dunia11
08.07.03, 18:16
Dziewczyny, poradżcie mi, bo jestem bliska załamania nerwowego. Przez całą
ciążę zastanawiałam sie nad rozwodem, miałam jednak cały czas nadzieję , że
mój mąż jeszcze sie opamięta, zmieni i da się tego uniknąć. Za tydzień rodzę,
mój mąż owszem, zmienia sie, ale cały czas na gorsze.
mamy po 30 lat, jesteśmy razem 4 lata, on namawiał mnie na to dziecko choc
miałam wątpliwości bo to nigdy nie był sielankowy związek, ale teraz to już
po prostu katastrofa. Przez całą ciążę czekałam na jego pomoc,
zainteresowanie, nie doczekałam się. NIGDY nie był ze mną u lekarza, nie
dotknął brzucha z własnej woli, nie zrobił żadnej niespodzianki, w niczym nie
pomagał. Do tej pory noszę zakupy i zmywam podłogi (do tego pracuję) sama
umeblowałam pokoik, skompletowałam wyprawkę, nie był ze mną ani razu w
sklepie (mimo moich próśb). Mamy odzielną kasę, nie muszę więc chyba dodawać
że sama za wszystko płaciłam. On ogranicza się do przekazywania mi 500 zł
mies (zarabia 2000zł) z czego płacę rachunki,natomiast jedzenie, kosmetyki,
nawet meble i pierdoły do domu kupuję za swoje.
Czuję się strasznie samotnie, brak nam porozumienia na każdej płaszczyźnie:
intelektualnej, uczuciowej, seksualnej. Właściwie ze soba nie rozmawiamy,
najwyżej wymieniamy polecenia. Nie mogę uwierzyć, ze z faceta który
interesował się wieloma rzeczami stał sie nudziarzem, który cały wolny czas
spędza przed telewizorem oglądając wszystko jak leci, ew. wychodzi z kolegami
na piwo albo śpi.
Na początku małżeństwa trochę mi pomagał, chociaż tylko wtedy gdy o coś
prosiłam. Potem przestał w ogóle. Na moje próby rozmowy o nas, o przyszłości,
o tym jak strasznie sie czuję , nie reagował. Po prostu nie podejmował
tematu, nie odzywał sie, zakładał walkmana na uszy. Po kilku tygodniach próśb
zgodził się na terapię, ale siedział cały czas naburmuszony po czym
zaprzeczył wszystkiemu co powiedziałam, stwierdził że dramatyzuję i na tym
sie skończyło. Próbowałam rozmawiać z jego rodzicami ale oni wszystko
obracają w żart. Moi rodzice też maja go już dość, uważaja go za gbura i
durnia.
Wydaje mi się że najlepszym rozwiązaniem byłby rozwód. Straciłam wszelką
nadzieję, że będzie lepiej, wydaje mi sie , że go nie kocham, zupełnie mnie
zawiódł. Boje sie zostać sama z dzidziusiem, w ogóle nie cieszę się na jego
pojawienie, czuje się jak zgwałcona kobieta, która nosi w sobie obce ciało,
owoc jakiejś pomyłki, nie miłości. Ciągle płaczę, nic mnie nie cieszy,
ostatnio zauważyłam, że zaczełam mieć dziwne lęki. tak bardzo chciałabym,
zeby po prostu zniknął, rozpłynął się. Ale czy możecie uwierzyć, że on cały
czas grozi że nie zgodzi sie na rozwód, że się od niego nie uwolnię, potrafi
nawet czasami powiedzieć, że mnie kocha. Nie chce się wyprowadzić (mieszkamy
w moim mieszkaniu), nie chce niczego zmieniać, twierdzi że jemu jest dobrze
jak jest. To dla mnie kompletnie niepojęte. Przecież ja też przestałm
okazywać mu uczucia, od jakiegoś czasu mówię otwarcie że uważam go za
oszusta, lenia, debila. Żyjemy zupełnie obok siebie, niczego nie robimy razem.
Powiedzcie mi proszę, jak zabrać się za przeprowadzenie rozwodu. ile kosztuje
napisanie pozwu i prawnik? Czy mój mąż może faktycznie nie zgodzić się na
rozwód i czy to, że mieszkamy pod jednym dachem świadczy o tym, że nie
nastąpił rozkład pożycia? Czy on ma jakiekolwiek szanse na opiekę nad
dzieckiem? Kiedy wystąpić o rozwód? zaraz po porodzie czy po jakimś czasie?
czy będę musiała mieć jakiś świadków? Pomóżcie mi jeśli możecie.