mamazuczka
13.07.03, 19:06
Witajcie,
no właśnie cała jestem jeszcze rozdygotana i zaskoczona.... Jak żyję, nigdy
mi się coś podobnego nie przytrafiło.
Byliśmy z Żuczkiem na placu zabaw w Łazienkach dzisiaj o 15.00.
Było kilkoro dzieci - dwie mamy z córkami i dziadkowie z wnuczką no i ja z
Żukiem. I zobaczyłam, że jakaś pani przyprowadziła 2 Yorki - tzn. wyjęła je z
koszyka wiklinowego i puściła na trawkę.
Pieski zaraz się załatwiły. Ja to obserwowałam, podeszłam do pani (gdzieś ok.
55 lat) i grzecznie i cicho by nie zrobić jej wstydu czy przykrości
powiedziałam, że to jest plac zabaw dla małych dzieci, że z psami nie wolno
tu przychodzić. A ona mnie zignorowała. Więc ja jeszcze raz, ciągle spokojnie
i cicho, żeby wyszła z psami, bo właśnie się załatwiły za ławką, a tu bawią
się małe dzieci no i w ogóle do Łazienek a zwłaszcza na place zabaw psów
wprowadzać nie wolno i że to jest wyraźnie napisane w regulaminie, który na
tablicy widnieje przy tym placu. A ona zaczęła mnie wyzywać od idiotek i
kretynek i inne takie rzeczy, że nawet nie pamiętam. W każdym razie obelżywe.
I wstała i idzie na mnie ciągle mnie wyzywając. Myślała może, że ucieknę czy
co. A ja stałam ciągle w miejscu i już głośniej mówię - tak by mnie też inni
opiekunowie słyszeli - że na placu zabaw nie wolno przebywać z psami. A ona
się rzuca na mnie z rękoma, zaczyna mnie bić, szarpać i popychać!!
Zbaraniałam!
Normalnie zawiodły mnie wszelkie odruchy obronne!...
Żeby to był jakiś ogolony mięśniak czy agresywna 17-latka, to człowiek byłby
jakoś przygotowany psychicznie, ale spokojnie wyglądająca 55-latka?
I jak się bić ze starszą kobietą?!?!?! (no bo starsza ode mnie)....
W końcu zaczęłam się bronić jak wyciągnęła ręce w stronę mojej twarzy.
Złapałam ją za przeguby i trzymałam mocno w bezpiecznej odległości od swojej
twarzy. Przybiegli mi na pomoc dziadkowie dziewczynki. Powiedzieli, że nie ma
prawa tu być z psem, że widzieli jak mnie zaatakowała. A ona do nich z
wulgaryzmami! Ale w końcu zapakowała psy do koszyka i wyszła z placu
odgrażając się nam...
Słuchajcie, co robić w takich przypadkach?.....
No, nie spodziewałabym się tego nigdy, bo ani nie byłam niegrzeczna, ani nie
zaczepiałam żeby ktoś się na mnie rzucał jak furiat. Dzięki Bogu Żuczek był
daleko, bo bałam się, że jemu mogłaby coś zrobić, ale wtedy to bym ją chyba
zabiła... A ta pani która przybiegła na pomoc mówiła, że bała się, żeby mnie
ta babka nie dźgnęła parasolką taką długą z metalowym szpikulcem...
Ale Żuczek (2 latka) widział całe zdarzenie i jak je po powrocie
relacjonowałam babci pokazując co i jak, to z krzykiem odciągnął mnie od
babci, bo myślał chyba, że znowu będzie szarpanina

(
I teraz pytanie.
Czy w ogóle reagować na cokolwiek?
Ale jak się nie będzie reagować, jak SPOŁECZEŃSTWO nie będzie od siebie
wzajemnie wymagać przestrzegania praw choćby dla dobra dzieci (jak w tym
przypadku) to będzie totalne bezhołowie....
A z drugiej strony - jak człowiek trafi na psychola, który dźgnie i zrobi
krzywdę i jeszcze wyjdzie z tego obronną ręką, bo psychol, to co?....
Ooo, a teraz zauważyłam, że jestem cała podrapana na przedramieniu lewym! I
to przez grubsze ubranie!! Mam wybroczyny, siniaki i kilka strupów - musiała
mnie przejechać paznokciami.... Teraz zauważyłam, bo zaczęło szczypać...
Co Wy na to?????
Jak reagować?
pozdrawiam
roztrzęsiona mama Żuczka