Złe czasy na rodzenie

04.10.07, 16:51
Mam chyba przywidzenia. Przez ostatnie 1,5 roku wszędzie tylko
czytam o wzroście urodzeń, bycie "trendy" mamą, wszechobecnej
kampanii o macierzyństwie, reklamach itp... A tu co? Negatywny
artykuł obalający to wszystko. Chyba redaktor nie miał o czym pisać,
więc wymyślił sobie nowy temat....
Dziwne, nie popieram go w zupełności, moja żona jest w 6 miesiącu i
oczekujemy drugiego potomka..........
    • pklimas Złe czasy na rodzenie 04.10.07, 16:57
      Mamy jedno dziecko i wlasnie zdecydowalismy sie na drugie. Jesli
      konsekwencja ciazy bedzie utrata pracy przez zone to ja rzucam swoja
      robote i wyjezdzamy na wyspy. Tam z jednej wyplaty i dwoch dodatkow
      na dzieci da sie spokojnie wyzyc. Dla mnie dziecko jest wazniejsze
      od miejsca zamieszkania.
    • maigwen Złe czasy na rodzenie 04.10.07, 17:03
      Po pierwsze, skończmy wreszcie z tym myśleniem, że Polska nie jest
      krajem bogatym - wręcz przeciwnie, jest, skoro stać nas na to, by
      połowa tego społeczeństwa nie płaciła podatków od uzyskiwanych,
      niejednokrotnie niemałych, dochodów!!! W dodatku stać nas na to, by
      tej samej połowie społeczeństwa fundować opiekę medyczną i
      emerytury! A przecież wystarczyłoby sprawiedliwiej rozłożyć
      obciążenia na obywateli - nikt mi nie powie, że rolnik pracuje
      ciężej ode mnie, bo fizycznie i na roli, a ja "tylko" umysłowo, za
      to po 14 godzin na dobę. I bynajmniej nie deprecjonuję tutaj
      niczyjej pracy ani włożonych wysiłków. Po prostu stwierdzam, że pod
      względem obciążeń fiskalnych są w tym kraju równi i równiejsi.
      Wracając do tematu - tyle mówi się o ułatwieniach dla młodych
      matek/rodzin, polityce prorodzinnej... a co jakieś rozwiązanie
      rządzący wprowadzą, to nie wiadomo: śmiać się, czy płakać. Na pewno
      ulga na dzieci jest dobrym krokiem do przodu, ale może zamiast
      wprowadzać ulg kwotowych po prostu umożliwić płacenie podatków z
      uwzlędnieniem liczby osób w rodzinie (tak jak jest np. we Francji)?
      Poza tym, jak można mówić o polityce prorodzinnej, jeśli kobieta
      prowadząca działalność gospodarczą po urodzeniu dziecka stale musi
      opłacać pełne składki ZUS, mimo, że przecież w rzeczywistości nie
      pracuje, tylko zajmuje się dzieckiem? Czy otwierając firmę przestaje
      się być kobietą? Czy ktoś z rządzących kiedyś kompleksowo przemyślał
      sprawę wspierania przedsiębiorczości??
      Urlopy wychowawcze? W tym kraju to żart. Zatem trudno się dziwić, że
      kobiety jak najdłużej odkładają decyzję o posiadaniu dziecka, by
      zapewnić sobie stabilną sytuację finansową w postaci choćby
      oszczędności. Tu nie chodzi o wychowanie dzieci w luksusie, ale
      zapewnienie podstawowego bezpieczeństwa finansowego, bo z jednej
      pensji to może wystarczy na ratę kredytu za mieszkanie...
    • bezportek Ciutek spoznione narzekania... 04.10.07, 17:06
      Brak kontaktu z realiami to pewna wpadka w dziennikarstwie.
      Polskie spoleczenstwo akurat weszlo w faze przyspieszonej
      prokreacji. Po czesci to zasluga trzeciego rzutu wyzu
      demograficznego (w tym dwoje moich wnukow), po czesci niebywalego w
      historii Kraju rozwoju gospodarczego i zachecajacych perspektyw.
      Sama swiadomosc, ze w razie krachu, wojny domowej czy powrotu
      socjalizmu mozna spakowac manele i wyniesc sie precz, to czynnik
      stabilizujacy jakiego poprzednie pokolenia Polakow nigdy nie zaznaly.
      • scibor3 Re: Ciutek spoznione narzekania... 04.10.07, 22:45
        A możesz podać jakieś dane statystyczne na poparcie swoich teorii czy mam uznać
        to co napisłeś jako wyraz demencji starczej?
        • lucusia3 Re: Ciutek spoznione narzekania... 05.10.07, 14:54
          Może ta pani i ma demencję, ale przynajmniej kiedyś miała sprawny mózg, co i teraz dobrze widać.Tego niestety scibor3 nie będzie mógł nigdy o sobie powiedzieć.
          W obecnym momencie porodówki są tak oblężone, że wróciła obsługa taśmowa.
          A to szykanowanie pań z dziećmi dotyczy chyba tylko wielkich zachdnich firm w Warszawie, bo nigdzie indziej to aż takim problemem nie jest. Jestem matką dwójki dzieci i nigdy nie miałam żadnych problemów z ich chorobami, wizytami w szkole, spóźnieniami ze względu na dzieci. Jak sie spóźniłam czy wcześniej wyszłam, to odpracowałam i dla 3 miejsc gdzie pracowałam nie było z tym problemu. Podobnie maja moje przyjaciółki. Zmiany można zamienić, czas pracy uelastycznić, podejśc zadaniowo do pracy. I pracodawcy - zarówno państwowi jak i prywatni zdaje się, że to rozumieją. Owszem, są koszmarki, ale tak samo często jak dokuczanie matkom spotykamy mobbing, seksualne napastowanie, nieuczciwe opłacanie - po prostu przykry margines.
          • martishia7 Re: Ciutek spoznione narzekania... 05.10.07, 17:03
            > W obecnym momencie porodówki są tak oblężone, że wróciła obsługa taśmowa.


            A wiesz dlaczego? Bo kiedy spadał nam przyrost naturalny to zamykano porodówki i
            ograniczano na nich miejsca. System był przygotowany na przyrost naturalny
            -0,1promila. Teraz to maleńkie drgnięcie w liczbie urodzeń powoduje,że porodówki
            nie wyrabiają się z obsługą klienteli...
      • wilma.flintstone Re: Ciutek spoznione narzekania... 05.10.07, 14:07
        bezportek napisał:


        > Sama swiadomosc, ze w razie krachu, wojny domowej czy powrotu
        > socjalizmu mozna spakowac manele i wyniesc sie precz, to czynnik
        > stabilizujacy jakiego poprzednie pokolenia Polakow nigdy nie zaznaly.

        Co za bzdura! najwiekszy boom demograficzny byl na poczatku lat 80-tych, czyli
        wlasnie wtedy, kiedy nawet zatelefonowac sie nigdzie nie dalo, a co dopiero
        wyjechac...
        • blekitnykoralik Re: Ciutek spoznione narzekania... 05.10.07, 15:25
          ale wtedy nie było często światła, całe, długie wieczory
          i antykoncepcja chyba nie była na takim poziomie jak teraz.
          bez telewizora, przy świecach, bez prezerwatyw z pewexu...
    • blq Re: Złe czasy na rodzenie 04.10.07, 18:03
      > Mam chyba przywidzenia. Przez ostatnie 1,5 roku wszędzie tylko
      > czytam o wzroście urodzeń,

      Jest wzrost urodzeń, bo dzieci rodzi teraz wyż demograficzny "stanu wojennego".
      Tak naprawdę nie ma żadnego wzrostu.

      "Moda na dzieci", czy też "moda na bezdzietność" - co to za bzdury w ogole? Albo
      ktoś CHCE mieć dziecko, albo nie. Ważne, żeby dwoje partnerów chciało tego
      samego, wtedy będą szczęśliwi. Ważne też, by byli w stanie sobie wyobrazić
      skutki swojego wyboru.

      Niestety większość ludzi nie myśli świadomie o macierzyństwie. Daje się ponieść
      emocjom, instynktowi, presji... potem są nieszczęśliwi.

      No ale to już ich problem. W końcu każdy jest odpowiedzialny za siebie, i ponosi
      konsekwencje swoich wyborów. Zwłaszcza, gdy jest to wybór nieprzemyślany.
    • isterus Złe czasy na rodzenie 04.10.07, 18:24
      "Pieniądze, które otrzymujemy od państwa są po prostu śmieszne"
      Acha... Od Państwa? Czy od podatników? Dlaczego mam sponsorować czyjeś dzieci,
      skoro nie stać mnie na własne?
    • brak.polskich.liter Sorry, ale o co Ci chodzi? 04.10.07, 19:03
      Czego wlasciwie "nie popierasz"? Tego, ze priorytety i decyzje kogos innego moga
      byc inne niz Twoje i Twojej zony?

