Nikt nic nie musi

    • triss_merigold6 Niech będzie precyzyjnie;) 03.10.07, 19:17
      Uważam, że nikt nie powinien oczekiwać od dziadków pełnoetatowej
      opieki nad wnukami. To męczące, fizycznie męczące, absorbujące etc.

      Natomiast jeśli dziadkowie - jak w licznych postach - odmawiają
      całkowicie wszelkiej pomocy, nie okazują cienia życzliwości, takiej
      zwykłej ludzkiej życzliwości nawet w sytuacjach trudnych i
      wyjątkowych (choroba, połóg, chwilowa opieka do czasu znalezienia
      niańki) to sorry... coś jest nie halo z relacjami rodzinnymi.
      Mam wrażenie, że część kobiet ze starszego pokolenia wręcz z
      satysfakcją oznajmia córkom i synowym "urodziłaś to się męcz 24/7".
      To takie podejście "nie pomogę ci żebyś nie miała zbyt łatwo".
      Jesli dziadkowie NIGDY nie odczuwają potrzeby i chęci żeby np.
      zabrać wnuki na pół dnia, na weekend, na wieczór i spędzić z nimi
      czas sam na sam to cóż... nie powinni oczekiwać ciepłych relacji.
      • kali_pso Re: Niech będzie precyzyjnie;) 03.10.07, 19:54
        triss_merigold6 napisała:

        > Mam wrażenie, że część kobiet ze starszego pokolenia wręcz z
        > satysfakcją oznajmia córkom i synowym "urodziłaś to się męcz
        24/7".
        > To takie podejście "nie pomogę ci żebyś nie miała zbyt łatwo".


        Tez mam takie wrażenie....jak dla mnie to nawet to zdanie "jak sie
        ma dzieci to powinno sie je samemu wychowywać" nosi znamiona pewnej
        złośliwości i braku zwykłej życzliwości, często wobec najbliższej
        rodziny. Nasze matki i teściowe to rzeczywiście pokolenie, które
        patrząc teraz na to, jak wygląda życie ich córek i synowych, może
        odczuwać pewną zazdrość o swoje macierzyństwo spędzone nad praniem
        tetrowych pieluch. Są zazdrosne( chociaz nigdy nie przyznałyby sie
        do tego) o to, że dzisiaj ojcowie częściej niz kiedyś angażują się w
        wychowanie własnych dzieci( trzeba przyznać, że pomimo rozpaczliwych
        postów na forum, wiele zmieniło sie w tej materii)- stąd często te
        mamusie załamujące ręce nad losem biednego synka, którego to
        zmuszają w domu do nakarmienia dziecka, przewinięcia, wyjścia na
        spacer. Rozgoryczenie własną młodością powoduje to, że zrobią
        wszystko, aby nie ułatwić życia młodszemu pokoleniu, fałszywie
        grając na poczuciu odpowiedzialności za wychowanie dzieci
        spoczywające według nich, wyłacznie na rodzicach.
        • triss_merigold6 Re: Niech będzie precyzyjnie;) 03.10.07, 20:57
          Powiedziałabym wiecej...
          Wydaje mi się, że najczęściej odmawiają w tak złośliwy, szyderczy
          wręcz sposob te kobiety, które w domu nie śmiały pisnąć. Mężowi robi
          taka za podnóżek, synowie się z nią nie liczą (ale ich obsługuje w
          podskokach) za to córce czy synowej potrafi się postawić. Bo ta jest
          słabsza w danym momencie, zależna od pomocy, bo można jej odmówić
          bez żadnych niefajnych skutków.
          Uczciwie mówiąc niewiele kobiet lat 50+ ma fajne życie. Ciekawe, z
          dokształcaniem, hobby, podrózami, przyjaciółmi. Raczej widzą, że
          spędziły lata przy garach, obsługując rodzinę z wywieszonym
          językiem, często z mężem alkoholikiem albo nieudacznikiem na karku.
          • joanna35 Re: Niech będzie precyzyjnie;) 03.10.07, 23:06
            Dokładnie, Triss, też tak sądzę, a jakby na uwieńczenie Twoich
            refleksji brzmią mi w uszach słowa, które słyszałam kilkakrotnie, w
            różnych sytuacjach od różnych kobiet w wieku naszych mam - "mnie
            nikt nie pomagał", w domyśle cd. -"więc ja też nie będę, nie muszę
            itp"
      • aluc Re: Niech będzie precyzyjnie;) 04.10.07, 09:52
        a to już jest napisane znacznie lepiej i z tym jestem w stanie się
        nawet zgodzić wink

