izabela1976
20.08.07, 14:18
Mam problem o nijak nie wiem jak go rozwiązać. Może Wy mi coś podpowiecie.
Osoby, których problem dotyczy to mój synek i znajoma.
Synek - lat 3,5. Niechodzący, niemówiący (efekt zapalenia opon mózgowych w
okresie okołoporodowym).
Znajoma - ok. 50. Chora na stwardnienie rozsiane. Bardzo dobra kobieta, która
zrobiłaby wszystko by pomóc innym.
Problem: wizyta mojego synka u bioenergoterapeuty.
Znajoma ta od jakiegoś czasu namawia mnie bym udała się z synkiem do
bioenergoterapeuty, do którego ona też chodzi. Twierdzi, że on pomaga wielu
ludziom, że jej bardzo pomógł itd. Że jak nie mam czasu (mam malutką córeczkę)
to ona będzie go tam wozić itd.
Tłumaczę jej, że ja nie wierzę w takich bioenergoterapeutów, że to nic nie da,
bo mój synek ma uszkodzenia w mózgu w pewnych obszarach. Że wolę za te
pieniądze wysłać go na dodatkowe zajęcia rehabilitacyjne niż zapłacić za
trzymanie rąk nad jego główką. Itd., itd.
Wczoraj znów do mnie zadzwoniła i po raz setny namawiała. Mówiła, że
rozmawiała z tym bioenergo i że on bardzo by chciał zobaczyć małego.
Już nie wiem jak jej odmawiać. Tłumaczę delikatnie (ze względu na jej chorobę
i jej obecny stan), że nie chcę. A ona nadal prosi. Ona by chciała by mój
synek zaczął chodzić itd.
Nie mogę jej powiedzieć, że nie mamy na to pieniędzy (choć to prawda), bo
znając jej zapłaci z własnej kieszeni kosztem siebie.
I co ja mam z nią zrobić?