      Artykul (o ile mozna nazwac artykulem zbitke cytatow z wypowiedzi internautek +
      krotki komentarz autorstwa kogos innego) traktuje o obawach niektorych kobiet
      zwiazanych z rodzicielstwem. Wymienia takie czynniki, jak: brak stabilizacji
      finansowej, ograniczenia czasowe (np. wtedy, kiedy dziecko jest chore),
      perspektywe pogorszenia sie warunkow materialnych, problemy mieszkaniowe,
      konserwatyzm obyczajowy (dzieci problemem wylacznie kobiet), zamkniecie pewnych
      opcji na zycie, etc. Kazdy z tych czynnikow potencjalnie moze przyczynic sie do
      odlozenia planow prokreacyjnych "na przyszlosc", czy w ogole swiadomej
      rezygnacji z rodzicielstwa. Raczej trudno negowac istnienie ww. czynnikow.
      Nigdzie nie wyczytalam, ze bezdzietnosc stanowi jakis dominujacy trend w
      kulturze. Ludzie maja dzieci (co da sie zauwazyc), a sa tez ludzie, ktorzy
      dzieci nie maja - albo decyduja sie na nie dosc pozno, z rozmaitych powodow (co
      rowniez da sie zauwazyc). Jesli wierzyc demografom, Polska ma najnizszy w EU
      wskaznik dzietnosci 1.23, podczas gdy srednia unijna to 1.5. Z powietrza to sie
      nie wzielo, nie sadzisz?
    • ogonato Złe czasy na rodzenie 04.10.07, 20:25
      Tej kobiecie od 4 dzieci co uważa ze państwo powinno jej płacić, to chyba od
      wysiłku przy porodach jakieś żyłki we łbie popękały i przez to ma mozg
      niedotleniony. Jakim prawem wszyscy maja sie składać na jej dzieciaki? Jak sie
      nie myśli jak sie robi, to sie ląduje z 4 na krawędzi ubóstwa. Jej wybór, jej
      decyzja, jej kierat. Skoro nie mam wpływu na jej ilość dzieci to nie będę tez do
      jej beztroskiego bezmyślnego mnożenia sie jak króliki dopłacać. Bo jej sie
      wydaje ze powinni ja po stopach całować ze 9 (!!!) lat zmarnowała na siedzenie w
      domu i gotowanie obiadków. Niech ja mężuś utrzymuje, to w końcu jemu gotowała te
      obiadki, nie mi czy reszcie społeczeństwa. Gorzej jak mężuś sie wypnie na nią i
      zostanie na bruku z 4 dzieciaków, ciekawe co wtedy zrobi.
      • dzagien Re: Złe czasy na rodzenie 04.10.07, 23:17
        Jak można z taką pogardą wypowiadać się o kobiecie, która sprawdza się w roli
        gospodyni domowej, czyli wykonuje ciężką, nieodpłatną pracę przez 24 godziny na
        dobę i wychowuje 4 małych obywateli, którzy za 20 lat będą robić na twoją
        emeryturę, po to, żebyś ty mógł/mogła siedzieć w domciu i korzystać z tego, co
        ci się należy od państwa! To że ona w tej chwili liczy na jakieś wsparcie
        państwa to jest coś złego?!!! Wiadomo, że wszystkie pieniądze tzw. publiczne
        biorą się z podatków, które wszyscy płacimy. Ale w swoim czasie każdy z tego
        skorzysta. Z tego, co napisała ta kobieta, to potrafi zapewnić swoim dzieciom
        szczęśliwe dzieciństwo a ich rodzina nie należy do skrajnie ubogich. Prawda jest
        taka, że w Polsce za jedną (przeciętną) pensję na prawdę jest ciężko wyżywić
        rodzinę, zwłaszcza większą.
        Nie rozumiem tylko oburzenia wzbudzonego przez ten list. Osobiście podziwiam
        ludzi, którzy świadomie decydują się na więcej niż dwoje dzieci i potrafią sobie
        tak zorganizować życie, żeby mimo niezbyt wysokich zarobków było szczęśliwe, a
        dzieci miały wszystko, co im potrzebne do prawidłowego rozwoju i godnego
        funkcjonowania w społeczeństwie.
        W tym liście czuć wielką miłość tej kobiety do dzieci i rozsądek. Jak można
        mówić o bezmyślnym mnożeniu się jak króliki!
        Ogonato, pomyśl zanim coś napiszesz bez sensu, bo takimi głupimi tekstami możesz
        kogoś boleśnie zranić.
        • malwisienia Re: Złe czasy na rodzenie 05.10.07, 09:04
          dzagien napisała:

          > Jak można z taką pogardą wypowiadać się o kobiecie, która sprawdza
          się w roli
          > gospodyni domowej, czyli wykonuje ciężką, nieodpłatną pracę przez
          24 godziny

          kobieta, która pracuje zawodowo musi wykonać dokładnie te same
          czynności (bo przecież też musi ugotować, wyprać i posprzątać) tylko
          że w skróconym czasie, tak więc może powstrzymajmy się z rozdawaniem
          medali za ciężką pracę tzw. gospodyniom domowym


          wychowuje 4 małych obywateli, którzy za 20 lat będą robić na twoją
          > emeryturę, po to, żebyś ty mógł/mogła siedzieć w domciu

          skąd wiesz może to są 4 małe dziewczynki, które wzorem mamusi za 20
          lat będą siedzieć w domu i pichcić obiadki, pobierając zasiłki od
          państwa
      • tangerka bzdura 05.10.07, 12:54
        Jej dzieci są potrzebne i tobie, bo kiedyś bedą pracować na twoją emeryturę i
        budować kraj, w którym przyjdzie ci dożywać swojej starości. Wątpię, abyś
        chciała być w szpitalu obsługiwana przez salową - Azjatkę, w kasie w markecie
        spotykać Afganki i Turczynki, a na stacji benzynowej nalewać benzynę przy pomocy
        jakiego Kirkiza czy Gruzina, a to nas czeka jak nie zwiekszy się przyrost
        naturalny w tym kraju. Tak więc ludzie, którzy podejmują się trudu wychowywania
        4 nowych członków społeczeństwa są o niebo cenniejsi niż tacy jak ty -
        bezdzietni i bezrozumni, bez poczucia solidarności i zwykłej ludzkiej empatii.
        Pensja dla wielodzietnych matek to wcale nie jest głupi pomysł i bynajmniej nie
        polski, choć pewnie jesteśmy na to za biedni. Dlatego trzeba szanować tych,
        którzy jeszcze rodzą i wychowują dzieci, nawet jeżeli ich kondycja społeczna
        jest niska, bo inaczej po prostu się wynarodowimy jak to ma miejsce w Holandii,
        Belgii czy UK.
        • dwuklik Re: bzdura 05.10.07, 14:04
          skoro tej pani jest potrzebna czwórka dzieci to niech je wychowuje na własny rachunek
          ja również mam dzieci i pracuję normalnie zawodowo, nie wyciągam rączek po nieswoje pieniądze i pracę na którą ta pani ma 24 godziny muszę wykonać w 14 (reszta to etat plus dojazdy) i dodatkowo jeszcze muszę utrzymywać osoby które twierdzą że im się należy tylko za to że mają dzieci!!!
          rodzina wielodzietna ma zagwarantowany dostęp do przedszkoli, ja muszę płacić za prywatne, bo mojemu dziecku nie przysługuje miejsce w państwowym
          i jeszcze dodatkowo powinnam szanować takie rodziny, za co????
          • jorad67 Re: bzdura 05.10.07, 14:13
            jad i złość przez ciebie mówią a nie zdrowy rozsądek, kobieto. dlaczego nie masz
            więcej dzieci, skoro uważasz, że jest to takie różowe i jeszcze "się coś
            należy", np. przedszkole? uródź jeszcze kilkoro i też zostań w domu, może
            bardziej się przysłużysz społeczeństwu niż jakąś beznadziejną pracą nabijając
            kabzę kapitalistom, też ci się będzie należoło to i owo! a skoro nie chcesz, to
            szanuj tą, która robi to za ciebie i zapewnia ci życie w kraju wolnym póki co od
            muzułmanów i innych wszelakiej maści napływowców, którzy dzieci mają gromady i
            chetnie nas zaludnią, jeżeli sami będziemy mieli z tym problem.
            • dwuklik Re: bzdura 05.10.07, 15:11
              przesadzasz, nie twierdzę że coś mi się należy, ale również nie mam ochoty płacić na cudze dzieci, wolę swoją kasę wydać na swoje dzieci, a nie na cudze
              jeśli dziecko wychowuje się w rodzinie gdzie matka uważa że wszystko jej się należy to jako dorosły nadal będzie uważać że mu się należy (no bo całe życie się należało)
              moja praca nie jest beznadziejna i ty pewnie często z niej korzystasz nawet o tym nie wiedząc
              nie zamierzam rozmnażać się bez umiaru jak królik bo po to mam mózg żeby z niego korzystać, nie przeszkadzają mi również pracownicy innych narodowości, ich praca jest tyle samo warta
        • wilma.flintstone Re: bzdura 05.10.07, 14:13
          tangerka napisał:

          > Jej dzieci są potrzebne i tobie, bo kiedyś bedą pracować na twoją emeryturę i
          > budować kraj, w którym przyjdzie ci dożywać swojej starości. Wątpię, abyś
          > chciała być w szpitalu obsługiwana przez salową - Azjatkę, w kasie w markecie
          > spotykać Afganki i Turczynki, a na stacji benzynowej nalewać benzynę przy pomoc
          > y
          > jakiego Kirkiza czy Gruzina,

          A to beenzyna wlana przez Gruzina jest jakos niskowartosciowa? A mocz wyniesiony
          przez salowa - Azjatke? Lub zakupy, z a ktore placisz kasjerce-Afgance? Chyba
          najglupsza wypowiedz w tej dyskusji. Jesli Polki beda pracowaly na stanowiskach
          menadzerskich, to niechze Afganki pracuja na kasie! Tak jest w wielu krajach na
          zachodzie i nikogo to nie martwi...
          • jorad67 Re: bzdura 05.10.07, 14:20
            mnie martwi, bo żyłem w UK i wiem, że tam wynaradawianie się społeczeństwa jest
            zmorą i jednym z najwiekszych problemów społecznych, nikt nie chce aby jego
            kraj, który z trudem budowali jego przodkowie, dostawała się w ręce innych nacji
            tylko dlatego, że zamożnemu społeczeństwu nie chce się już wychowywać dzieci, bo
            to "niemodne", niewygodne i są lepsze scenariusze na życie niż męczarnia z
            kilkorgiem dzieci. A jak ci Kirgizi i inni Azjaci podłożą ci jeszcze kilka bomb
            w metrze czy innych strategicznych punktach albo co tydzień w innej dzielnicy
            będą palić samochody jak w Paryżu, to będziesz już wiedzieć dlaczego lepeij
            jednak, żeby na kasie siedziała Polka.
            • dwuklik Re: bzdura 05.10.07, 15:15
              polka nie usiądzie na kasie, bo nie będzie się jej chciało, będzie siedzieć na ławce przed blokiem patrzeć na gromadę swoich dzieci i płakać, że państwo jej za mało kasy daje

          • brudziak Re: bzdura 05.10.07, 14:48
            naprawdę do tego dążymy aby pracę polkom zabierały tańsze emigrantki z Anzji czy
            Afryki i jeszcze się mamy z tego cieszyć? a w tych krajach, które zalewa fala
            emigracji, marwią się tym jak najbardziej, wyjdź na ulicę w Londynie albo
            Madrycie i jak zobaczysz 60 % kolorowych twarzy, to będziesz wiedziała o czym
            jest mowa. zresztą wystarczy iść na osiedle Za Żelazną Bramą w Warszawie, tak
            już widać wiecej skośnookich dzieci niż tych naszych, polskich. To jest twoim
            zdaniem przyszłość, jakiej mamy sobie życzyć?
            • wilma.flintstone Re: bzdura 05.10.07, 18:01