        ale też nie do końca i we wszystkich szczegółach, bo relacje są
        różne, a życzliwość i miłość można okazać bez demonstrowania
        bezustannej gotowości i chęci do zajmowania się wnukami
    • s.z-n Re: Nikt nic nie musi 03.10.07, 19:23
      Dowiedziona naukowo teza o tym,ze dlugosc zycia kobiet zwiekszyla sie znacznie nie wynika tylko z postepu medycyny i polepszenia standardu zycia, poniewaz rozwoj cywilizacji ma tez ujemne dzialanie. W kazdym razie wydedukowano,ze natura pozwala kobietom po menopalzie zyc dluzej ze wzgledu na to, ze moga sprawowac opieke nad swoimi wnuczetami. Tym samym jej corka ma szanse na posiadanie wiecej dzieci i "produkowanie " nowej generacji. Co ciekawe wsrod m.in kobiet z Szwecji, Dani istnieje pewna prawidlowosc umieraja one krotko po czasie gdy ich wlasne corki przekwitaja, nie wszystkie rzecz jasna. Ta teza potwierdza sie w mojej rodzinie. Zamyka sie krag,kobiety po menopalzie wkraczaja w nowa funkcje a ich mamy sa jakby "niepotrzebne" bo wyznacznikiem rol steruje m.in biologia.
      Zastanawialyscie sie kiedys nad "wplywem" obecnosci babci w rozrodczosci jej dzieci ? Retorycznie pytam. Czy tam gdzie sa blisko w ukladzie rodziny, jest wiecej jak jeden potomek ? Jak czesto ?
      To tak na marginesie , z innego punktu widzenia do dyskusji nad tym tematem chcialam dodac.
      • s.z-n Re: przepraszam za bledy n/t 03.10.07, 19:24
        • triss_merigold6 Re: przepraszam za bledy n/t 03.10.07, 19:48
          W wielopokoleniowych rodzinach mieszkających na kupie zazwyczaj było
          wiecej dzieci.D Ile w tym pomocy organizacyjnej i codziennej
          dziadków a ile braku antykoncepcji to inna sprawa.
          Znaczy: babcia jest ewolucyjnie potrzebna.wink
          • verdana Nie do końca 03.10.07, 20:17
            Babcia jest ewolucyjnie potrzebna, ale wg. niedawnych odkryć
            naukowych - tylko matka matki.
            Mieszkanie blisko babki ze strony matki zwiększa procent dzieci,
            ktore przezywaja. Mieszkanie blisko babki ze strony ojca - zwieksza
            smiertelność dzieci - nieznacznie i matek - znacznie. (Oczywiscie
            nie w społeczeństwach rozwinietych, choc i tu widać niewielką
            róznicę)
            Tak rzecze ewolucja.
            • ginny_wolf Re: Ale Triss 03.10.07, 20:25
              ty piszesz to w odniesieniu do teściów a nie własnych rodziców.W
              stosunku do własnych rodziców chyba trudnej podjąć decyzję-opieka
              na starość tylko w rewanżu za opiekę nad wnukami.Ja czuję, że mam
              wobec rodziców zobowiązania i są one bezwarunkowe natomiast odnośnie
              teściów się nie poczuwam.Dla jasności ani rodzice ani teściowie nie
              pomagali mi w opiece nad dziećmi z tym ,że moi rodzice dążą do
              częstsztych kontaktów i są dużo bardziej uczuciowi wobec wnuków.
            • triss_merigold6 Wiem, wiem;) 03.10.07, 20:49
              Psychologia ewolucyjna się kłania.
      • ledzeppelin3 Re: Nikt nic nie musi 03.10.07, 22:08
        A jak córki przyjmują hormonalną terapię zastępczą i w sensie
        biologii nie przekwitły?
        tongue_outP
    • cyborgus Re: Nikt nic nie musi 03.10.07, 21:15
      no, dobrze ze tris pod koniec sprecyzowala swoj punkt, juz sie
      zdziwilam ze taka roszczeniowa, nie pasowalo mi to ...

