Ojciec mojego dziecka...

22.09.07, 20:24
1. Córka ma 10 miesięcy
2. W tym czasie kąpał ja 2 razy, na moją wyraźną prośbę, wręcz
przymus
3. Nie był ani razu sam na spacerze z dzieckiem, wspólny spacer we
trójkę 2-3 razy w miesiącu
4. Przewinął ją kilka razy, ostatnio o mały włos nie zwymiotował, i
z pretensją do mnie, że dziecko mu obrzydnie przez to
5. Nie bawi się z nią w ogóle
6. Nigdy nie wstał do dziecka w nocy
7. Nakarmił kilkanaście razy i tylko na moje żądanie
8. Sam z siebie (??)- 1-2 razy w ciągu dnia bierze ją na ręce
mówiąc "ale jesteś ładna, bo do tatusia podobna" i na tym koniec
9. Kiedy mówię, że odejdę i zabiorę dziecko jest pierwszy do walki o
nie
A jak jest u Was, drogie Mamy?
    • deela Re: Ojciec mojego dziecka... 22.09.07, 20:31
      1 syn ma 11 m-cy
      kapiemy codziennie razem po czym maz go pakuje w pieluche ubiera i kladzie do
      lozeczka
      3 na spacerze byl moze ze trzy razy w sumie ja tezrzadko wychodze, oboje
      pracyjemy a w weekendy sie mijamy, dziciak jest wietrzony w zlobku :o
      4 przewijamy na zmiane bez wyliczania sobie, nigdy nawet go nie wzruszylo kupsko
      chocby nie wiem jakie bylo, jakby rzucil tekstem ze mu dziecko obrzydnie przez
      to chyba bym go w lep strzelila
      5 tez sie nie bawi, ja tez rzadko, Julek umie zajmowac sie soba sam, wlasnie w
      tym momencie ropracowuje otwieranie wsztskich szafek i niesttey dobral sie do
      recznikow indifferent
      6 no z tym to gorzej, moj maz ma bardzo mocny sen, jego nic nie jest w stanie
      obudzic, a ja zazwyczaj wstaje ja, ale to kwestia dania smoka, Julek od dawna
      przesypia cale noce
      kiedy wrocilam ze szpitala i nie moglam chodzic (kregoslup po porodzie mi siadl)
      moj maz ktory nigdy wczesniej nie przewijal dziecka, wszystko robil przy malym:
      przewijal, przebieral, podawal mi do cyca, poza tym obslugiwal tez mnie wlacznie
      z noszeniem mnie praktycznie do kibla
      8 maz synka czesto przytula caluje, bierze na rece
      9 pfffffffffffffffffffffff


      wiec chyba twoj maz jest nie teges, moze mu to ulatwiasz robiac wsztstko przy
      dziecku sama?
      czy wy w ogole przemysleliscie kwestie dziecka????????
    • hexella Re: Ojciec mojego dziecka... 22.09.07, 20:37
      u nas oksmile
      znaczy zasuwamy równo.

      może z domu wyjęty schemat, że to kobieta jest od dzieci, a facet od
      zarabiania kasy?
      Nie zazdroszczę, miejmy nadzieje, że się da wyprostowaćwink
      • redmiss Re: Ojciec mojego dziecka... 22.09.07, 20:41
        u nas było w porządku, nie mogłam narzekać...

        słuchaj, ale niektórzy faceci tacy są (niestety), niemowalaków nie
        bardzo, a może jak mały będzie większy tatuś bardziej się będzie
        starał: piłka, spacery, rower, samochody... wtedy dopiero zaczyna
        się taka prawdziwa więź "między nami facetami" wink nie martw się smile
        • redmiss Re: Ojciec mojego dziecka... 22.09.07, 20:42
          redmiss napisała:

          > u nas było w porządku, nie mogłam narzekać...
          >
          > słuchaj, ale niektórzy faceci tacy są (niestety), niemowalaków nie
          > bardzo, a może jak mały będzie większy tatuś bardziej się będzie
          > starał: piłka, spacery, rower, samochody... wtedy dopiero zaczyna
          > się taka prawdziwa więź "między nami facetami" wink nie martw się smile

          ups, masz córkę... smile

          nooo, to będzie ukochana córeczka tatusia, zobaczysz! smile
    • abi3 Re: Ojciec mojego dziecka... 22.09.07, 20:47
      Powiem jedno: współczuję....
    • b_l_l_a_n_k_a Re: Ojciec mojego dziecka... 22.09.07, 20:55
      Dziewczyny...na szczęście nie jest moim mężem, jest tylko (albo aż)
      ojcem mojego dziecka, i jak na razie mieszkamy razem.
      Jeszcze.Podział obowiązków- wzięłam roczny urlop dziekański, żeby
      zająć się dzieckiem, on pracuje. Rozumiem, zmęczony, itd. Co nie
      znaczy, że w czasie weekendu nie mógłby zająć się dzieckiem choćby
      godzinkę. Nie i tyle. Rozmowa nie pomaga- kiedy proszę, żey nakarmił
      albo przewinął małą uważa, że go zmuszam. Nie zmuszam, proszę, żeby
      mnie wyręczył, w końcu to też jego dziecko. Radom w stylu- zostaw mu
      dziecko i wyjdź na pół dnia- mówię nie. Dziecko będzie nie
      przewinięte, głodne, zamiast mleka lub normalnego posiłku chrupki, a
      zabawą będzie oglądanie telewizji. Może dorośnie? Szczerze? nie
      musi, sama dam sobie radę. Zazdroszczę kobietom, które mają facetów
      przejawiających jakąkolwiek inicjatywę w stosunku do dziecka.
    • lola211 Re: Ojciec mojego dziecka... 22.09.07, 21:03
      Moj facet tez nie zajmowal sie niemowlakiem, ale ja akurat nad tm
      nie ubolewalam, taki mielismy podzial rol.
      Wiecej zaczał pomagac, gdy miala dopiero jakies 2 lata.Teraz
      natomiast to on wiecej czasu spedza z dzieckiem, odbiera ja ze
      szkoly, wozi na zajecia, itd.
    • yoggi87 Re: Ojciec mojego dziecka... 22.09.07, 21:23
      1. Corka ma prawie 9 miesiecy
      2. M. kapie ja 2-3 razy w tygodniu, bo widzi, ze jestem zmeczona,
      wiec sam proponuje
      3. Na specery chodzil czesto jak byla malutka, teraz jak wraca z
      pracy to jestesmy juz wyspacerowane, ale jak bym poprosila, to
      pojdzie bez slowa
      4. Przewija, wiadomo sa dni, ze jej nie przewinie wcale, ale kupska
      go nie zrazaja
      5. Uwielbiaja sie razem bawic, Martyna to corunia tatunia.
      Podrzucanie, turlanie, gilgotki, nozenie na barana i inne rozmaite
      zabawy przed lustrem...
      6. Wstaje do niej w nocy, albo przynosi do nas do lozka, lubimy
      czasem pospac we trojke, mimo, ze idzie na rano do pracy, a ja
      siedze w domu
      7. No karmie raczej ja, bo by cyca od niego nie chciala, a teraz jak
      jest na modyfikowanym to i tak tylko na noc i nad ranem ciagnie z
      butli, reszta lyzeczka, wiec wole to sama zrobic, inaczej oboje
      nadaja sie do prania
      8. Jak wraca z pracy to corcia najwazniejsza, tula sie do woli,
      widac, ze bardzo stesknieni za soba.

    • b_l_l_a_n_k_a Re: Ojciec mojego dziecka... 22.09.07, 21:32
      Już sama nie wiem...czy jego zachowanie wynika z lenistwa, że woli
      obejrzeć mecz niż spędzić czas z własnym dzieckiem, czy z niechęci,
      czy może nie dotarło do niego że jest ojcem...a że ja jestem
      zmęczona???on odpowiada- taka jest Twoja rola, siedzisz cały dzień w
      domu, nie musisz pracować, inne, które mają 2,3 dzieci mają gorzej,
      a Ty jeszcze narzekasz...
      • abi3 Re: Ojciec mojego dziecka... 22.09.07, 21:39
        b_l_l_a_n_k_a napisała:

        > Już sama nie wiem...czy jego zachowanie wynika z lenistwa, że woli
        > obejrzeć mecz niż spędzić czas z własnym dzieckiem, czy z niechęci,
        > czy może nie dotarło do niego że jest ojcem...a że ja jestem
        > zmęczona???on odpowiada- taka jest Twoja rola, siedzisz cały dzień w
        > domu, nie musisz pracować, inne, które mają 2,3 dzieci mają gorzej,
        > a Ty jeszcze narzekasz...