              Nie ucz ksiedza pacierza. Mieszkam w Szwecji i wierz mi, zadna
              Szwedka nie ma ochoty tu byc salowa, ani nawet pielegniarka. Gdyby
              nie przyjezdni, nie mialby kto wynosic nocnikow w szpitalach. To
              samo z taksowkami - mieszkam tu od 10 lat i w zyciu nie widzialam
              taksowkarza - Szweda. A jesli chodzi o gadki o podkladaniu bomb
              itp....Coz, nie przekreslajmy calych spoleczenstw z powodu jakichs
              tam kilku fanatykow. Wiekszosc muzulmanow odzegnuje sie od atakow
              terrorystycznych, a dzihad z zalozenia powinien byc pokojowym
              propagowaniem islamu z uzyciem sily tylko w sytuacjacji najwyzszej
              koniecznosci. A to, ze banda fanatykow z wypranymi mozgami wszystko
              to przeinaczyla i nagina aksjomaty religijne do partykularnych
              interesow? To juz inna historia.
              • nospam-net Re: bzdura 05.10.07, 18:24
                I ty uważasz że to dobrze, że wszystkie proste prace wykonują imigranci i tego
                winniśmy sobie w Polsce życzyć? bo ja uważam, że powinniśmy się bronić rękami i
                nogami przed takim scenariuszem. Mieszkam dość długo w Holandii i wierz mi,
                zanik tradycyjnych wartości rodzinnych w społeczeństwie i przemieszanie się
                narodowe i kulturowe nie jest najlepsze dla narodu i tutaj widać to na co dzień.
                Moi znajomi Holendrzy z dziada pradziada poważnie rozważają wyjazd do Polski
                albo na Litwę, bo nie chcą wychowywać dzieci w kraju zupełnie zrelatywizowanych
                wartości i zagrożonym niebezpieczeństwem zalewu islamu. I nie jest to żadna
                przesada, bo tutaj niemal co tydzień dochodzi do starć z muzułmanami, do
                zamieszek na tle religijnym, do napadów i pobić w szkołach, więc naprawdę jest
                sie czego bać.
                • wilma.flintstone Re: bzdura 05.10.07, 18:43
                  nospam-net napisała:

                  > I ty uważasz że to dobrze, że wszystkie proste prace wykonują
                  imigranci i tego
                  > winniśmy sobie w Polsce życzyć?

                  Coz, biorac pod uwage fakt jak to sie wszyscy na potege ksztalca,
                  kto w koncu bedzie pracowal na kasie? Tak jest w Szwecji - wszytsko
                  wyksztalcone i prostych prac wykonywac nie chce. A co zrobiliby
                  Niemcy, gdyby wygnali od siebie wszystkich Turkow, Polakow,
                  Ukraincow? Kto pracowalby na ich gospodarstwach rolnych, w sklepach?


                  > Mieszkam dość długo w Holandii i wierz mi,
                  > zanik tradycyjnych wartości rodzinnych w społeczeństwie i
                  przemieszanie się
                  > narodowe i kulturowe nie jest najlepsze dla narodu

                  Coz, na tej zasadzie ja jestem zagrozeniem dla tradycyjnycch
                  wartosci dla mojego szwedzkiego meza, bo mam opory przed jedzeniem
                  miesa w Wigilie, podczas gdy tutaj swiateczna szynka to podstawowe
                  danie. A on jest zagrozeniem dla moich, bo mi i tak tej szynki wali
                  na talerz cala gore...Naprawde, nie rozumiem jak muzulmanin
                  pracujacy w sklepie na kasie moze wplynac na Twoje wartosci, a juz
                  np. sam fakt ze mieszkasz w Holandii wsrod Holendrow - nie.
                  Oczywiscie, Holendrzy czy Szwedzi sa nam na pewno blizsi kulturowo
                  niz Irakijczycy, ale mimo wszystko...


                  > Moi znajomi Holendrzy z dziada pradziada poważnie rozważają wyjazd
                  >do Polski

                  Prosze Cie, nie rozsmieszaj mnie.


                  > przesada, bo tutaj niemal co tydzień dochodzi do starć z
                  >muzułmanami, do zamieszek na tle religijnym, do napadów i pobić w
                  >szkołach, więc naprawdę jest sie czego bać.

                  Tjaaaa...Niech jada do Polski. Beda sie za to scierac z dresiarzami,
                  kibolami, zlodziejami, kombinatorami, a wszystko to podlane bogo-
                  ojczyznianym sosem moherowej mentalnosci.
                  • rumien Re: bzdura 06.10.07, 03:46
                    wszystko można zrelatywizować, ale proszę, z wyżyn swej nowej szweckiej ojczyzny
                    nie pouczaj maluczkich Polaków w co mają wierzyć i jakie wartości wyznawać.
                    jednolitość kulturowa i religijna jest dla nas wartością i mamy prawo chcieć ją
                    zachować a ty wpierniczaj swoją szynkę na wigilię w tej szwecji i więcej się
                    problemami Polski nie przejmuj, bo co cię to już teraz obchodzi?
                    • wilma.flintstone Re: bzdura 06.10.07, 15:46
                      rumien napisała:

                      > wszystko można zrelatywizować, ale proszę, z wyżyn swej nowej
                      szweckiej

                      Komentowac tego belkotu nie bede, pozwole sobie jednak przypomniec
                      Ci jako prawdziwemu Polakowi i patriocie, ze w Twoim ojczystym
                      jezyku wyraz "szwedzki" piszemy przez "dz", a nie przez "c".
    • svetenali Złe czasy na rodzenie 04.10.07, 21:34
      Ostatnio coraz częściej w gazecie pojawią sie artykuły o nieistniejących
      problemach.... Znowu się zwracam do jakiegoś głównego redaktora z pytaniem, kto
      wam pisze TĘ artykuły? Teraż jest właśnie wyż, rodzi się coraz więcej dzieci.
      Naokoło wszyscy nasi znajomi mają dzieci, spodziewają się drugiego albo są w
      ciąży pierwszym! Ktoś robił badania, skąd te opinie? Jakos nie chcę mi się w to
      wierzyć... Poza polskimi pracodawcami, które niedługo będą sciągać chinczyków do
      roboty, bo wszyscy wyjadą za granicę, temat jest wyssany z palca, tym bardziej,
      że bycie mamą jest naprawde bardzo trendy!!!
      • harim Re: Złe czasy na rodzenie 05.10.07, 10:00
        > że bycie mamą jest naprawde bardzo trendy!!!

        Zamelduj koniowi...

        A tak w ogole to przyznaj sie, pisalas to wszystko na poprawienie sobie humoru.
        Nie ma to jak myslenie zyczeniowe.
        • hella_79 Re: Złe czasy na rodzenie 05.10.07, 10:49
          jakie myślenie zyczeniowe?
          ja mam dokładnie takie same odczucia - dookoła mnie pełno koleżanek w ciązy (kilka z drugim), z dziećmi, idąc do miasta czy centruk handlowego widzę dookoła pełno wózków, dzieci, kobiet w ciązy.

          po prostu teraz zaczynaja rodzić dziewczyny, które mają ok. 30 (czyli z przełomu lat 70 i 80) oraz te z wyżu lat 80 (one nie czekają do 30 +-2lata, jak większość dziewczyn z okolic mojego rocznika)

          co do tego, ze bycia mamą jest trendy to akurat scepytcznie się odnosze, bo ktos, kto uległ "modzie" na posiadanie dziecka raczej nie jawi mi się jako odpowiedzialny rodzic uncertain
    • elza78 Złe czasy na rodzenie 04.10.07, 21:52
      to prawda ze urodzenie dziecka wiele zmienia
      wiele zmienia w sensie obowiazkow, kariery, priorytetow i nic nie jest juz takie
      samo jak bylo przed
      praca - najczesciej babka laduje po macierzynskim na bruku smile
      ojciec - proponuje sie mniejsze stawki rodzicom dzieci niz osobom bezdzietnym -
      pracodawcy doskonale potrafia w bezwzgledny sposob wykorzystywac to ze ktos ma
      przyslowiowy "noz na gardle" w sensie odpowiedzialnosci za utrzymanie dziecka,
      to chamstwo ale i z drugiej strony brutalna regula rzadzaca rynkiem pracy - IMO
      z kwestionariuszy CV powinna zniknac rubryka: stan cywilny i ilosc dzieci, co to
      kogo obchodzi??
      obchodzi to o tyle ze takiemu komus z rodzina mozna zaproponowac mniejsza kase i
      bedzie robil bo musi smile
      co do reszty to hmmm koszt alternatywny, mam dzieci kosztem czegos innego,
      zawsze tak jest ze cos sie dzieje kosztem czegos innego to znane prawo
      ekonomiczne smile
      wiec ja sie osobiscie zgadzam z ta teoria i mam w dupie moj koszt alternatywny w
      postaci zapieprzania codziennie rano o osmej do roboty aby orac na czyjes
      wakacje na wyspach kanaryjskich smile
      wole na macierzynskim/wychowawczym poglebiac swoja wiedze dlatego zaczelam nowy
      kierunek studiow - przy odrobinie elastycznosci daje sie wszystko "na styk"
      pogodzic smile
    • hong2 posag a sprawa dzieci 04.10.07, 21:59
      Moze wypadaloby wrocic do instytucji posagu. Dziewczyna/chlopak wychodzac za
      maz/zeniac sie powinni dostac pieniadze od swojej rodziny na udany start
      zyciowy. Dzieki temu ona i maz mogliby przetwac trudny okres zwiazany z
      posiadaniem dzieci. A potem sami zapewniliby to swoim dzieciom. Posag ma sens i
      nie musi sie kojarzyc pejoratywnie.
    • jaguar70 Złe czasy na rodzenie 05.10.07, 00:08
      Może rzeczywiście w mediach dużo trąbi się o rodzicielstwie, ale jakoś w moim
      najbliższym otoczeniu nie widać efektów tej propagandy. Roczniki wyżowe z lat 80
      poprawiają statystykę, ale za trzy, cztery lata znów wrócimy do niżu. Większość
      moich najbliższych znajomych ma jedno dziecko, często wcale, a dwójka to
      rzadkość. Ja mam jedno i wystarczy. Szkoda, że przy okazji kampanii
      promacierzyńskiej tak mało mówi się o adopcji!
      • substantiv Re: Złe czasy na rodzenie 05.10.07, 00:28
        brak mi slow na te dziennikarskie wypociny. Niewiem czy to jakas dziennikarka z
        syndromem poaborcyjnym, feministka z szabelka... inne mozliwosci. W GW nie ma
        zadnej kontroli czy jak, ze mozna sobie publikowac co chce, nawet jesli jak
        forumowicze zauwazyli jest to poza i zwykla prawda i rzeczywistoscia...

