dirgone
19.10.07, 09:23
O rany.
Nie wiedziałam, jak zacząć wątek i jaki dać tytuł, bo jestem w lekkim szoku.
Jak najbardziej dopuszczam do siebie myśl o przywidzeniu i tak dalej i teraz
już niczego nie jestem pewna.
W Warszawie leje. Wyszłam z domu i szłam do autobusu. Po jednej stronie
chodnika są sklepy, a po drugiej jakaś rudera i minipark, z kilkoma drzewami
na krzyż. Kilka kroków przede mną (nawet nie kroków, półtora metra po
przekątnej) szła pani w wieku nieokreślonym. Miała czarny płaszcz z wielkim
kapturem. W ręku trzymała woreczek śniadaniowy, taką plastikową małą torebkę,
z czymś, co miało kolor sino-czerwony. A na dole woreczka było OKO.
Przysięgam, że było. Z niebieską tęczówką! Pani skręciła do miniparku, nie na
chodnik, ale na trawę obok rudery i tam wysypała zawartość woreczka. Zawróciła
i poszła w tę samą stronę, skąd przyszła.
Ja sięgnęłam po telefon i nie wiedziałam, czy mam dzwonić po policję (uznałam,
że mnei wyśmieją) czy do lubego czy już nie wiem do kogo. Uznałam, że najpierw
jednak sprawdzę. Z duszą na ramieniu, w strugach deszczu, po mokrej trawie
podeszłam do tego rozsypanego czegoś. Na trawie leżały kawałki chleba i
kiełbasy, ale zanim tam doszłam, zdążyło podlecieć już kilka wron. I odlecieć
z tym, co znalazły na trawie.
Oka nie było. Teraz już myślę, że może mi się przywidziało, ale kurde - skąd w
torebce z chlebem i kiełbasą coś okrągłego, białego, z niebieską plamą
wielkości paznokcia???
O rany. No było to oko. Widziałam je...