mamazulki
12.10.07, 23:41
jestem w 15 tygodniu ciąży. W pierwszej ciąży musiałam leżeć przez
odklejenie kosmówki i tym samym niestety nie mogłam pracować.
Dlatego w drugiej ciąży obiecałam sobie że będę pracowała tak długo
jak tylko będę w stanie tym bardziej iż lekarka zapewniła mnie,że ta
przypadłość niezmiernie rzadko się powtarza. Jak się okazało "w
stanie" byłam pracować bardzo krótko... 3 tygodnie temu krwawiąca
wylądowałam na izbie przyjęć i znów diagonoza "odklejenie
kosmówki" - z doświadczenia wiedziałam że oznacza to leżenie
plackiem. No więc dwa tygodnie nic innego nie robiłam faszerując się
lekami na podtrzymanie.W poniedziałek lekarka stwierdziła że już
jest wszystko w porządku, krwiak się wchłonął, ale zaleciła żebym
wracała do "życia" powoli- bardzo króciutkie spacery, powolne
poruszanie się itd. Generalnie cały wtorek naprawdę minął mi
spokojnie. Wieczorem faktycznie przesadziłam ze szwędaniem się po
domu, ale - zabrzmi to absurdalnie - już nie miałam
siły "odpoczywać" i dodatkowo moja mama bardzo mnie zdenerwowała. W
środę rano obudziłam się z krwawieniem. Przeryczałam cały dzień i
znów leżę cały czas zastanawiając się czy dobrnę szczęśliwie do
końca ciąży.... Od listopada miałam wrócić do pracy ale teraz jest
to już nierealne nawet gdyby wszystko było w porządku. Dzisiaj
zadzwonił mój szef i dał mi do zrozumienia że nie mogą na mnie już
czekać bo cała organizacja pracy im się rozwala a nie mają pewności
czy faktycznie uda mi się wrócić od 1- go. Zasugerował mi więc żebym
już do końca była na zwolnieniu a mnie po prostu serce pękło. Nie
jestem pracoholiczką ale wiem jak źle zniosłam 9 miesięcy pierwszej
ciąży tylko przez to, że cały czas musiałam siedzieć w domu.
Rozumiem pracodawcę i wcale sie nie dziwię że tak postąpił ale czuję
się jak niepotrzebny przedmiot... i tak bardzo boję się o dziecko...