        + + +
        Miałbym rozwiązanie, ale ono nie pasuje do tego poblemu.
    • myslacyszaryczlowiek1 Złe czasy na rodzenie 05.10.07, 02:21
      Dlaczego nikt nie zaproponuje obłożenia bykowym tych bezdzietnych, bezpłodnych i
      z jednym dzieckiem, i to w wysokości co najmniej pokrywającym koszty utrzymania
      brakujących nowych obywateli. Dlaczego moje dzieci mają w przyszłości
      utrzymywać tych co nie chcą mieć dzieci. Od razu znajdą się środki na
      przedszkola żłobki i pomoc wielodzietnym rodzinom. A tak to pieniądze idą na
      wyszukaną konsumpcję, a kraj powoli będą przejmować inne nacje tak jak to się
      dzieje obecnie w krajach zachodniej Europy.
      • wilma.flintstone Re: Złe czasy na rodzenie 05.10.07, 14:16

        Myslacy to Ty jestes bardzo srednio...
    • ml130676 Nikt nie dba o to, żeby w ogóle było modne... 05.10.07, 08:08
      Po pierwsze - matka w tym kraju ma przechlapane już na samym
      początku swojej "kariery" - widok ciężarnych kobiet w warszawskich
      autobusach, którym nikt nie ustępuje miejsca to nagminna sytuacja.
      Nie wiem, jak jest w innych miastach. Mój Mąż jest poznaniakiem i
      tam jest ok. Pełna kultura - ustępowanie starszym, ciężarnym i
      kobietom z małymi dziećmi plus pomoc przy wniesieniu wózka to
      standard - sama tego doświadczyłam, choć jestem warszawianką (ale na
      szczęście nie mam wypisanego tego na czole). W "stolycy" spotykam
      się na każdym kroku z chamstwem - będąc w ciąży doznałam kilku
      upokorzeń w postaci - "jak se zrobiłaś dziecko, to teraz stój". Raz
      kierowca nie zatrzymał się na przystanku i na moją uwagę kazał mi
      się "walić". Jako matka sama dźwigałam wózek - nikt nigdy nie
      zaproponował mi pomocy, a na moją prośbę młody facet odparł, że się
      nie chce ubrudzić, a jak chciałam mieć dziecko, to teraz muszę sobie
      radzić sama. Kierowcy autobusu nigdy nie opuszczają podłogi, żebym
      mogła wjechać wózkiem - teraz już podwójnym - w którym wożę dwu- i
      czterolatkę, kiedy wybieram się w dłuższą podróż po mieście. Zawsze,
      chamy, stają daleko od krawężnika i potrafią się wydrzeć, że za
      wolno się ruszam, jak wsiadam lub wysiadam. Ludzie często stają w
      miejscu dla wózków i nie chcą się przesunąć, więc nauczyłam się
      likwidować ten problem po prostu wjeżdżając im na nogi, inaczej
      mogłabym prosić i prosić, bez skutku, nie wiem czemu ten obszar jest
      tak atrakcyjny dla pasażarów stołecznych autobusów. Ostatnio
      warszawiacy przeszli samych siebie - wsiadam do autobusu trzymając
      za jedną rękę jedno dziecko, za drugą - drugie. Tłok jak cholera.
      Ludzie odwracają głowy, a ja manewruję, żeby złapać się jakiegoś
      drążka, uchwytu, czegokolwiek, żeby nie "odlecieć" z moimi córkami
      na drugi koniec autobusu przy pierwszym hamowaniu. Jakiś starszy pan
      o lasce, na oko z 80 lat, ujmuje się za mną, pytając ludzi, czemu
      pozwalają, żebym tak stała z małymi dziećm. Cisza, jeden odwraca
      głowę, drugi odwraca, w końcu ktoś tam wstaje z wielką łaską. Pan
      kontynuuje wywód, jakie to teraz chamstwo, a przed wojną to...itd.
      Czuję, że awantura wisi w powietrzu. W końcu ktoś nie wytrzymuje i
      wypala -" jak sobie kobita robi dzieciaka, to chyba jest jakiś mąż,
      samochód kupić trzeba i nim dzieci wozić". To już szczyt. Zaciskam
      zęby...i tak już od paru lat. Co do pracy - bo to właściwie dopiero
      teraz będzie na temat - nie ma się co oszukiwać, nikt do posiadania
      dziecka nie zachęca. Ja zdecydowałam się na zostanie matką po 6
      latach "kariery". W odpowiedzi usłyszałam, że wybrałam nieodpowiedni
      moment, że skomplikowałam szefowi sytuację, że powinnam się zapytać,
      akurat! Gdy urodziłam córkę, traf chciał, że w ciążę zaszła moja
      koleżanka z pracy. Szef stwierdził, że to wszystko moja wina, że ja
      wyzwoliłam w jego pracownicach instynkty macierzyńskie, że przeze
      mnie zawali się firma, że jak śmiałam, że mu zrobiłam na złość, a
      teraz to wszystkie baby będą chciały mieć dzieci. Istotnie, po
      mojej "odważnej" decyzji ruszyła fala. Rok za rokiem rodzi się komuś
      jakieś dziecko, ale ten idiota powinien się spodziewać, że kobieta
      ma instynkt macierzyński, a poza tym nie może czekać do emerytury z
      taką decyzją. Ja zostałam matką w wieku 27 lat, moje koleżanki w
      wieku 37, 39, 42. To już był naprawdę ostatni moment. Jednak cały
      kubeł pomyj wylano na moją głowę. Mobbing to chyba odpowiednie słowo
      dla tej całej sytuacji. Będąc w kolejnej ciąży mocno to maskowałam
      wiedząc, że po prostu nie będę miała życia w firmie. Należy dodać,
      że nie atakowali mnie wyłącznie panowie, także starsze panie stające
      na najwyższym szczeblu drabiny w firmie dały mi popalić. Do dziś
      podobno padają stwierdzenia, że to ja "rozwaliłam ten układ", czyli
      zlikwidowałam bezdzietność. Aż trudno uwierzyć, że moje koleżanki po
      prostu tak bardzo bały się zajść w ciążę, czekając aż ktoś pierwszy
      uczyni ten krok i da zielone światło innym. To po prostu śmieszne i
      abstrakcyjne, jak fabuła filmów Barei. Matki nie mają w tym kraju
      fajnie. Gó.. prawda, że jest teraz moda na macierzyństwo. Gazety
      lubią się rozpisywać o gwiazdach estrady i tv, które robią sobie
      kolejnego potomka, ale to przecież inny świat. Polaczek-szaraczek
      dysponuje o wiele skromniejszym budżetem i wpływami. Nie ma co
      porównywać ciężarnej Edyty Górniak do pani Zosi z mięsnego, czy
      Madzi z sekretariatu. Ja najlepiej czuję się na placach zabaw dla
      dzieci, zupełnie jak down wśród innych downów. Nawet starszy pan na
      ulicy zrobił mi kiedyś scenę pt. "po co ci, dziecko, tyle dzieci,
      może jeszcze ze dwoje, jak ci ludzie nie myślą". Matki traktuje się
      w tym społeczeństwie bez wyjątku jako potencjalne klientki opieki
      społecznej i przejadaczki wszelkiego rodzaju zasiłków i zapomóg. Ja
      byłam na "macierzyńskim" dwa razy po 3 miesiące plus niewykorzystany
      urlop, którego nikt by mi nie dał w "normalnej" sytuacji, czyli
      kiedy byłam bezdzietna i chciałam po prostu odpocząć od pracy
      wyjeżdżając np. na urlop w lipcu, dla mojej firmy to był szczyt
      rozpasania. Zarabiam, mam ogromne poczucie odpowiedzialności za
      finanse domu, wychowanie dzieci, nie jestem na garnuszku męża i
      państwa. Nie załapałam się nawet na "becikowe", a ciągle słyszę, że
      jestem nieodpowiedzialna, raz nawet ktoś nazwał mnie "tłukiem",
      jakby matki nie kończyły studiów, nie znały języków obcych, w ogóle,
      jakby matka równała się prosta kobieta z czerwoną twarzą i bez zęba
      na przedzie. Przepraszam, że jestem widoczna na mieście, że zabieram
      kawałek podłogi w autobusie, kiedy wsiadam z córkami, nie mam prawa
      jazdy, bo cierpię na astygmatyzm i kurzą ślepotę, jestem po operacji
      wzroku, zdaję też sobie sprawę z tego, że nie mam refleksu i
      odpowiedniej koordynacji ruchowej tak potrzebnych do kierowania
      pojazdami mechanicznymi. Wolę nie mieć prawka niż z kolei wkurzać
      innych kierowców lub, co gorsza, spowodować wypadek i zabić np.
      czyjąś żonę, matkę, dziecko, męża, psa, kota. Wiem, że wiele matek
      mnie nie zrozumie, bo na codzień jeżdżą swoimi samochodami i nie
      odczuwają dyskomfortu ani nie stykają się z chamstwem. Nikt pewnie
      nie nazwał ich garkotłukiem, dzieciorobem itp. Ja zawsze miałam
      wielki szacunek do innych kobiet z dziećmi - ustępowałam i ustępuję
      im miejsca, pomagam wnieść wózek, otwieram drzwi do sklepu,
      przepuszczam jako pierwsze. Nie ważne czy taka matka lub przyszła
      matka ma lat 15 czy 50. Zawsze to matka. Z reguły słabsza i skazana
      na pomoc innych, bo nie da się jedną ręką robić kilku rzeczy na raz.
      Pracuję z matkami i wiem, że są świetnymi fachowcami. Ja korzystam z
      pomocy babć, ale nie każdy ma ten luksus. Mimo to te kobiety
      świetnie sobie radzą, a i tak ciągle słyszę "po co im te dzieci". Mi
      oczywiście też się dostaje. Nie rozumiem tylko, dlaczego szefowie-
