mamamikolaja22
27.09.07, 12:26
A ja przed wczoraj miałam taką sytuację: Wsiadłam z synkiem(8mies)do autobusu w
godzinach szczytu.Tłok, ale na szczęście ktoś ustąpił nam miejsce. Jedziemy
sobie, Mikołaj siedzi zadowolony w chuście, bilet w ręku. Wsiadają kontrolerzy.
Ja zadowolona, bo przecież bilet mam,kupiłam nawet normalny,bo nie wzięłam tego
dnia legitymacji, podaje Panu, a on patrzy na mnie jak na idiotkę i mówi, że nie
skasowany. Jak to nie skasowany?! I dopiero do mnie dotarło, że przecież nie
skasowałam. Wysiadamy, ja w płacz, nie tłumaczę się tylko mówię, że zapłacę, że
moja wina, że przepraszam, że mi się to nigdy nie zdarza. Pytam ile? Nie mam
tyle przy sobie. Pytam o odroczony. O ch.. aż tyle? No to ja bardziej w płacz.
Mówię że nie pracuję, że tylko mąż. Pan popatrzył na Małego,potem na mnie(nadal
jak na idiotkę) i mówi, że on też ma synka, tylko młodszego. Niewielki uśmiech
pojawił się na jego twarzy i mówi, żebym mu piwko postawiła i będzie dobrze.
Miałam ze sobą tylko 10zł i drobniaki, dałam mu 10. Podziękowałam, przeprosiłam
i poszłam do domu. W domu zadzwoniłam do męża i powiedziałam, że to wszystko
jego wina.