      z taka tez tez sie zgadzam - jezeli na dziadkow w ogole nie mozna
      liczyc, to oznacza ze cos w tej relacji jest nie tak. Nie mowie o
      opiece nad wnukami 40h na tydzien, ale normalnym, ludzkim
      zainteresowaniu i zyczliwosci. Sasiadka czy kolezanka przeciez
      wpadnie popilnowac jak jest potrzeba, jesli dziadkowie nie maja
      takiej potrzeby emocjonalnej, to jest to przykre. Moj maz nie jest w
      stanie zrozumiec, ze pomimo licznych zaproszen i oferty pokrycia
      kosztow, jego rodzice nie sa w stanie wsiasc w samolot i przyleciec
      do nas na glupie 2 tygodnie zobaczyc po raz pierwszy swoja wnuczke
      ktora ma juz 2.5 roku. Wciaz sie wykrecaja czyms, ale innymi wnukami
      zajmuja sie na codzien. Ale: to nigdy nie byla kochajaca sie rodzina
      z bliskimi wiezami, i to tylko w bolesny sposob to potwierdza.
    • eilian Re: Nikt nic nie musi 03.10.07, 21:20
      A ja się zastanawiam jak to jest z tą miłością babciną - czy to jest też takie
      naturalne i bezwarunkowe jak z miłością rodziców do dziecka? Chyba nie - jak to
      pokazują liczne posty. Czyli możliwe chyba jest, że babcia czy dziadek
      zwyczajnie w świecie nie przepadają za wnukiem. Fakt, przykre to, ale raczej
      trudno mieć o to do kogoś pretensje, prawda?. Własne dziecko kocha się
      bezgranicznie niezależnie od tego, jakie ono jest, ale na linii dziadkowie-wnuki
      to już chyba tak nie działa (przynajmniej nie zawsze).
      Nie jestem wcale pewna, że swoje wnuki będę kochała i uwielbiała (np. tak jak
      moi czy mojego męża rodzice uwielbiają naszego syna), choć mam oczywiście
      nadzieję, że tak będzie. Na razie tylko teoretyzuję, bo do zostania babcią
      zostało mi jakieś 20-30 latsmile
      • cyborgus Re: Nikt nic nie musi 03.10.07, 21:37
        a mi sie wydaje, ze u osob "normalnych" to raczej milosc do wnukow
        przyjdzie naturalnie. Ale jest kupa ludzi, ktorzy sa przeciez
        rodzicami, dzieci kochaja i sie nimi zajmuja, ale maja jakies takie
        braki emocjonalne, czy podwyzszony stopien egoizmu, i ta ich milosc
        jest jakas taka ograniczona.....
        • eilian Re: Nikt nic nie musi 03.10.07, 22:48
          > a mi sie wydaje, ze u osob "normalnych" to raczej milosc do wnukow
          > przyjdzie naturalnie.