      mężczyźni, sami mając po 2-3 potomków tak bardzo utrudniają życie
      swoim pracownicom, które rzadko mają więcej niż 1. Dlaczego kobieta-
      matka stale musi udowadniać, że się nadaje, czemu ciągle szuka się
      na nas haka i tak skrupulatnie analizuje każde potknięcie? Dlaczego
      Niemcy, Holendrzy, Anglicy, Francuzi doceniają macierzyństwo i firmy
      gratyfikują taki styl życia, a w Polsce nadal panuje takie chamstwo
      w firmach, które zwalniają kobiety wracające z urlopów
      macierzyńskich z równym zacietrzewieniem, jak pracowników, którzy
      popełnili kradzież albo się upili lub narobili nie wiadomo jakich
      szkód. Kiedy mnie zwalniano, zrobiono wszystko, żeby mnie upokorzyć
      i dać do zrozumienia, że popełniłam straszną zbrodnię decydując się
      na drugie dziecko. Kadrowa powiedziała, że jest pewna, że ja nigdy
      nigdzie żadnej pracy nie znajdę, że jestem życiową ofiarą i wrzodem
      na tyłku. Szef nie podał mi nawet ręki. Teraz mam inną pracę i cały
      czas ukrywam, że mam dwoje dzieci, firma wie tylko o jednym, bo
      nigdy nie wiadomo, jaka byłaby reakcja. Nikt mnie się nie czepia, bo
      zajmuję się p
      • pty-sia Re: Nikt nie dba o to, żeby w ogóle było modne... 05.10.07, 09:35
        Odwagi, moje dzieci są już większe (14 i 10 lat). Na szczęście
        rzadko chorowały. I słuszna uwaga - to my kobiety stwarzamy innym
        kobietom piekło. Moimi przełożonymi zawsze byli panowie (dziciaci
        lub starzy kalwalerowie bez różnicy) - zawsze mogłam zadzwonić i
        poprosić o "nagły" urlop, zwolnić się na występy w przedszkolu (bo
        panie przedszkolanki też chcą iść do domu i występy zdarzały się w
        środku dnia). Ale dobrze wiem jak to się nie podoba chociażby
        starszej, bezdzietnej Głównej Księgowej w mojej firmie. Na szczęście
        nie jej podlegam (tylko współczuć jej podwładnym).
        A zwalniam się rzadziej, niż niektórzy panowie z powodu kaca, a im
        nikt wyrzutów nie czyni.
        Co więcej - byłam pierwszą ciążą w mojej firmie, cały czas byłam
        fair, chociaz moja dyrekcja nie do końca (miałam nie dostać podwyżki
        w 6 miesiącu ciązy, bo przeciez już odchodzę, chociaż wszyscy inni
        ja dostali - dostałam bo powiedziałam, że w takim razie od jutra nie
        ma mnie w pracy, firma nie zgodziła się na pół etatu po urlopie
        macieżyńskim). Zdecydowałam się na zmianę pracy (to był okres gdy
        pracy nie brakowało, dostałam dużo lepsze warunki finansowe) - ale
        moja dyrekcja poszła po rozum do głowy, zostałam przeproszona, a
        następne panie w ciązy traktowano dużo lepiej (bo doszli do wniosku,
        że nie opłaca się tracić wykwalifikowanych pracowników).
        Tyle, że ja mam lepiej niż przeciętna kobieta - jako informatykowi
        nie tak ciężko znaleźć mi pracę. No i stać mnie było na opiekunkę,
        prywatne przdszkole (czynne do 18, wtedy to ewnement) i społeczną
        szkołę. A to jest ważne, gdy na babcie nie mozna liczyć. Spróbujcie
        połączyć pracę za grosze od 9 do 17 (teraz to standard) z
        przedszkolem czynnym do 17. O ile wogóle załapiecie się na miejsce w
        państwowym przedszkolu (pierwszeństwo mają samotne matki,
        nauczycielki i rodziny wielodzietne, a wsród moich znajomych na
        Tarchominie ani dziecko nauczycielki, ani matki 3 dzieci sie już nie
        łapały, tak że rodziny z dwojgiem rodziców są praktycznie bez szans
        i zdarzają się rozwody, aby dziecko dostało się do przedszkola)
      • ewa_mama_jasia A mnie przeraża jedno...... 05.10.07, 10:50
        ... co z naszą narodową solidarnością? Jesteśmy narodem, a każdy
        naród ma w swojej definicji wspólnotę. Wiele opinii zawartych
        powyżej, zarówno osób mających dzieci jak i tych ,które ich nie
        mają, posiada punkt wspólny: moje dzieci - mój kłopot, wasze dzieci -
        wasz kłopot itd. Nikt, poczawszy od rządzących państwem, a
        skonczywszy na poszczególnych osobach nie ma zamiaru kreować
        polityki wspólnoty w tym zakresie. A przecież powinno nam wszystkim
        zależeć na tym, aby te dzieci, które za kilkanaście - dwadzieścia
        kilka lat wyrosną i będą tworzyły podstawy społeczeństwa, były
        zdrowe, wyedukowane i szczęśliwe. I, co najwazniejsze, dobre. One
        będą pracowały na wzrost naszych emerytur (bo do końca nie wiadomo,
        co będzie z wyporacowanymi przez nas środkami), będą przygotowywały
        i wprowadzały w życie akty prawne, będą zapewniały opiekę starym i
        schorowanym członkom społeczeństwa.
        Może w mniejszych miastach, gdzie jest mniejsza anonimowość
        mieszkańców, ludziom łatwiej jest tworzyć lokalne społeczności, w
        których dzieci mają swoje miejsce.
        ml, Warszawa jest specyficznym miastem, gdzie przyjeżdżają jednostki
        żeby znaleźć swoje miejsce (szkoła, praca) i te jednostki
        samodzielnie układają sobie tutaj zycie. Nie mają "nadzoru" lokalnej
        społeczności, nikomu tutaj nie są zobowiązani pomagać i nie oczekują
        pomocy od nikogo. Ile "wyszarpią" od zycia, tyle ich. A ponieważ w
        większości są to bezdzietni, silni ludzie, którzy nie czują często
        potrzeby pomagania osobom słabszym (chorym, młodszym, starszym,
        matkom z dziećmi, niepełnosprawnym itd).
        Ok, wolno im. Tylko niech mają świadomość, że kiedy już zestarzeją
        się w tej Warszawie i zarobią te fortuny do wykorzystania na
        emeryturze, mogą nie znaleźć nikogo, kto -odpłatnie czy bezpłatnie-
        pomoże im funkcjonować w codzinnym życiu.
        Pewnie dotyczy to nie tylko Warszawy ale i innych większych miast.
        Pisze o Warszawie, bo w niej żyję i obserwuję życie innych.
        Choć szczerze mówiąc, ml130676, ja aż tak bardzo nie mogę narzekać
        na codzienne funkcjonowanie "uliczne" w Warszawie jak Ty. Fakt, że
        mam jedno dziecko. Co prawda w ciąży rzadko mi ustępowano miejsca,
        ale wtedy rzadko jeździłam komunikacją miejską. Jeżdżąc wózkiem
        wybierałam połączenia niskopodłogowe albo chodziłam piechotą, a jak
        ktoś stał na miejscu dla wózków i udawał, ze mnie nie widzi to
        uśmiechałam się i prosiłam personalnie o ustapienie miejsca. Teraz
        dwa razy dziennie jeżdżę z małym do i ze żłobka tramwajem, często
        zatłoczonym. Przyznaję, że przewaznie ktoś ustepuje mi miejsca
        zebyśmy usiedli. Często jak mały próbuje wysiąść z tramwaju ktoś
        podaje mu rekę. Więc pod tym kątem narzekać nie mogę. Fakt, z enigdy
        nie upominam isę o ustapienie miejsca. Stawiam małego przy jakiejś
        niskiej barierce, każę mu się trzymać mocno, zeby nie upadł. Jak
        ktos w tym momnecie ustapi miejsca, to dobrze. Jeśli nie - po prostu
        mały nauczy się jeździć na stojąco. Choć mam zamiar go tak wychować,
        aby zwracał uwagę na słabszych członków społeczeństwa.
        • ml130676 Re: A mnie przeraża... 05.10.07, 12:18
          ...że Warszawę traktuje się jak dojną krowę, z której można tylko
          ciągnąć. Co i raz słyszę opinie ludzi, którzy tu mieszkają i mają
          pracę, że nienawidzą tego miasta. Stąd ten "specyficzny" klimat, nie
          moje miasto, obcy ludzie, a po mnie choćby potop. Tu nikt z nikim
          nie rozmawia, bo obcy to wróg. Chodzę z dzieckiem na plac zabaw od
          pół roku widując te same twarze. Nikt nie podejmie rozmowy, a
          szczytem wszystkiego była uwaga pewnej Rosjanki, która podziękowała
          mi za pogawędkę, bo "wie pani, ja jestem ruska, to oni mnie traktują
          jak gorszy sort, a ich dzieci nie chcą się bawić z moimi, bo my
          jesteśmy czerwone komuchy, brudasy, głupole". Co tu się dzieje? Skąd
          tyle nienawiści w narodzie. Od kiedy to chamstwo wobec
          staruszki "wal się stara torbo" ma być trendy? Okazuje się, że jest,
          dlaczego ktoś uwala swój tyłek w tramwaju, autobusie i ma wszystkich
          gdzieś, czemu człowiek leży na ulicy i wszyscy od razu zakładają, że
          to pijak? Dlaczego podchodząc do człowieka i chcąc zapytać o godzinę
          widzę jego nerwowe ruchy, a czasem pogardę? Chcę być miła, naprawdę,
