miminko
09.09.07, 12:01
scenka na placu zabaw:
moje półtoraroczne dziecko wychodzi z ogrodzonego terenu placu zabaw dla
berbeciów (na środku większego terenu rekreacyjnego) dzierżąc w dłoni wiaderko
porwane z piaskownicy. biorę wózek z dobytkiem i idę spokojnie za dziecięciem,
kątem oka widzę niepokój jednej z matek, które zostały przy piaskownicy.
kiedy doganiam dziecię, wsadzam je do wózka, zawracam do wyjścia, chcąc po
drodze wrzucić wiaderko do piaskownicy (nie mam pojęcia czy jest czyjeś czy
już "kolektywne"

zanim jednak robię krok dopada mnie zziajana zaniepokojona matka, która
porzuciwszy

uprzednio swe dziecię na placu zabaw wyrywa mi to wiaderko
mamrocząc coś że to jej i że oni już idą. odpowiedziałam jej spokojnie, że
właśnie miałam zamiar je odnieść, ale w duchu obśmiałam się z jej dramatycznej
sceny w obronie kawałka plastiku.
zastanawiam się, czy chciała mi publicznie utrzeć nosa - ostatecznie nie dała
mi nawet szansy odnieść tego wiaderka, dopadła mnie zanim zawróciłam. i czy to
przypadkiem nie dlatego, że na plac zabaw przychodzę nie w dresie ale
wystrojona, na obcasie i z torebeczką hehehe, bo wracając z pracy odbieram
dziecko od niani i lecimy prosto na plac.
wiadomo, jak taka wystrojona to na pewno złodziejka wiaderek