          Też mi się tak wydaje, choć z drugiej strony jestem w stanie wyobrazić sobie
          sytuację, że dziecko jest po prostu niegrzeczne, trudne (w sensie opiekowania
          się nim) itp., itd. i taka babcia czy dziadek nie mają zwyczajnie ochoty na
          zajmowanie się nim.
          Sama do niektórych dzieci (obcych) czuję sympatie, do innych nie, więc mogę
          zrozumieć, że dziadkowie też mogą mieć różne odczucia.
          Ja tam staram się nie obciążać zbytnio innych ludzi moim dzieckiem, nawet jeśli
          są to dziadkowie, którzy są w Małym zakochani, bo uważam, że po dłuższym czasie
          zajmowania się nim można mieć go dosyć, mimo, że generalnie jest raczej grzeczny
          i bezproblemowy, ale jak to dziecko, swoje fochy też ma, a dziadkowie nie muszą
          tego tolerować.
    • elza78 Re: Nikt nic nie musi 03.10.07, 21:35
      jasne ze nikt nic nie musi, powolujac sie na przyklad z przyrody to kotka tez
      wywala mlode ktore juz sa samodzielne i wzgledme nich nic juz nie musi smile
      a stare koty zdychaja w samotnosci smile
      tylko czy my od tego jestesmy ludzmi zeby "nie musiec" smile
      czasem wystarczy odrobina zyczliwosci smile
    • vatum Re: Nikt nic nie musi 03.10.07, 22:51
      Jak się kogoś kocha to nie trzeba się zmuszać.
      Pewnie, że opieka nad dzieckiem jest ciężka praca ale jeśli kocha się to dziecko to widzi się też mnóstwo plusów.
      Ten typ babć, które mówia, że w końcu moga odpoczać i chca się zajać własnym życiem, dzięki nowym czasom maja wymówkę na swój brak emocjonalnego zaangażowania. I to już nie chodzi tylko o wnuki ale o dzieci, przed którymi przez wiele lat ukrywało się własna oziębłość.
      Znam babcie, które nie kochaja np. córki, a wnuki uwielbiaja i daja im wiecej miłości niż córce własnie.
      Każdy jest inny, ma inne potrzeby.. Tylko jeśli się nie chce utrzymywać kontaktów z rodzina to jednak coś to oznacza. I mówienie, że "nam się też coś od życia należy" to zwykłe mydlenie oczu.
      Ja nienawidzę swojej matki i choć już mam wręcz uczulenie na nia to zmuszam się do spotkań, ponieważ moja matka kocha moja córkę a moja córka kocha babcię. I nie mówię nic złego na jej temat przy córce. Ale nie oddaję jej małej pod opiekę, choć nie mam nikogo do pomocy i nigdzie nie wychodzę od wielu lat. Wegetuję sobie ale ma to sens bo kocham córkę i jestem skłonna na wiele poświęceń dla niej.
      Gdybym jej nie kochała na pewno podrzucałabym ja wszędzie by móc żyć tak jak chcę, by mi też się coś od życia należało.
      A potem na starość wymagałabym od niej pomocy i opieki.
      I wypinałabym się na jej potrzeby.
      smile
    • rita75 Re: Nikt nic nie musi 03.10.07, 22:54
      hameryki nie odkrylas
    • melka_x Re: Nikt nic nie musi 04.10.07, 09:37
      Nie wiem czym tak się burzycie (poza protekcjonalnym kotkiem).
      Zgadzam się z Triss, rodzina w której dziadkowie odmawiają pomocy
      nawet w sytuacjach krytycznych jest rodziną dysfunkcyjną. Zaznaczam,
      że odmowa pomocy w sytuacji krytycznych to nie to samo co odmowa
      codziennej opieki nad wnukami.

      A w ogóle problem wydaje mi się wydumany. Sądzę, że w rodzinie, w
      której istnieją głębokie, serdeczne relacje między rodzicami a
      dorosłymi już dziećmi nie dojdzie do sytuacji, w której dziadkowie
      powiedzą synowi, że co ich obchodzi, że synowa z gorączką w połogu,
      a starszy wnuk z grypą, ożeniłeś się, spłodziłeś dzieci, to radź
      sobie synu sam. Głębokie relacje z dziećmi zawsze przekładają się w
      jakiejś mierze na relacje z dziećmi. W takich rodzinach poza
      gotowością pomocy dziadkowie są zwyczajnie zainteresowani kontaktami
      z wnukami.

      No i jeszcze proponowałabym oddzielić kwestię obowiązków, do których
      obliguje prawo od przekonania, że więzi w rodzinie to również
      gotowość do pomocy (we wszystkie strony). Prawo nie obliguje naszych
      serdecznych, wieloletnich przyjaciół do wspierania nas, prawda? A
      jednak przyjaciół, którzy odwracają od nas w trudnych sytuacjach
      przestajemy uważać za przyjaciół, a w każdym razie mamy potężny żal.
      Jakoś nie przypominam sobie postów w rodzaju 'moja najlepsza
      przyjaciółka, gdy byłam w naprawdę potwornej d... powiedziała, że
      mam radzić sobie sama, no ale ja to rozumiem, nie miała obowiązku
      udzielić mi wsparcia'.
      • melka_x Re: Nikt nic nie musi 04.10.07, 09:39
        > Głębokie relacje z dziećmi zawsze przekładają się w
        > jakiejś mierze na relacje z dziećmi.