        Sorry, w/g mnie to tłumaczenie rozhisteryzowanego faceta, który nie potrafi
        pogodzić się z otaczającą go rzeczywistością. A rzeczywistość jest taka,że ma
        dziecko i jest współodpowiedzialny za dziecko. Tak samo powinien uczestniczyć w
        wychowywaniu go i odpowiedzialności za nie. Tłumaczenie,że Ty nie
        pracujesz...nie przemawia do mnie. Czasem trudniejszą pracą jest właśnie
        wychowywanie dziecka, czego widocznie Twój pan nie rozumie. Wylej mu jakiś kubeł
        zimnej wody na głowę....
      • deela troche mu musze przyznac racji 22.09.07, 21:53
        a troche nie
        siedzenie calymi dniami z dzieciakiem i obslugiwanie go to etat 24h na dobe a
        nie na 8 jak tatus
        a troche sie zgadzam bo ja np pracuje i oddaje dziecko do zlobka wiec nie wiesz
        jak to jest rozstawac sie z dzieckiem na tyle godzin
        fakt w tym czasi ktos za mnie go przewija i karmi itp ale to wszystko
        to tak zeby ukrocic dyskusje pan ktore zaraz stwierdza ze jak mam zlobek to ktos
        mnie wyrecza, owszem ale prasowanie pranie gotowanie zmywanie sprzatanie samo
        sie za mnie nie zrobi
        a ostatnio pracuje w tygodniu na jedym etacie i w weekendy na drugim
        wiec troche narzekasz bo nie wiesz co to znaczy chyba byc naprawde zmeczonym
      • anettabartczak Re: Ojciec mojego dziecka... 22.09.07, 22:01
        Współczuję.
        Może nie poddawaj sie tylko nadal konsekwentnie próbuj angażować go w opieke nad dzieckiem. Uzyj do tego wszelkich mozliwych sposobów.
        Może On zacznie angazować się gdy coreczka bedzie starsza???
        Jesli nie - to może nie warto byc z takiem facetem.
        Moj mąz na poczatku tez nie był tak super chętny do pomocy przy dziecku, ale w przeciwiećstwie do twojego partnera - tylko czasem niesmiale przebakiwał, że może sama wyjdź na spacer???, może dzis sama go wykąp ???
        Ja oczywiście nie zgadzałam na te " propozycje".
        Zawsze synka chętnie brał na ręce, przytulał, przebierał z kup, usypiał, w nocy wstawał,karmił( oczywiście mlekiem modyfikowanym, zupkami, deserkami). Mogłabym go zostawić z dzieckiem cały dzień i noc i świetnie dałby sobie radę, co nie raz udowodnił.
        Synek nasz ma teraz 1,5 roku i uwielbia spedzac czas ze swoim tatą.
    • lineczkaa Re: Ojciec mojego dziecka... 22.09.07, 22:13
      Jesteś kolejną matką, która wymaga od ojca dziecka takiego samego zaangażowania
      jakie ma matka. A ono wcale takie nie musi być i często nie jest. Są mężczyźni,
      którzy "urodzili się" ojcami. Są mężczyźni, którzy ojcami czują się jak z
      dzieckiem można pogadać, a są tacy, którzy będą mieć problem z kontaktami z
      dziećmi zawsze.
      Nie lubię podejścia, że skoro też jesteś ojcem to się dzieckiem zajmuj jak ja,
      kochaj je tak jak ja i badź taki jak ja.
      Macierzyństwo jest przeżyciem ekstremalnym, raczej naturalnym dla kobiet, a nie
      dla mężczyzn.
      Ja mam to szczęście, że mój mąż "urodził" się ojcem. Ale rozumiem, że nie każdy
      mężczyzna ma taki dar.
      • mamagapka Re: Ojciec mojego dziecka... 22.09.07, 22:32
        no co za bzdura kompletna...: 'niektórzy po prostu nie urodzili się
        ojcami....' . ale zrobić dziecko- przepraszam za dosadność-
        to 'naturalnie ' umieli? dorosły i dojrzały facet wie że dziecko to
        odpowiedzialność.
        jeśli nie przewinie i nie nakarmi etc., zachowując się jak skończony
        nieodpowiedzialny gó..arz, to tak należy go potraktować.
        pytanie: czy chcesz być dalej z nieodpowiedziałnym gó..arzem?

