jechać czy nie jechać - oto jest pytanie

12.07.03, 19:26
Na jutro zaplanowaliśmy wyjazd nad morze. Planowaliśmy go od kilku miesięcy.
Kiedy okazało się że jestem w ciąży wcale nie zamierzaliśmy z tego wyjazdu
rezygnować bo od początku czułam się doskonale. Dzisiaj rano zaskoczyło mnie
niewielkie plamienie i wylądowałam u lekarza. Maleństwo jest zdrowe ale
lekarz radzi zrezygnować z wyjazdu sad Zastanawiam sie cały czas jechać czy
sobie odpuścić??? Nie wiem zresztą jak powiedzieć ceiszącej się z wakacji
czterolatce że nie pojedzie?? Wiem że podróż jest zagrożeniem ale wiem też że
na pewno leżąc na plaży odpocznę lepiej niż leżąc na własnej kanapie, kiedy
zajęciem moim będzie wpatrywanie się w sufit... Któraś z e-mam ma podobny
problem??? sad((
    • florydka Re: jechać czy nie jechać - oto jest pytanie 12.07.03, 20:00
      czesc -ja radzila bym zostac.Jakies 2 lata temu wybralam sie na wakacje z New
      York do Miami (GDZIE DZIS MIESZKAM)pojechalismy pociagiem ,podroz byla ok az
      juz na miejscu dopadly mnie mdlosci i krwawienie -niby nic ale krwawienie sie
      wzmoglo lekarz poprostu zabronil wracoc pociagiem mimo ze mielismy sypialniane
      samolotem tez bo za duze cisnienie itp wracalismy 28 godz. samochodem ja z
      nogami do gory -koszmar .Dochodzily nerwy ze moze krwotok sie nasila itp
      pozatym wiesz jak to w ciazy dzis czujesz sie dobrze a jutro nie
      wiadomo.skutkiem tego bylo ze przez 5 miesiecy mialam krwawienia i niepewnosc
      co z dzieckiem (nie wspomne ze w Miami stwierdzil lekarz ze mam poronienie i
      musza mnie wyczyscic gdzie drugi zaprzeczal i dzieki Bogu)dzis patrze na spiaca
      Iske i dziekuje ze to tak sie skonczylo co do plazy to tez niewiadomo czy gorac
      cie nie bedzie oslabial.Tak w ogole to gratulacje ,jak bedziesz miala czas to
      napisz co zdecydowalas ,jak pojedziesz na wczasy to udanych wakacji i uwazaj na
      siebie i malenstwo papa ewa
      Inna sprawa ze kazdy ma inny organizm i moze twoj jest na tyle mocny zeby
      jechac ale czasami warto sie zastanowic czy tego nie odlozyc niz potem lezec
      schorowana
      • natder Re: jechać czy nie jechać - oto jest pytanie 12.07.03, 21:05
        Witaj florydko, na razie dyskutujemy z mężem co zrobić, mamy mało czasu bo
        tylko do jutra. Upałów raczej się nie obawiam ponieważ w najbliższym tygodniu
        temparatura na polskim wybrzeżu raczej nie wzrośnie powyżej 22-23 stopni, tak
        więc smażenie się na słońcu i tak odpada. Tak to bywa, czasem trzeba z czegoś
        zrezygnować, chociaż nieraz wybory są trudne. Pozdrawiam i całuję, pa smile
        • ehhermiona Re: jechać czy nie jechać - oto jest pytanie 12.07.03, 21:53
          A może wyślij męża samego z dzieckiem, a sama zaczekaj parę dni - jeśli
          poczujesz się lepiej, przyjedziesz do nich pociągiem - nie wiem, dokąd macie
          jechać, ale może byłoby to możliwe. A nawet jeśli w dalszym ciągu będziesz za
          słaba, zeby jechać, troszkę odpoczniesz sama w domu. Musisz tylko mieć blisko
          kogoś "w razie czego", żeby Ci pomógł w zakupach itd.

          smile Monika
    • meme1 Re: jechać czy nie jechać - oto jest pytanie 13.07.03, 11:29
      lezalam przez tydzien kiedy bylam w 4 tyg.potem juz bylam na podtrzymaniu do
      konca.ale warto bylo!za rok pojedziecie w trojke!
    • bluetab70 Re: jechać czy nie jechać - oto jest pytanie 13.07.03, 21:39
      ja bym nie jechała...
      miałam lekkie plamienie w 5 tyg, po trzech tygodniach zwolnienia wróciłam do
      pracy na 1 dzień i kolejne plamienie, potem jeszcze jedno i pobyt w
      szpitalu... na szczęście wszystko skończyło sie dobrze, ale lekarz stanowczo
      zabronił dalszych wyjazdów ( wstrząsy w samochodzie = mikrourazy, ryzyko
      odklejenia łozyska)
      w ciąży należy jednak dmuchać na zimne...plamienie może sie już nie powtórzyć,
      ale nikt nie da ci gwarancji, że tak właśnie będzie...
      a może faktycznie tata mógłby pojechać z dzieckiem, a ty w tym czasie
      odpoczywaj, poleguj, oszczędzaj się- a w razie czego jesteś pod opieką swojego
      lekarza...
Pełna wersja