kropkakot
11.10.07, 11:22
Z moja przyjaciólka poznalysmy sie przez meza - chodzila z nim do
szkoły. Potem wyszła za mąz i jako pary przyjaźnilismy sie nadal-
razem na wakacje, co tydzien imprezy itp. Zawsze była moja
powierniczka, zwierzalam sie jej z problemow z mezem, potrafiła mi
doradzic a jednoczensie nic nie mowila mezowi o naszych rozmowach.
Teraz jestem na etapie rozwodu z mezem. Przyjaciolka wysluchiwala
mnie, mowilam jej wszystko, popierala mnie w tym co robilam. I teraz
taka sprawa - rozumiem ze gdyby nasze malzenstwo rozwodzilo sie "po
ludzku" to naturalne jest ze oni pewnie chcieliby kontunuowac
przyjaźń z moim męzem. Ale mąz wyczynial mi dzikie awantury,
grożenie nożem, pozbawiam mnie prawa do wspolnego majatku, nastawia
dziecko przeciwko mnie, w podły i bez zadnych skrupułów sposób
oczernia moja rodzine (np. ze moj tata wykorzystywal mnie w
dziecinstwie...! ) - jednym słowem wykancza mnie psychicznie.
(pisalam juz wczesniej o niekórych jego wyczynach...) Opowiadam o
tym wszystkim mojej przyjaciólce, załamana rycze na jej ramieniu a
ona jest przerazona jego postepowaniem. Natomiast teraz dowiedzialam
sie ze urzadza 2 imprezy gdyz ma duzo znajomych ktorych nie moze
zaprosic razem, i jego zaprasza na jedna impreze a mnie na druga. Co
mam o tym myslec? Czy w imie lojalnosci w stosunku do mnie nie
powinna kontynuowac znajomosci z nim czy tez moze nie powinno mnie
to wcale obchodzic? Tak czy inaczej, swiadomosc ze ona chce nadal
utrzymac z nim kontakty, po tym wszystkim co on mi robi, powoduje ze
przestaje jej ufac i wcale nie wybieram sie na ta impreze. Jak
uwazacie?