        mój małż jest wypieszczonym przez mamusię jedynakiem, a jednak nie
        miał kłopotów ze zrozumieniem, że ojciec może zajmować się dzieckiem
        równie dobrze jak matka. (oprócz karmienia piersią, czywiście smile z
        pewnością nie było mu łatwo, ale się nie poddawał.
        no, ale komu z małym dzieckiem jest łatwo? nad tym, tak
        zwanym 'darem'- koń by się uśmiał- trzeba po prostu popracować.
        facet może nie umieć , przynajmniej na początku, bawić się z małym
        dzieckiem, ale zdecydowanie musi nauczyć się opieki nad nim. bo to
        też jego dziecko. i 'nie lubię podejścia' mamusięk- polek które
        wszystko wiedzą najlepiej i wszystko najlepiej same umieją.
        • lineczkaa Re: Ojciec mojego dziecka... 22.09.07, 22:55
          A od kiedy to zrobienie dziecka jest równoznaczne z byciem ojcem?

          Twierdzisz, że to co napisałam to kompletna bzdura. Jednak jak piszesz, Twojemu
          mężowi na początku nie było łatwo, ale się nie poddawał i pewne rzeczy
          wypracował. Mój, też wypieszczony jedynak, robił wszystko naturalnie i z
          łatwością. To jest właśnie ten "dar", który tak wyśmiałaś.
          Nie twierdzę przy tym, że Twój mąż zajmuje sie dzieckiem gorzej niż mój. Doszli
          do tego inną drogą.

          Też nie lubię matek-polek-męczenniczek ale o nich, to nie w tym wątku.
          • maxxt Re: Ojciec mojego dziecka... 23.09.07, 07:14
            zrobienie dziecka przez faceta wiaze sie z równoległą konsekwencja bycia ojcem.
            ZAWSZE. kwestia tylko czy mezczyzna bedzie dobrym czy złym tata. tu masz swą
            poszukiwaną "równoznaczność".
            co do "naturalnego daru ojcostwa"- owszem. niektórym ojcom idzie jak z płatka.
            niektórym przeszkadzają 2 lewe rece. ale bzdurne jest zasłanianie sie takim
            podziałem. WSZYSTKO mozna wypracowac- wystarcza tylko (lub "aż") checi. autorce
            watku trafił sie nieodpowiedzialny leń, któremu ja podziekowałabym za
            "współprace" po pierwszym miesiacu wspolnego zycia pozwawszy go uprzednio o
            alimenty na siebie i dziecko.
          • vharia Re: Ojciec mojego dziecka... 24.09.07, 01:47
            O ile dobrze wyczytałam, to w poście nie było ględzenia o darach, tylko szczegółowy opis braku dobrych chęci.
      • chicarica Re: Ojciec mojego dziecka... 24.09.07, 08:27
        Sratatata. Jak się nie "urodził" ojcem, to trzeba było dziecka nie montować, a
        skoro już zmontował, to niechże będzie mężczyzną i przyjmie na klatę wszystkie
        tego konsekwencje. A kobieta to niby musi "urodzić" się matką, bo jak nie, to
        zła i suka?
        Daj spokój. Normalny facet rozumie, że narodziny potomka oznaczają, że robi się
        więcej roboty. Jeśli spokojnie siedzi i ozdabia kanapę, podczas kiedy małżonka
        zapitala wokół dzieciaka jak motorek, to sorry ale dla mnie to nie facet tylko
        gumka od kalesonów. Śmieszy mnie takie roztkliwianie się nad biednym facecikiem,
        jaki to on pokrzywdzony, bo "nie urodził się ojcem".
    • kalendarzowa_wiosna Re: Ojciec mojego dziecka... 22.09.07, 22:17
      No dobrze, dzieckiem sie nie zajmuje, a co z innymi obowiązkami
      domwymi? Praniem, sprzątaniem, zakupami, etc.? Też nie?
    • asientos Re: Ojciec mojego dziecka... 22.09.07, 22:35
      Dzieci jak w sygnaturce. Mąż wraca z pracy: "tylko sięprzebiorę i
      coś wrzucęna ząb, zaraz je wezmę, a ty sie przespij"
      • asientos spacja mój wróg ;-)) 22.09.07, 22:35