          ale coraz częściej mam ochotę dać komuś w mordę, tak bez większego
          powodu, za całokształt chamstwa tego miasta, w którym żyję od
          dziecka, a coraz częściej po prostu wegetuję bez nadziei na ludzką
          życzliwość i sympatię do drugiego człowieka.
          • ewa_mama_jasia Re: A mnie przeraża... 05.10.07, 12:54
            Masz rację, też mnie to przeraża. Jest to też część tego braku
            poczucia solidarności z innymi. Tak samo łatwo jest spotykając kogoś
            na ulicy uśmiechnąć się jak warknąć na niego. Dlatego ja wolę się
            uśmiechnąć. Fakt, że przeważnie nikt mi uśmiechem nie odpowiada.
            Nie dziw się, dorosły dzieci stanu wojennego. Dzieci rodziców,
            którzy strajkowali w różnych sprawach. Abstrahuję od tego, czy były
            czy nie było innych możliwości porozumienia. Natomiast chodzi mi o
            to, że nauczyli oni własne dzieci postawy "tylko ja", "tylko moje",
            strajkuj, głoduj i rozrabiaj zamiast rozmawiać i dochodzic do
            konsensusu. I te dorosłe dziś dzieci wraz ze swoimi rodzicami
            stosują prawo dżungli.
            I mamy to co mamy. Że człowiek umarł na przystanku w środku dnia w
            centrum Warszawy, bo zasłabł i przez 2 godziny nikt do niego nie
            podszedł. Że kiedy uparłam się wezwać pogotowie do mężczyzny, który
            upadł w tramwaju to nikt ze współpasażerów nawet głowy nie odwrócił.
            Za to potem krytykowali, że tramwaj miał opóźnienie bo jakiś
            zapijaczony menel upadł (fakt, do przybycia lekarza stał na
            przystanku). Że mało kto Ci poda szklankę wody (koleżanka niedawno
            poczuła się źle na ulicy, próbowała zadzwonić pod byle jaki numer
            domofonu, nikt jej nie wpuścił).
            Ja nie mam ochoty dac nikomu w twarz, natomiast nie ukrywam, że nie
            podoba mi się to wszystko i po prostu zwyczajnie boję się, że za lat
            kilkadziesiąt po prostu nie da się żyć.
            Marzy mi się praca wychowawcza u podstaw, z tym że podstawy
            definiuję jako najmłodsze pokolenie. Ale praca solidarna, szkoła,
            kościół (jak kto chce) i rodzice. Tak, żeby wychować empatyczne,
            odczuwające solidaryzm lokalny i narodowy pokolenie. Cóż,
            marzenia...
            • tangerka Re: A mnie przeraża... 05.10.07, 13:19
              Warszawa dziś jest okropnym miastem, choć Wrocław, Gdańsk czy Kraków niewiele
              jej ustępują, we wszystkich dużych miastach panuje ta sama znieczulica i
              gonienie za karierę, dlatego matka z dziećmi to widok co najmniej nie na
              miejscu, tak jakby rodziny miały prawo egzystować wyłącznie gdzieś na prowincji,
              gdzie nie ma wyścigu szczurów i walki o wszystko. Ja mam podobne obserwacje,
              choć może trochę z innej beczki. Rodziłam dziecko w szpitalu św. Zofii, leżałam
              tam dwa tygodnie przed porodem i czekając kiedyś na usg siedziałam obok izby
              przyjęć. Weszła tam dziewczyna w końcowej ciąży, z trudem idąc i niosąc torbę,
              blada i spocona i zaczęła opowiadać pielęgniarkom, że ma już częste skurcze, że
              wszędzie ją boli, że pojawiła się krew i że sama tu przyjechała samochodem, bo
              nie ma w domu męża. Pielęgniarki popatrzyłu na nią z niechęcią i mówią jej, że
              nie ma łóżek, że wszystko zajęte i żeby pojechała do innego szpitala, bo tutaj
              to tylko odpłatnie się rodzi i mają miejsca dla "prywatnych pacjentek szpitala"
              w opłaconych salach, więc tak z ulicy nie można tu przyjść i rodzić. Dziewczyna
              w tym czasie ledwie trzyma się na nogach a pod nią zbiera się powoli kałuża wód
              płodowych zmieszanych z krwią ... Nie wytrzymałam, wstałam i idę do niej, ze mną
              jeszcze ze dwie inne kobiety i mówię, że przecież ona już rodzi, że krwawi, że
              gdzie w takim stanie ma jechać sama (!) samochodem szukać sobie porodówki,
              kobieta za mną dodaje, że jej swoje łóżko odda jak nie ma innego, bo ona ma
              jeszcze kilka tygodni do porodu. Słowem, wywiązuje się pyskówka, pielęgniarki
              nadal są niechetne i tłumaczą coś głupio, w końcu wychodzi jakiś lekarz i każe
              przyjąć dziewczynę na oddział i to szybko, bo widać, że zaraz upadnie, a krew
              płynie z niej już wartkim strumieniem. To było już kilka lat temu, a ja ciągle
              myślę, co by się stało, gdybyśmy nie zareagowały i tak dziewczyna odprawiona z
              kwitkiem, bo nie dała rady już się nawet kłócić, wsiadła w samochód i wyjechała
              na ulicę szukać innego szpitala, czy dojechałaby gdziekolwiek czy już za rogiem
              ulicy spowodowała wypadek z bóg wie jakimi skutkami dla niej i dziecka i innych?
              Jak można będąc kobietą i pielęgniarką być tak bezduszną i głupią klempą, jaką
              politykę prowadzi ten w gruncie rzeczy państwowy szpital? W takim właśnie
              świecie żyjemy, nikogo nie obchodzi czy żyjesz czy umrzesz a to wszystko w śroku
              stolicy cywilizowanego ponoć państwa europejskiego!
              • ewa_mama_jasia Re: A mnie przeraża... 05.10.07, 13:29
                Dlatego ja, znając opinie o Żelaznej, nawet nie brałam pod uwagę
                tego szpitala, kiedy miałam sobie wybrac lekarza prowadzacego ciążę
                i później szpital do rodzenia.
              • brudziak przerażająca opowieść 05.10.07, 14:40
                ale wiem, że autentyczna, bo leżąc w tym szpitalu spotykałam się z podobnym
                traktowanie "nieopłaconych" położnic, tam po prostu wszystko jest za pieniądze,
                a reszta matek i ich dzieci, cóż, kto by się nimi przejmował! matkom w Polsce
                zawsze jest pod górkę, od szpitala poczynając na pracy kończą. I jeszcze wszyscy
                ci bedą wytykać, że jesteś złą matką, bo nie dość czasu poświęcasz dziecko idąc
                do pracy i twoje dziecko chowają instytucje albo ulica, a jak nie pracujesz to z
                kolei jesteś ze swoimi dziećmi darmozjadem na garnuszku państwa i wyciągasz ręce
                po pieniądze podatników. widać w jakim kraju żyjemy, Polak Polakowi wilkiem,
                zero jakiejkolwiek solidarności w narodzie.
                • ewa_mama_jasia Re: przerażająca opowieść 05.10.07, 15:28
                  Własnie o tym pisałam, o zero (zeru?) jakiejkolwiek solidarności
                  społecznej. Niedawno pozyczyłam od nastoletniej kuzynki cały plik
                  różnych pisemek młodzieżowych. W żadnym z nich nie znalazłam
                  artykułów na temat współpracy w grupie, kolezeństwa itd. Co najwyżej
                  o wspólnym podrywaniu faceta smile. A i to do pewnego stopnia smile
                  A poważnie: kiedy ja zaszłam w ciążę, zależało mi na opiece stałej,
                  kompleksowej i bezpłatnej. Obdzwoniłam najbliższe szpitale w
                  Warszawie i okazało się, że tylko w jednym czy dwóch opieka nad
                  ciężarną jest bezpłatna. W reszcie trzeba było płacić. W Żelaznej
                  też.Więc chociaż miałam możliwość związania się z Żelazną, to
                  odrzuciła mnie ta pełna komercja.
                  Ale przyznam, że ta opowieść jest wstrząsająca. Moja lekarz
                  prowadząca mówiła, że taka kobieta ma praow wejść do każdego
                  szpitala a jeśli nie ma miejsc, to pracownicy szpitala mają
                  obowiązek znaleźć dla niej miejsce w innym.
        • klaranyc Re: A mnie przeraża jedno...... 05.10.07, 16:19
          Istnieje zasadnicza roznica pomiedzy ustepowaniem miejsca osobie
          starszej czy niepelnosprawnej, a osobie z dzieckiem - nikt nikt nie
          ma wplywu na to, ze sie starzeje. Dziecko to DECYZJA. Jezeli
          podejmujesz decyzje o dziecku, musisz liczyc sie z konsekwencjami.
          Osobiscie chetnie ustepuje miejsca osobom starszym. Osobom
          dzieckiem czy kobietom w ciazy nigdy. Ciaza/dziecko to wybor.