        Miało być 'Głębokie relacje z dziećmi zawsze przekładają się w
        jakiejś mierze na relacje z WNUKAMI'.
    • weronikarb Re: Nikt nic nie musi 04.10.07, 10:19
      Triss zgadzam sie. Decydując sie na dziecko bylismy nastawieni na
      żłobek, nie na opieke dziadkow - ich wybor ze chcieli sie opiekowac
      (obydwie strony), my w zamian pomagamy im na codzien (Opieka nad
      domem, lekka pomoc finansowa, pomoc w chorobie itd.), w przyszlosci
      zajmowac ma sie rodzicami ten co zostaje w domu.
      Jak ja bym chcial:
      Jak syn sie ozeni, to chcialabym aby pomogl nam przenies si edo
      bloku - on dostanie dom.
      Gdy bede stara (za meza nie moge mowic) i juz bedzie mi ciezko samej
      to chce isc do domu spokojnej starosci, aby w spokoju moc dozyc
      swoich dni.
      Niemam jakos szczegolnie ochoty na wychowywanie wnukow (pomoc moge,
      aby moglibyc sami albo w awaryjnych sytuacjach), mam jedno dziecko
      bo jestem wygodna i wystarczajaco moj instynkt macierzynski
      jest "zapchany" smile
      • kim5 Re: Nikt nic nie musi 04.10.07, 12:05
        Może trochę OT, ale zdumiewa mnie jedno: dlaczego tyle pretensji, że
        teściowa, mama itp mi nie pomaga, jestem zmęczona, niewyspana,
        padnięta? Gdzie są w takiej sytuacji ojcowie tych dzieci? Dlaczego
        oni nie mogą wyręczyć zarobionej matki, wziąć zwolnienia w razie
        choroby dziecka?
        • koniczyna-4 Re: Nikt nic nie musi 04.10.07, 12:58
          zadziwiają mnie niektóre posty.zastanawiam się jaka jest sytuacja
          dziewczyn,które piszą"rodzice nie muszą się zajmowac".zgadzam się z teorią,że
          nie muszą,ale w praktyce powinno wyglądac to po ludzku,czyli dziadkowie powinni
          kochac swoje wnuczki i okazywac im tyle miłości ile są w stanie z siebie
          wyksztusic.zajmowac się to nie zawsze znaczy_mama na imprezie,lub pogaduszki,a
          biedni dziadkowie zostają z wnuczką/em.ale czasami to prostu przyjście w
          odwiedziny,wzięcie dzieciątka na rączki,zabawa,czy zwyczajny spacer.tak widzę
          rolę dziadków.u nas tak jest-wpadają bawią się,a w tym czasie ja mogę na
          przykład umyc okna,czy wyszorowac łazienkę,czy isc na zakupy/co zawsze jest
          przyjemniejsze bez dziecka niż z nim/.zastanawiam się jak wygląda dzień tych
          kobitek,które tu tak piszą,że dziadkowie to nic nie muszą.zastanawiam się,czy im
          rodzice nic,a nic nie pomagają,nie odwiedzają i może stąd takie jakieś
          teorie.Podejrzewam,że każdy wie,że dziadkowie nie muszą,ale oczekuje się od
          rodziców babcinej czułości,a miłośc to chyba to odwiedzanie i zabieganie o czas
          spędzony z wnuczkiem!
          • ma.pi Re: Nikt nic nie musi 04.10.07, 19:26
            koniczyna-4 napisała:

            > zadziwiają mnie niektóre posty.zastanawiam się jaka jest sytuacja
            > dziewczyn,które piszą"rodzice nie muszą się zajmowac".zgadzam się
            z teorią,że
            > nie muszą,ale w praktyce powinno wyglądac to po ludzku,czyli
            dziadkowie powinni
            > kochac swoje wnuczki i okazywac im tyle miłości ile są w stanie z
            siebie
            > wyksztusic.zajmowac się to nie zawsze znaczy_mama na imprezie,lub
            pogaduszki,a
            > biedni dziadkowie zostają z wnuczką/em.ale czasami to prostu
            przyjście w
            > odwiedziny,wzięcie dzieciątka na rączki,zabawa,czy zwyczajny
            spacer.tak widzę
            > rolę dziadków.u nas tak jest-wpadają bawią się,a w tym czasie ja
            mogę na
            > przykład umyc okna,czy wyszorowac łazienkę,czy isc na zakupy/co
            zawsze jest
            > przyjemniejsze bez dziecka niż z nim/.zastanawiam się jak wygląda
            dzień tych
            > kobitek,które tu tak piszą,że dziadkowie to nic nie
            muszą.zastanawiam się,czy i
            > m
            > rodzice nic,a nic nie pomagają,nie odwiedzają i może stąd takie
            jakieś
            > teorie.Podejrzewam,że każdy wie,że dziadkowie nie muszą,ale
            oczekuje się od
            > rodziców babcinej czułości,a miłośc to chyba to odwiedzanie i
            zabieganie o cza
            > s
            > spędzony z wnuczkiem!



            ALe to o czym Ty tutaj piszesz to sa dla mnie normalne relacje w
            rodzinie. Tak samo jak odwiedziny dziadkow u wnukow nie sa
            opiekowaniem sie wnukami, tak samo moje odwiedziny u rodzicow,
            pogadaniem z nimi, wypicie kawy itd, nie jest pomoca im.

            A zajmowanie sie dzieckiem przez dziadkow to jest rozumiane na tym
            forum "babcia musi opiekowac sie za darmo wnukami przez 10 godzin
            dziennie jak mama jest w pracy". I o to jest zawsze nawiecej krzyku
            i pretensji, bo babcia powiedziala, ze nie bedzie, bo nie ma sily
            czy ochoty na taka darmowa prace.


            Pozdr.
    • przeciwcialo Re: Nikt nic nie musi 04.10.07, 12:25
      Dziadkowie wychowali dzieci . Wnuków nie musza wychowywac. A na
      starość to od dzieci mają moralny obowiazek oczekiwac pomocy a nie
      od wnuków.
      • triss_merigold6 Och, czyżby? 04.10.07, 13:08
        Zależy JAK wychowywali. W Polsce mnóstwo rodziców wychowywało swoje
        dzieci w dysfunkcyjnych rodzinach, w alkoholowych domach albo
        zywczajnie biciem i krzykiem.
        Zauważ ile jest postów na temat fatalnych kontaktów z własnymi
        matkami, bo faworyzowały rodzeństwo, nie interesowały się, wpajały
        poczucie winy i gorszości. Tacy rodzice poza żarciem i spaniem
        (często wypominanym) niewiele pozytywnego dzieciom dali.
        • gryzelda71 Re: Och, czyżby? 04.10.07, 13:57
          Tylko dlaczego,te skrzywdzone przez rodziców tak usilnie zabiegaja o tę pomoc i czas.
        • przeciwcialo Re: Och, czyżby? 04.10.07, 14:25
          Masz racje. NIe kazda rodzina jest idealna. Ale kazde dziecko jest
          prawnie zobligowane do pomocy rodzicom na starość jeśli zyja oni w
          niedostatku. Sa na to paragrafy.
          Osobiscie nie wyobrazam sobie wypiąc sie na rodziców tylko dlatego
          że np. przy wnukach nie poamgali.
          • przeciwcialo Re: Och, czyżby? 04.10.07, 14:28
            Znam taki przypadek. Rodzeństwo nie moglo sie dogadac co do pomocy
            rodzicom- starszym , schorowanym ludziom więc jedno z nich załozyło
            sprawe w sądzie . Szybciutko sie dogadali jak sedzia ustalił
            alimenty od kazdego na rzecz rodziców.
            • triss_merigold6 Re: Och, czyżby? 04.10.07, 14:33
              To alimenty.wink Niemniej nikt nie zmusi dorosłych dzieci do tego,
              żeby starym rodzicom robiły zakupy, opiekowały się w chorobie czy
              wzięły do własnych mieszkań.
              • gryzelda71 Re: Och, czyżby? 04.10.07, 14:38
                Alez pomoc starym rodzicom nie polega tylko na tym co napisałaś.Może byc także dopłata do lepszego domu spokojnej starości .
        • ma.pi Re: Och, czyżby? 04.10.07, 17:48
          triss_merigold6 napisała:

          > Zależy JAK wychowywali. W Polsce mnóstwo rodziców wychowywało
          swoje
          > dzieci w dysfunkcyjnych rodzinach, w alkoholowych domach albo
          > zywczajnie biciem i krzykiem.
          > Zauważ ile jest postów na temat fatalnych kontaktów z własnymi
          > matkami, bo faworyzowały rodzeństwo, nie interesowały się, wpajały
          > poczucie winy i gorszości. Tacy rodzice poza żarciem i spaniem
          > (często wypominanym) niewiele pozytywnego dzieciom dali.



          Triss, to gdzies Ty sie wychowywala, bo ja nie znam takich rodzin?

          To pewnie dlatego nie moge pojac Twojego toku myslenia.

          Pozdr.
          • demarta Re: Och, czyżby? 04.10.07, 17:54
            ma.pi napisała:

            > Triss, to gdzies Ty sie wychowywala, bo ja nie znam takich rodzin?
            >
            no tak. jak się czegoś nie zna osobiscie, to tego z pewnością nie
            ma. w ogóle. i nigdzie na swiecie. logika warta czasów "przed naszą
            erą".
            • ma.pi Re: Och, czyżby? 04.10.07, 19:21
              demarta napisała:

              > ma.pi napisała:
              >
              > > Triss, to gdzies Ty sie wychowywala, bo ja nie znam takich
              rodzin?
              > >
              > no tak. jak się czegoś nie zna osobiscie, to tego z pewnością nie
              > ma. w ogóle. i nigdzie na swiecie. logika warta czasów "przed
              naszą
              > erą".


              Nie twierdze, ze nie ma, ale jak czytam taka wypowiedz

              "W Polsce mnóstwo rodziców wychowywało swoje
              dzieci w dysfunkcyjnych rodzinach, w alkoholowych domach albo
              zywczajnie biciem i krzykiem."

              To mam wrazenie, ze w Polsce to nie ma normalnych rodzin, tylko same
              patologie.

              Pozdr.
      • iwles Re: Nikt nic nie musi 04.10.07, 14:01

        > A na
        > starość to od dzieci mają moralny obowiazek oczekiwac pomocy a nie
        > od wnuków.


        a dlaczego TYLKO na starość?
        a dlaczego TYLKO od dzieci ?
        a dlaczego NIE od wnuków ?

        skoro mówimy o "moralnym obowiązku udzielania pomocy"....
        to
        czy moralny obowiązek pomocy dzieciom kończy sie, gdy te osiągną
        wiek 18 lat ?

        i
        od kiedy można mówić "na starość". To znaczy - ile trzeba mieć lat,
        żeby "sobie zasłużyć" na to określenie ?
    • mma_ramotswe Re: Nikt nic nie musi 04.10.07, 14:00
      nie lubię interesowności w żadnej postaci
    • iwles i jeszcze 04.10.07, 14:05

      czy osiągnięcie jakiegolwiek wieku zwalnia z chęci pomocy
      najbliższym, których kochamy ?
      • ma.pi Re: i jeszcze 04.10.07, 17:52
        iwles napisała:

        >
        > czy osiągnięcie jakiegolwiek wieku zwalnia z chęci pomocy
        > najbliższym, których kochamy ?
        >
        >

        Iwles, ja to mam wrazenie, ze ta dyskusja to dotyczy tylko
        jakis "patologicznych" rodzin, ktore nie znaja pojecia milosc.

        Bo w realu nie znam takiej rodziny coby tak na siebie warczeli i
        wyliczali co kto dla kogo zrobil i za ile i ile mu sie za to nalezy.

