę super. Ale on nic nie robi w tym temacie. Mi już ręce
opadają. Jestem zmęczona fizycznie i psychicznie, dziecko absorbuje
mnie maksymalnie, wrócilam już do pracy, momentami chodzę ze łzami w
oczach. Czasami mam wrażenie że mąż traktuje mnie jak piąte koło u
wozu. Tak jakbym była nic nie warta. Rzecz po prostu. Nie mam prawa
mieć swojego zdania, nie mam prawa zwrócić mu uwagi. Bywa nawet że
podnosi na mnie głos przy dziecku. Nigdy wcześniej tego nie robił.
Co się stało? Co ja mam robić?! Jestem już u kresu sił...