    • b_l_l_a_n_k_a Re: Ojciec mojego dziecka... 22.09.07, 23:47
      Dziewczyny...po pierwsze- zmeczona nie jestem, na to nie narzekam,
      jestem raczej aktywna osoba i wstawanie nocne tez mi nie straszne,
      kiedy urodzilam corke ( w listopadzie ) studiowalam dziennie, wiec
      oprocz zajmowania sie mala, zakuwalam. Niestety choroba corki
      sprawila, ze wzielam dziekanke, wracam za tydzien spowrotem na
      uczelnie.Za rok dziecko posylam do zlobka. Nie wymagam od swojego
      faceta, zeby byl takim ojcem jak ja matka. Poniewaz pracuje na 3
      zmiany, zawsze staram sie sprawic mu warunki zeby byl wypoczety,
      wyspany, najedzony, zadowolony. Spedza z dzieckiem o wiele mnie
      czasu niz ja, a kiedy ten czas ma- np. weekend, urlop, swieta wcale
      nie kwapi sie z pomoca, juz nawet nie o pomoc chodzi, bo ja sobie
      sama doskonale radze, ale o chec przebywania z dzieckiem, o jakas
      wiez. I co gorsza- zdaje sobie sprawe z tego, ze traktuje dziecko
      jak powietrze, i nic z tym nie robi. Czasem jest nawet zly, ze nie
      mozemy gdzies wyjsc, a nie ma jak bo jest dziecko. A juz najgorsze
      jest to ze jego ojciec byl taki sam- nie zajmowal sie nim, zero
      wspolnego kontaktu, w koncu zostawil rodzine, i do tej pory ich
      stosunki sa fatalne. I moj facet wiele razy mowil, ze zaluje ze nie
      mial prawdziwego ojca- kumpla, i ma do niego ogromny zal za
      zmarnowane dziecinstwo. A robi podobnie sad((
    • anika772 Re: Ojciec mojego dziecka... 23.09.07, 09:27
      Współczuję Ci. U mnie jest zupełnie odwrotnie. Obsługuje dzieco z
      chęcią, radością i wprawą. jedyne czego nie robi to obcinanie
      paznokci.
    • easy.ola84 Re: Ojciec mojego dziecka... 23.09.07, 11:31
      Moja córka ma teraz 3 lata i 4 miesiące. Jej tata nie interesował
      się zbytnio spacerami czy kąpielą, musiałabym urządzić awanturę by
      się ocknął. Trochę to trwało...
      Potem nie wytrzymałam jego braku zainteresowania dzieckiem i wielu
      innych rzeczy.
      Na szczęście- zapewne- córka go nie pamięta i dziś ma dobrego
      tatę... Ja wychodzę z założenia że mężczyznę trzeba od pozątku ciąży
      uczyć "bycia" z dzieckiem i tej świadomości, że nic już nie będzie
      tak jak dawniej. Tu nie chodzi o to żeby myślał tylko i wyłącznie o
      dziecku, ale o to żeby uczestniczył we wszystkim.
      Jestem teraz w 10 tygodniu ciąży. Ja "prawie" szczęśliwa, bo
      Maleństwo planowane i wyczekane, ale dla taty to jakaś totalna
      abstrakcja. Nie ma mowy o jakimkolwiek zrozumieniu...Cały czas muszę
      przypominać mu że jestem w ciąży, że czuję się zmęczona, że
      potrzebuję spokoju... Na nic...Czasem wydaje mi się że tego dłużej