          Domaganie sie szacunku tylko dlatego, ze ma sie dziecko to duza
          przesada. Czesto to dziecko to wpadka i za co inni mieliby szanowac
          taka osobe, za brak odpowiedzialnosci? Albo dziecko zostanie
          wychowane na bandyte czy pasozyta, a nie porzadnego obywatela, za co
          wiec ten szacunek? Widzac matke z dwulatkiem nie wiemy na kogo
          wyrosnie. Szanuje rodzicow moich przyjaciol, ktorzy wychowali ich na
          wyjatkowo wartosciowe osoby. Efekt widac jednak dopiero po latach
          (moi przyjaciele maja +/- 30). Nie da sie jednak stwierdzic na kogo
          wyrosnie dziecko pchane w wozku do autobusu.

          Roszczeniowa postawa to bardzo zla spuscizna po komunizmie. Troche
          wiecej odpowiedzialnosci, Szanowni Panstwo z dziecmi i wozkami.
          • ml130676 Nie wierzę... 05.10.07, 17:07
            Czym to się niby różni starzec od kobiety w ciąży czy też dziecka?
            Twoja logika to jakiś kosmos? A co powiesz na to, że taka kobieta w
            ciąży zasłabnie, upadnie przy hamowaniu albo poroni z powodu
            przemęczenia? A dziecko, które jest na tyle nieporadne, że może się
            przewrócić albo nie ma wystarczająco dużo siły, żeby się trzymać
            drążka w autobusie? Jeśli jesteś kobietą, to życzę ci, żeby nikt
            nigdy ci nie pomógł w potrzebie, najlepiej jakby grupka wyrostków
            zgwałciła cię na oczach śmiejącego się tłumu - chciałabym zobaczyć
            to błaganie o odrobinę litości i pomoc...mam też nadzieję, że nigdy
            nie urodzisz dziecka, bo jak je wychowasz, to chyba już wszyscy
            dobrze wiemy.
          • framp i mamy tutaj przykład ... 05.10.07, 18:09
            myślenia zdegenerowanego, aż się wierzyć nie chce w to, co się czyta! Nie
            pomoże, nie ustąpi miejsca kobiecie w ciąży lub z dzieckiem, bo nie wiadomo na
            kogo wyrosną jej dzieci, nie pomoże komuś, kto zasłabnie na ulicy, bo nie
            wiadomo czy nie pijak, nie zadzwoni na pogotowie widząc wypadek, bo nie wiadomo
            czy ludzie z wypadku są godni poświęcenia dla nich 50 gr na telefon! Dzisiejsza
            rzeczywistość obfituje w takie indywidua i skutkuje to taką znieczulicą
            społeczną, jakiej chyba jeszcze nie było! Popukaj się w durny łeb, to może
            dotrze do ciebie, że być może ktoś kiedyś pomógł twoim rodzicom czy rodzicom
            twoich przyjaciół, których tak cenisz, i może dlatego żyjesz ty i oni, mimo że
            nie wiadomo było na kogo wyrośniecie i gdyby ten ktoś zobaczył co piszesz,
            pewnie by tej pomocy pożałował! Ja również życzę ci abyś kiedyś został skopany/a
            przez jakąś bandę na ulicy w biały dzień i nikt ci pomocy nie udzielił, żeby
            wszyscy mijali cię obojętnie i patrzyli jak się wykrwawiasz, może to nauczy cię
            trochę empatii dla słabszych i mniej zaradnych jak np. kobieta w ciąży. Zastanów
            się czy szerząc taką postawę nie działasz przeciw sobie i swoim bliskiem, może
            też kiedyś bedziesz mieć dzieci, będziesz chorować, może już dziś ktoś nie
            pomoże twojej matce jak złamie nogę, bo przecież nie wiadomo czy nie wychowała
            syna/córki idioty i egoisty!
            • nospam-net Re: i mamy tutaj przykład ... 05.10.07, 18:34
              dodam jeszcze, że właściwie to szkoda, że twoi rodzice podjęli kiedyś DECYZJĘ o
              tym, żeby cię jednak nie wyskrobać, bo ja widać po tym co piszesz, na rodziców
              się zdecydowanie nie nadawali i przekazali ci chory system wartości, kalectwo
              emocjonalne i popieprzone widzenie świata.
    • zbawieni Złe czasy na rodzenie 05.10.07, 09:26
      Przepraszam za "męską" opinię, ale może spojrzenie z boku będzie
      bardziej obiektywne. Żadne czasy nie są odpowiednie na rodzenie
      dzieci i nigdy to nie powinno być wyznacznikiem czy decydować się
      na dziecko, czy nie. Kobieta świadomi chce mieć dziecko/dzieci,
      jest dojrzała emocjonalnie, potrafi poświęcić się dla innych,
      wyzbyć się egoizmu, to nie ma takich okoliczności, które staną jej
      na drodze. Piękna teoria? Nie, praktyka człowieka, który wie, co to
      są długi, odrzucenie itd.

      zbawieni.blox.pl
      • agmar3 Re: Złe czasy na rodzenie 05.10.07, 09:56
        To zbyt jednoznaczne stwierdzenie. Jeszcze do niedawna place zabaw
        były puste, teraz przybywa maluchów. Co kawałek widzę kobietę w
        ciaży. Chciałabym drugie, ale na chceniu pozostanę. No chyba, że
        zacznę lepiej zarabiać. Nie oczekuję jałmużny od państwa, ale
        przyjaznej polityki w tej kwestii. I wiem, że jak ktoś bardzo chce
        mieć dziecko to stanie na głowie i uda mu się je utrzymać.
        Mimo "złych czasów".
        Artykuł jest jednostronny i nie poparty danymi. Mizeria. Kilka
        opinii i tyle, nie dowodzi tych "złych czasów".
        Pozdr.
    • babsee Re: Złe czasy na rodzenie 05.10.07, 09:47
      Co to za dziwne stwierdzenie"bycie matką jest trendy"?bo nie
      rozumiem?
      w ktorym miejscu,przepraszam?
      moze nie mam az takiego żalu do spoleczenstwa jak kolezanka dwojka
      dzieci z ktorych jedno ukrywa przed pracodawca,ale wiem ze bycie nie
      tylko matka ale rodzicem jest hard corem.Ja takze bylam pierwszą w
      pracy ktora zaszla w ciąze, i cale biuro czekalo na bezdechu jak
      szlam do dyrektoa podzielic sie z nim ta radosna wiadomościa.Nie
      wylecialam.
      Mieszkam we Wrocku i moze tu jest jakos milej bo ludzie i owszem
      ustępowali mi miejsca, pomagali wnosic wozek i nie spotkalam sie z
      takim odruceniem.
      Ale mam pelna swiadomosc przy wyborze pracy-pozostaje mi jedynie
      budzetowka.I pomimo, ze mając male dziecko bylam w 2005 roku na 3
      dniach zwolnienia i w 2006 roku na 4 dniach zwolnienia to jednak dla
      pracodawcy z sektora prywatnego nie ma mowy zeby zatrudnil kobiete z
      dzieckiem.I dobrze.ja tez im mowie "walcie sie".Trafilam do pracy
      gdzie wychodze o 15:30 i odbieram dziecko za dnia z
      przedszkola.Zrobilam 6 kursow w 2,5 roku.Awansowalam.Dostalam 3
      podwyzki.
      Widac mozna./Ale nie zamierzam niczego udowadniac kretynom
      z "trendy" firm gdzie trzeba pracowac po 12 h na dobe.
      Bycie matka jest trudne.I nie jest bynajmniej trendy.
      jest cholernie trudno walczyc o przyjecie do przedszkola bo we
      Wroclawiu jest o 30% za malo miejsc w placowkach.Jest trudno placic
      za kazdego dziecięcgo specjaliste, bo inaczej czekaj z chorym
      dzieckiem 3 miesiace na laryngologa.
      Niech mi nitk nie mowi,ze jest trendy bo mnie trafai.Dziecko sie ma
      bo sie chce je miec.Ale trzeba miec swiadomosc ze bedzie trudno.I
      nie ma co liczyuc na nasze "prorodzinne"panstwo.Wszystkie te partie
      kobiet wyslalabym w kosmos.Kretynki.
    • przeciwcialo Re: Złe czasy na rodzenie 05.10.07, 10:01
      Nigdy nie ma dobrych czasów na rodzenie. Zawsze można znaleźc jakies
      ale. Myslę że ci co nie chca dzieci nie przyznaja się do tego wprost
      tylko wymyslaja powodu.
      Człowiek nie wie co go jurto czeka więc stawianie warunków-
      mieszkanie, praca itp to wymówka. A może za rok praca będzie super a
      za 5 lat własne mieszkanie? Tylko czasem czekanie na te lepsze czasy
      kończy sie leczeniem w klinikach rozrodczości i in vitro.
      Albo się chce miec dziecko czy dzieci albo nie.
    • rikol Re: Złe czasy na rodzenie 05.10.07, 10:47
      Najwazniejsza dla matek jest mozliwosc powrotu do pracy - w zwiazku z tym
      potrzebne sa darmowe lub bardzo tanie, dlugo otwarte zlobki i przedszkola.
      Kobieta pracujaca i zarabiajaca na siebie(!) to kobieta niezalezna i szanowana w
      spoleczenstwie. Nikt nie szanuje 'kur domowych', one z dziecmi laduja na bruku,
      jak sie juz znudza mezowi i wtedy biegna do opieki spolecznej, bo przeciez po
      latach poza rynkiem pracy nikt ich nie zatrudni.

