zgloska
05.09.07, 20:11
Moje dziecie nie jest zbyt grzeczne, a mówiąc ściślej jest okropne.
przechodzi bunt trzy latka, krzyczy, kopie, pluje itp.
Ja wiem, że bunt buntem ale jest też sporo w tym naszej winy.
Bartek choruje, Jego leczenie jest długotrwałe i niezbyt przyjemne.
Częste pobyty w szpitalu.
Patrzyliśmy na Niego bardzo łaskawym okiem, a i opieka nad dzieckiem w
szpitalu jest zupełnie inna, mama ubierze, nakarmi, umyje itp.
Bartek rozwija się prawidłowo, ale ma problemy z mową, mówi dużo ale w
większości po swojemu.
Nie da się też ukryć, że nie jest zbyt odważny, staje się nie pewny w nowych
sytuacjach, kiedy nie wie czy będą Go kłóć a może dają czekoladę
Doszliśmy do wniosku, że dobrze mu zrobi przedszkole, grupa rówieśników,
więcej samodzielności, może w końcu się rozgada.
Dostać się do przedszkola nie było łatwo, sporo zaleceń lekarza, ja nie
pracuje, warunkiem było ukończenie przez dziecko trzeciego roku życia przed
wrześniem (najlepiej przed wakacjami) a Bartek skończył 3 lata w sierpniu (26 ).
Udało się, dostał się do przedszkola.
Pierwszy dzień wszystko ok, poszedł bez problemu, bo dzieci, zabawki itp.
Drugiego zrobił scenę, On nie wejdzie do sali, krzyki płacze w końcu Pni go
wzięła zamknęła drzwi i tyle. Ponoć był grzeczny, problem tylko w tym, że cały
się posikał, trudno zdarza się (choć bez pampersa chodzi już ponad 6 miesięcy
i nie zsikał się ani razu). W drodze do domu nie powiedział ani słowa, w domu
rozebrał się, wszedł pod kołdrę i siedział tak 2 godziny, nic nie powiedział,
nic nie chciał, siedział tam bez ruchu, zsikał całe łóżko...
Dziś rano znów były wrzaski, znowu cały się posikał, widziałam jak dzieci się
z niego śmiały a jeden chłopczyk Go uderzył, pani mówiła, że dzieci nie
rozumieją Bartka, tego co on do nich mówi,że śmieją się z Niego, bo niektóre
rzeczy robi na odwrót ( np. je/ rysuje lewą ręką, nie potrafi zrobić tego
prawą, nie wie do czego służy plastelina, boi się pani z kuchni bo ma biały
fartuch itp.), a chłopczyk, który Go uderzył no cóż jest trudnym dzieckiem (
cokolwiek to miało znaczyć). W drodze do domu Bartek znowu milczał, po wejściu
rzucił się z pięściami na psa (pies mix owczarka niemieckiego i dobermana, ale
bardzo zrównoważony trochę tylko zgłupiał co się dzieje ). Potem siedział na
łóżku i na każde zadane pytanie odpowiadał "nie", zasikał cały dom, nawet nie
krzyczał, że ma mokro. Na pytanie co to jest na podłodze mówił bez trosko
"moko" i tak siedział w zasikanych ciuchach, nie chciał się przebrać, jeść,
przytulić no kompletnie nic
Tak się teraz zastanawiamy, dać mu czas w tym przedszkolu, czy zabrać Go póki
nie jest gorzej ?