        Znam jakies tam takie "interesowne" jednostki, ale to sa raczej
        zakaly rodzinne :o) i wyjatki, a nie reguly.

        Pozdr.
        >
      • demarta Re: i jeszcze 04.10.07, 17:58
        iwles napisała:

        >
        > czy osiągnięcie jakiegolwiek wieku zwalnia z chęci pomocy
        > najbliższym, których kochamy ?
        >

        zakładając optymistycznie, że wśród tych najbliższych każdy każdego
        kocha. jak dla mnie lekka utopia... zdarza się i owszem, aczkolwiek
        nie jest regułą zawsze i wszędzie.
    • vibe-b Re: Nikt nic nie musi 04.10.07, 20:19

      No dobrze.
      Ale w tym wywodzie brakuje puenty. Wlasciwie co chcialas wyluszczyc?
    • burza4 Re: Nikt nic nie musi 04.10.07, 21:04
      tia, pomyślałam sobie własnie że mojego ojca powinnam przepędzić na
      4 wiatry. Wnuczką się specjalnie nie zajmował, nie tulił, nie
      głaskał (zresztą mną też), na spacery nie chodził.

      poproszony konkretnie - pomagał, owszem, natomiast z własnej
      inicjatywy nawet nie zadzwonił z pytaniem co słychać.

      I wiecie co? nawet mi do głowy nie przyszło, że jej czy mnie nie
      kocha, po prostu - ten typ tak ma. Co więcej - moje dziecko nie
      przejawia o dziwo żadnej obojętności w stosunku do dziadka.
      I tego, co przeczytałam , należałoby go w zasadzie za takie
      postępowanie ukarać na starość.

      mimo wszystko trochę czym innym jest wypięcie się na dzieci, kiedy
      te FAKTYCZNIE potrzebują pomocy. Bo ktoś zachorował, bo jakaś nagła
      sytuacja. Ale na miłość boską - nie przesadzajmy z tą martyrologią,
      nie jest normalne, jeśli matkę przerasta zwykła opieka nad dzieckiem
      i ściąga posiłki żeby ktoś ją odciążył!

      na marginesie - obowiązek opieki nad rodzicami nie jest skorelowany
      z tym jakimi byli rodzicami, a tym bardziej - dziadkami. Są
      przypadki zasądzania alimentów nawet w przypadku ojca pozbawionego
      praw rodzicielskich, który wypiął się na własne dzieci i poszedł w
      Polskę a na starość nie ma z czego żyć.
    • mbwj88 Re: Nikt nic nie musi 04.10.07, 21:40
      człowiek ma naturalną potrzebę bycia potrzebnym
      to daje szczęście
      więc jak wszystkich oleje to świat będzie się kręcił bez niego
      na miłość wnuków trzeba trochę zapracować
    • mayra3 Re: Nikt nic nie musi 04.10.07, 22:20
      Ja lat 40, moja Mama 70, moje dziecko 1,5 roku. To był moment (a
      miał miejsce prawie rok temu), kiedy dla MOJEJ MAMY zrezygnowałam z
      pracy jako radca prawny (być może na zawsze)- widzialam, jak bardzo
      Jej ciężko przy tak ruchliwym dziecku. Jednoczesnie moja Mama zbyt
      kocha wnuka, aby przystać na opiekunkę
      • chalsia Re: Nikt nic nie musi 08.10.07, 15:34
        > Ja lat 40, moja Mama 70, moje dziecko 1,5 roku. To był moment (a
        > miał miejsce prawie rok temu), kiedy dla MOJEJ MAMY zrezygnowałam
        z
        > pracy jako radca prawny (być może na zawsze)- widzialam, jak
        bardzo
        > Jej ciężko przy tak ruchliwym dziecku. Jednoczesnie moja Mama zbyt
        > kocha wnuka, aby przystać na opiekunkę

        no to tylko isę cieszyć, że masz luksus rezygnacji z pracy zawodowej
        (tak to odebrałam), bo ktoś (mąż/partner) Waszą rodzinę utrzymuje.

        Ergo - nie zrezygnowałaś z pracy dla swojej mamy tylko dla jej
        uprzedzeń.
Pełna wersja