      Ci 'ojcowie utrzymujacy rodzine' to w wiekszosci fikcja - utrzymuja do czasu, az
      im sie znudzi malzenstwo i ojcowstwo, po rozwodzie nie utrzymuja ani swojej
      bylej niepracujacej zony ani swoich wlasnych dzieci. Poza tym ojciec moze
      stracic prace, co wtedy zrobia jesli matka nie zarabia?
    • framp dziecko jest drogie 05.10.07, 11:49
      Łatwo jest mówić, że na dziecko nie trzeba dużo wydawać, że nie musi mieć
      wszystkiego, że może nosic stare ubranka i mieć zabawki po innych dzieciach
      itp., ale gdy ma się swoje dziecko, to chce się dla niego tego, co mają inne
      dzieci i to jest normalne! A inne dzieci mają piękne wózki, śliczne nowiutkie
      ubranka i zabawki, zajęcia dodatkowe w przedszkolu, a to dopiero początek
      wydatków, rosną wraz z dzieckiem, szkołą, potrzebami nastolatka, edukacją ...
      Jak się na to patrzy i widzi, że inni mają a moje dziecko nie, to raczej
      odechciewa się mieć jeszcze następne dziecko. Cóż z tego, że zdołam je ubrać i
      nakarmić, w dzisiejszych czasach to za mało, trzeba je pięknie ubrać i nakarmić
      zdrowo i dietetycznie, na angielski zapisać, na wakacje wysłać ... I jak się na
      to nie ma, to dziecko czuje się pokrzywdzone w stosunku do swoich rówieśników i
      rodzice też nie czują się komfortowo. I wielu moich znajomych mówi, że chciałoby
      mieć więcej dzieci, ale nie mają i mieć nie będą odpowiedniego mieszkania, nie
      wydolą na przedszkole x 2, 3, 4 itd, nie starczy im nawet na odpowiednie
      jedzenie dla tak dużej rodziny nie mówiąc już o ubraniu czy wakacjach. A poza
      tym, rodzic też człowiek i oprócz hodowania dzieci też chciałby czasem pójść do
      kina czy kupić sobie jeansy niekoniecznie w lumpeksie ... I tak większość
      ogranicza się do jednej pociechy, rzadko kto ma dwoje ...
      • ugenwillla Re: dziecko jest drogie 05.10.07, 12:07
        Bo to jest zupełnie skrzywione podejście do posiadania dzieci - od najmłodszego
        uczy się je konsumpcjonizmu i nastawienia na "mieć", po co? Po co kupować od
        urodzenia stosy zabawek i ubranek a potem narzekać, że to tyle kosztuje?
        Skromnie też można wychować szczęśliwe dziecko, wystarczy poświęcać mu czas i
        zamiast nowej zabawki ofiarować wspólną zabawę, spacer. Odpowiednie jedzenie też
        nie musi być drogie, wystarczy nie jeść fastfudów i słodyczy i zostają pieniądze
        na inne rzeczy. A rodzice jak zrezygnują z piwa czy papierosów do im to na dobre
        wyjdzie. Dwoje pracujących rodziców z pewnością może utrzymać dwoje lub troje
        dzieci, to fanaberie, że trzeba mieć na to dużo pieniedzy.
        • tangerka bredzisz babciu! 05.10.07, 12:24
          Jak nie uczyć dziecko konsumpcjonizmu skoro ono zewsząd jest nim atakowa, a
          reklamy słodyczy i zabawek wylewają sie dosłownie zewsząd? Dziecko też szybko
          dostrzega co mają inne dzieci i pyta dlaczego ono nie ma takich spodni czy
          takiego komputera jak kolega i co wtedy odpowiesz? żeby ćwiczyło się w cnocie
          ubóstwa i skromności? Poza tym sama sobie przeczysz - żeby mieć dla dziecka czas
          na zabawę i spacery to trzeba nie pracować, a jak się nie pracuje, przynajmniej
          matka, to nie ma już modelu pt." dwoje pracujących rodziców". A jak dwoje
          pracują to nie mają czasu ani siły na zabawy, poza tym muszą wówczas opłacić
          opiekunki czy przedszkola, co jest kosztowne, więc z kolei nie zostaje im za
          dużo kasy na jeszcze następne dzieci. I w ten sposób kółko się zamyka. A co do
          fast foodów i piwa - to jest akurat dosć tanie w porównaniu z wysokogatunkowym
          jedzeniem, soczkami i odżywkami dla dzieci, z pampersami (ok 200- 300 zł
          miesięcznie i proszę mi nie mówić, że można w tetrze, bo to już naprawdę nie te
          czasy i naprawdę zdrowa pupa dziecka jest tyle warta), z płatnymi szczepieniami,
          z wizytami u alergologów (w Wawie jest 40-50% alergików wśród małych dzieci) i
          odczuleniami, ze zdrowymi odpowiednio wyprofilowanymi bucikami, z rytmiką i
          gimnastyką korekcyjną w przedszkolu i tak bardzo drogim. A więc przetań truć o
          tanim chowaniu dzieci, bo tak się dało może zaraz po wojnie, ale nie da się
          dzisiaj. Dzisiaj do szczęścia dziecka (i jego rodziców) trzeba mieć jakieś
          minimum środków i to nie jest bynajmniej obecne minimum socjalne obowiązujące w
          Polsce. Inaczej jest frustracja, bieda i zasiłki socjalne a nie szczęśliwe
          dzieciństwo.
          • kosmitos Re: bredzisz babciu! 05.10.07, 14:35
            w pełni się zgadzam; mam jedno dziecko i uważam, że potrzeba dużo
            pieniędzy; same pieluchy kosztowały mnie kiedyś ok 250 zł; teraz
            nie ma pieluch, ale za to ubranka w cenie zbliżonej do moich; jak
            była noworodkiem to ciuchy nie były wielkim wydatkiem, a teraz buty
            to pewnie dla mnie zamożnych inwestycja; nie kupuję dziecku
            słodyczy-niestety dziadkowie czasem to robią; zdrowe i w miarę
            racjonalne żywienie wypada drożej nią fast food, więc argumenty
            typu nie kupować słodyczy to idiotyzm; przedszkole tez pewnie będę
            musiała wybrać prywatne, bo do publicznego jesteśmy za bogaci; nie
            są to dla mnie rujnujące domowy budżet wydatki, ale gdyby były razy
            5 to już gorzej by było
            • rumien Re: bredzisz babciu! 05.10.07, 15:02
              a ja się nie zgadzam, przynajmniej nie w pełni! mam trókę dzieci i przeciętne
              dochody i jakoś nie klepiemy biedy, wszystko jest kwestią nastawienia do życia i
              dostrzegania tego co jest naprawdę ważne i na co warto wydać pieniądze a z czego
              można a nawet trzeba zrezygnować! moje koleżanki z jednym dzieckiem i wiekszymi
              ode mnie peiniedzy stale narzekają, że na nic nie mają pieniędzy, ale jak widzę
              jakie one robią zakupy, jak gospodarują swoim budżetem to już przestaję się
              dziwić! Są zwyczajnie niegospodarne, kupują rzeczy wysoko przetworzone aby było
              wygodniej gotować, choć to jest oczywiście droższe niż kupienie surowych
              produktów, nabywają masę zbędnych gadżetów, pół kosza w markecie wypełniają
              rzeczami, których ja wogóle nie tykam! A nie chodzimy głodni, brudni i
              zaniedbani, tylko nie dajemy się ogłupiać reklamie, tv i lansowanym stylom życia
              każącym ci kupić każdą głupotę, bo modne! Podobnie jest z dziećmi, moje mają
              wszystko co jest dzieciom w ich wieku potrzebne ale nie mają fanaberii i muszą
              się ze sobą wszystkim dzielić. Nie są z tego powodu nieszczęśliwe i ja też nie,
              choć wiem, że inne dzieci mają więcej zabawek, ubrań czy książęk. Kupujemy im
              rzeczy trwałe i praktyczne i nie zarzucamy górami prezentów bez okazji, kupienie
              nowej rzeczy w domu jest zawsze z namysłem i nie pod wpływem chwilowej
              zachcianki i dzieci uczymy tego samego. Sądzę, że z taką postawą będzie im
              łatwiej żyć nawet jak będą miały w przyszłości mnóstwo pieniędzy, bo człowiek
              zniewolony prze konsumpcję zawsze jest niesyty i nieszczęśliwy!
              • framp może i masz rację ... 05.10.07, 15:15
                ale nie każdy może mieć taką niezłomną postawę jak ty i być genialnym ekonomistą
                domowego budżetu, poza tym część z nas ma różne słabości i lubi sobie czasem
                kupić jakąś głupotę, np. nowe buty, bo inaczej w starych jest nieszczęśliwy i
                przenosi to na dzieci, popada w stany depresyjne albo alkoholizm cz inny -izm
                ... Zgadzam się z tym, że nie należy dzieci przyzwyczajać, że mogą mieć
                wszystko, na co wskażą palcem, że trzeba zwalczać zakupoholizm swój i dzieci i
                znajdywać sobie inne rozrywki, ale nawet jak się wyrzeknie tych nowych butów, to
                i tak zostaje masa obiektywnych wydatków na dziecko, na te wszystkie trwałe i
                praktyczne rzeczy (notabene droższe od tandetnych i jednorazowych), na jedzenie
                nawet nieprzetworzone, na leki, na naukę ... I jest pewna granica, której się
                nie przeskoczy, nawet nie wiem jak oszczędzając i odmawiając sobie nawet
                batonika, a jeżeli czuję że mój luz finansowy jest blisko tej granicy, to
                decyzja o następnym dziecku jest już naprawdę trudna. I tak właśnie ma wiele
                znanych mi rodziców jednodzietnych, którzy bynajmniej nie z rospusty wiecej
                dzieci nie mają!
              • kosmitos Re: bredzisz babciu! 05.10.07, 15:23
                ale ja nie kupuję produktów przetworzonych-może w tym problem;
                lubię świeże warzywa, więc wolę w lokalnym sklepie niż w
                supermarkecie, gdzie gnije wszystko w jednej skrzynce; wędliny
                kupuję w miejcu, gdzie jest na tyle duży obrót, żeby nie było
                potrzeby używania płynu do naczyń; nic zbędnego w marketach nie
                kupuję, bo robimy zakupy marketowe (chemikalia, woda min, przyprawy
                itp) raz na miesiąc, więc nikt nie ma ochoty dżwigać gratów do
                domu, a i tak wydatki mamy duże; zabawki kupuję na okazje, bo ma
                ich moim zdaniem za dużo; opiekunka, ubrania, buty, rozrywka i tak
                do kupy to jakaś kwota wychodzi, a policz razy klika? oczywiście
                dałoby się żyć, ale dla mnie obracanie 10 razy każdej złotówki to
                nie jest spokojne życie (nie wspominam o sytuacjach nagłych-choroba
                i to wcale nie najcięższa-ostatnio mała była chora i na same leki
                50 zł, wizyta prywatna (bo pediatra w przychodni był od 13-kolejne
                50zl) przy jednym dziecku to nie dramat ale razy 5? Same buty
                kosztują 100-200 zł dziny na promocji 35zł, bluza w promocji też ok
                tyle; no i dlatego przy klikorgu dzieciach to jest już problem
                • kosmitos Re: bredzisz babciu! 05.10.07, 15:25
                  a nie wspomniałam o wyprawkach do szkoły, angielskim, wycieczkach
                  szkolnych czy przeciętnych koloniach
            • brudziak Re: bredzisz babciu! 05.10.07, 15:35
              Ja mam dwoje dzieci, nie należymy do ludzi bogatych, choć biednych też nie, nie
              jesteśmy też specjalnie rozrzutni, ale na dzieci wydajemy dużo, bo inaczej po
              prostu się nie da i proszę mi nie udowadniać, że to ze snobizmu czy nadmiaru
              bogatcwa, bo to nie prawda. Jedno dziecko mam w szkole podstawowej, drugie w
              przedszkolu, więc mam pełen przekrój wydatków i tych wczesnodziecięcych i tych
              szkolnych. Policzmy: przedszkole + zajęcia dodatkowe = prawie 500 zł, obiady w
              stołówce skolnej 200 zł, komplet książek do V klasy - 250 zł, książki do
              przedszkola - 60 zł, ubranka na rozpoczęcie roku szkolnego i przedszkolnego - po
              100 zł na głowę, czyli 200 zł a to i tak tanio, w outlecie kupione i tylko to,
              co się porwało. Tyle wydałam we wrezśniu na moją dwójkę - ponad 1200 zł! Nie
              stać mnie w żadnym razie aby to pomnożyć np. przez jeszcze 2, bo i tak na
              wakacje i wrzesień zbieramy cały rok, aby jakość to wszystko poopłacać. I niech
              ktoś mi wytłumaczy jak miałabym tanio wychowywać moje dzieci, na czym miałabym
              zaoszczędzić, bo ja naprawdę nie wiem.
    • croyance Re: Złe czasy na rodzenie 05.10.07, 16:52
      No, a kiedy byly te dobre czasy? Podczas zaborow? Wojny? W obozach
      moze? Na plantacjach bawelny we wczesnych Stanach? Czy moze, jak nie
      bylo antybiotykow? he he
Pełna wersja