      nie wytrzymam...
    • zuza-anna Re: Ojciec mojego dziecka... 23.09.07, 13:05
      mój mąż od początku zajmował się dziećmi, robił przy nich wszystko
      na równi ze mną. Ale musiał, bo przy bliźniakach jednocześnie
      karmionych, kąpanych, przewijanych sama nie dałabym rady. Miał
      tylko trudności ze wstawaniem w nocy, bo jest ogromnym śpiochem.
      Jest tak "zaprawiony w bojach", że praktycznie prawie całe wakacje
      (jest nauczycielem) był sam z roczną, potem dwuletnią, a w tym roku
      trzyletnią dwójką a ja pracowałam bez obaw. W ciągu roku szkolnego
      bliźniętami opiekowała się babcia i pewnie nie odmówiła by też i w
      wakacje, ale przecież angażowanie jej gdy "rodzic" jest w domu
      byłoby wręcz nadużyciem. I tak będę jej dozgonnie wdzięczna, że mi
      pomagała choć zawsze dziwię się, że dawała sobie radę z dwójką, gdy
      my we dwoje nie zawsze. Teraz maluchy poszły do przedszkola,
      odprowadzamy je na zmianę, przyprowadzamy również w zależności od
      tego, kto wcześniej kończy pracę. Czasem na własne życzenie robi to
      babcia, bo tęskni za wnukami a one za nią.
      copyright [c] abahome inc. denis wu s121809027
    • ira2121 Re: Ojciec mojego dziecka... 23.09.07, 20:39
      1.synek 4 miesiące
      2. kąpał go 2 razy: jak sie pokłóciliśmy i jak złapałam dołasad
      3. nie bierze małego na spacery
      4. przewijał tyle ile kąpał
      5. bawi się z nim w wolne dni przez chwilę czasami dłużej
      6. w nocy nigdy tyłka nie podniesie ale to ja karmię piersią i to rozumiem, ale
      nie mogę zrozumieć jak odsypia nocki BO ON JEST ZMĘCZONY tym moim wstawaniem!
      7. j.w.
      8.są dni że nie bierze małego wcale na ręce tylko pogada troszkę zza mojego ramienia
      9. przy innych osobach to on wie wszystko lepiej o naszym dziecku, zwyczajnie
      się chwali
      Rozumiem, że podział jest w moim przypadku jest taki:Ja-dziecko i dom
      On-zarabia pieniądze i pilnuje, żeby nam niczego nie brakowało. Ale on może
      odpocząć po pracy, ponieważ ma do tego prawo -ja takiegoż nie posiadam. 24/7
      dziecko i jeszcze faceta obskoczyć i do tego być zawsze wypoczęta i zadowolona.
      Pocieszam się że czas poświęcony synkowi nie będzie stracony. A moja rola może
      się zmniejszyć za parę lat i to on będzie wtedy "idolem" naszego dzieciaczka.
    • aluc Re: Ojciec mojego dziecka... 23.09.07, 20:44
      u nas funkcjonuje schemat "kobieta do dzieci, facet do pracy"
      prawdę mówiąc bardziej odpowiadałby mi jedynie schemat "facet do
      dzieci i do pracy"
      • reteczu Re: Ojciec mojego dziecka... 23.09.07, 21:00
        aluc napisała:

        > u nas funkcjonuje schemat "kobieta do dzieci, facet do pracy"
        > prawdę mówiąc bardziej odpowiadałby mi jedynie schemat "facet do
        > dzieci i do pracy"

        wink)))
    • karcia85 Re: Ojciec mojego dziecka... 23.09.07, 23:38
      1. Córka ma 17 miesięcy.
      2 - 9. Jak huknę, to zrobi pry dziecku wszystko tongue_out.
    • e_r_i_n Re: Ojciec mojego dziecka... 24.09.07, 01:02
      Syn ma 6 lat, wiec juz troche bardziej samodzielny wink, ale tata
      obowiazki przy nim wykonuje z przyjemnoscia.
      Jedyne, czego nie lubi, to wizyty na placu zabaw - poza tym spacer,
      jazda na rowerze, samcze przepychanki - to pasuje.
      W czasach niemowlecych chetnie kapal (przez pierwszy miesiac tylko
      on), przewijanie bez problemu, zabawa (hmm, jesli tak to mozna
      nazwac). Gdy mlody mial kolke, to tata nosil go w srodku nocy -
      tylko na jego ramieniu sie uspokajał. Generalnie jedyne, czego nie
      robi, to cwiczenia logopedyczne i podawanie lekow. W reszcie z
      wlasnej woli, w miare mozliwosci, uczestniczy. Na szczescie.
    • vharia Re: Ojciec mojego dziecka... 24.09.07, 01:43
      Syn 18 mscy.
      Nie kąpie nigdy. Nie w stawał w nocy nigdy.
      Przewija, ubiera itp sporadycznie (bo zwykle jest w pracy) acz bez narzekania. Karmi- j.w. Spacer- j.w.
      Kiedy tylko jest w domu dziecko cały czas się do niego klei i go woła, więc jest noszone, chwalone i zabawiane rozmaicie, nie zawsze po mojemutongue_out
      Nie rozmawiamy o tym, co by było, gdybym odeszła.
      To z synem, ze starszym dzieckiem (córką) było gorzej.
      Dlatego myslę, że to kwestia dojrzałości, empatii, której też można nabrać z wiekiem, rozwoju cech "rodzinnych".
      Wkurzająca acz prawdziwa uwaga, która się nasuwa: dojrzeć musi nie tylko facet. Ustalenie kompromisowego podziału obowiązków i zasad, komunikowanie potrzeb, przymykanie oka (w rozsądnych granicach) wymaga dojrzałości i pewnego luzu od kobiety.
    • kicia031 Re: Ojciec mojego dziecka... 24.09.07, 09:37
      Od Urodzenia Groszkowca mielismy podzial obowiazkow: ja karmie, on
      przewija. Oczywiscie jak jest w domu, bo ma taka prace, ze czesto
      wyjezdza. Potrafi wszystko zrobic przy synku choc nie lubi go karmic
      nawet teraz, kiedy maluch ma juz 26 miesiecy. Ale jak trzeba to da
      mu jesc bexz problemu. Duzo sie bawi, klasycznych spacerow nie lubi,
      ale zabiera malucha na rower i na wyprawy do lasu.
      Wstawac w nocy nie musielismy, bo maluch od urodzenia spi z nami wink)
      • ashera Re: Ojciec mojego dziecka... 24.09.07, 18:21
        Mój mąż dorósł do ojcostwa w wieku 39lat - przy trzecim dziecku,
        kąpie przewija, karmi! Jak urodził się pierwszy syn kończyłam
        studia, obojgu nam było ciężko, ale mąż nie umiał i bał się zajmować
        niemowlęciem, ale nigdy nie przyszło mi do głowy mieć o to do niego
        jakieś straszne pretensje. Za to teraz jeździ z chłopakami na
        wycieczki, biwaki itp.. Jak Michaś miał 2 lata musiałam wyjechać na
        miesiąc za granicę. Mąż został z synami sam i nie miał, żadnej
        pomocy ze strony babć (mieszkamy w innm mieście). Uważam, że nieraz
        warto odpuścić, żeby potem mogło być wsoaniale.
    • deela b_l_l_a_n_k_a 24.09.07, 19:02
      ale ty sie kobieto precyzyjnie wyrazaj bo teraz to mysle ze sie skarzysz ze maz
      nie okazuje dziecku czulosci
      hmmm sory ale dla mnie to nienormalne zeby wlasnemu dziecku czulosci nie okazywac
      a co to za zimny chow?
    • lila1974 Re: Ojciec mojego dziecka... 24.09.07, 21:05
      A na Tobie mu zależy?

      Jak na razie to wyłania mi się obraz kolejnego udręczonego i
      złapanego na dziecko, więc ani mysli kwinąc palcem przy
      tym "dowodzie" swojego ucisku.

      Co Was łaczy, czy jemu na Tobie zależy, na Was? Przemyśl, jakiego
      życia pragniesz dla siebie, jakiego człowieka obok, jakiego ojca dla
      swojego syna a jak już odpowiesz na te pytania, to wówczas
      porozmawiaj o tym ze swoim partnerem, wyciągnij wnioski z jego
      odpowiedzi i podejmij decyzję, czy WARTO?

      • marcysia51 Re: Ojciec mojego dziecka... 24.09.07, 21:22
        A u mnie jest na odwrót,mąz tak bardzo zaangażował sie w opieke nad
        dzieckiem,że ja stałam sie tak jakby niepotrzebna,chyba ma mnie
        tylko po to żebym rodziła mu kolejne dzieci do opieki.
        Ja jestem od obcinania pazurków,czyszczenia noska i podawania leków.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja